Ubeckie polowanie na "Anodę" i żołnierzy żołnierzy Batalionu Zośka

Czytaj dalej
Fot. Warsaw Uprising by Deczkowki
Mariusz Grabowski

Ubeckie polowanie na "Anodę" i żołnierzy żołnierzy Batalionu Zośka

Mariusz Grabowski

„Anoda” zginął w 1949 r. w gmachu MBP. Według oficjalnej wersji miał popełnić samobójstwo, wyskakując podczas przesłuchania z okna na czwartym piętrze. Jak było naprawdę?

Jan Rodowicz, korzystając z amnestii, ujawnił się przed nową władzą we wrześniu 1945 r. Powodem był apel płk. Mazurkiewicza do byłych żołnierzy. Podjął studia na Politechnice Warszawskiej na Wydziale Architektury. Funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa aresztowali go w Wigilię w 1948 r. Jak pisze Marta Tychmanowicz, oficjalnym powodem było domniemanie zamachu w Belwederze na Zofię Dzierżyńską, która przyjechała z Moskwy na zjednoczeniowy zjazd partii (aresztowano wówczas kilkuset podejrzanych). Jednak historycy mnożą hipotezy na temat powodów aresztowania „Anody” - m.in. nielegalne posiadanie broni, udział w próbie porwania radzieckiego generała Masłowa w sierpniu 1945 r. czy absurdalny incydent na Politechnice Warszawskiej, kiedy to „Anoda” miał rzucić zdechłym szczurem w córkę Bieruta.

Robert Witak w tekście „AK-owcy kontra władza ludowa - sprawa Jana Mazurkiewicza »Radosława«” dowodzi, że zainteresowanie bezpieki „Anodą” było fragmentem większej operacji wymierzonej w byłą konspirację, mającej na celu zlikwidowanie środowiska Jana Mazurkiewicza „Radosława”, szefa Kierownictwa Dywersji (Kedywu) Komendy Głównej AK, a w czasie powstania warszawskiego dowódcy Zgrupowania „Radosław”.

„Odprysk większej sprawy”

„Sprawa »Radosława«, mimo iż była rozwojowa, opierała się na założeniu o istnieniu szeroko zakrojonego antypaństwowego spisku. Wskazuje na to wystąpienie ministra bezpieczeństwa publicznego Stanisława Radkiewicza z 10 lutego 1949 r., a więc wygłoszone sześć dni po zatrzymaniu Mazurkiewicza. Radkiewicz mówił w sejmie: »Wszyscy ujawnieni byli akowcy i członkowie innych organizacji otrzymali nie tylko możliwość spokojnej pracy, ale i możliwość obejmowania odpowiedzialnych posterunków w różnych dziedzinach życia. W przytłaczającej większości potrafili włączyć się do wspólnej pracy z pożytkiem dla siebie i kraju. Znalazła się jednak wśród nich garstka takich, którzy w podstępny sposób wykorzystali wielkoduszność demokracji ludowej, zwiedli zaufanie, jakim ich obdarzono, i jak się okazało wznowili dywersyjną robotę skierowaną przeciwko Polsce. Tą zbrodniczą grupą kierował Jan Mazurkiewicz pseudonim «Radosław». Nie ulega wątpliwości, że nici tej akcji prowadzą do dyspozycji obcego wywiadu«”.

Batalion „Zośka” należał do najsłynniejszych oddziałów powstania warszawskiego. Jan Rodowicz „Anoda” był jednym z jego oficerów.  W 1943 r. brał udział
Szymon Starnawski Kat Armii Krajowej: Julia Brystiger, dyrektor Departamentu V MBP. Brystiger słynęła z sadystycznych skłonności i fanatycznych poglądów, które zadziwiały nawet niektórych komunistów.

Ponadto - według późniejszej relacji Mazurkiewicza - śledczy nie ukrywali, że sprawa musi się skończyć złamaniem oporu aresztowanych. Pułkownik Adam Humer (zastępca dyrektora Departamentu Śledczego MBP) miał imputować „Radosławowi” przywództwo konspiracji oraz bez ogródek oświadczyć: „Panie Radosławie - my na Panu dokonamy z całą świadomością szantażu. To jest stanowisko Ministra, to jest stanowisko Rządu - pan się musi ugiąć”. Wydaje się, że aresztowania, w tym aresztowanie „Anody”, były elementem owej gry. Formalnie nakaz wydał major UB Wiktor Herer, ówczesny naczelnik Wydziału IV Departamentu V Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, który zajmował się inwigilacją środowisk młodzieżowych, harcerskich i akademickich.

Już w III RP - pisze Piotr Bączek w artykule „»Anoda« i jego oprawca” - Herer zeznał, że inicjatywa aresztowania wyszła od samej płk Julii Brystigerowej, słynnej z okrucieństwa dyrektor Departamentu V Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, która z tego powodu nazywana była „Krwawą Luną”. Próbował przekonać, że w ten sposób chcieli razem z Brystigerową „uchronić” Rodowicza przed groźniejszym w skutkach aresztowaniem przez Departament Śledczy MBP, którym kierował płk Józef Różański, odpowiedzialny za tortury żołnierzy AK.

„Przeleciał jak wicher”

Porucznik Bronisław Kleina, śledczy MBP, a wcześniej żołnierz AK, wspominał w 1995 r. podczas przesłuchania w prokuraturze: „Ktoś z Wydziału w godzinach południowych przyprowadził do mojego pokoju Jana Rodowicza i polecił mi przesłuchać go. Siedziałem przed biurkiem przy oknie zakratowanym, a Rodowicz bliżej drzwi. W trakcie rozmowy albo przesłuchania, które trwało ok. 20 minut, polecono mi, ale nie pamiętam kto, abym doprowadził Jana Rodowicza do gabinetu Wiktora Herera. Gabinet naczelnika znajdował się po przeciwnej stronie korytarza. Okna z gabinetu wychodziły na Aleje Ujazdowskie. Doprowadziłem Rodowicza do sekretariatu. Kiedy otworzyłem drzwi, powiedziano mi: »Jeszcze chwileczkę, przejdź do następnego pokoju, drzwi są otwarte i nikogo w pokoju nie ma«. Otworzyłem drzwi i wszedłem pierwszy do pokoju. Jan Rodowicz wszedł za mną i biegiem wskoczył na parapet otwartego okna i wyskoczył. Nie mogłem go zatrzymać, przeleciał koło mnie jak wicher. Okno było dwuskrzydłowe, otwarte na oścież. Do okna nie podchodziłem, ponieważ zdawałem sobie sprawę, że na pewno poniósł śmierć”.

1 marca 1949 r. Kazimierz i Zofia Rodowiczowie zostali powiadomieni urzędowym pismem o śmierci syna:

Zawiadamiam, że syn obywatela Jan Rodowicz, zatrzymany (...) pod zarzutem popełnienia przestępstwa z art. 86 KKWP, w dniu 7 stycznia 1949 r. popełnił samobójstwo, wyskakując z okna podczas przeprowadzania go do aresztu.

Kilka dni później - czytamy w tekście o „Anodzie” na portalu Pamięć.pl - „jeden z pracowników zakładu pogrzebowego, który kilkakrotnie widział Rodowicza przy okazji pogrzebów »Zośkowców« poległych w powstaniu, wskazał rodzicom »Anody« miejsce jego pochówku. 16 marca rodzina ekshumowała Jana Rodowicza”. Matka wspominała: „Był ubrany w swe wojskowe angielskie ubranie, zapięte agrafką pod szyją, ułożony starannie, uczesany, nawet kanty spodni były wyrównane. Przypięłam mu ordery, z których był bardzo dumny”.

Rodzina nigdy nie uwierzyła, że popełnił samobójstwo. W czasie przekładania zwłok do innej trumny obecny wtedy lekarz nie stwierdził żadnych obrażeń, które występują po skoku z dużej wysokości. Ciało „Anody” zostało złożone w rodzinnej mogile na Starych Powązkach. Kilka tygodni później dr Konrad Okolski przekazał rodzinie informację, zgodnie z którą „Anoda” nie popełnił samobójstwa. Co więcej, ówczesny kierownik Zakładu Medycyny Sądowej prof. Wiktor Grzywo-Dąbrowski stwierdził, że Rodowicz miał „wgniecioną klatkę piersiową, nie miał natomiast obrażeń twarzy, które powstałyby w czasie upadku z dużej wysokości”. W związku z niewyjaśnionymi okolicznościami śmierci Jana Rodowicza jego najbliżsi nie ustawali w dociekaniu prawdy na ten temat.

Batalion „Zośka” należał do najsłynniejszych oddziałów powstania warszawskiego. Jan Rodowicz „Anoda” był jednym z jego oficerów.  W 1943 r. brał udział
Kat Armii Krajowej: Józef Różański, dyrektor Departamentu Śledczego MBP. Różański powszechnie stosował tortury jako metodę śledczą, osobiście prowadził niektóre przesłuchania, bijąc i katując podejrzanych. Ludzie, którzy trafili w ręce Różańskiego, mówili zgodnie, że wykazywał cechy sadystyczne, upajał się cierpieniem swych ofiar. Porównywano go z gestapowcami - pamiętajmy, że część ofiar Różańskiego i MBP w czasie wojny była przesłuchiwana i torturowana przez gestapo

W 1981 r. w czasie audycji przygotowanej przez Barbarę Wachowicz Zofia Rodowiczowa po raz pierwszy publicznie opowiedziała o aresztowaniu i śmierci syna. W latach 90. członkowie Środowiska Żołnierzy Batalionu „Zośka” wraz z rodziną Jana Rodowicza podjęli ponowne starania o wyjaśnienie okoliczności jego śmierci. W 1994 r. wznowiono śledztwo w tej sprawie. 27 kwietnia tego roku przeprowadzono kolejną ekshumację, następnie przesłuchano Wiktora Herera i Bronisława Kleinę. Zdaniem prokuratury istniejące dowody nie dawały jednak podstaw do przyjęcia, że do śmierci Jana Rodowicza doszło w wyniku przestępstwa. 28 września 1995 r. śledztwo zostało umorzone.

Zastrzelił go K.?

Wróćmy do chwili, gdy „Anoda” jest przesłuchiwany na Koszykowej. Zachowały się zeznania jednego z więźniów, świadka w prowadzonym wówczas śledztwie. Jego tożsamość nigdy nie została ujawniona: „Obiło mi się o uszy, że Rodowicz siedzi na Koszykowej. Był przyjacielem mojego stryja. Nie widziałem go aż do śmierci. Współwięźniowie opowiadali, że widzieli Rodowicza kulejącego, utykającego i pobitego. Przesłuchiwano mnie zwykle w nocy. Kiedy przesłuchiwał mnie śledczy, który był niski, szczupły, miał czarne wąsiki, nad ranem usłyszałem bardzo głośny strzał dochodzący z drugiego, trzeciego pokoju od mojego w kierunku schodów. Mój śledczy natychmiast wyskoczył na korytarz, zarepetował pistolet. Nie domknął drzwi. Na korytarz wyskoczył też Bronisław K., byli bardzo podnieceni, K. krzyczał do mojego śledczego, jakby się usprawiedliwiając: »Nie mogłem wytrzymać kurwa mać, zastrzeliłem tego skurwysyna«. Doszedł jeszcze jeden UB-ek, naradzili się.

Wyciągnęli Rodowicza na korytarz, zanieśli pod okno, otworzyli i wyrzucili ciało (…). Następnego dnia współwięźniowie mówili, że zabito Anodę i że zastrzelił go K.

Batalion „Zośka” należał do najsłynniejszych oddziałów powstania warszawskiego. Jan Rodowicz „Anoda” był jednym z jego oficerów.  W 1943 r. brał udział
Warsaw Uprising by Deczkowki Batalion „Zośka” należał do najsłynniejszych oddziałów powstania warszawskiego. Jan Rodowicz „Anoda” był jednym z jego oficerów. W 1943 r. brał udział w odbiciu „Rudego” z rąk gestapo

Skonfrontujmy te słowa z tekstem Roberta Witaka o metodach pracy funkcjonariuszy UB: „Wszystkich aresztowanych - zarówno główne postaci spisku, jak i szeregowych akowców, poddano brutalnemu śledztwu, które miało na celu wymuszenie zeznań. Przykładowo Rodowicz (podejrzany o działalność antypaństwową) zginął już 7 stycznia. Według wersji oficjalnej wyskoczył przez okno, próbując uciec z aresztu przy ul. Koszykowej do sąsiedniej brytyjskiej placówki dyplomatycznej. Scenariuszowi temu przeczą jednak świadectwa osób, które widziały zwłoki Rodowicza”.

I dalej: „Choć materiały dotyczące śmierci »Anody« zniknęły z resortowego archiwum i wspomnianych świadectw nie da się potwierdzić aktami UB, to jednak wszystko wskazuje, że Rodowicza zakatowano w śledztwie. Ci, którzy przeżyli dochodzenie, wspominali później szeroki katalog tortur psychicznych i fizycznych stosowanych w celu złamania aresztowanych i zmuszenia ich do składania odpowiednich zeznań. »Zośkowcy« wspominali między innymi o biciu, kopaniu, wyrywaniu włosów, siedzeniu na odwróconym stołku (tzw. pal Andersa), deptaniu czy zamęczaniu ćwiczeniami fizycznymi (»fizkultura«)”.

No więc jak zginął?

Nic dziwnego, że w sprawie śmierci „Anody” pojawiają się liczne hipotezy. Joanna Stanisławska, powołując się na opinię lekarki Anny Rodowicz, świadka ekshumacji, twierdzi, że śmierć Janka nastąpiła w wyniku postrzału w tył głowy.

Podczas rodzinnej ekshumacji w 1949 r. obmacała kończyny górne i dolne. Nie stwierdziła żadnych złamań. Na twarzy nie było śladów uderzeń ani zranień. Ale na wyrostku kostnym za uchem wyczuła niewielki okrągły otwór, z którego wcześniej wydobywała się krew. Teraz była już zaschnięta.

Jednak podczas kolejnej ekshumacji, w 1995 r., prof. Aleksander Dubrzyński zakwestionował tę opinię. W aktach streszczono jego opinię: „Zeznania Anny Rodowicz dotyczące jej ustaleń podczas ekshumacji w dniu 16.03.1949 r. bez rozbierania zmarzniętych zwłok, przy uwzględnieniu faktu, że świadek jest lekarzem i która była już lekarzem w chwili ekshumacji - z punktu widzenia wiadomości specjalistycznych z zakresu medycyny sądowej są zupełnie bezwartościowe, zwłaszcza że świadek nawet nie ustaliła, czy na osobie Jana Rodowicza dokonano sekcji zwłok”. Profesor Dubrzyński sugerował, że ślad z tyłu głowy, który namacała Anna Rodowicz, mógł być fałdą skórną, która pozostała właśnie po wykonaniu sekcji zwłok”.

Wśród byłych „Zośkowców” przez lata krążyła opinia, że „Anoda” popełnił samobójstwo. Niektórzy przypuszczali, że „popełnił samobójstwo, bo przeraził się swych zeznań. Mógł w pewnym momencie uznać, że zeznając o miejscach ukrycia broni, szkodzi kolegom”. Inni uważali z kolei, że to było jednak samobójstwo, które nastąpiło w efekcie brutalnego, trudnego do wytrzymania śledztwa. Albo że „Anodę” pobito na śmierć i dla zatuszowania zbrodni ciało wyrzucono przez okno. Tadeusz Sumiński, kolega „Anody” z Batalionu „Zośka”, cytowany przez Joannę Stanisławską, mówił: „Dla mnie nie ma znaczenia, czy Janka zabito, czy popełnił samobójstwo. Zmuszenie go do samobójstwa było mordem, być może gorszym niż zwyczajny”.

Major Wiktor Herer tak mówił dziennikarzowi Piotrowi Lipińskiemu, autorowi książki Anoda. Kamień na szańcu: „Przeżywał wielki kryzys polityczny. Ja z nim dużo dyskutowałem o celowości powstania. On był bardzo krytyczny. Nie wiem, czy był taki w momencie wybuchu powstania. Jemu się to całe chowanie broni nie podobało. Ja go o tym przekonywałem. I chyba przekonałem. To było polityczne rozczarowanie. Był człowiekiem niesłychanie wrażliwym. Być może tego nie planował. Być może to był moment, sekunda. Wie pan, jak to jest, wielu ludzi ma takie momenty w życiu, że najchętniej bym sobie palnął w łeb. To było absolutne zaskoczenie (…). W całej praktyce tego ubizmu nie słyszałem o takiej sytuacji, żeby kogoś zastrzelić. W gmachu, gdzie wszystko słychać? Pan sobie wyobraża, co to znaczy strzał w ministerstwie? Gdzie siedzi pięciu ministrów? I tutaj strzelają do człowieka w pokoju? I co? Zastrzelił i go wyrzucił przez okno? Pan sobie chyba zdaje sprawę: to w najdzikszych czasach jest przecież nie do pomyślenia”.

Władysław Rodowicz, stryjeczny brat Janka, uważał, że „Anoda” nie został zastrzelony. Według jego fantastycznej teorii chciał uciec przez okno: „Skakał, aby dostać się właśnie do ambasady brytyjskiej. To miała być brawurowa ucieczka, jak akcje z czasów wojny. Upadając jednak zwichnął rękę i nie potrafił wciągnąć się na wierzchołek dachu graniczącego z sąsiednią posesją. Zsunął się więc po spadzistym dachu na podwórze Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Tam dopadli go strażnicy i zatłukli”.

Częściowo potwierdza tę teorię świadek, który zgłosił się do Dariusza Baliszewskiego, prowadzącego przed laty w telewizji program „Rewizja nadzwyczajna”. Miał powiedzieć, że 7 stycznia 1949 r. znalazł się na parterze gmachu MBP na ulicy Koszykowej jako goniec, który roznosił pocztę i dokumenty. „Nagle zobaczył człowieka, który wyskakuje z okna. Próbuje dostać się na dach baraku stojącego po prawej stronie przy ulicy. To jakiś budynek gospodarczy. Mężczyzna jednak osuwa się z dachu na teren MBP. Po chwili chwytają go ubecy i prowadzą pod ręce. Mężczyzna ma prawdopodobnie uszkodzone lewe ramię, ale nie widać żadnych śladów krwi”.

Być może prawdy o śmierci „Anody” nie dowiemy się nigdy.

Batalion „Zośka” należał do najsłynniejszych oddziałów powstania warszawskiego. Jan Rodowicz „Anoda” był jednym z jego oficerów.  W 1943 r. brał udział
ipn.gov.pl Jan Rodowicz „Anoda” (1923-1949)

Jan Rodowicz „Anoda” (1923-1949)
Warszawski harcerz, żołnierz Szarych Szeregów, w 1942 r. uczestniczył w Zastępczym Kursie Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty Związku Walki Zbrojnej AK „Agricola”. Od listopada 1942 r. zastępca dowódcy 2. drużyny Feliksa Pendelskiego w Hufcu Centrum Grup Szturmowych Szarych Szeregów. Uczestniczył w wielu akcjach bojowych, m.in. pod Arsenałem, podczas której odbito z rąk niemieckich Jana Bytnara „Rudego”, oraz akcji „Celestynów” mającej na celu odbicie więźniów przewożonych do Auschwitz. Od września 1943 r. w Batalionie „Zośka”. Po wybuchu powstania warszawskiego początkowo walczył na Woli, gdzie był zastępcą dowódcy 3. Plutonu „Felek” Batalionu „Zośka”. Brał m.in. udział w walkach o cmentarz ewangelicki, potem ciężko ranny trafił do szpitala. 11 sierpnia został odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari V klasy. Po ewakuacji Starówki przedostał się kanałami wraz z grupą rannych żołnierzy Batalionu „Zośka” na Śródmieście. Ponownie ranny, nocą z 17 na 18 września został przewieziony przez żołnierzy armii Berlinga pontonem przez Wisłę na Pragę. We wrześniu 1945 r. po apelu płk. Mazurkiewicza ujawnił się przed Komisją Likwidacyjną AK Okręgu Centralnego, z którą później przez pewien czas współpracował. W tym okresie zajmował się spisywaniem list poległych i zaginionych żołnierzy Batalionu „Zośka” i współtworzył „Archiwum Baonu Zośka”. 24 grudnia 1948 r. Rodowicz został aresztowany przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa i przewieziony do gmachu MBP, gdzie zmarł 7 stycznia 1949 r.

Rodowicz jest patronem drużyn harcerskich i ulic, poświęcono mu film dokumentalny i sztukę telewizyjną, pośmiertnie został także odznaczony Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski.

Mariusz Grabowski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.