Radosław Dimitrow

Podkop był już pod murem...

Jedna z największych ucieczek była zorganizowana w czasie przygotowań do "spartakiady”- dużych zawodów, w których brali udział więźniowie ze Fot. Archiwum/NTO Jedna z największych ucieczek była zorganizowana w czasie przygotowań do "spartakiady”- dużych zawodów, w których brali udział więźniowie ze strzeleckich jednostek. (fot. Archiwum)
Radosław Dimitrow

1964 rok. Więźniowie wykopali spory tunel, wykorzystując fakt,że jednostka żyła akurat zawodami sportowymi. Strażnicy w ostatnim momencie odkryli podkop.

Działo się to latem 1964 r. Najlepiej wysportowani więźniowie ze strzeleckich więzień szykowali się do udziału w "Spartakiadzie" - dorocznych mistrzostwach organizowanych na terenie Ośrodka Pracy Więźniów przy ul. Matejki.

Była to szósta taka impreza z rzędu, a skazani startowali m.in. w biegach na różne dystanse, skoku w dal, trójskoku, pchnięciu kulą, siatkówce i tenisie stołowym. Poziom zawodów był dosyć wysoki, więc więźniowie z Zakładu Karnego nr 1 od dłuższego czasu przygotowywali się do udziału - ćwiczyli na spacerniaku, a przed samymi zawodami mieli większą swobodę w przemieszczaniu się po jednostce.

Zamieszanie przed zawodami wykorzystała grupa skazanych, którzy mieli na koncie słynny skok na bank w Wołowie, do którego doszło w 1962 roku - pięcioosobowa grupa, która kierował Henryk J. okradła skarbiec należący do Narodowego Banku Polskiego na kwotę 12 mln złotych, co w powojennych czasach było gigantyczną sumą.

Wpadli, bo żony sprawców próbowały płacić pięćsetkami za zakupy w sklepach w Kluczborku, Opolu, Gliwicach i Ostrowie Wielkopolskim, tymczasem numery seryjne skradzionych banknotów były znane.

W Strzelcach Opolskich podczas odbywania kary sprawcy napadu pracowali w przywięziennej fabryce. Choć wydaje się to nieprawdopodobne, to próbowali stąd uciec kopiąc tunel.

- Na terenie fabryki butów dostali się oni do szybu windy towarowej - tłumaczy Andrzej Kucharz, wieloletni dyrektor Zakładu Karnego nr 1, który badał losy skazanych odbywających kary w Strzelcach Opolskich. - Zaczęli tam drążyć wąski tunel prowadzący w kierunku murów jednostki. Ponieważ na terenie fabryki pracowały maszyny, nikt nie słyszał stukania. Więźniowie wykorzystali ponadto fakt, że do szybu można było się dostać przez piwnicę, która była zalana.

Teoretycznie pomieszczenia te powinny być regularnie kontrolowane przez funkcjonariuszy, ale ci niechętnie tam wchodzili. Sami więźniowie zrobili natomiast przy szybie specjalne szalunki, by wchodząc do szybu nie moczyli ubrań i butów, co mogło ich zdekonspirować.

Zdaniem Andrzeja Kucharza w ciągu ponad 120-letniej historii więzienia, była to jedna z poważniejszych prób ucieczki.

- Podkop był na bardzo zaawansowanym etapie i sięgał muru ochronnego - tłumaczy Kucharz. - Więźniów dzieliły od ucieczki raptem 2-3 dni kopania. Jeden z funkcjonariuszy zwrócił jednak uwagę na niedoszłych uciekinierów, że ich ubrania są nieustannie brudne z gliny. Strażnicy próbując rozwikłać tę zagadkę postanowili, że wejdą do zalanej piwnicy. Pożyczyli od zapalonego wędkarza wysokie gumowce i wtedy wszystko wyszło na jaw.

Ówcześni kierownicy jednostki byli wściekli na więźniów. Zdecydowano, że więcej "Spartakiad" w jednostce nie będzie i tymczasowo odwołano dla skazanych wszystkie dodatkowe zajęcia. Sami uciekinierzy byli ukarani osobno - dostali zakazy widzeń z rodziną i mogli zapomnieć o wyjściu na przepustkę.

To jednak nie jedyna próba ucieczki. W 1974 r. Andrzej R., odsiadujący wyrok 25-lat więzienia za zabójstwo, wraz z kilkoma grypsującymi więźniami planował przedostać się na dach fabryki butów, a stamtąd przerzucić linę z kotwicą na drugą stronę. Więźniowie przygotowali sprzęt z materiałów dostępnych na miejscu. Mocna lina została spleciona z lamówek wykorzystywanych do produkcji butów.

- W tym przypadku sprawa wyszła na jaw, bo funkcjonariusze znaleźli cały osprzęt - dodaje Kucharza. - Szybko ustalili, że za wszystkim stał Andrzej R. Ostatecznie skazany odsiedział karę niemal do samego końca. Wyszedł na wolność dopiero w latach 80. po czym wyjechał do Niemiec.

Tadeusz O., który za zabójstwo czterech osób został skazany na karę śmierci, także próbował uciec. Było to w czasie, gdy zamieniono mu wyrok na 25 lat więzienia. Skazany schował się w stercie odpadów, które wyjeżdżały z zakładu karnego. Przezorny funkcjonariusz sprawdził jednak, czy nie ukrył się w nich żaden z więźniów i wtedy niespodziewanie znalazł Tadeusza O.

Niestety raporty w sprawie innych prób ucieczek z tamtych lat dziś już nie istnieją. Z biegiem lat zostały po prostu zniszczone lub zabrała je powódź w 1997 roku, która zalała archiwum we Wrocławiu.

RADOSŁAW DIMITROW, Nowa Trybuna Opolska

Tekst powstał we współpracy z Piotrem Smykała, znawcą lokalnej historii.

Radosław Dimitrow

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.