Romuald Rajs ps. Bury i Anatol Radziwonik ps. Olech. Dwa oblicza Żołnierzy Wyklętych

Czytaj dalej
Fot. Mikołaj Sprudin [zbiór zdjęć Janusza Chorążaka nr. 50], zbiory Ośrodka KARTA
Wojciech Rodak

Romuald Rajs ps. Bury i Anatol Radziwonik ps. Olech. Dwa oblicza Żołnierzy Wyklętych

Wojciech Rodak

Wśród żołnierzy wyklętych jest kilka postaci kontrowersyjnych - takich jak „Bury”. Nie mogą one jednak przyćmiewać prawdziwych bohaterów - takich jak „Olech”

Marzec jest miesiącem pamięci o żołnierzach podziemia poakowskiego. Co roku mnożą się inicjatywy służące uczczeniu tych bohaterów walki o niepodległą Polskę - biegi (np. akcja „Wilczym Tropem”), marsze, wystawy. Powstają kolejne filmy dokumentalne i fabularne opowiadające o ich straceńczej walce. Niebawem, 10 marca, będzie miała miejsce premiera „Wyklętego” w reżyserii Konrada Łęckiego. Na rynku wydawniczym co rusz pojawiają się nowe publikacje naukowe i popularyzatorskie przybliżające nam sylwetki żołnierzy niezłomnych. Słowem, ze spreparowanej przez komunistyczny reżim krypty zapomnienia do świadomości zbiorowej przebijają się kolejne sagi o patriotach, którzy stanęli do nierównej walki z sowietyzacją Polski.

Z drugiej strony, wraz z upowszechnieniem wiedzy o niezłomnych nastąpiła eskalacja ataków na nich. Wytykane są im zbrodnie, podważany sens ich walki. W rezultacie postacie kontrowersyjne często przyćmiewają „sławą” bohaterów niemal bez skazy. Nierzadko akcentowanie pojedynczych plam na heroicznych życiorysach, np. zbrodni popełnionych w warunkach wojny i zagrożenia życia, prowadzi do pochopnego wyrzucania z panteonu pamięci narodowej kolejnych ludzi. Chaotyczny, powierzchowny i upolityczniony dyskurs medialny, prowadzony często przy użyciu półprawd i niedomówień, powoduje, że prawda historyczna ginie we wrzawie sofistycznej bitwy. Ze szkodą dla nas wszystkich. Przyjrzyjmy się zatem dwóm wyklętym - temu potępianemu i temu, który nadal pozostaje na marginesie pamięci zbiorowej.

Sprawa „Burego”

Spośród wszystkich niezłomnych najwięcej zarzutów formułowanych jest pod adresem kapitana Narodowego Związku Wojskowego (NZW) Romualda Rajsa ps. „Bury”.

Dowództwo 5. Brygady Wileńskiej AK w marszu. Na czele mjr Zygmunt Szendzielarz ps. Łupaszka
Domena publiczna/Wikipedia Kapitan Romuald Rajs ps. Bury. Zdjęcie z 1943 r.

Rajs przeszedł na świat w 1913 r. w Jabłonce, niewielkiej wsi na Podkarpaciu. Od 16. roku życia związany był z wojskiem. W czasie kampanii wrześniowej służył w 85. Pułku Piechoty, m.in. w bitwie pod Tomaszowem Mazowieckim. Po klęsce II Rzeczypospolitej, od 1940 r., „Bury” działał w strukturach ZWZ/AK w Wilnie. Od 1943 r. stał na czele kompanii szturmowej 3. Wileńskiej Brygady AK dowodzonej przez por. Gracjana Fróga ps. Szczerbiec. Wyróżnił się w zwycięskiej bitwie z siłami niemiecko-litewskimi w Mikuliszkach, a także w czasie walk o Murowaną Oszmiankę, gdzie partyzanci rozgromili oddział gen. Plechaviciusa (zabito 60 z nich, a 200 wzięto do niewoli). Podczas operacji „Ostra Brama” ze swoim oddziałem wyparł Niemców, po ciężkich bojach, z Kolonii Wileńskiej i dzielnicy Belmont. Za te osiągnięcia został odznaczony Krzyżem Virtuti Militari i awansowano go na porucznika.

Po zajęciu Wileńszczyzny przez Sowietów Rajs i jego ludzie cudem uniknęli schwytania przez NKWD. „Bury”, na fałszywych papierach wystawionych na nazwisko Jerzy Góral, wstąpił do Ludowego Wojska Polskiego. Oddelegowano go do Hajnówki, gdzie miał zajmować się walką z kłusownictwem i nielegalną wycinką lasów. Nie wytrzymał długo na tej ciepłej i bezpiecznej posadce. Nie mógł biernie obserwować poczynań komunistów na ziemiach polskich. W maju 1945 r. znów zaangażował się w partyzantkę. Związał się z NZW, organizacją powiązaną ze środowiskami narodowymi. Objął dowództwo 3. Wileńskiej Brygady NZW.

20 września 1945 r. mjr Florian Lewicki ps. Kotwicz, komendant Okręgu NZW Białystok, wydał „Buremu” rozkaz przeprowadzenia „pacyfikacji” okolic na południowy-wschód od Bielska Podlaskiego. Operacja miała polegać na likwidacji pracowników i konfidentów UB, a także zastraszeniu tamtejszych mieszkańców, przeważnie narodowości białoruskiej, którzy nieraz okazywali wrogość podziemiu niepodległościowemu.

Białorusini z powiatu bielskiego byli podatni na agitację bolszewicką już w międzywojniu. Komunistyczna Partia Polski i Komunistyczna Partia Białorusi Zachodniej miały tutaj spory posłuch i siatkę sympatyków. We wrześniu 1939 r. owe komórki rozpoczęły w miasteczkach i wsiach Kresów prosowieckie powstanie. Czerwone milicje mordowały żołnierzy WP, dochodziło do zamieszek i grabieży (pisaliśmy o tym w numerze „NH” z września 2016 r. - KLIKNIJ TUTAJ). Na cześć Armii Czerwonej budowano bramy powitalne. „Bury” znał te fakty. Podczas pracy w pobliskiej Hajnówce, w mundurze „ludowego” wojska, miał często okazję słyszeć miejscowych prawosławnych chłopów chwalących się swoimi dokonaniami w „walce z sanacją” w 1939 r.

Po „wyzwoleniu” ludność białoruska z powiatu bielskiego, co zaświadczały zarówno raporty PPR, jak i podziemia poakowskiego, w większości sprzyjała Sowietom i Polskiemu Komitetowi Wyzwolenia Narodowego. Potwierdzały to liczby. Na 547 członków PPR w powiecie w 1945 r. aż 463 było narodowości białoruskiej. Takie same proporcje narodowościowe były odzwierciedlone w miejscowych strukturach Milicji Obywatelskiej i Urzędu Bezpieczeństwa. Poza tym zdarzało się, że wiejskie samoobrony w prawosławnych wioskach ostrzeliwały członków poakowskiego podziemia.

Warto wspomnieć, co w świetle omawianych wydarzeń jest niezwykle ważne, że Rajs nie żywił żadnych uprzedzeń wobec polskich Białorusinów czy wyznawców prawosławia. W jego stuosobowym oddziale było ich sporo. Pełnili nawet ważne funkcje dowódcze.

Do zajść, które stały się przyczynkiem do budowy czarnej legendy „Burego”, doszło na przełomie stycznia i lutego 1946 r. Jego oddział uciekł wtedy przed grupą operacyjną NKWD-KBW z terenu powiatu wysokomazowieckiego na południowy-wschód, aż pod Hajnówkę, saniami zaprzężonymi w konie. Zanim tam dojechali, Rajs, znając stosunek większości Białorusinów do podziemia, nakazał swoim żołnierzom udawać funkcjonariuszy KBW, którzy ścigali partyzantów. Komendy wydawano po rosyjsku, oficerowie założyli zdobyczne sowieckie epolety.

W Łozicach, wsi pod Hajnówką, partyzanci zmienili podwody. Oddział na 40 furmankach wyruszył w teren, który „Kotwicz” nakazał spacyfikować.

29 stycznia grupa Rajsa zajechała do białoruskiej wsi Zaleszany. Zamierzali zlikwidować w niej dwóch ludzi podejrzanych o działanie na rzecz komunistów. Jednak zanim to zrobili, zaczęli rozmawiać z chłopami. Okazało się, że są oni źle nastawieni nie tylko do reakcji, ale także wojska ludowego. Wtedy przybysze zażądali od nich owsa dla koni. Ci powiedzieli, że nie spełnią ich rozkazu. Co więcej, jeden z młodych uderzył kamieniem zastępcę „Burego”. W odpowiedzi ten ostatni zdecydował, że za karę wieś zostanie spalona. Ludności, pod groźbą śmierci w razie niewykonania rozkazu, nakazano zebrać się w jednym z domów. W międzyczasie zastrzelono mężczyzn wytypowanych jako współpracownicy reżimu. Potem podpalono zabudowania wsi. Niestety, nie wszyscy mieszkańcy Zaleszanów, jak podaje historyk Kazimierz Krajewski, posłuchali rozkazu Rajsa i opuścili swoje zabudowania. Kilkoro, w tym kobiety i dzieci, zginęło w płomieniach. Inni próbowali gasić swoje domy - tych zastrzelili partyzanci. Ogółem tego dnia zginęło 15 mieszkańców wsi.

Następnie żołnierze NZW udali się do pobliskiej Wólki Wyganowskiej, gdzie zlikwidowali dwóch znanych komunistów oraz spalili sześć domów należących do sympatyków nowej władzy.

31 stycznia pod Puchałami Starymi partyzanci 3. Brygady NZW znów dokonali kontrowersyjnej likwidacji. Rozstrzelali 31 furmanów, z którymi podróżowali. Jak relacjonował Józef Korzeniowski ps. Osa z oddziału „Burego”, zamordowani „wygadali sobie” swój los. Prowokowani, na rozkaz Rajsa, do rozmów na tematy polityczne ujawniali sympatie prokomunistyczne i wskazywali udającym żołnierzy KBW partyzantom chłopów sympatyzujących z „podziemiem reakcyjnym”. Dowódca 3. Brygady nie zamierzał puścić im tego płazem.

1 lutego partyzanci rozdzielili się na trzy grupy - każda miała przeprowadzić pacyfikację w innej miejscowości. Rajs udał się z jedną z nich do miejscowości Szpaki, w której działała zbrojna samoobrona, założona przez byłych sowieckich partyzantów. Rozstrzelano sześciu z nich, po czym puszczono z dymem 22 gospodarstwa.

W tym samym czasie podgrupa ppor. Włodzimierza Jurasowa ps. Wiarus dotarła do wsi Końcowizna. Tutaj spalono trzy domy i kilkanaście budynków gospodarczych. Doszło to także do strzelaniny, ale nikt nie zginął.

Dużo bardziej krwawy przebieg przybrały wydarzenia w Zaniach, wsi w 80 proc. zamieszkanej przez prawosławnych, którą miał zająć się pluton Jana Boguszewskiego ps. Bitny. Tutaj także chłopi posiadali broń. Gdy tylko wieczorem zauważono zbliżających się żołnierzy, rozpoczęła się strzelanina. Partyzanci szybko zyskali w niej przewagę. Uzbrojeni rolnicy zaczęli uciekać, wśród nich biegły też kobiety i dzieci. W ciemnościach ludzie „Bitnego” strzelali do każdej postaci, jaka im zamajaczyła. Potem podpalili 13 domów. Jak informowali świadkowie, partyzanci mordowali ludzi chcących opuścić płonące zabudowania. W masakrze ogółem zginęło, według różnych danych, od 20 do 30 osób, w tym kobiety i dzieci. Warto jednak podkreślić, że za tragiczny przebieg operacji odpowiadał nie „Bury”, ale jego podkomendny.

Tak, według wersji podanej przez historyka z IPN Kazimierza Krajewskiego, wyglądały wydarzenia, które stały się zaczynem czarnej legendy „Burego”. Za pacyfikacje z 1946 r. komunistyczny sąd skazał go na karę śmierci. Romuald Rajs został stracony w 1949 r. i pochowany w niewiadomym miejscu.

Do dziś toczy się zawzięty spór, czy „Bury” był bohaterem, który popełnił błędy w dowodzeniu i utracił kontrolę nad sytuacją, czy okrutnym ludobójcą, który chciał uczynić ze swoich ofiar odstraszający przykład dla komunistycznych kolaborantów. Bez względu na wzrost naszej wiedzy na ten temat spór będzie trwał jeszcze długie dziesięciolecia, dzieląc społeczeństwo. Tym bardziej że sąd, unieważniając wyrok na „Burego” w 1995 r., różni się w tej kwestii z prokuratorem IPN, który nazywał działania oddziału Rajsa „czystką etniczną o znamionach ludobójstwa”. Wydaje się jednak, że mimo wszystko brutalne poczynania Rajsa nie były bynajmniej motywowane uprzedzeniami narodowościowymi czy religijnymi ani też nie nosiły znamion ludobójstwa.

Wyklętych, którzy budzą podobne kontrowersje, jest kilku. Józef Kuraś ps. Ogień, słynny partyzant z Podhala, oskarżany jest o zbrodnie na Żydach i Słowakach. Franciszek Przysiężniak ps. Ojciec Jan i jego podkomendny Józef Zadzierski ps. Wołyniak, żołnierze Narodowej Organizacji Wojskowej z Zasania i zwycięzcy spod Kuryłówki (więcej na ten temat w numerze „NH” ze stycznia 2016 r.), są odpowiedzialni za mordy na Ukraińcach. Oczywiście, tak jak w wypadku „Burego”, ocena ich poczynań powinna zależeć od kontekstu, w jakim do nich doszło. Ale to temat na osobne opracowanie.

Król „Olech”

Często w dyskursie o wyklętych pomija się nieustraszonych patriotów, którzy stawiali czoła komunistycznemu zniewoleniu na wschód od linii Curzona, na terenach II RP wcielonych do ZSRR. Chyba najsłynniejszym z nich był ppor. Anatol Radziwonik ps. Olech.

Nasz bohater urodził się w 1916 r. w Briańsku, gdzie ewakuowały jego rodziców władze carskie. Wychowywał się w Wołkowysku. Ukończył seminarium nauczycielskie w Słonimiu. Potem pracował w małej wiejskiej szkole pod Szczuczynem na Nowogródczyźnie. Mocno zaangażował się w życie społeczne regionu. Organizował tam drużyny harcerskie. Kapitał społeczny, jaki wówczas pozyskał, okazał się niezwykle ważny w latach późniejszych.

Dowództwo 5. Brygady Wileńskiej AK w marszu. Na czele mjr Zygmunt Szendzielarz ps. Łupaszka
Domena publiczna/Wikipedia Anatol Radziwonik ps. Olech, przywódca podziemia poakowskiego na Nowogródczyźnie

Latem 1938 r. został powołany do wojska. Ukończył szkołę podchorążych piechoty. Nie wiadomo, czy i gdzie uczestniczył w kampanii wrześniowej. Nie możemy także określić, kiedy dokładnie znalazł się w konspiracji. Z całą pewnością można stwierdzić, że przed zimą 1944 r. dowodził jedną z placówek konspiracyjnych AK Obwodu Szczuczyn o kryptonimie „Łąka”. Na początku 1944 r. przeszedł do aktywnej działalności zbrojnej. Stał na czele plutonu w 2. kompanii w VII batalionie 77. Pułku Piechoty AK, którym dowodził słynny cichociemny Jan Piwnik ps. Ponury. Brał udział w wielu operacjach przeciwko niemieckim okupantom. Na przykład w rozbiciu posterunków w Możejkowie Wielkim i Małym, a także w atakach na garnizony w Jachnowiczach i Jewłaszach (feralna akcja, w której poległ Piwnik). W uznaniu zasług został awansowany na podporucznika. W lipcu 1944 r. jego oddział miał wziąć udział w operacji „Ostra Brama”. Szczęśliwie jego jednostka nie dotarła pod Wilno. Dzięki temu uniknęła rozbrojenia przez Armię Czerwoną.

Na przełomie 1944 i 1945 r. „Olech” wrócił w okolice Szczuczyna i zaczął organizować samoobronę na bazie resztek struktur akowskich, które pozostały w regionie. W tym okresie skupiał się głównie na ochronie ludności przed represjami NKWD i maruderami z Armii Czerwonej. Miał na tym odcinku niemałe sukcesy. W marcu rozbił sowiecką grupę operacyjną. W odwecie za gwałty i grabieże zlikwidował w zasadzkach na drogach kilkunastu czerwonoarmistów.

Z czasem działalność konspiracji poakowskiej w rejonie Lidy i Szczuczyna, prowadzonej przez Radziwonika, uzyskała silniejsze ramy organizacyjne. Dorobiła się nawet enigmatycznej nazwy Obwód 49/67.

Opierała się głównie na miejscowych Polakach, którzy nie chcieli lub nie dostali szansy na repatriację za Bug. Chłopach przywiązanych do swojej ziemi, niechętnych kolektywizacji. Drobnej szlachcie wiernej etosowi ojców. Przedstawicielach inteligencji, wolnych zawodów, a nawet ziemiaństwa, których wojenna zawierucha rzuciła w ten zakątek ZSRR. Do pracy na rzecz konspiracji, co było cechą charakterystyczną organizacji Obwodu 49/67, włączano również pracowników i funkcjonariuszy sowieckiej administracji niższego szczebla (np. sekretarzy sielsowietów). Czyniono to prośbą lub groźbą. Niektóre relacje mówią, że macki Radziwonika sięgały nawet milicji i prokuratury. Dzięki tym kontaktom uzyskiwano bardzo cenne informacje wywiadowcze, poza tym umożliwiały one łatwe uzyskanie fałszywych papierów do celów „legalizacyjnych”.

Liczebność organizacji „Olecha” szacowano na od 800 do 1000 ludzi, zorganizowanych na wzór akowski w placówki terenowe. Wśród nich około 120 osób służyło w liczących po kilkanaście osób partyzanckich grupach bojowych. Dowodzili nimi m.in. sierż. Paweł Klikiewicz ps. Irena (rejon Szczuczyna), ppor. Witold Malańczk ps. Cygan (rejon Wasiliszki), Wacław Szwabowicz ps. Kiepura i Alzatczyk służący w AK Peter Fitz ps. Francuz (rejon Nowy Dwór-Ostryna). Ubierali się w mundury Wojska Polskiego. Byli bardzo dobrze uzbrojeni, głównie w karabiny maszynowe.

Oddziały Radziwonika dysponowały siecią schronów i bunkrów, czasem na tyle dużych, by pomieścić kilkanaście osób, ulokowanych w gospodarstwach lub w lasach. Poza tym miały kilka baz położonych w ostępach puszczy. Najważniejsza z nich znajdowała się na uroczysku Horiaczy Bor (Spalony Las). Znajdowały się tam nie tylko ziemianki i szałasy, ale również drewniany krzyż, pod którym ułożono z kamieni symbol Orła Białego.

„Olech” stawiał sobie dwa główne cele. Z jednej strony, jak wszyscy wyklęci, czekał na trzecią wojnę światową. Szykował się, by w momencie przełomowym momentalnie odbudować w rejonie Szczuczyna i Lidy państwo polskie. Z drugiej strony miał cele krótkoterminowe, czyli przede wszystkim obronę ludności przed represjami NKWD, konfidentami, kolektywizacją i okrutnymi wobec chłopów pracownikami administracji. Czynił to na tyle skutecznie, że - jak podawał jeden ze świadków - „do 49 r. Sowieci de facto nie mieli władzy na wsiach regionu”.

Ludzie Radziwonika dawali się Sowietom mocno we znaki. Tylko od 1945 r. do czerwca 1946 r. na terytorium rejonów wołkowyskiego, lidzkiego, żołudzkiego, szczuczyńskiego, wasiliskiego, raduńskiego przeprowadzili aż 115 akcji terrorystycznych przeciwko sowieckim donosicielom, agentom i urzędnikom.

Jeszcze w 1948 r. w regionie panowała dwuwładza

- pisał Andrzej Poczobut.

W dzień rządzili komuniści, w nocy partyzanci.

Oto przykłady akcji przeprowadzanych przez partyzantów Obwodu 49/67. W miarę narastania sowieckiego terroru, tzn. od 1948 r., były one coraz bardziej bezwzględne i krwawe. 14 stycznia 1946 r. zastrzelili w Bancewiczach, pod Lidą, czterech komunistycznych kolaborantów. 16 lutego w Gambutach (okolice Lidy) zastrzelono funkcjonariuszy NKWD w Lidzie - lejtn. Szylina - i milicjanta Łopatę. 3 marca spalono sielsowiet w Zapolu. 12 lutego 1947 r. zlikwidowano dziewięć osób oskarżonych o współpracę z władzami. 10 września 1948 r. grupa „Cygana” napadła na pocztę w Wawiórce, zdobywając 24 tys. rubli. Także w 1948 r. „Olech” schwytał „dwóch instruktorów z Moskwy”, którzy wyjątkowo brutalnie prześladowali chłopów. Ku przestrodze dla innych nadgorliwców powieszono ich na słupach telegraficznych przy drodze prowadzącej do Szczuczyna.

Władza radziecka nie mogła dłużej tolerować takiej sytuacji. Zimą 1949 r. przystąpiono do ostatecznej rozprawy z „republiką Olecha”. Grupy operacyjne NKWD tym razem okazały się skuteczne. W marcu schwytali „Cygana”. Kilka dni później najechali bazę w Horiaczym Borze, gdzie zlikwidowali patrol „Francuza”. Wreszcie 12 maja osaczyli oddział samego „Olecha” pod wsią Raczkowszczyzna. Partyzanci bezskutecznie próbowali przebić się przez pierścienie okrążenia. Wtedy właśnie Anatola Radziwonika dosięgły sowieckie kule. Zginął na miejscu.

Kilka miesięcy później prężna organizacja Obwodu 49/67 została kompletnie rozbita kolejnymi wielkimi operacjami przeciwpartyzanckimi i aresztowaniami. Mimo to opór w regionie tlił się jeszcze przez kilka lat - pojedyncze grupy oporu błąkały się po lasach, nie odzyskawszy jednak dawnej siły.

Bibliografia:

Wojciech Rodak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.