Był jednym z "Lwowskich Puchaczy"

W 307 Dywizjonie Myśliwskim Nocnym  Józef Skubisz latał jako nawigatorna samolotach Mosquito. Były one znacznie lepsze od poprzednio używanych Boulton Fot. archiwum prywatne W 307 Dywizjonie Myśliwskim Nocnym Józef Skubisz latał jako nawigator
na samolotach Mosquito. Były one znacznie lepsze od poprzednio używanych Boulton Paul Defiant

Przedstawiamy fascynującą historię życia Józefa Skubisza, który w czasie wojny latał w Dywizjonie 307 i walczył z Niemcami

Józef Skubisz przez wiele lat był nauczycielem w Zespole Szkół Budowlanych w Radomiu, ale o tym, że w czasie II wojny przeżył sowiecką gehennę, a "nieludzką ziemię" opuścił wraz z armią generała Władysława Andersa, zaś potem latał jako nawigator w 307. Dywizjonie Myśliwskim Nocnym "Lwowskich Puchaczy" wiedzieli
tylko nieliczni.

- Może pokazy Air Show w Radomiu byłyby dobrą okazją, by przybliżyć sylwetkę ojca? - zastanawia się Roman Skubisz, syn zmarłego 25 lat temu lotnika.

Napisy w Kozielsku

Rodzinne albumy są pełne małych, czarno-białych zdjęć, niektóre z podpisami, inne bez. Najstarsze pochodzą sprzed wojny. Majdan Surhowski w powiecie Krasnystaw. To tam w 1910 roku urodził się Józef Karol Skubisz. Zdjęcia ze służby wojskowej, zdjęcia z Jadwigą z domu Chmielewską, z którą ożenił się w 1938 roku w Międzyrzecu Podlaskim. Syna Romana, który urodził się w 1940 roku, zobaczył dopiero wiele lat później.

- Ojciec w pierwszych dniach wojny, bo 10września 1939 roku, trafił do szpitala wojennego - opowiada Roman Skubisz. - Po napaści Sowietów, 20września 1939 roku, został internowany na Litwie. Kiedy Sowieci zagarnęli i Litwę, ojca wraz z innymi polskimi oficerami przewieziono do Kozielska, gdzie do 31 sierpnia 1941 roku przetrzymywano go w prawosławnych zabudowaniach klasztornych monastyru. We wspomnieniach zachował wyryte na ścianach napisy, pozostawione tam przez poprzedników, których trzymano tam wcześniej. Mówił, że nie ani on, ani inni nie zdawali sobie sprawy, że tamtych ludzi wywieziono, by potem zabić ich w Katyniu.

W armii generała Andersa

Józef Skubisz zaczął służyć w 307 Dywizjonie
Myśliwskim Nocnym, szkoląc się wcześniej w Kanadzie
(fot. archiwum prywatne)

Jedną z najcenniejszych, rodzinnych pamiątek jest koperta listu wysłanego przez Józefa Skubisza z Kozielska do Polski, z sowieckimi i niemieckimi pieczęciami. Niemieckimi, bo list dotarł do okupowanej Polski. Jest też zimowe zdjęcie z 1941 roku z miejscowości Tockoje. Wybawieniem dla Józefa Skubisza i innych oficerów było utworzenie Polskich Sił Zbrojnych przez generała Władysława Andersa. Po wymaszerowaniu wraz z jego armią z terytorium sowieckiego znalazł się w Persji, Iraku, Egipcie, potem na szlaku jego wojennej tułaczki pojawił się Durban w Republice Południowej Afryki. Zdjęcie z tego miasta jest chyba najbardziej egzotyczne z całej kolekcji wojennych fotografii.

W dywizjonie "puchaczy"

Dywizjon "Lwowskch Puchaczy"


307 Dywizjon Myśliwski Nocny był jednostką lotniczą Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii podczas II wojny światowej. Od 1942 roku załogi na rewelacyjnych samolotach Mosquito, wykonując operacje "intruder" (polowanie na nieprzyjacielskie samoloty nad ich lotniskami) oraz "ranger" (loty nad terytorium
nieprzyjaciela i ataki z broni pokładowej i bombami wszelkich wyszukanych celów,
jak pociągi, statki, obiekty wojskowe).


W 1943 roku Józef Skubisz trafił do Blackpool w Anglii, by następnie znaleźć się w szkole nawigatorów w Moncton wKanadzie. Zdobyta wiedza i umiejętności przydadzą mu się w 307. Dywizjonie Myśliwskim Nocnym "Lwowskich Puchaczy". - Ojciec latał na dwuosobowych samolotach mosquito - podkreśla Roman Skubisz.

- Mówił, że w odróżnieniu od poprzednio używanych przez dywizjon samolotów boulton paul defiant, był to doskonały sprzęt. Na mosquito załogi szkoliły się do nowych zadań, a potem zaczęły wykonywać nocne loty nad Niemcy, zaś po przeniesieniu na lotnisko Predannack w Kornwalii dzienne loty nad Zatoką Biskajską i Atlantykiem.

W czasie jednego z lotów dywizjon odniósł kolejny sukces. Zestrzelono na pewno pięć samolotów, prawdopodobnie dwa, a cztery uszkodzono.

Kolejne bazy i kolejne zadania: na lotnisko Drem koło Edynburga, nocne patrolowanie nad Szkocją, dyżury bojowe z lotniska Sumburgh na wyspach szetlandzkich, a od stycznia 1944 roku loty nękające nad Norwegię, gdzie m.in. zaatakowano niemiecką bazę w Stavanger i zniszczono dwa wodnosamoloty.

2 marca dywizjon przeniesiono na lotnisko Coleby Grange. Zadaniem polskich lotników była obrona miast Hull i Londyn. Od czerwca, po kolejnej zmianie lotniska, dywizjon zaczął latać nad Niemcy, Belgię, Holandię i Francję. W jednej z akcji 27 lipca 1944 roku uszkodzono stację radiolokacyjną na wyspie Sylt, a 17 września pięć polskich samolotów osłaniało desant pod Arnhem w ramach operacji "Market Garden".

Tęsknota za lataniem

Ta wiedza o dywizjonie jest znana Romanowi Skubiszowi gównie z ogólnodostępnych informacji. Ojciec, którego pierwszy raz zobaczył w 1946roku, po jego powrocie do Polski, raczej o tym nie rozmawiał. - Wrócił, bo przecież miał w Polsce rodzinę, a do Radomia trafiliśmy, bo mieszkali tu jego bliscy. Zamieszkaliśmy w kamienicy na ulicy Żeromskiego. Nie pamiętam, by ojciec spotykał się z kolegami z lotnictwa. Takie to były czasy, że walką w siłach zbrojnych na Zachodzie lepiej było się nie chwalić, ale i tak interesował się nim Urząd Bezpieczeństwa. Ojca wiele razy przesłuchiwano i zatrzymywano. On sam już nigdy więcej nie latał, ale miłość do latania pozostała w nim. Zaszczepiał ją nam, prowadząc nas w okolice lotniska na Sadkowie, by obserwować wojskowe samoloty.

Kształtował harcerskie pokolenia

Józef Skubisz przez wiele lat pracował jako nauczyciel w radomskiej "budowlance". W pamięci tych, co go znali zapisał się nie tylko jako świetny pedagog, ale także
jako przewodnik i "ojciec chrzestny" drużyny harcerskiej, który promował idee skautingu, organizując między innymi rajdy, zloty i obozy wędrowne. W 1971 roku
został harcmistrzem, odznaczono go między innymi Złotym Krzyżem Zasługi i medalem "Za Udział w Wojnie Obronnej 1939".

Zmarł w 1990 roku, a pochowano go w rodzinnym Majdanie Surhowskim. Roman Skubisz nie potrafi powiedzieć, czy jego ojciec był jedynym mieszkańcem
Radomia, który latał w czasie wojny w polskich dywizjonach. Wie, że jego historia została opisana dopiero niedawno przez Kazimierza Duszę w opracowaniu dotyczącym 'budowlanki". - Ale nadal mało kto wie o losach ojca - podkreśla.

Piotr Kutkowski
ECHO DNIA

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.