Witajcie w 1980, roku nadziei i obaw, co teraz z nami będzie

Rok 1980, ścienna gazetka przed siedzibą związków zawodowych. Tu pisano prawdę Fot. Jerzy Stemplewski Rok 1980, ścienna gazetka przed siedzibą związków zawodowych. Tu pisano prawdę

O strajkach i Porozumieniach Sierpniowych wypowiedział się chyba już każdy opozycjonista, historyk i polityk. Warto pokazać, jak wyglądała Polska roku 1980

Latem, 1 lipca, wybuchają strajki wywołane podwyżką cen mięsa, nazwaną przez władze dla propagandowej zmyłki "komercjalizacją handlu". Protesty rozlewają się po kraju. 14 sierpnia staje Stocznia Gdańska, a dwa dni później zawiązuje się Międzyzakładowy Komitet Strajkowy pod kierownictwem Lecha Wałęsy.

Komuniści wpadają w popłoch, tym bardziej że dostają dodatkowe ciosy od samej natury. Lipcowa powódź: 849 tysięcy zalanych gospodarstw. Sierpniowy huragan: 30 tysięcy zniszczonych domów.

Ten popłoch był widoczny zwłaszcza w ówczesnej propagandzie, choć oficjalnie rządząca partia starała się go nie okazywać. Z braku legalnej opozycyjnej prasy Polacy posiedli jednak umiejętność czytania między wierszami: z gestów i niedomówień. Może dlatego, mimo manipulacji, jakimi media rządowe karmiły społeczeństwo, ono tak namiętnie wtedy czytało i oglądało TV.

Weźmy do ręki "Trybunę Ludu", wiodący dziennik wiodącej i jedynej partii, który był potęgą finansową, medialną, polityczną. Wydanie weekendowe z historyczną,
jak się potem okaże, datą 30-31 sierpnia. Strona pierwsza.Na samej górze wezwanie: "Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!". Warto zwrócić uwagę na nakład, który wtedy podawano obok winiety - jeden milion sześćset siedemdziesiąt tysięcy egzemplarzy. Cena 1 złoty, jak za darmo, zważywszy, że średnia krajowa wynosiła ok. 5,7 tysiąca. I tylko osiem stron.

Ale za to ani jednej fotografii na okładce! Królowało wtedy słowo, a czas cywilizacji obrazkowej dopiero czaił się do skoku zza Łaby, która oddzielała Niemcy nasze od Niemców wrażych, czyli świata wolnego Zachodu od moskiewskiego Mordoru (tego pojęcia też wtedy jeszcze nie było). Druga strona także bez zdjęć. Nie ma ich
też na trzeciej. Dopiero na czwartej pojawia się zdjęcie z budowy rzeźni drobiu w Świebodzinie, jak zapewniono w podpisie - najnowocześniejszej w kraju.

Główny materiał na stronie okładkowej nosi tytuł "Nasz kraj to nasz dom.Pragniemy w nim spokoju". To sonda wśród Polaków, którzy odnoszą się w niej do strajków, choć tylko w domyśle, bo nikt ich o to w sposób jednoznaczny nie zagaja. Nie pojawia się żadne konkretne pytanie, nie wiadomo, do czego pytania odnoszą swą troskę. "Wszyscy odczuwamy już potrzebę unormowania sytuacji i umożliwienia normalnego rytmu pracy zakładom w całym kraju" - mówi do reporterskiego notatnika Tadeusz Prosół, łamacz ręczny z Opolskich Zakładów Graficznych, jakby czytał z kartki podsuniętej mu przez partyjnego szpenia od propagandy (wtedy nie istniało jeszcze pojęcie public relations, ani nawet marketing).

Tuż ponim Antoni Pawlak, brygadzista z Fabryki Samochodów Ciężarowych w Lublinie, używa słowa "odnowa", które było ówczesnym zaklęciem władzy. Odnowa w partii, odnowa w Polsce, odnowa społeczna. Nie było chyba publicysty, który by nieużył tego słowa w swoim artykule z osiem razy lub nie włożył go w usta swoich rozmówców z razy cztery. Odnowa czy od nowa? - pytali złośliwcy lub realiści i było to pytanie retoryczne.

W Trybunie Wałęsa nie istnieje

Protest na Krakowskiej w Opolu
(fot. Jerzy Stemplewski)

Nieco więcej światła rzuca na powody powyższej troski kolejny tytuł "Przedłużają się strajki - rosną trudności". Ale tylko tytuł, bo w tekście żadnych szczegółów ze strajkującego Wybrzeża, zero informacji o stoczni, umowach, pertraktacjach. Nic. Same emocje i strach podsycany obawą, że może być tylko gorzej, że sytuacja jest napięta, że trzeba być odpowiedzialnym. I że wszystkiemu winni będą strajkujący.

W całej "Trybunie Ludu", która ukazała się pod jedną z najważniejszych polskich dat, nie pojawia się ani razu słowo "Solidarność", "Wałęsa".

Na podwale strony rarytas: niepodpisany, a więc pewnie w zamyśle zbiorowy, tekst pod tytułem "Gdy mówimy: Partia". Chodzi rzecz jasna o tę najważniejszą, rządzącą niepodzielnie - Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą. Niepodpisany zbiorowy autor deklaruje, że partia i Polska to jedno. Co więcej, że przyszłość narodu i partia to też jedno. Dlatego - konkluduje - partia musi poczuć swą siłę, a błędów nie powinna się wstydzić. "Powinno to być powiedziane w tych godzinach, kiedy ważą się losy" - podkreśla zbiorowy autor, nie określając jednak, losy czego się ważą. Wezwanie okraszone jest "Apelem kobiet o rzetelną pracę" - lecz nie wiemy ani co to są za kobiety, ani kto jest odbiorcą ich apelu.

Przegląd komentarzy światowych na tematy polskie otwierają tego dnia wyimki z prasy radzieckiej, która czuje się słusznie zaniepokojona przerwami w pracy w polskich fabrykach (tam też jak zarazy unikano słowa "strajk"). Szwedzki "Dagenblat" prorokuje, że Polska zmierza ku przepaści, co redaktorzy "Trybuny Ludu" cytują z lubością, choć uważny czytelnik mógł zadać sobie pytanie, o co tak naprawdę chodziło Szwedom. Czy Polska zmierza ku przepaści, bo wybuchły strajki, czy zmierza ku przepaści, bo rządzą nią nieudolni komuniści. A z cytatu z jednej z gazet węgierskich można było za to wyłowić to, o czym celowo nie informowali nasi dziennikarze. A mianowicie, że odmowa polskich portowców załadunku krajowych towarów mających popłynąć na Zachód, to żer dla przeciwników socjalizmu. Nie o ten żer tu chodziło, lecz o to, że mimochodem zdradzono, na czym polega opór naszych robotników w portach.

Tak było w PRL ze wszystkim: żeby poznać prawdę, trzeba było czytać między wierszami i składać w całość wyłowione okruchy. Jak na przykład malusi artykulik na stronie 4 o tym, że od 1 września władza przywraca kartki na cukier. Obowiązywały one od 1976 do końca maja 1980. Tylko trzy miesiące władzy ludowej udało się sprzedawać cukier bez reglamentacji i znów wszystko się zawaliło.Oczywiście w tekście nie pada słowo "kartki", bo kojarzyłoby się z niemiecką okupacją.

Są za to "bilety towarowe". Ile można kupić cukru na jeden bilet i gdzie można te bilety odbierać? - w tekście o tym ani słowa. Jest za to dużo o trudnościach prowizacyjnych, niskich plonach i niewystarczających zapasach, czyli propagandowa wata, w tym przypadku rzec można - cukrowa.

Zdjęcia aktorów i opakowania po czekoladach

Strona piąta weekendowego wydania "Trybuny Ludu" to strona rozrywkowa, dziś byśmy powiedzieli "lifestylowa". Szachy, zadania logiczne, krzyżówka. 27 poziomo:
zwitka z bibułki dla papierosów. Jakby ktoś chciał zasugerować, że już wkrótce i papierosy będą na kartki, więc Polacy masowo rzucą się robić skręty. Bo tak się okazało.

W rubryce "Moja płytoteka" namiętna reklama nowej płyty zespołu "Śląsk", wielkiego taneczno-orkiestrowego kombajnu, mającego w repertuarze skoczne ludowe
kawałki. A z boku, w ramce, rarytas nad rarytasy: ówczesny Facebook, czyli rubryka "Poczta przyjaźni". Rita Ajdukiewicz z Nemenczina na Litwie w ZSRR zbiera zdjęcia aktorów i nalepki. Chce się wymienić, prosi o listy w języku rosyjskim (podano pełny adres). Silke Kurdziej z NRD pragnie zaprzyjaźnić się z młodymi Polakami, więc prosi o listy, też po rosyjsku. Z kolei nasza Małgorzata Duda z Szewca koło Ostrowa szuka kontaktu z osobami, które jak ona zbierają opakowania po czekoladach zagranicznych. Wówczas osiągalnych tylko za dolary w "Peweksie" lub pozyskiwanych z paczek od rodziny na Zachodzie.

Strona szósta to program telewizyjny. W sobotni wieczór tylko jeden film na "jedynce" - francuscy "Komedianci" ,potem 'Dziennik", sport i lulu. Na "dwójce" o 20.15 film dokumentalny "Wulkany świata". Ale nie o wulkanie, jaki kipiał właśnie w Gdańsku. Po "Wulkanach…" film produkcji ZSRR "Opowieść kaukaska".

Na stronie 7 doniesienia ze świata - dokończenie wybiórczych komentarzy na temat polskich niepokojów, ogromne cytaty z przemówienia Breżniewa w Ałma Acie "ZSRR za pokojem i odprężeniem" i maleńki ciapek pt. "Wyrok za działalność antyradziecką". Tatiana Wielikanowa została skazana na 4 lata więzienia i 5 lat zsyłki za - jak napisano - agitację antysocjalistyczną. Artykulik dany dla postrachu, żeby pokazać, że nie warto jątrzyć przeciwko władzy. Wrzucam dziś nazwisko Wielikanowej w Google i wyskakuje, że Wielikanowabyła jedną z najbardziej znanych i szanowanych postaci ruchu dysydenckiego w ZSRR. W 1969 roku. zakładała
Grupę Inicjatywną ds.Obrony Praw Człowieka w ZSRR. W maju 1987 roku Michaił Gorbaczow ułaskawił ją, ale ona odrzuciła jego łaskę i została na miejscu zsyłki w Kazachstanie. Zmarła w 2002 roku w wieku 71 lat.

Jest też informacja z wynikami 'Express Lotka". Padło 8 "piątek" po 218 534 zł za każdą. Duży fiat kosztował wtedy na giełdzie 350 tysięcy. Poza giełdą nieosiągalny. Dolara kupowało się u cinkciarzy za 120 złotych.

Gdzie jest miłość? Czy noc?

Cofnijmy się o kilka dni i weźmy do ręki egzemplarz "Trybuny" z poniedziałku 25 sierpnia. Na Wybrzeżu wrzenie, ale próżno szukać na łamach relacji z tego, co się dzieje w Stoczni Gdańskiej im. Lenina czy tej w Szczecinie im.Warskiego. Jest za to o Dniu Namibii w ONZ, proteście Laosu wobec Tajlandii, wizycie prezydenta Zambii w NRD i podpisaniu umowy o współpracy, zlocie szwedzkich komunistów. Do tego obszerny reportaż z Wietnamu, gdzie autorka zwiedza spółdzielnię robotniczą "9 Smoków" w mieście Ho Chi Minh, którym to imieniem należącym do wietnamskiego komunisty na pasku Moskwy nazwano niegdysiejszą stolicę Sajgon, gdy wygnano z niej w 1975 roku Amerykanów. Spółdzielnia produkuje słomkowe kapelusze,makatki oraz koszyki z wikliny i zamierza wysyłać je do zaprzyjaźnionej Polski. Autorka jest wniebowzięta - tym, co najbardziej potrzeba zabałaganionej Polsce Anno Domini 1980, są słomkowe kapelusze właśnie!

No i dużo w numerze poniedziałkowym o niedzielnym plenum KC PZPR i zmianach na szczytach rządu: polecieli ministrowie spraw zagranicznych, finansów i przemysłu maszynowego. Ale dostali w rządzie inne porządne synekury. Pojawiają się za to już zdjęcia nominatów - wszystkie jak pośmiertne, jak z trumny. Poza tym Gierek leje wodę, którą jakby odcedzić, to widać wyraźnie strach władzy i jej bezradność. Mieszanie łyżeczką w herbacie w nadziei, że się ją posłodzi. Na faktyczną osłodę znajdujemy artykulik (ale już bez zdjęcia) o tym, że Grand Prix Festiwalu Interwizji w Sopocie zdobyła piosenkarka Marion z Finlandii za utwór pt. "Where is the love". Gdy wrzucam Marionna w YouTube, okazuje się, że piosenka ma tytuł "Gdzie jest noc" (a nie miłość). Kolejne przekłamanie ówczesnej propagandy, ale tym razem pewnie zupełnie przypadkowe.

Zbigniew Górniak
NOWA TRYBUNA OPOLSKA

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.