Tragiczny początek wojny

Franciszek Majewski pracował m.in w firmie transportowej  C. Hartwig. Stoi w trzecim rzędzie, głową zasłania literę Ó. Fot. Archiwum rodzinne/Gazeta Pomorska Franciszek Majewski pracował m.in w firmie transportowej C. Hartwig. Stoi w trzecim rzędzie, głową zasłania literę Ó.

Franciszek Majewski zginął 4 września w Bydgoszczy. Był członkiem Straży Obywatelskiej. Został śmiertelnie ranny na pierwszym swoim patrolu...

Jest jedna scena, której mimo upływu lat pan Leszek nie tylko nie może zapomnieć, ale ciągle wyciska mu łzy z oczu. To widok ojca leżącego w rowie ul. Koronowskiej, zabitego przez Wehrmacht. Były pierwsze dni września 1939 r.

Bydgoszczanin Leszek Majewski (ur. w lipcu 1928 r.) spisuje swoje wspomnienia. I to, co udało mu się ustalić o swoich przodkach po mieczu i po kądzieli. O tych pierwszych ojciec nie zdążył mu opowiedzieć. Wie, że dziadkowie Majewscy: Marta (1865-1917) z domu Zawiasińska i Adam mieszkali w Brukach Unisławskich. Tam urodził się Franciszek. - Pamiętam - wspomina pan Leszek - gdy raz z ojcem jechaliśmy rowerem na grób babci.

Dziadkowie ze strony mamy: Jan (1870-1960) i Anna (1871-1946) z domu Dawid mieli siedmioro dzieci. W okresie szalejącej inflacji sprzedali gospodarstwo i zdążyli kupić domek przy ul. Szubińskiej. - Pozostałe pieniądze schowane w walizce następnego dnia wystarczyły na kupno cykorii do kawy - wspomina rodzinne opowieści pan Leszek.

Udało mu się też ustalić imiona pradziadków. Rodzicami Jana Kabata byli Augustyn i Marcjanna, a babci Anny - Michał Dawid i Anna Labentz.

Rodzice Leszka, Stanisława z domu Kabat i Franciszek Majewscy (oboje urodzeni w 1905 roku) pobrali się w połowie 1927 i zamieszkali w Bydgoszczy przy ul. Pomorskiej 43. Dom należał do bogatego budowniczego Józefowicza. Za dużym frontowym budynkiem było spore podwórze i rząd oficyn.

Rok później Majewskim urodził się Leszek, potem Jan (1931) i Czesław (1933).

Przy Pomorskiej mieszkańców budził turkot wozów konnych. Żelazne obręcze kół stukały po bruku. Budził mleczarz z nabiałem i pieczywem z Dworu Szwajcarskiego. - Wczesnym rankiem wyjeżdżały na miasto ogromne białe wozy ciągnione przez dwa konie, a wozak dzwonem wzywał klientów do zakupów - wspomina obrazki z dzieciństwa pan Leszek.

To nie były łatwe czasy. Franciszek często szukał pracy. Dość długo pracował w firmie transportowej C. Hartwig przy ul. Dworcowej, później był magazynierem w fabryce pasty do obuwia "URBIN", w końcu - komiwojażerem w Łódzkiej Fabryce Tkanin Scheiblera i Grohmanna.

Pan Leszek wspomina, że ojciec miał talent muzyczny i plastyczny. Malował, rzeźbił w drewnie. Należał też do Polskiego Związku Zachodniego.

Ojciec wykrwawił się po wybuchu granatu

Franciszek Majewski pracował m.in w firmie transportowej  C. Hartwig. Stoi w trzecim rzędzie, głową zasłania literę Ó.
Ze zbiorów Leszka Majewskiego/Gazeta Pomorska Rok szkolny 1935/36, szkoła powszechna przy ul. Świętojańskiej. Leszek Majewski stoi drugi od prawej, w drugim rzędzie od góry. Wychowawczynią była p. Bratkowska

1938 r., ul. Gdańska, Majewscy z synami: Leszek od prawej, w środku najmłodszy Czesiu, obok Jan.
(fot. Archiwum rodzinne/Gazeta Pomorska)

Później rodzina zamieszkała przy Cieszkowskiego 17. Stosunki między dorosłymi układały się poprawnie, pamięta pan Majewski. Ale z jakichś powodów wiosną 1939 roku pospiesznie wyprowadzili się na Czyżkówko, na ul. Chmurną.

Na Czyżkówku chłopcy, którzy do tej pory znali śródmiejskie podwórka, mieli zabawowy raj. Ulica graniczyła z zagajnikiem - tam znikali na całe dni.

Gdy 1 września odnalazła ich tam mama z wiadomością, że wybuchła wojna - nie zdawali sobie sprawy, co to oznacza. - Rodzice zdecydowali o ewakuacji - wspomina pan Leszek. Ojciec worek z dobytkiem załadował na rower i ruszyliśmy Koronowską do miasta. W pobliżu nieistniejącego dziś zboru ewangelickiego usłyszeliśmy strzały z wieży. Wycofaliśmy się, wróciliśmy do domu. W najbliższych dniach ojciec poszedł do miasta, wrócił z karabinem. Wstąpił do Straży Obywatelskiej.

Straż 4 września zaczął organizować por. rez. Stanisław Pałaszewski. Po południu tego samego dnia Franciszek Majewski z kilkoma kolegami, już z opaską Straży Obywatelskiej na rękawie, patrolował ul. Koronowską.

Pan Leszek w swoich wspomnieniach wydarzenie opisuje na podstawie relacji świadków, pobliskich mieszkańców: Około godziny 17.00 patrol zaatakowany został przez hitlerowskich zwiadowców z Wehrmachtu, poruszających się na motocyklach z koszem (przyczepka z osadzonym na niej karabinem maszynowym). Straż ostrzeliwała się z rowu, ale Niemcy ostrzałem z karabinu maszynowego i granatami ręcznymi zmusili Polaków do wycofania się. W pobliżu Franciszka Majewskiego eksplodował granat, który rozerwał mu lewe ramię. Ranny wykrwawił się. - Ojciec poległ na wysokości nowej przecznicy, ul. Lodowej. Dziś to Koronowska 45.

O śmierci męża, Stanisławę 5 września wcześnie rano powiadomiła kobieta, która mieszkała w pobliżu miejsca, gdzie poległ Franciszek. Majewska poszła na miejsce i rozpoznała zwłoki. U komendanta Wehrmachtu wystarała się o pozwolenie na zabranie ciała.

O tym, co działo się później, pan Leszek jeszcze dziś nie może opowiadać ze spokojem. Matka wzięła synów i poszła po ciało. - Na miejscu zobaczyliśmy zakrwawione zwłoki ojca - wspomina pan Leszek. - Spoczywał w rowie, na twarzy, z lewym ramieniem rozerwanym wybuchem granatu. Zostały resztki biało-czerwonej opaski. Dla nas, małych dzieciaków, był to widok nie do opisania. Prześladuje mnie całe życie.

Majewska z trudem wydobyła zwłoki z rowu, ręcznym wózkiem zawiozła na cmentarz przy ul. Chojnickiej. Następnego dnia rano poszła tam sama, wykopała grób, zawinęła ciało w kapę z łóżka i pochowała.

Matka kazała się pochować obok męża

Rok szkolny 1935/36, szkoła powszechna przy ul. Świętojańskiej. Leszek Majewski stoi drugi od prawej, w drugim rzędzie od góry. Wychowawczynią była p. Bratkowska
(fot. Ze zbiorów Leszka Majewskiego/Gazeta Pomorska)

Zgłaszając śmierć męża, nie podała, gdzie zginął, celowo zmieniła datę. Z tego powodu w niektórych publikacjach można znaleźć informację, że Franciszek Majewski ze Straży Obywatelskiej zginął 5 września. - To nieprawda - mówi jego syn. Rodzina obawiała się represji.

Po powrocie do domu żona zniszczyła wiele dokumentów, pospiesznie wyprowadziła się do rodziców na Szubińską. Wkrótce na Chmurnej szukało ich gestapo.

Ciężar utrzymania rodziny spadł na Stanisławę. W czasie wojny pracowała w dużej firmie mleczarskiej Dwór Szwajcarski przy ul. Jackowskiego.

Leszek początkowo musiał iść do szkoły przy ul. Dąbrowskiego. W 1940 roku do I Komunii św. przystąpił w ubraniu przerobionym z matczynej odzieży. W 1941 roku poszedł do pracy w Pasamonie. Alternatywą była wywózka w głąb Niemiec. Najpierw pracował w tkalni, później uczył się na ślusarza. Wykształcenie ekonomisty zdobył po wojnie.

Od najmłodszych lat jego pasją była muzyka i śpiew. W chórze śpiewał poczynając od podstawówki przy Świętojańskiej, gdzie muzyki uczył prof. Władysław Wittstock.

Po wojnie, gdy ekshumowano ciała poległych na Cmentarz Bohaterów, Stanisława nie zgodziła się na przeniesienie szczątków męża. Zmarła w 1976 roku. Spoczęła obok niego.

Z trzech synów Majewskich żyje najmłodszy Czesław i najstarszy Leszek. Niebawem skończy 85 lat. Z wielka pasją spisuje historię rodziny, opisuje Bydgoszcz, którą zapamiętał z dzieciństwa.

JOLANTA ZIELAZNA, Gazeta Pomorska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.