Zrzeszenie WiN - największy kontynuator AK

Tadeusz Płużański
Udostępnij:
Gen. Leopold Okulicki, ps. „Niedźwiadek” w styczniu 1945 roku formalnie rozwiązał AK, ale polecił jej konspiratorom działać dalej wedle własnego sumienia, a Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość było największym kontynuatorem idei i czynu Armii Krajowej w warunkach okupacji sowieckiej. W dniach 4-29 stycznia 1947 r. przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie toczył się proces I Zarządu Głównego WiN z płk Janem Rzepeckim na czele.

Ciągłość organizacyjna wygląda tak:
W miejsce Armii Krajowej powstała, z rozkazu p.o. Naczelnego Wodza gen. Władysława Andersa - 7 maja 1945 roku - Delegatura Sił Zbrojnych na Kraj na czele z delegatem płk. Janem Rzepeckim, ps. „Prezes”.
W miejsce DSZ 2 września 1945 roku płk Rzepecki wraz z grupą współpracowników powołał Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość (pełna nazwa: Ruch Oporu bez Wojny i Dywersji „Wolność i Niezawisłość”).

WiN walczył z narzuconymi z Moskwy rodzimymi komunistami, którzy instalowali swoją nielegalną władzę m.in. słynnym manifestem Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego datowanym na 22 lipca 1944 r. Manifest ów nie był ani polski, ani nie zakładał wyzwolenia Polski. Nie powstał również i nie został ogłoszony w Chełmie, ale w Moskwie. Sankcjonował objęcie władzy w Ojczyźnie przez grupkę komunistycznych zbrodniarzy w imieniu Kremla.

Manifest stwierdzał, że jedynym legalnym źródłem władzy w Polsce jest uzurpatorska Krajowa Rada Narodowa, a powołany przez nią PKWN "legalną tymczasową władzą wykonawczą". Kłamstwo goniło kłamstwo, bo jedyny legalny rząd emigracyjny w Londynie rodzimi bolszewicy określili jako "władzę samozwańczą". A co zrobić z "samozwańcami"? Trzeba ich podporządkować, zastraszyć, zamordować. A co z "legalistami"? Począwszy od stycznia 1947 r. do formalnego końca komunizmu w Polsce w 1989 r. komuniści ani razu nie przeprowadzili wolnych, demokratycznych wyborów. Jaki z tego wniosek? Czy to Bierut, czy Gomułka, Gierek, w końcu Jaruzelski, nie zostali przez Polaków wybrani - ich władza nie miała społecznego mandatu.

Kłamstwu towarzyszyła zbrodnia. Jeszcze przed PKWN-em - od chwili przekroczenia przez sowietów przedwojennych granic RP w styczniu 1944 r. rozpoczyna się Katyń na ziemiach polskich. Tysiące ofiar nie tylko warszawskiej "Łączki".
WiN-owców komunistyczni przestępcy traktowali z wyjątkową nienawiścią – maltretowali w ubeckich śledztwach, zarzucali zdradę przed krzywoprzysiężnymi sądami, mordowali sowiecką metodą w potylicę i zakopywali w bezimiennych dołach. Potem, przez cały PRL, zakłamywali.

Współczesne pseudoelity rodem z PKWN nie chciały rozliczać komunistycznej przeszłości. Nie sądziły oprawców za stosowanie drakońskiego "prawa", lecz za jego naruszenia. Za całkiem prawomocne i legalne uznano ściganie, strzelanie do AK-owców i WiN-owców, a jedynie odrobinę nieprawomocne - wyrywanie im paznokci podczas ubeckich śledztw. I legalny dalej miał być wyrok na rtm. Witolda Pileckiego. Bo przecież sędziowie i prokuratorzy w polskich mundurach, a tak naprawdę przebierańcy - ale kto by w to wnikał - skazywali szpiega.

Pilecki i wielu bohaterów przedwojennej Polski zostali wymordowani przez PKWN-owców. A w III RP ich następcy blokowali (i blokują do dziś) prace ekshumacyjne na kolejnych warszawskich i polskich "Łączkach".

Emigracyjny historyk prof. Józef Garliński w artykule „Prawda o kraju pod okupacją” pisze, że podczas dyskusji w Sejmie „padło oświadczenie, że w pierwszych powojennych latach, kiedy nasz kraj był w rękach czerwonych dywizji, toczyła się u nas wojna domowa. Próbę oporu przeciwko nowej okupacji uznano - wbrew prawdzie historycznej - za walkę bratobójczą”. Garliński przypomina, że Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość „nie była organizacją wojskową, ale polityczno-społeczną. Dlatego nie było w niej komendantów a prezesi. (...) W latach 1945-1946 WiN był więc organizacją jawną, dopiero w latach 1947-1948 stał się tajnym ruchem oporu „bez wojny i dywersji”, a w latach 1948-1952 przemienił się w organizację paramilitarną. (...) W tym czasie nie przestały istnieć podziemne oddziały, także partyzanckie, w tym i AK. Chciały one bądź nadal walczyć, bądź uniknąć aresztowań i zsyłek. Były też formacje Narodowych Sił Zbrojnych, ukraińskie, samorzutne, a nawet rozbójnicze. Komunistyczna propaganda zapisywała działania ich wszystkich na konto WiN, co było kłamstwem. (...) W tej walce po stronie komunistycznych władz w razie potrzeby mogły stanąć sowieckie dywizje. WiN nie mógł być stroną agresywną, mógł się tylko bronić”.

Redaktor Naczelny Naszej Historii

Tadeusz Płużański

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Rosjanie atakują swoich

Wideo

Materiał oryginalny: Zrzeszenie WiN - największy kontynuator AK - Polska Times

Przejdź na stronę główną Nasza Historia
Dodaj ogłoszenie