"Przez całe życie ta miłość mnie goni. Do pięknych kobiet, koniaku i koni"

Bolesław Wieniawa-Długoszowski (drugi od prawej) obok Józefa Becka podczas spotkania legionistów w Krakowie, lata 30. Fot. Wikimedia Commons Bolesław Wieniawa-Długoszowski (drugi od prawej) obok Józefa Becka podczas spotkania legionistów w Krakowie, lata 30.

W Bobowej koło Gorlic wychowywał się Bolesław Wieniawa-Długoszowski. Zausznik Piłsudskiego, osławiony kawalerzysta, barwna postać II RP

Bobowa, trzytysięczne miasteczko w pow. gorlickim, w dolinie rzeki Białej. Przed laty ważny ośrodek chasydyzmu. Jedna z niewielu miejscowości w Polsce, gdzie koronki wyrabia się tzw. metodą klockową.

Bobowa jest, a przynajmniej chciałaby być znana i z tego, że tu wkraczał w dorosłość Bolesław Wieniawa-Długoszowski. Wieniawa - legenda międzywojennej Polski. Legionista, bliski współpracownik i przyjaciel Józefa Piłsudskiego.

Generał, dyplomata, niedoszły prezydent RP, "człowiek renesansu". Skończył studia medyczne, pisał wiersze, malował obrazy.

"Przez całe życie ta miłość mnie goni. Do pięknych kobiet, koniaku i koni" - wyznał. Erudycją i dowcipem brylował na salonach i w najmodniejszych knajpach.

Miarą tego, jak bardzo był popularny, jest historyjka o pensjonarce, która widząc na ulicy Piłsudskiego i Wieniawę, pyta koleżankę: "Kim jest ten pan idący z Wieniawą?"

Krewnych miał w Pilźnie i pod Jasłem

Bolesław Wieniawa-Długoszowski (drugi od prawej) obok Józefa Becka podczas spotkania legionistów w Krakowie, lata 30.
Wikimedia Commons Wieniawa-Długoszowski w swoim biurze. 1934 rok

Bolesław Wieniawa-Długoszowski w mundurze.
(fot. Wikimedia Commons)

Wywodził się ze szlacheckiego rodu, którego protoplastą, wedle przekazów rodzinnych, był kronikarz Jan Długosz. Ojciec Bolesława budował w Galicji linie kolejowe. W 1887 roku, gdy Bolek miał 6 lat, senior rodu kupił majątek w Bobowej. Na tę decyzję pewnie miał wpływ fakt, że w nieodległych miejscowościach, między innymi w Jasiennej i Lipnicy Wielkiej, mieszkali krewni Długoszowskich.

Z racji wieku i stanowiska patriarchą rodu był infułat Uzneński, ks. Ignacy Długoszowski. - Rodzinę mieliśmy też w Żmigrodzie. Byłem tam nawet kiedyś z matką - opowiada urodzony w Bobowej, a od wielu lat mieszkający w Zielonej Górze Leszek Wieniawa-Długoszowski, którego tata, Kazimierz był bratem Bolesława.

Majątek w Bobowej liczył 220 hektarów pól i 15 hektarów lasu. W jego skład wchodziły m.in. park, staw, ogród warzywny, sad, młyn, gumno, stajnie i przede wszystkim, dworek - pięknie położony, na wzniesieniu nad Białą.

- Powstał w XVII wieku na fundamentach dawnego zamku. Pochodzący z Bobowej Ludwik Łętowski, w XIX stuleciu biskup krakowski, wspominał, że dworek ten był nazywany "Nadbialskim Wersalem" - wyjaśnia Barbara Kowalska, mieszkanka Bobowej, interesująca się historią miasta.

Bolesław Wieniawa-Długoszowski w szkicu wspomnieniowym "O kraju dzieciństwa i młodości" tak opisywał dwór w Bobowej: "(...) gontami pokryty, z podjazdem wspartym na czterech kamiennych kolumnach, rodzinny mój dom, przez okoliczną ludność z wielką przesadą zamkiem nazywany (...)".

Pierwsze jazdy konne, polowania i... pierwszy kieliszek

Mimo nabycia dóbr bobowskich, Długoszowscy postanowili nie pozbywać się mieszkania we Lwowie. Tam Bolesław pokonywał początkowe szczeble edukacji. Nad Białą regularnie spędzał wakacje.

"Przyjeżdżają do dwom ze szkół we Lwowie panicze: Kazek i Bolek i panienka Zosia (Bolesław miał jeszcze siostrę Teofilę - red.). - odnotował bobowianin Bronisław Oświęcimski w swoich »Wspomnieniach z lat dziecinnych 1889-1895«. - (...) Z przyjazdem paniczów rozpoczyna się we dworze ruch. Obok dwom zbudowano na polanie huśtawkę z siedzeniem i z kółkami, obok ustawiono drążek gimnastyczny i urządzono boisko do krokieta".

W Bobowej przyszły "pierwszy ułan II Rzeczypospolitej" uczył się jeździć konno. Jego mentorem był pan Daszkiewicz - przeszło 80-letni, ale dziarski jegomość, rządca majątku i przyjaciel rodziny.

Bolesław poznawał też arkana myślistwa. Kiedy upolował pierwszego jelenia, miał okazję pierwszy raz w życiu... napić się wódki. Na śniadaniu zaimprowizowanym w lesie w Lipnicy Wielkiej chrzestny ojciec i stryjeczny dziadek Bolesława, Florentyn, poczęstował go pyszną kiełbasą wędzoną w jałowcowym dymie i wmusił w niego kieliszek jarzębiaku. - Jeśli takiej kiełbasy nie zakropisz wódką, to pomyśli, że ją pies zjadł - uzasadnił Florentyn.

"Nam, dzieciom, imponował (...) tubalnym głosem, kałduniastym brzuchem, a najbardziej fajką, z którą się nigdy nie rozstawał, (...) spoufaliliśmy się z nim bardzo, gdyż wybryki nasze tolerował zawsze, często nawet sam, ku utrapieniu naszej matki, psikusy rozmaite nam podszeptywał" - pisał później o swoim chrzestnym ojcu Wieniawa.

Kontynuator rodzinnych tradycji

Wieniawa-Długoszowski w swoim biurze. 1934 rok
(fot. Wikimedia Commons)

W rodzinie Bolesława silne były tradycje niepodległościowe. Jego dziadek bił się w powstaniu listopadowym, tata z kolei był powstańcem 1863 roku. Późniejszy generał z wypiekami na twarzy słuchał opowieści ojca o tym, jak ten wojował w słynnym oddziale Czachowskiego. Być może już wtedy w świadomości Bolesława rodziło się pragnienie pójścia w ślady przodków.

Bronisław Oświęcimski uczestniczył kiedyś w musztrze, jaką urządził 14-letni wówczas Bolesław. Chłopcy maszerowali dwójkami, czwórkami, ćwiczyli zwroty w prawo i w lewo.

Bolek wyuczył swoich kompanów słów pieśni mającej takt marsza: "Dalej chłopcy, dalej żywo, otwiera się dla nas żniwo. Rzućwa pługi, rzućwa radło, trza wojować, kiej tak padło".

Godzina walki wybiła 100 lat temu. Wcześniej Długoszowski, już żonaty, przebywał w Berlinie i Paryżu. W stolicy Francji wstąpił do "Strzelca" i pierwszy raz spotkał Józefa Piłsudskiego. Po spotkaniu napisał w liście do brata: "Czuję, że jestem naprawdę żołnierzem. Mam wodza".

Wybuch I wojny zastał go w Bobowej. Jak nakazywała rodzinna tradycja, Bolesław odebrał od matki błogosławieństwo, po czym stawił się w Krakowie. Stąd wyruszył do boju w szeregach Pierwszej Kompanii Kadrowej, by wkrótce trafić do oddziału ułanów Beliny-Prażmowskiego.

Bywał tu Piłsudski

W 1915 roku został adiutantem Piłsudskiego. W okresie Wielkanocy 1916 r. przyjechał wraz z Komendantem do Bobowej na kilkutygodniowy wypoczynek. - Nie znam się na polityce ani na wojsku, ale musi pan być czarodziejem, jeżeli potrafił pan nauczyć mojego syna posłuszeństwa - mówiła Piłsudskiemu matka Wieniawy.

- W 1920 roku, przed Bitwą Warszawską Józef Piłsudski również odwiedził ten dworek - nadmienia burmistrz Bobowej Wacław Ligęza. Leszek Wieniawa-Długoszowski twierdzi, że i w latach 30. Piłsudski był w Bobowej, choć krótko, przejazdem.

- Salonka zatrzymała się na przystanku, marszałek wysiadł, rozmawiał z moim ojcem, a parę zdań zamienił i ze mną, kilkuletnim brzdącem. "Cześć, mały, jesteś małym szwoleżerem, mianuję cię pułkownikiem" - żartował. W naszym dworku wtedy nie był. "Pod górkę to ja już nie dam rady wyjść" - usprawiedliwiał się.

Bolesław Długoszowski często przyjeżdżał do Bobowej na kilka lub kilkanaście dni. - We dworze stały do dyspozycji dwa konie kawaleryjskie, był też mały parkur do ćwiczeń. Kiedy miałem kilka lat, stryj i jego ordynansi uczyli mnie jeździć na kucyku - wspomina bratanek generała.

Pan Leszek zapamiętał ostatnie spotkanie ze stryjem. Był rok 1938, Wieniawa wybierał się do Rzymu, aby objąć funkcję ambasadora RE - Przyjechał z córką. W rozmowie z moim ojcem zaproponował: "Za wszystko, co dla mnie zrobiłeś, chciałbym zabrać twojego syna do Włoch, żeby tam się kształcił". Ojciec na to: "Bolek, jedź, pracuj, ale wychowanie syna pozostaw mnie". Teraz, na stare lata, trochę żałuję, że nie pojechałem do Włoch... - wspomina.

Dworek po przejściach

Byłe gniazdo rodzinne Długoszewskich do niedawana znajdowało się w opłakanym stanie. W końcu dworek doczekał się gruntownej renowacji.
(fot. Cezary Kassak)

Dzisiaj w miasteczku nad Białą nie uświadczy się już Długoszowskich. Najsłynniejszy z rodu zmarł 72 lata temu w USA. W 1990 r. jego prochy sprowadzono do Polski i pochowano na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie. - W uroczystości uczestniczyła ogromna rzesza ludzi. Byłam wśród nich z grupą mieszkańców Bobowej - opowiada Barbara Kowalska.

Rodzice generała, a także m.in. matka i ojciec Leszka Wieniawy-Długoszowskiego, spoczywają na cmentarzu komunalnym w Bobowej. Po drugiej stronie drogi stoi ich dawny dworek, a obok niego biegnie ulica, której patronem są Długoszowscy.

- W dworku mieszkaliśmy do II wojny - wyjaśnia Leszek Wieniawa-Długoszowski. Podczas okupacji dwór zajęli Niemcy. Po 1945 roku - Bobowa należała wtedy do woj. rzeszowskiego - służył on władzom oświatowym. - Mieściło się tu gimnazjum, a później liceum, w którym i ja się uczyłam. W latach 60. przenieśliśmy się do nowego budynku, a w dworku miał odtąd siedzibę internat szkoły. Było tam również zaplecze gastronomiczne - tłumaczy pani Barbara.

Po tym, jak dwór przestał pełnić funkcję internatu, parę razy zmieniał właściciela i... popadał w ruinę. Do niedawna wisiała na nim tabliczka z napisem: "Obiekt zagrożony zawaleniem". Na szczęście do tego nie doszło, a ostatnio zabytkowy dworek, będący jeszcze w prywatnych rękach, doczekał się kompleksowej renowacji.

- Rada miejska podjęła uchwałę o kupnie tego budynku. 1 września otworzymy tu szkołę muzyczną - informuje burmistrz Ligęza. - W salach znajdą się powiększone zdjęcia generała i członków jego rodziny. W przyszłości być może stanie tam popiersie gen. Wieniawy. Chcemy, żeby ta wybitna i kojarzona z Bobową postać była godnie upamiętniona.

Cezary Kassak
NOWINY

Bibliografia:

- Bolesław Wieniawa-Długoszowski, "Wymarsz i inne wspomnienia", Warszawa 1992; - Jacek M. Majchrowski, "Pierwszy ułan Drugiej Rzeczypospolitej", Warszawa 1993;
- Mariusz Urbanek, "Wieniawa. Szwoleżer na pegazie", Wrocław 1991;
- Witold Dworzyński, "Wieniawa. Poeta, żołnierz, dyplomata", Warszawa 1993

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.