Cichy bohater bitwy warszawskiej

Generał Tadeusz Rozwadowski jako autor planu bitwy warszawskiej był całkowicie lojalny wobec Józefa Piłsudskiego Fot. zbiory Mariusza Patelskiego Generał Tadeusz Rozwadowski jako autor planu bitwy warszawskiej był całkowicie lojalny wobec Józefa Piłsudskiego

Generał Tadeusz Rozwadowski był wybitnym sztabowcem. Nie miał jednak szczęścia, jego osobowość starła się bowiem z indywidualnością Józefa Piłsudskiego

W czasie wojny polsko-bolszewickiej był szefem sztabu Wojska Polskiego i można go śmiało nazwać głównym sprawcą "cudu nad Wisłą", skoro to jego podpis widnieje pod najważniejszym rozkazem nr 10000, zmieniającym koncepcję bitwy warszawskiej. Pierwotnie polski kontratak miał zostać wyprowadzony tylko z południa.

Generał Rozwadowski zdecydował, że lepszy będzie manewr naśladujący bitwę Hannibala z Rzymianami pod Kannami, także w sierpniu, ale 216 roku. Dlatego Rosjanie zostali zaatakowani jednocześnie z południa i z północy. Świetnie spisała się przy tym V armia pod dowództwem Sikorskiego. Pobiła trzy armie bolszewickie i przeszła do ofensywy przeciw Rosjanom.

- Generał wymógł też na Piłsudskim przyspieszenie o jeden dzień uderzenia z południa, znad Wieprza z 17 na 16 sierpnia - mówi dr Mariusz Patelski, opolski historyk i autor biografii generała. - Sowieci jeszcze niedawno pewni zdobycia Warszawy zaczęli się pod polskim naporem wycofywać. Polacy przeszli do walki pościgowej. Bezpośrednio po wojnie polsko-bolszewickiej o udziale Rozwadowskiego w pokonaniu Rosjan pod Warszawą prawie nie mówiono. Zasługi w osiągnięciu tego wielkiego sukcesu przypisywano raczej naczelnemu wodzowi, Józefowi Piłsudskiemu, francuskiemu generałowi Weygandowi, szefowi misji francuskiej, lub generałowi Józefowi Hallerowi. - Rozwadowski przystał na rolę bohatera drugiego planu i milczał o swoim udziale w bitwie - mówi dr Mariusz Patelski.

- Nie chciał podważać autorytetu naczelnego wodza ani psuć dobrych relacji polsko-francuskich. Nie dopominał się więc o laury dla siebie. O Rozwadowskim jako autorze planu bitwy warszawskiej powiedział dopiero kilka lat po jej zakończeniu Jędrzej Moraczewski, polski premier i minister komunikacji, legionista, jeden z przywódców PPS.

Spór o to, kto ma większe zasługi przy pokonaniu bolszewików pod Warszawą, pewnie nigdy się nie skończy. Część historyków przypisuje je Piłsudskiemu (z którym zresztą wszystkie swoje zamiary i plany Rozwadowski konsultował i był lojalnym współpracownikiem). Inni za ojca zwycięstwa uważają właśnie Rozwadowskiego.

Uniemożliwił on zamiar Tuchaczewskiego. Sowiecki dowódca próbował powtórzyć manewr Paskiewicza z powstania listopadowego. Chciał obejść Warszawę od północy i zaatakować stolicę od tyłu. Rozwadowski zapobiegł temu, wzmacniając siły frontu północnego - V Armię generała Sikorskiego. Zatrzymała ona i pobiła trzy armie bolszewickie. Rozwadowski namówił też Piłsudskiego, by przyspieszył uderzenie znad Wieprza, gdzie Polska dysponowała największymi siłami. Jego plan zakładał podwójne uderzenie na wojska sowieckie z północy, znad Wkry i z południa - znad Wieprza.

- Rola Rozwadowskiego w dziejach wojny polsko-bolszewickiej była znacząca z innego jeszcze powodu - mówi dr Mariusz Patelski, historyk z Uniwersytetu Opolskiego. - Jako szef sztabu jeździł i mediował między dowódcami. Nie wszyscy uznawali wtedy autorytet Piłsudskiego, który nie dowodził w czasie I wojny światowej większymi oddziałami. A Rozwadowski jako jeden z nielicznych miał pod sobą nawet siły wielkości korpusu. Piłsudskiego część kadry traktowała na dystans. Rozwadowski miał autorytet, zwłaszcza wśród oficerów pochodzących z armii austriackiej. Namawiał, by skoro wróg jest pod Warszawą, zaprzestać kłótni i bić się razem. Łagodził spory. Był optymistą. Wbrew nastrojom części armii i społeczeństwa przekonywał, że nie ma miejsca na panikę, bo bolszewików można pokonać. W takim duchu wypowiadał się także do mediów. Na Radzie Obrony Państwa bronił decyzji naczelnego wodza.

Dr Patelski podkreśla, że w decydującym momencie bitwy Piłsudskiego nie było w Warszawie. Przebywał w Puławach, gdzie objął dowództwo nad częścią wojsk polskich, przygotowując uderzenie znad Wieprza.

Historycy niechętni Piłsudskiemu przypominają, że marszałek w pewnym momencie przestał do tego stopnia wierzyć w zwycięstwo nad sowiecką Rosją, że na ręce Wincentego Witosa złożył akt dymisji, bez daty, by premier mógł przyjąć jego rezygnację, kiedy uzna za stosowne. Wyjechał na południe do swej przyszłej żony i wrócił do swoich żołnierzy dopiero po jakimś czasie. Takie informacje znajdują się w pamiętnikach i relacjach wielu polityków i wojskowych z tamtej epoki. Zwolennicy marszałka zaprzeczają temu. Dokument z aktem dymisji Witos lojalnie marszałkowi zwrócił.

- Rozwadowski o tej rezygnacji raczej nie wiedział, bo informował Piłsudskiego o wszystkim, a nawet podnosił na duchu - relacjonuje Mariusz Patelski. - Właśnie dlatego bezpośrednio po bitwie marszałek mówił o generale, że był "w nieszczęściu jedyny". Dopiero po jakimś czasie zarzucał Rozwadowskiemu, że ten sypał wprawdzie pomysłami jak z rękawa, ale żadnego nie potrafił konsekwentnie doprowadzić do końca, a nawet twierdził, że generał nie umiał dochować wojskowej tajemnicy.

Amerykańska eskadra

Tadeusz Rozwadowski w mundurze pułkownika, 1910 rok
(fot. Wikimedia Commons)

Mniej znanym epizodem wojny 1920 r. związanym ściśle z generałem Rozwadowskim był projekt powołania amerykańskiego legionu przy Armii Polskiej. Skończyło się na niedużej eskadrze lotniczej im. Tadeusza Kościuszki. Ale odegrała ona w walkach z bolszewikami znaczącą rolę.

Eskadrę tworzył kpt. Merian Cooper, lotnik, który podczas I wojny światowej znalazł się w niemieckim szpitalu dla jeńców wojennych gdzieś pod Wrocławiem. Kapitan amerykańskiego lotnictwa i generał Rozwadowski poznali się, kiedy ten ostatni dowodził obroną Lwowa (wiosną 1919 roku Cooper uczestniczył w Amerykańskiej Misji Żywnościowej, która dostarczała jedzenie do obleganego przez Ukraińców Lwowa). Obaj panowie ponownie spotkali się w Paryżu w tym samym 1919 roku. Wiadomość o tworzonej eskadrze amerykańskiej mającej pomagać Polsce wzbudziła wśród przebywających w Paryżu Amerykanów duże zainteresowanie.

- Zdemobilizowani lotnicy amerykańscy masowo zgłaszali się do polskich placówek gotowi bić się z bolszewikami - relacjonuje dr Patelski. - Pomysł popierał Ignacy Paderewski. Z ośmioma pierwszymi oficerami w sierpniu 1919 Rozwadowski podpisał kontrakty i wysłał ich do kraju. Tu członkowie eskadry zostali przedstawieni Piłsudskiemu, ale jego reakcja była druzgocąca. "Polska sama potrafi toczyć swoje boje i płatnych najemników tu nie potrzebujemy..." - miał powiedzieć marszałek Amerykanom. Cooper odparł, że nie jest najemnikiem. Tłumaczył, że ma powody, by walczyć po polskiej stronie z Sowietami, bo jego pradziad walczył pod rozkazami Pułaskiego i był nawet świadkiem śmierci generała pod Sawannah.

Przełom 1919 i 1920 roku Amerykanie spędzili we Lwowie, trenując loty na nie znanych sobie samolotach. Na wiosnę ruszyli do walki.

"Amerykańscy lotnicy mimo wycieńczenia walczą jak opętani - pisał dowódca 13. dywizji piechoty. - Bez ich pomocy dawno by nas diabli wzięli". Apogeum walk eskadry z Armią Konną wypadło między 16 a 18 sierpnia 1920, gdy Budionny dotarł pod Lwów. Amerykanie wykonali 190 lotów bojowych i zrzucili 10 ton bomb. Tadeusz Rozwadowski był jak mało kto predysponowany, by zostać polskim generałem i walczyć za ojczyznę. Taka była rodzinna tradycja. Maciej Rozwadowski, przodek generała, bił się pod Wiedniem, pradziadek Kazimierz był brygadierem w wojskach Kościuszki, dziadek Wiktor dostał Virtuti Militari w powstaniu listopadowym, stryj i ojciec uczestniczyli w powstaniu styczniowym. Łącznie w różnych walkach narodowowyzwoleńczych w XIX i XX wieku brało udział aż 56 Rozwadowskich.

Ten, który miał w przyszłości zostać szefem sztabu podczas bitwy warszawskiej 1920, studiował najpierw w Wojskowej Akademii Technicznej w Wiedniu, którą ukończył w stopniu podporucznika artylerii jako najlepszy na roku. Dostał przydział do pułku artylerii w Krakowie i Jarosławiu, a po trzech latach zdał egzamin wstępny do elitarnej wiedeńskiej Szkoły Wojennej. Ukończył ją w 1891 roku. Jako oficer służył w Mariborze i w Budapeszcie. W 1896 został attaché wojskowym przy Poselstwie Austrii w Bukareszcie. Mówił po polsku, niemiecku, francusku, rosyjsku, czesku i rumuńsku. W 1907 roku wrócił do Galicji. Rok później został pułkownikiem.

W czasie I wojny światowej odegrał ważną rolę w bitwie pod Gorlicami w maju 1915 roku. Rozwadowski zastosował tam nowy sposób użycia artylerii w połączeniu z piechotą. Był prekursorem zastosowania tzw. ruchomej zasłony ogniowej. Ta metoda zwana także walcem ogniowym weszła do niemieckiego regulaminu walki. W maju ogniem artylerii powstrzymał kontrnatarcie Rosjan pod Jarosławiem. Za czyny podczas kampanii 1915 roku otrzymał Order Marii Teresy, najwyższe austriackie odznaczenie wojskowe. Nie uchroniło go to od przeniesienia na emeryturę już rok później, gdy nazbyt głośno krytykował naczelne dowództwo za złe traktowanie ludności polskiej i ukraińskiej.

Trudno się dziwić, że między takimi indywidualnościami jak Piłsudski i Rozwadowski iskrzyło. Obaj ambitni, obaj zdolni, obaj predysponowani do śmiałego dowodzenia.

- Rozwadowski szefem Sztabu Generalnego został po raz pierwszy, zanim jeszcze Piłsudski wrócił do Warszawy z Magdeburga - przypomina dr Patelski. - I to on tworzył zalążki wszystkich rodzajów wojsk, łącznie z Marynarką Wojenną, Korpusem Ochrony Pogranicza i dywizją jazdy - zaczątkiem kawalerii Wojska Polskiego, a także Ministerstwo Spraw Wojskowych. Piłsudski niewątpliwie bał się, że Rozwadowski go przesłoni. Legitymacją piłsudczyków do władzy miały być zasługi w odzyskaniu przez Polskę niepodległości i w wojnie z bolszewikami. Piłsudskiego kreowano na wodza bez skazy. I ludzie w to wierzyli. Zresztą w wielu aspektach mając rację. Tyle tylko, że ostatecznie piłsudczycy próbowali sobie przywłaszczyć wszystkie zasługi. Nawet idąc po trupach.

Już w połowie listopada 1918 dochodzi do sporu między dwoma dowódcami. Poszło o sposób tworzenia armii. Rozwadowski był za poborem przymusowym, Piłsudski za ochotniczym. 17 listopada generał zostaje mianowany naczelnym dowódcą Wojsk Polskich w Galicji Wschodniej. Do oblężonego przez Ukraińców Lwowa przybywa w nocy z 24 na 25 listopada. Utrzymuje miasto w polskich rękach mimo trzykrotnej przewagi ukraińskiej. Mimo to wiosną 1919 roku przybywający z odsieczą Wacław Iwaszkiewicz przywozi Rozwadowskiemu dymisję. Generał zostaje szefem Polskiej Misji Wojskowej w Paryżu. Wobec nadciągającego sowieckiego zagrożenia stara się nawiązać kontakty wojskowe m.in. z Rumunią i Francją.

Tego się nie zapomina

Wynalazca


Generał był znawcą konstrukcji artyleryjskich. Jego wynalazkiem był tzw. granato--szrapnel. Pocisk działał podwójnie. Raz eksplodował w powietrzu, zasypując cel kulkami, a następnie wybuchała jego "głowa" po zetknięciu granatu z celem.


Piłsudskiego i Rozwadowskiego ostatecznie podzielił przewrót majowy 1926.

- Rozwadowski był legalistą, uważał, że lojalność ze strony wojska należy się rządowi i prezydentowi - podkreśla dr Patelski. - Witos powierzył mu stanowisko dowódcy wojsk rządowych w Warszawie. Kiedy Piłsudski próbował wejść do stolicy od Rembertowa - po zakończonych manewrach - na czele wiernych sobie wojsk, Rozwadowski kazał blokować mosty.

Rozkaz był wyraźny: sam marszałek może wejść do Warszawy, jego wojska nie. Często zarzuca się generałowi, że dążył do starcia z marszałkiem. Ale ten rozkaz miał charakter defensywny. Nie wzywał do ataku na wojska Piłsudskiego. Choć jednocześnie Rozwadowski domagał się pochwycenia przywódców buntu i ich stracenia. Musiało to marszałka bardzo zaboleć. Kiedy oddziały idące z odsieczą z Wielkopolski się spóźniły, Piłsudski przejął władzę. Rozwadowski z innymi generałami broniącymi rządu został internowany w Wilanowie, a wkrótce osadzony w więzieniu śledczym na Antokolu w Wilnie.

Formalnie generałowi postawiono zarzuty kryminalne. Oskarżono go o przestępstwa gospodarcze związane z działalnością spółdzielni weteranów wojskowych. Przetrzymywany w złych warunkach, w niedogrzanej celi spędził w więzieniu okrągły rok, nie doczekawszy się na proces.

- Po wyjściu na wolność rozchorował się ciężko - dodaje Mariusz Patelski. - Był przekonany, że podtruwano go w więzieniu, malując ściany farbą z arszenikiem. Zmarł w 1928, będąc przejazdem w Warszawie. Przywiózł swój testament wojskowy. Postulował w nim stworzenie wojsk szybkiego reagowania na wypadek ataku Niemców lub Rosjan. Jego pomysł nie został zrealizowany.

Krzysztof Ogiolda
NOWA TRYBUNA OPOLSKA

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.