Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Antony Beevor. Historyk, który zrewolucjonizował sposób pisania o II wojnie światowej

Czytaj dalej
Fot. Bundesarchiv
Ben Macintyre, „The Times”

Antony Beevor. Historyk, który zrewolucjonizował sposób pisania o II wojnie światowej

Ben Macintyre, „The Times”

W Rosji grozi mi pięć lat więzienia - mówi autor licznych książek na temat historii tego kraju, wybitny brytyjski historyk Antony Beevor. Jego prace są tam zakazane

W trzecim odcinku niezwykle popularnego serialu telewizyjnego „Nocny recepcjonista” grany przez Toma Hiddlestona Jonathan Pine dostaje się do tajnej kryjówki mózgu grupy przestępczej Richarda Onslowa Ropera. W tej roli występuje Hugh Laurie. Serial stanowi adaptację bestsellerowej szpiegowskiej powieści Johna le Carré pod tym samym tytułem. Kamera przesuwa się po pomieszczeniu, po czym przybliża leżący na biurku stos książek. Tu - scena przypomina niemal lokowanie produktu, za które zapewne dałby się pokroić każdy pisarz - nasze oko zatrzymuje się na „Stalingradzie” Antony’ego Beevora.

Jedna z najlepszych książek Beevora opowiada o tym, jak wyglądały walki o Berlin w 1945 r.
Bundesarchiv Bitwa pod Stalingradem trwała 200 dni. Porażka Niemiec stała się punktem zwrotnym w przebiegu II wojny światowej

To zręczne podkreślenie roli literatury w życiu Ropera ma swoje znaczenie. Wskazuje, że mimo braków wykształcenia jest on intelektualistą. Człowiekiem wyrafinowanym i światowym. A ponadto dobrze rozumie pełną przemocy wojenną przeszłość. To oszust, ale myślący i inteligentny.

Scena ta stanowi też najlepszy dowód, że Antony Beevor stał się już marką samą w sobie, której książki na dobre zadomowiły się w kulturze - większość Anglików z klasy średniej posiada w domowej bibliotece przynajmniej jedną jego pracę. To spore osiągnięcie jak na byłego oficera armii, a kiedyś i początkującego powieściopisarza. Jego książki z zakresu historii wojskowości sprzedały się w ponad sześciu milionach egzemplarzy. Przetłumaczono je na 30 języków!

„Miałem cholernie dużo szczęścia” - mówi 71-letni Beevor podczas naszego spotkania w jego domu w zachodnim Londynie. Wciąż zachowuje dobrą formę i sylwetkę wojskowego. To po części prawda - jego sukcesowi sprzyjały otwarcie archiwów wojennych, zmieniające się podejście do konfliktu wojennego oraz to, że współpracował ze świetną rosyjską researcherką i inspirującym go do pracy wydawcą. Jednak - jak mawiał Napoleon - najlepsi generałowie są szczęściarzami.

„Stalingrad” stanowił dla Beevora książkę przełomową. Praca opisuje brutalną bitwę między wojskami radzieckimi a niemieckimi toczoną między sierpniem 1942 a lutym 1943 r. Starcie to nie tylko zmieniło rozumienie wojny przez opinię publiczną, ale być może i sam jej przebieg.

Książkę wydano w 1998 r. Zdobyła trzy najważniejsze nagrody w dziedzinie literatury faktu. Kolejno - Samuela Johnsona, Wolfsona i Hawthorndena.

W przeszłości historia wojskowości stanowiła w większości zakurzoną sferę zarezerwowaną dla żołnierzy z wykształceniem akademickim i akademików, którzy przeszli służbę wojskową. Skupiano się na kwestiach taktyki, uzbrojenia, rozmieszczania wojsk i opisie sylwetek generałów. Czytelnikami tych prac byli wyłącznie mężczyźni - zazwyczaj już na emeryturze. Wielu z nich w dzieciństwie czy wczesnej młodości uwielbiało montować plastikowe modele firmy Airfix. I walczyło w II wojnie światowej albo przynajmniej chciało w niej uczestniczyć.

Beevor zaproponował inne podejście. Dzięki dostępowi do nowo otwartych rosyjskich archiwów wojskowych mógł zacząć opowiadać wstrząsającą historię widzianą oczyma zarówno szeregowych żołnierzy, jak i dowodzących - pokazywać okrucieństwo po obu stronach konfliktu, decyzje dowódców, ale także los zwykłych wojaków konających z głodu w śniegu w jednej z najstraszniejszych bitew tej wojny. Nie tracąc z oczu opisu strategicznego rozwoju bitwy, dbał, by na stronach książki nieustannie pobrzmiewało echo głosów żołnierzy i cywilów. Dodajmy przedziwne obsesje po obu stronach - skłonność żołnierzy niemieckich do samobójstw w razie poddania, fascynację Rosjan wyczynami snajperów, fanatyczny heroizm, tchórzostwo dowódców i szokującą skalę rozlewu krwi. Całkowita liczba zgonów w ciągu zaledwie czterech miesięcy rzezi przekroczyła milion!

Jedna z najlepszych książek Beevora opowiada o tym, jak wyglądały walki o Berlin w 1945 r.
Bundesarchiv Niemiecką kontrofensywę w Ardenach na przełomie 1944 i 1945 r. Amerykanie szybko zatrzymali

„Stalingrad” przedstawiał horror tej bitwy jak nigdy dotąd. W przypadku wielu czytelników całkowicie zmienił ich postrzeganie wojny. „Nie sądziłem, że jest to praca rewolucyjna” - mówi Beevor. „Po prostu pisałem książkę, jaką sam chciałbym przeczytać. Okazało się, że łamie ona reguły gatunku - rozpadły się tradycyjne klasyfikacje rynkowe. Miałem fenomenalne szczęście. W przeszłości o historii pisano w kategoriach zbiorowych. Jednak pod koniec lat osiemdziesiątych nastąpiło ogromne przesunięcie w stronę opisu losu jednostek” - dodaje mój rozmówca.

Rosyjskie archiwa wojskowe otwarto 1995 r. Dzięki temu Beevor i jego znakomita rosyjska researcherka historyczka Luba Winogradowa uzyskali nieskrępowany dostęp do ogromnego zbioru nowych materiałów.

„Rosjanie tak naprawdę nie wiedzieli, jak traktować byłych wrogów, którym teraz dano swobodny dostęp do archiwów” - mówi Beevor, chichocząc jak ktoś, komu dało się przeprowadzić manewr ominięcia flanki przeciwnika, unikając siły jego ognia. Archiwum pozostawało dostępne dla badaczy z zagranicy przez pięć lat. Później zamknięto je z trzaskiem. Beevor zdążył jednak zebrać materiał do kolejnej książki „Berlin 1945. Upadek”. To opis bitwy o to miasto, która oznaczała ostateczny upadek Trzeciej Rzeszy.

Praca ta pod wieloma względami ma równie wstrząsający wydźwięk jak „Stalingrad”. Opisanie przez autora powszechnie dokonywanych wówczas przez żołnierzy Armii Czerwonej gwałtów na Niemkach wywołało wściekłość Moskwy. Tamtejsze media zarzuciły mu „handlowanie” neonazistowskimi kłamstwami. Beevor odpowiedział, że ma nadzieję, iż rosyjscy historycy „zajmą bardziej obiektywne stanowisko wobec przeczącego mitowi bohaterstwa materiału znajdującego się w ich własnych archiwach”.

Złudna nadzieja. Za rządów Władimira Putina rosyjskie archiwa pozostają zamknięte dla wszystkich, oprócz „słusznych” rosyjskich historyków. Rosjanie wciąż walczą w drugiej wojnie światowej.

„Z technicznego punktu widzenia w Rosji grozi mi do pięciu lat więzienia” - mówi z promiennym uśmiechem historyk. „Oczywiście to mało prawdopodobne, ale Rosja jest tak nieprzewidywalna. Znieważanie bohaterskiej postawy Armii Czerwonej w tej wojnie równa się tam zaprzeczaniu Holokaustowi”.

W następnych latach Beevor wydał trzy książki. „D-Day. Bitwa o Normandię” (2009), „Druga wojna światowa” (2012) oraz „Ardeny 1944. Ostatnia szansa Hitlera” (2015). W tym momencie skierował swoją uwagę na jeden z najsilniej zmitologizowanych tematów tej wojny: bitwy pod Arnhem. Wynikiem jest wydana w tym miesiącu jego najnowsza praca „Arnhem: The Battle for the Bridges, 1944”.

Jedna z najlepszych książek Beevora opowiada o tym, jak wyglądały walki o Berlin w 1945 r.
Bundesarchiv Zamach na Hitlera w Wilczym Szańcu stał się pretekstem do czystek w niemieckiej armii

W świadomości społecznej pokutuje mit, że mieliśmy tu do czynienia z heroiczną porażką Brytyjczyków - przedwczesną próbą przeforsowania zwycięstwa już we wrześniu 1944 r. Wynikał on z opisu tej bitwy w książce i powstałym na jej podstawie epickim dramacie filmowym „O jeden most za daleko”.

Marszałek armii brytyjskiej Bernard Montgomery pragnął doprowadzić do zakończenia wojny przed Bożym Narodzeniem. W tym celu pchał wojska na północ przez Dolny Ren, jednocześnie wykorzystując siły powietrzne do zabezpieczenia kluczowych mostów. Dzięki temu 2. armia brytyjska miała ominąć Linię Zygfryda i ruszyć do Zagłębia Ruhry. Plan zawiódł na całej linii. Zginęły 2 tys. żołnierzy sojuszników, a 1. dywizja powietrznodesantowa, w której skład wchodziła brygada dowodzona przez gen. Stanisława Sosabowskiego, uległa rozbiciu.

Jedna z najlepszych książek Beevora opowiada o tym, jak wyglądały walki o Berlin w 1945 r.
Library and Archives Canada Marszałek Bernard Montgomery, autor nieudanej operacji „Market Garden”. Przez całą ofensywę aliantów w 1944 r. Brytyjczyk rywalizował o dowództwo z generałami z USA

Bitwie pod Arnhem „brakowało” tak niezwykle wyrazistego poczucia grozy, jakie towarzyszyło bitwom pod Stalingradem czy o Berlin. Nie budziła równie silnej - jeśli można użyć tego słowa - fascynacji. Beevorowi udało się jednak opowiedzieć historię bardziej ludzką w swojej wymowie i bardziej złożoną niż to, co sam nazywa „wielkim mitem heroicznej klęski”. Powstała opowieść o nieposkromionej pysze, sporadycznym braku kompetencji, ludzkiej próżności, słabości, ale też niezwykłym męstwie.

Zauważane u Brytyjczyków w początkach wojny poczucie braku pewności pod koniec 1944 r. ustąpiło miejsca równie groźnej nadmiernej pewności siebie - nasi stratedzy błędnie odczytali przeprowadzoną w lipcu tego roku nieudaną próbę zamachu na Hitlera jako zapowiedź jego ostatecznego upadku. Tymczasem w rzeczywistości partia nazistowska i SS wykorzystały ją do uzyskania całkowitej kontroli nad aparatem państwowym i pogłębiły determinację do dalszej walki. Brak łączności pomiędzy alianckimi siłami powietrznymi i naziemnymi byłby może i śmieszny, gdyby nie tragiczne konsekwencje tego stanu rzeczy.

Arnhem jak na dłoni uwidoczniło lukę między osobistymi motywami działania a ogólną strategią militarną. Montgomery poprzez dramatyczną próbę pokazania, kto „rządzi” na polu bitwy, chciał przejąć kontrolę nad strategią sojuszników. Churchill z kolei chciał „wzmocnić brytyjski prestiż, w takim samym stopniu, w jakim ten upadał”. Wielu odważnych ludzi nie potrafiło ostrzec, że plan marszałka przyniesie katastrofalne skutki.

„Fizyczna i moralna odwaga prawie nigdy nie idą w parze” - mówi Beevor. „Zawsze chciałem głębiej i na nowo przyjrzeć się bitwie pod Arnhem. Łącznie z analizą strategicznego myślenia, jakie jej towarzyszyło. Bo zawsze uważałem je za podejrzane. Inaczej podchodzili do wojny Brytyjczycy, Amerykanie, Niemcy i Holendrzy oraz - na Boga! - Polacy”.

Jedna z najlepszych książek Beevora opowiada o tym, jak wyglądały walki o Berlin w 1945 r.
Photoshot Reporter Antony Beevor, były żołnierz, dziś jeden z najbardziej znanych brytyjskich autorów. Jego sposób pisania o historii zrewolucjonizował tę dziedzinę

W ujęciu Beevora Arnhem staje się studium narodowego charakteru. „Usiłowaliśmy przejść przez wojnę, dowcipkując. Przez większość czasu panowała niewiarygodna amatorka. Każdą bitwę nazywano »imprezą«, a żołnierze krzyczeli do wroga: »Stój spokojnie, draniu! Te kule kosztują mnóstwo pieniędzy!«. Ot, taki brytyjski dowcip”.

W przeciwieństwie do Brytyjczyków Amerykanie okazali się zdolni do twardych, brutalnych zachowań wobec przeciwnika. „Mój Boże! Zabijanie. Sposób, w jaki zabijali swoich jeńców - zwłaszcza wojsk spadochronowych. Przechodzili bardzo agresywne szkolenia. Brytyjczycy zawsze wykazywali się odwagą w obronie (potwierdza to zresztą sama bitwa pod Arnhem), ale gdy chodzi o atak, nigdy nie potrafiliśmy działać szybko i bezwzględnie”. W tym momencie Beevor cytuje nagrodzonego podczas II wojny światowej Krzyżem Wojskowym nestora brytyjskich historyków wojskowych profesora Michaela Howarda: „W gruncie rzeczy uczono nas umierać, ale nie uczono zabijać”.

Zdaniem Beevora braki brytyjskiej armii nosiły charakter kulturowy. „Chodzi o sposób, w jaki ich szkolono. Nie ruszyłeś się z miejsca, zanim ci nie powiedziano. Żadnej improwizacji. Niemcy byli tu w istocie mniej skostniali - gdy zginął oficer, komendę przejmował podoficer. W armii brytyjskiej podoficerów nie szkolono do przejęcia dowództwa. Czekali, aż pojawi się rozkaz. Podobnie było i oficerami”.

Jedna z najlepszych książek Beevora opowiada o tym, jak wyglądały walki o Berlin w 1945 r.
Bundesarchiv Jedna z najlepszych książek Beevora opowiada o tym, jak wyglądały walki o Berlin w 1945 r.

W przypadku Arnhem doszło do zderzenia dwóch „odmian” tej samej armii: wszechstronnej i potrafiącej desperacko walczyć w czasie odwrotu oraz mniej sprawnej, posuwającej się do przodu nazbyt daleko i zbyt szybko, a ponadto skoncentrowanej na błędnych celach. „Wielu widziało, że wszystko to działa wadliwie. Ale nie mogłeś się mieszać - powiedzieć, że to fatalny plan, bo pomyśleliby, że jesteś zwykłym »kiepem«”.

Również w tej książce Beevor stosuje swoją ulubioną „strategię sroki” - spod szerokiego obrazu wojny wyłaniają się szczegóły, dziwne i nieprawdopodobne spostrzeżenia, momenty, incydenty i słowa. Aresztowanie i egzekucja przez nazistów holenderskiego wuja aktorki Audrey Hepburn hrabiego Otto van Limburg Stiruma. Mrożący krew w żyłach opis dramatu Holendrów - przyzwyczajeni do bogatej w tłuszcz diety opartej na serze i mleku byli szczególnie narażeni na śmierć głodową w obozach jenieckich, gdzie racje żywnościowe nie zawierały tłuszczu.

Sukces uprawianej przez Beevora metody pisania o historii polega na udanym połączeniu doświadczenia i wiedzy w sprawach wojskowości z literaturą. Po studiach w Winchester College zapisał się do akademii wojskowej Sandhurst. W 1967 r. zaczął służyć w 11. Pułku Huzarów i awansował na porucznika. Jest oficerem w stanie spoczynku.

Jedna z najlepszych książek Beevora opowiada o tym, jak wyglądały walki o Berlin w 1945 r.
Photoshot Reporter

Zawsze jednak chciał pisać. W 1970 r. odszedł więc ze służby. Najpierw próbował powieści. Obecnie dzieli czas między dom w zachodnim Londynie a posiadłością w hrabstwie Kent. Jest żonaty z historyczką i biografką Artemis Cooper. Mają dwoje dzieci: Nellę i Adama. W 2017 r. otrzymał z rąk królowej tytuł szlachecki.

„Byłem zawodowym żołnierzem, ale w wieku 23 lat wysłano mnie na szkolenie do Walii Północnej i zakwaterowano w obozie namiotowym pod Rhyl. Przygnębiające i nudne doświadczenie. We właściwiej młodemu wiekowi arogancji postanowiłem, że zostanę pisarzem. W końcu wszyscy członkowie rodziny mojej matki parali się pisaniem. Dlaczego więc nie ja [babką była pisarka Janet Waterfield, potomkini XIX-wiecznej pisarki Lucie Duff Gordon - red.]?”.

Pierwsza powieść Beevora, co zapewne nie dziwi, nosiła tytuł „The Cavalry Officer”. Nigdy jej nie opublikował. Pytam, czy mogę ją zobaczyć. Beevor chrząka w nieco autoironiczny sposób, co w „języku wojskowych” oznacza grzeczną uwagę: „Chyba pan żartuje. Mówimy o młodości”. Jego głos cichnie.

Po czterech latach służby zdecydował się odejść i zająć pisaniem. „Uwielbiałem służbę w tym pułku. Ale nagle uświadomiłem sobie, że do wojska wstąpiłem z tego powodu, że jako dziecko cierpiałem na chorobę Perthesa, rzadkie występujące w dzieciństwie schorzenie wpływające na funkcjonowanie biodra. Przez trzy lata między czwartym a siódmym rokiem życia poruszałem się o kulach. Byłem jak »Długi John« Silver z »Wyspy Skarbów«. W szkole mnie zastraszano. Nie mówiąc o mnóstwie innych konsekwencji. Uświadomiłem sobie, że wstąpiłem do armii, aby sobie to zrekompensować”.

Jeśli widoczna w jego pisaniu o żołnierzach psychologiczna głębia ma jakieś źródło, jest nim może wcześnie zdobyta świadomość, że ludzie ci mogą brać broń do ręki z przyczyn niemających nic wspólnego z fizycznym hartem czy samą agresją. „Psychologia ma wpływ na tak ogromną część wojny” - zauważa Beevor.

Z lekceważeniem wyraża się o swoich pierwszych próbach powieściopisarskich, ale jego styl pisania o historii przenika typowe dla powieściopisarza podejście do bohatera, osobowości postaci, fabuły i umiejscowienia sceny akcji. „Próby powieściowe okazały się ogromnie pomocne. Chcę móc wizualizować to, o czym piszę - topografię, pogodę, a przede wszystkim nastroje ludzi - jak również najlepszy fizyczny opis postaci, jaki mogę uzyskać. To jedyny sposób, by dać młodym ludziom wyobrażenie o tym, co się wtedy działo”.

Pisanie książek traktuje jak prowadzenie kampanii wojskowych - operacji prowadzonych ze zwiadowcami, rozpoznaniem terenu, planowaniem strategii… i oczywiście ściśle tajnych. Na pytanie, nad czym teraz pracuje, odpowiada z uprzejmą stanowczością: „Obawiam się, że nie mogę panu powiedzieć”.

Dlaczego II wojna światowa wciąż tak mocno włada narodową wyobraźnią? „Gdy żyje się w społeczeństwie mającym obsesję na punkcie zdrowia i bezpieczeństwa, a któremu brak moralnego osądu, okresy takie jak wojna wydają się bardziej ekscytujące. Dlaczego? Bo podstawę całego naszego ludzkiego dramatu stanowi wybór moralny. Podczas drugiej wojny światowej dokonywano wielkich wyborów tego typu. Walczyliśmy w dobrej wojnie o demokrację i całą resztę tych rzeczy, ale całą wschodnią Europę przekazaliśmy jednej z najgorszych dyktatur w dziejach”.

Wciśnięte w ramy nadrzędnej moralności i niemoralności samej wojny jednostki musiały dokonywać osobistych wyborów, jak postępować - na dobre i na złe.

W przeszłości historia wojskowości zajmowała się wielkimi ludźmi wygrywającymi wojny i przytaczaniem faktów często stanowiącym rodzaj ledwie zawoalowanej propagandy. Podobnie jak w filmach o ogromnym bohaterstwie naszych uczestników tego konfliktu, których wysyp nastąpił tuż po wojnie, historię postrzegano tylko w czarno-białych kolorach.

Opowiadana przez Antony’ego Beevora, Maxa Hastingsa i grupę innych historyków historia II wojny światowej jest bardziej barwna. Więcej od nas wymaga. Nie celebruje, nie gloryfikuje, nie poucza i nie moralizuje, ale bez sentymentów patrzy zarówno na głębię naszego zwyrodnienia, jak i szczyty odwagi. I zadaje pytanie, które stawia też cała historia popularna: co byś zrobił na ich miejscu?

Tłumaczenie: Zbigniew Mach

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Naszej Historii.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Naszej Historii
  • codzienne e-wydanie Naszej Historii
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Ben Macintyre, „The Times”

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.