Polak, którego bał się Al Capone

Mówiono na niego Earl Weiss, choć sam wolał, gdy wołano po prostu "Hymie" Fot. Wikimedia Commons Mówiono na niego Earl Weiss, choć sam wolał, gdy wołano po prostu "Hymie"

Szef gangsterskiego półświatka miał śmiertelnego wroga. Nazywał się Henryk Wojciechowski

10 listopada 1924 roku. Gustowna kwiaciarnia Schofield na północy Chicago. Charles Dean O'Banion w zielonym fartuszku z nożyczkami w ręku sprawnie uwija się z kolejnym bukietem. Nagle w drzwiach kwiaciarni pojawiają się Frankie Yale, John Scalise i Albert Anselmi. Chcą odebrać wiązankę na grób zmarłego sycylijskiego bosa mafii. Jeden z nich wyciąga dłoń do sprzedawcy. "Chce się przywitać?" Właściciel z uśmiechem podaję mu swoją dłoń. Nie może jej jednak zabrać, uścisk jest zbyt silny. Słychać strzały.

O'Banion pada na ziemię. Szef amerykańskiego gangu został zastrzelony. Na wieść o strzelaninie Al Capone odetchnął z ulgą. Właśnie pozbył się swojego największego rywala. Na ustach jednego z najbardziej znanych gangsterów pojawia się uśmiech. Nie na długo. Wszystko za sprawą Polaka, Henryka Wojciechowskiego. To jego nazwisko wywoływało u Al Capone niepokój.

Mieszkał w Piekiełku i kolegował się z diabłem

Henryk Wojciechowski urodził się w styczniu 1898 roku na terenie zaboru rosyjskiego. W wieku trzech lat wyjechał z rodzicami do USA. Wojciechowscy zamieszkali w północnej dzielnicy Chicago - "Little Hell" (Piekiełko). Była to jedna z bardziej niebezpiecznych okolic miasta. Mieszkali w niej głównie Irlandczycy. Wojciechowscy nie chcieli mieć problemów związanych z pochodzeniem, dlatego zmienili nazwisko na Weiss. Kiedy mały Henry podrósł, wołano na niego Earl (Lord), bo jak uważali rodzice, brzmiało to bardziej szlachetnie.

Od najmłodszych lat chłopak sprawiał trudności rodzicom i... policji. Liczne rozboje, włamania, kradzieże sprawiały, że jeszcze przed osiemnastymi urodzinami miał bogatą kartotekę policyjną. Kompanem do wybryków był jego przyjaciel Irlandczyk, Charles Dean O'Banion. Chłopcy nie mieli sobie równych. Tym imponowali pozostałym nastolatkom z osiedla.

Szybko okazało się, że wybryki w grupie bardziej ich cieszą. Dlatego Earla i Charles przyjęli do swojej bandy kolejnych członków,a z grupy przyjaciół powstał gang z dość wyraźnie zarysowaną hierarchią.

Na jego czele stanął O'Banion, a prawą ręką szefa został Weiss. Ekipa O'Baniona zarabiała przede wszystkim na wynajmowaniu się innym gangom do wysadzania kas pancernych. Ekspertem w tej dziedzinie był Wojciechowski.

Bez krucyfiksu, różańca i spluwy nie wychodził z domu

Wojciechowski budził podziw wśród kolegów nie tylko umiejętnością wysadzania sejfów. Był lojalnym przyjacielem i nieprzewidywalnym gangsterem. Carl Sifakis, autor książki "Mafia amerykańska encyklopedia" opisywał go w ten sposób: "szczupły, nędznej postawy, o ostrych rysach twarzy, obdarzony był dzikim temperamentem, skrywanym pod pozorem opanowania, Hymie Weiss miał jednak więcej wyobraźni i poczucia rzeczywistości niż jego szef."

Polak był pełen sprzeczności, był głęboko wieżącym człowiekiem. "Hymie był wyrafinowanym mordercą, lecz z rzadka opuszczał niedzielną mszę. Nigdzie nie ruszał się bez krucyfiksu i różańca w kieszeni, zawsze też miał przy sobie jedną albo dwie spluwy".

W 1920 roku na terenie USA wprowadzono prohibicję. Weiss wpadł na pomysł, że niezłe pieniądze zarabiać można na przemycie alkoholu z Kanady. Okazało się, że to prawdziwa żyła złota. Gang North Side rozrósł się i rządził północną częścią miasta. Na południu coraz większe wpływy zdobywał gang Chicago Outfit, którym kierował Al Capone i Johny Torrio.

Starcie tych dwóch było kwestią czasu.

O'Banion, szef gangu North Side prowadził podwójne życie. W ukochanej kwiaciarni spędzał całe dnie. Mówiono o nim, że robi najpiękniejsze bukiety w okolicy. Z natury był człowiekiem spokojnym, nie palił i nie pił. Obiady i kolacje grzecznie jadał z żoną.

Nigdy nie brakowało mu optymizmu. Wieczorami wychodził ze współtowarzyszami na obchód terenu. Można było go rozpoznać po białym goździku w klapie marynarki. Szyte na miarę garnitury miały specjalne kieszenie, w których gangster nosił trzy rewolwery. Irlandczyk nie bał się Włochów. Chciał nawet zaproponować Johny'emu Torrio, że jeśli ten odkupi od niego zakonspirowany browar, to gangster wycofa się z Chicago. Dzięki temu całe miasto podlegałoby gangowi Chicago Outfit. Człowiek Al Capone zgodził się na taki układ. Jednak kiedy doszło do przekazania towaru, do budynku wkroczyli policjanci. Jak się okazało, sąd wyznaczył dokładnie tę samą datę na konfiskatę browaru. Wpadli obaj. Mafijnych szefów zamknięto na kilka miesięcy w więzieniu. Od tej pory Al Capone nie myślał o niczym innym tylko jak pozbyć się O'Baniona.

Za przyjaciela gotów był oddać życie

Kiedy 10 listopada 1924 roku trzech mężczyzn weszło do kwiaciarni O'Baniona, nie mógł przypuszczać, że za chwilę przestanie żyć. Jego pogrzeb był wielkim wydarzeniem. Zanim złożono go do grobu, ciało wystawiono w domu pogrzebowym, który odwiedziło 40 tys. osób. Trumna została wykonana z brązu i srebra na specjalne zamówienie w Filadelfii. Podczas pogrzebu nieśli ją na ramionach koledzy z gangu. W przemarszu uczestniczyli także Al Capone i Johny Torrio mimo, że wszyscy wiedzieli, że to oni zlecili zabójstwo O'Baniona. W kondukcie żałobnym uczestniczyło około 10 tys. osób.

Po śmierci przyjaciela Earl Weiss objął kierownictwo nad gangiem i obiecał, że zemści się na Al Capone. Okazja nadarzyła się 12 stycznia 1925 roku. Weiss, Druci i Moran zaczaili się na gangstera przed jego ulubioną restauracją. Kiedy tylko jego samochód zaparkował, rozległy się strzały. 26 pocisków trafiło w karoserię, ranny został szofer, ale Capone wyszedł z zamachu bez szwanku.

Dwa tygodnie późnej Earl Weiss i George Moran próbowali zamordować Johnny'ego Torrio. Prawa ręka Al Capone razem z żoną wybrali się na uroczystą kolację. Kiedy wracali do swojej rezydencji, ze stojącej w pobliżu limuzyny wyskoczyli Weiss i Moran. Padły strzały. Torrio został trafiony, ale zdążył uciec. Kiedy jeden z gangsterów chciał go dobić zaciął mu się pistolet. Nadjeżdżająca policja zmusiła ludzi Weissa do ucieczki. Torrio trafił do szpitala. Jak tylko wyzdrowiał pojechał do sądu i sam zażądał kary za nielegalnie kupiony browar od O'Baniona. Był przerażony poczynaniami gangu North Side. Wiedział, że w Chicago nigdy nie będzie bezpieczny. Po dwóch miesiącach odsiadki Torrio wyjechał do Włoch, z których już nie wrócił. Zmarł w 1957 roku.

Na drodze tylko Capone

Al Capone po wyjeździe Torrio zrozumiał, że ma w swoich rękach prawie cały gangsterki świat Chicago. Na jego drodze stał tylko jeden człowiek - Earl Weiss. Capone zrozumiał, że musi go zabić. Polak miał podobny plan. Miał nawet na to kilka autorskich pomysłów. Zaczął od porwania szefa kuchni ulubionej włoskiej knajpy, w której jadał Al Capone. Chciał, aby ten dosypał do jednego z posiłków truciznę. Kucharz jednak się na to nie zgodził, co kosztowało go życie.

10 sierpnia 1926 roku Weiss i Drucci zostali zaatakowani na jednej z ulic Chicago. Zasadzka jednak się nie udała i obaj wyszli z tego cało. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Miesiąc później, kiedy Capone jadł lunch w zajeździe Hawthorne Inn w Cicero pojawiło się osiem samochodów. Padło kilkadziesiąt strzałów, część z nich na oślep. Szefa mafii uratował ochroniarz, który rzucił się na niego i przykrył go własnym ciałem. Po raz kolejny Al Capone wyszedł z opresji cało. Rosła w nim chęć zemsty i pozbycia się rywala raz na zawsze.

Zemścił się po śmierci

11 października 1926 roku Earl Weiss wybrał się na spotkanie z prawnikiem Williamem O'Brienem. Miało ono dotyczyć uniewinnienia Josepha Saltisa, który zastrzelił Johna Foleya z gangu Sheldon. Grupa była podporządkowana Capone. Weiss myślał, że jeśli mu pomoże zyska sprzymierzeńca w walce z gangsterem. Spotkanie miało się odbyć w kwiaciarni na North State Street, która należała do O'Baniona.

Earl Weiss niczego nie podejrzewał. Jak się okazało w budynku naprzeciwko kwiaciarni pokoje wynajęli płatni zabójcy. Nieznani zamachowcy zaczęli strzelać kiedy tylko Polak pojawił się na horyzoncie. Szybko wezwano pogtowie, jednak nie udało się go uratować. Weiss zmarł w karetce. W jego ciele znaleziono dziesięć kul.
Earl Henry Weiss-Wojciechowski zginął mając 28 lat. Mimo swojej śmierci i tak doprowadził do upadku Al Capone. 14 lutego 1929 roku Capone zastawił pułapkę na Georga Morana, który po śmierci Polaka szefował North Side. Zaoferowano mu ciężarówkę przemyconego alkoholu. Wymiana towaru miała odbyć się w jednym z garaży, ale mężczyzna nie wszedł do środka, wysłał tam kilku swoich ludzi. Zabójcy Capone rozstrzelali siedmiu członków gangu. Sprawa wyszła na jaw, a masakra wstrząsnęła Ameryką. Sam Capone stanął przed sądem i został skazany na 11 lat więzienia za oszustwa podatkowe.

Najpopularniejszy gangster świata Al Capone uszedł z życiem z dwóch zamachów przeprowadzonych przez Earla Weissa. Capone był bardzo przezorny, dla własnego bezpieczeństwa wynajął opancerzony samochód, by chronił go przed szefem Nord Side Gang. O Henryku Wojciechowskim legendy krążyły po całym świecie. Wszyscy zastanawiali się kim był, skoro drżał przed nim sam Al Capone. Odpowiedź jest prosta, był Polakiem.

Agnieszka Gałczyńska

Wszystkie cytaty pochodzą z książki Caral Sifakisa "Mafia amerykańska encyklopedia"

Biografia:
- Andrzej Gass "Al Capone bał się Polaka", Focus Historia
- Carl Sifakis "Mafia amerykańska encyklopedia"
- Włodzimierz Kalicki "Zdarzyło się"
- www.hymieweiss.com
- www.myalcaponemuseum.com

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.