Miłość w czasie wojny. Niemcy okupują Warszawę, Polacy walczą i się kochają

Mariusz Grabowski
Wiele par poznawało się podczas działalności konspiracyjnej jak i samego powstania.
Wiele par poznawało się podczas działalności konspiracyjnej jak i samego powstania. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Udostępnij:
Związki, romanse, śluby, małżeństwa… Niemiecka okupacja nie zdławiła życia osobistego konspiratorów, a ci nie przestali się zakochiwać. Do dziś w pamiętamy niezwykłą miłość Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, ale też tragiczny ślub Mieczysława Uniejewskiego w kościele na pl. Trzech Krzyży w 1943 r.

Krzysztof Kamil Baczyński i Barbara Drapczyńska poznali się podobno przypadkiem 1 grudnia 1941 r. podczas tajnych kompletów. On miał wtedy 20 lat, ona dwa tygodnie wcześniej skończyła 19. Kiedy wokół trwała gorąca dyskusja na temat literatury, w nich zrodziło się uczucie, które zwykliśmy nazywać "miłością od pierwszego wejrzenia". Baczyński zajmował się pracą dorywczą: szklił okna, malował szyldy, pracował u węglarza na Czerniakowie, przyjmował telefonicznie zlecenia w Zakładach Sanitarnych. Uczył się także w Szkole Sztuk Zdobniczych i Malarstwa.

Już czwartego dnia znajomości Krzysztof oświadczył się wybrance - pisze Agnieszka Cubała w książce "Miłość ’44". I choć postronny obserwator mógłby uznać ich rozmowę za żart, już wkrótce narzeczeni o swoich planach powiadomili rodziców. Ci - jak można się domyślać - nie byli zachwyceni. Młodzi postawili jednak na swoim. Wymusili nawet przesunięcie terminu ceremonii z września na czerwiec 1942 r. Skąd taki pośpiech? "Decyzję o tak szybkim ślubie Krzyś podjął z dwóch powodów. Pierwszym z nich była miłość, drugim - przeczucie śmierci, które nieustannie w sobie nosił. >>Mamo, ja muszę bardzo szybko przeżyć moje życie<< - powiedział pewnego dnia" - dodaje Agnieszka Cubała.

"Idę do ciebie…"

Po zaledwie półrocznej znajomości Barbara i Krzysztof stanęli na ślubnym kobiercu. W warunkach niemieckiej okupacji państwo młodzi nie mogli nawet marzyć o wystawnej ceremonii i hucznym weselu. Ale i tego nie potrzebowali. Wiesław Budzyński, biograf poety, pisał: "Ślub odbył się w środę przed Bożym Ciałem, trzeciego czerwca 1942 roku o godzinie dziesiątej, w kościele na Solcu… Był piękny dzień. Basia ubrana była w kremowy kostium, w ręku trzymała bukiet konwalii, Krzyś był w ciemnym garniturze".

Od lipca 1943 r. poeta został sekcyjnym w II plutonie "Alek" 2. kompanii "Rudy" batalionu "Zośka" AK w stopniu starszego strzelca. W decyzji o wstąpieniu do konspiracji wspierała Krzysztofa chyba tylko Barbara. Tym, którzy głośno wypowiadali swoje wątpliwości, tłumaczyła: "Przeczytaj uważnie jego wiersze, a zobaczysz, że on nie miał innego wyjścia". Działalność opozycyjną jej mąż zaczął w słynnym batalionie "Zośka", później przeszedł do "Parasola", z którym poszedł do Powstania.

Basia w tym czasie pracowała jako ochotniczka w szpitalu przy ul. Mariańskiej. Agnieszka Cubała relacjonuje: "Chodziła po domach, zbierając dla rannych żywność i papierosy. Nie miała jednak żadnych wieści od Krzysia, co bardzo ją niepokoiło". Krzysztof zginął czwartego dnia Powstania Warszawskiego od kuli niemieckiego snajpera. Koledzy pospiesznie pochowali go na tyłach pałacu Blanka - tam, gdzie zmarł. Basia pod koniec sierpnia została ranna w głowę odłamkiem szkła, wyrzuconym w powietrze podczas bombardowania. Parę dni później, 1 września, zmarła. Podobno w ostatnich chwilach ściskała kurczowo tomik poezji męża i powtarzała w malignie: "Idę do ciebie, już idę".

Małżeństwo i obowiązek

Okupacja towarzyszyła także małżeństwu Kazimierza i Zofii Moczarskich. W chwili wybuchu słynny później pisarz wojny miał 32 lata i był radcą w Wydziale Ochrony Pracy Ministerstwa Pracy i Opieki Społecznej. Specjalizował się w polskim i międzynarodowym ustawodawstwie pracy. 31 lipca 1939 r. poślubił Zofię Płoską, pracownicę referatu prasowego tegoż Ministerstwa - zapałali do siebie tak gorącym uczuciem, że już po miesiącu, w obliczu zbliżającej się wojny, złożyli przysięgę małżeńską.

Jak się okazało, były to pierwsze i ostatnie tygodnie beztroski w życiu Moczarskich. W jednym z późniejszych listów Zofii można znaleźć taki oto fragment: "O naszym małżeństwie myślę zawsze jak o czymś najpiękniejszym i najsłoneczniejszym".

W małżeństwie Moczarskich uczucie było równie silne jak obowiązek. Kazimierz już od stycznia 1940 r. należał do ZWZ-AK. Od sierpnia 1942 r. pracował w Wydziale Informacji Biura Informacji i Propagandy (BIP) Komendy Głównej AK. Zofia podjęła konspiracyjne studia prawnicze oraz wspomagała męża, przepisując raporty i meldunki. W 1944 r. złożyła oficjalną przysięgę, przyjmując pseudonim "Malina", a on od stycznia 1944 r. równocześnie kierował działem dochodzeniowo-śledczym w Okręgowym Kierownictwie Walki Podziemnej Warszawy, używając pseudonimu "Maurycy". Oboje wzięli udział w Powstaniu Warszawskim.

"W czasie wojny (Moczarski) był oficerem Armii Krajowej, potem spędził ponad dziesięć lat w stalinowskim więzieniu i pomimo tak długiej przymusowej rozłąki z ukochaną żoną potrafił odnaleźć łączącą ich więź. Należał do straconego pokolenia - ale swojego życia nie stracił" - pisała Anna Machcewicz w tomie "Kazimierz Moczarski. Biografia".

Tramwajem do ślubu

Jak wspominała Jadwiga Szantyr, późniejsza uczestniczka Powstania Warszawskiego, nie chciała z okazji zawarcia małżeństwa żadnej fety. Zdecydowała, że ślub powinien być jak najcichszy. Najlepiej o ósmej rano, gdy na mszy w kościele będzie zaledwie garstka osób. Po latach tak opisywała ten dzień (relacja w Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego): "To była Wielkanoc, tramwajem pojechaliśmy do ślubu, dwóch świadków, nawet (mąż) trzymał kwiatki, a ja skromniutko ubrana w kostiumik".

Para młoda w okupacyjnych realiach zwykle nie miała specjalnego wyboru w kwestii ubrania. Najczęściej zdawali się na szafy swoje i bliskich. Panowie występowali we własnych, bardzo często znoszonych już i połatanych garniturach, a panie w skromnych sukienkach i kostiumach. Co ciekawe, w czasie wojny funkcjonowały wypożyczalnie ubrań. Dostępne tam suknie ślubne raczej nie przypominały fontann tiulu i koronek, w jakich gubią się współczesne panny młode, tym niemniej dawały jakąś alternatywę kobietom pragnącym wyglądać odświętnie przy tej wyjątkowej okazji.

Przyjęcia weselne były skromne, dominowały zakąski i wódka. Zorganizowanie alkoholu według obyczaju leżało po stronie rodziców pana młodego. W warunkach okupacyjnych nie można było liczyć na czystą monopolową wódkę, jak słynny trunek Baczewskiego, czy spirytualia z fabryki ordynata Potockiego w Łańcucie.

"W ich miejsce na stołach królował swojski bimber. Owszem, w Warszawie i innych dużych miastach można było kupić niemal każdy alkohol, w tym francuskie koniaki i szlachetne wina z południa Europy, jednak były one bajecznie drogie. Zadowalano się księżycówką, zwłaszcza że jej pędzenie było bardzo popularnym zajęciem nie tylko na wsi" - czytamy w tekście Aleksandry Zaprutko-Janickiej "Okupacja od kuchni".

Tragedia na placu Trzech Krzyży

Zupełnie inaczej niż skromny ślub Jadwigi Szantyr wyglądał ślub por. Mieczysława Uniejewskiego. 5 czerwca 1943 r. w kościele św. Aleksandra na pl. Trzech Krzyży zebrało się 90 osób. Wśród nich wielu członków konspiracyjnego oddziału "Kosa 30". "Osa-Kosa", jak mówiono w konspiracji, był oddziałem dyspozycyjnym samego komendanta głównego AK, gen. Stefana Grota-Roweckiego. Była to grupa wyszkolonych przed wojną żołnierzy, którym przydzielano specjalne akcje bojowe, głównie wykonywanie wyroków na niemieckich dygnitarzach, gestapowcach i konfidentach.

W tekście "Najtragiczniejsze wesela w okupowanej Polsce" Małgorzaty Brzezińskiej czytamy: "Do kościoła ściągnęło żołnierzy głęboko zakonspirowanego oddziału uroczyste wydarzenie - jeden z nich, por. Mieczysław Uniejewski ps. >>Marynarz<<, brał ślub z Teofilą Suchanek, córką znanego malarza. Zgromadzenie w jednym miejscu tak wielu członków podziemia było złamaniem jednej z fundamentalnych zasad konspiracji. A konsekwencje niesubordynacji okazały się w tym przypadku tragiczne".

Do kościoła nagle wtargnęli Niemcy i każdy, kto znajdował się w środku, został aresztowany. Ucieczka nie wchodziła w grę, gdyż budynek był otoczony. Wiele osób trafiło do więzienia, część rozstrzelano. Panna młoda została wysłana do Auschwitz. Udało jej się przeżyć obóz i wojnę. Pana młodego rozstrzelano kilka miesięcy po aresztowaniu, w październiku 1943 r., w ruinach warszawskiego getta.

W czasie feralnej uroczystości ślubnej AK straciła ważny oddział i zaliczyła jedną z największych wpadek w swojej historii. Zdaniem kierownictwa podziemia ktoś musiał powiadomić Niemców o planowanym ślubie. Podejrzenia padły wówczas na Stanisława Jastera pseudonim "Hel". Skazano go na śmierć, a wyrok wykonano miesiąc po tragicznych wydarzeniach. Po latach życie dopisało postscriptum do tej tragicznej historii i coraz więcej historyków podaje w wątpliwość winę Jastera.

Powstańcze zaślubiny

Z chwilą wybuchu Powstania wybuchła też moda na śluby. Historycy obliczyli, że na każdy dzień Powstania Warszawskiego przypadało kilka ślubów. Zwykle były to decyzje spontaniczne, pod wpływem chwili i świeżo odzyskanej wolności. Śluby były krótkie, a większości udzielał ich ks. Stefan Kowalczyk ps. "Biblia". "Zwykle spieszył się pomiędzy jednym pogrzebem a drugim i tylko siedem minut mógł poświęcić na ten sakrament" - wspominał jeden z uczestników ślubu Jana Nowaka-Jeziorańskiego z Jadwigą Wolską "Gretą".

Co ciekawe, to powstańcy częściej niż cywile decydowali się na zawarcie związku małżeńskiego, zaś o tym, że śluby zawierane przez powstańców, najczęściej w Śródmieściu, nie były odosobnionymi przypadkami, świadczy rozkaz z 18 sierpnia 1944 wydany przez Antoniego Chruściela "Montera". Rozkaz ten regulował, w świetle prawa, sposób zawierania małżeństw w trakcie trwania Powstania Warszawskiego.

Grażyna Pilszak dla Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego wspominała: "Trudno powiedzieć, czy to była dobra decyzja. To był po prostu moment taki, że właściwie nie wiedzieliśmy, co się z nami dalej stanie. Chcieliśmy mieć bliski związek ze sobą. Nie wiadomo było, czy jedno zginie, czy przeżyjemy. Przecież to były straszne chwile. (...) Byliśmy zamknięci, byliśmy skazani właściwie na zagładę. Jeżeli uczucie zakwitło przedtem, to chcieliśmy jakoś to sfinalizować, przecież byliśmy młodzi. Ile miałam lat? Nie miałam dwudziestu lat, a Maciej miał dwadzieścia cztery, dzieciaki".

Z kolei Krystyna Piórkowska, w czasie Powstania sanitariuszka w Śródmieściu Południowym, wspominała: "Wiązankę miałam… Był bez i tulipany białe. Strój ślubny mama wypożyczyła z takiej wypożyczalni, bo było bardzo ciężko. To był okres, gdzie ciężko było żyć".

Jak ślub, to z fasonem

Mimo warunków powstańczych dbano o strój, aby był czysty i elegancki. W tym dniu nowożeńcy chcieli wyglądać wyjątkowo. Ale często brano ślub w zdobytych niemieckich bluzach maskujących, czyli "panterkach", mundurach powstańczych, butach oficerskich. Kobiety zakładały pożyczone lub niekiedy pospiesznie uszyte sukienki.

Raz jeszcze sięgnijmy do Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego: "Mąż późniejszy wyszedł z tych kanałów. Pojawił się na Bartosiewicza w mundurze esesmańskim, znaczy w panterce. Powiedział: >>Słuchaj, to jest jedyny moment, żebyśmy się pobrali, bo ja mam nareszcie całe spodnie<<. Bo przedtem mu się to raczej nie zdarzało. Mnie Powstanie zastało w jakiejś sukience, która już po kilku dniach była już dosyć brudna, więc postanowiłam ją wyprać. Wyprałam, powiesiłam na sznurku. W międzyczasie sąsiadka, pani zresztą zupełnie mi nieznana, pożyczyła mi swoją sukienkę, żebym miała na zmianę. Moja spaliła się razem z całą kamienicą i zostałam w tej cudzej sukience. W niej chodziłam już, jako jedynym stroju, aż do końca Powstania. To była moja suknia ślubna. Ponieważ sandałki mi się oczywiście rozleciały, to pożyczyła mi buty nasza wspólna koleżanka, która miała rozmiar o cztery większy od mojego. Wobec tego buty były, powiedzmy sobie, luźne" - wspominała w 2005 r. Maria Piechotka, łączniczka, późniejsza architekt i posłanka na Sejm PRL.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polacy oszczędzają i kupują zamienniki

Materiał oryginalny: Miłość w czasie wojny. Niemcy okupują Warszawę, Polacy walczą i się kochają - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Nasza Historia
Dodaj ogłoszenie