Damian Fierla dla DZ: Bitwy Powstania Listopadowego

Damian Fierla
Bitwa o Olszynkę Grochowską według obrazu Wojciecha Kossaka
Bitwa o Olszynkę Grochowską według obrazu Wojciecha Kossaka domena publiczna
Zapaliłam w narodzie dusze, skąpałam męża we krwi - Stanisław Wyspiański, Noc Listopadowa.

O godzinie 18.00 wieczorem dnia 29 listopada 1830 roku pożar browaru na Solcu dał sygnał do wybuchu antyrosyjskiego powstania w Warszawie.
Podporucznik Piotr Wysocki i podchorążowie z warszawskiej szkoły wojskowej ruszyli w miasto, aby wypędzić rosyjskie garnizony i pochwycić znienawidzonego wielkiego księcia Konstantego, wodza naczelnego wojsk tak zwanego Królestwa Polskiego, a zarazem brata cara Mikołaja I - noszącego tytuł króla Polski. Wielki książę zdołał jednak uciec z Belwederu, jednakże zdobycie Arsenału pozwoliło na uzbrojenie części ludności Warszawy i szybkie przejęciu kontroli nad miastem. Odmawiający współpracy w walce z Rosjanami wyżsi oficerowie wojsk Królestwa zostali przez powstańców rozstrzelani. Wkrótce powołano Rząd Tymczasowy, który został zastąpiony Radą Najwyższą Narodową. W styczniu 1831 roku Sejm Królestwa Polskiego ogłosił detronizację Mikołaja I, który przestawał być królem Polski. Tego właśnie dnia, to jest 25 stycznia 1831 roku, powstanie przekształciło się w wojnę pomiędzy dwoma oddzielnymi państwami, Polską i Rosją.

Stoczek - odzyskana nadzieja

Wygrana przez wojska polskie, w dniu 14 lutego 1831 roku, bitwa pod Stoczkiem nie mała wielkiego znaczenia strategicznego, chociaż Rosjanie ponieśli dość znaczne straty osobowe. Jednak jej wagę nie sposób było przecenić. Rozbicie 12 szwadronów rosyjskiej kawalerii, dysponujących 10 działami, a dowodzonymi przez generała niemieckiego pochodzenia Fiodora Geismara, mało olbrzymie, symboliczne i propagandowe znaczenie nie tylko kadry oficerskiej wojska Królestwa Polskiego, ale i dla całego polskiego społeczeństwa. Odzyskano wiarę w siłę i sprawność polskiego żołnierza i w to, że Rosję można pokonać. Generał Józef Dwernicki, dowodzący blisko 5-tysięcznym oddziałem wojsk powstańczych, w tym ponad dwoma tysiącami ułanów, po prostu zmiótł źle dowodzone oddziały rosyjskie.

Pasmo zwycięstw - Dobre, Kałuszyn, Nowa Wieś, Wawer, Białołęka

Tymczasem główne rosyjskie siły interwencyjne kierowały się na Warszawę, aby w zarodku stłamsić antycarski bunt Polaków. Już 17 stycznia doszło do dwóch bitew na przedpolach stolicy. Pod Dobrem generał Jan Skrzynecki rozbił dowodzonych przez Grigorija Rosena Rosjan, którzy ponieśli duże straty osobowe, pozostawiając na polu bitwy 750 poległych. W tym samym czasie pod Kałuszynem generał Franciszek Żymirski rozbija oddziały Karla Wilhelma von Tolla, powstrzymując marsz głównych sił rosyjskich na Warszawę. Dwa dni później kolejne zwycięstwa, generała Dwernickiego pod Nową Wsią i generała Żymirskiego pod Wawrem, utwierdziły dowództwo polskie w tym, iż wojna może być wygrana. W dniu 24 lutego rozpoczęła się dwudniowa bitwa pod Białołęką. 13 tysięcy żołnierzy generała Jana Krukowieckiego, dysponujących 22 działami, stanęło naprzeciwko 11 tysiącom Rosjan generała Iwana Szachowskiego, posiadającego znaczną przewagę artyleryjską w sile 56 dział. Zadaniem Szachowskiego było zdobycie miasta i otwarcie drogi oddziałom głównodowodzącego wojsk rosyjskich, feldmarszałka Iwana Dybicza, na Warszawę. Dwudniowe starcia polsko-rosyjskie pod Białołęką przeszły do historii, jako najkrwawsze spośród wszystkich bitew roku 1831. Straty polskie wyniosły ponad 700 zabitych i rannych. Po stronie rosyjskiej liczba ta przekroczyła 1000.

Olszynka Grochowska - bitwa nierozstrzygnięta

Gdy trwały jeszcze zmagania pod Białołęką, w dniu 25 lutego - dokładnie miesiąc po detronizacji Mikołaja I - pod Warszawą zjawił się najwybitniejszy ówczesny dowódca wojsk rosyjskich - Iwan Dybicz, a właściwie Diebitsch, ponieważ, jak znaczna większość dowódców rosyjskich, wysłanych do tłumienia powstania w Polsce, był z pochodzenia Niemcem. Dybicz prowadził olbrzymie siły - 60 tysięcy żołnierzy, wspomaganych przez 228 dział. Generałowie Żymirski, Skrzynecki, Szembek i Łubieński mogli mu przeciwstawić zaledwie 40 tysięcy żołnierzy i 120 armat. Rosyjski feldmarszałek, słysząc odgłosy kończącej się już bitwy pod Białołęką i sądząc, iż niebawem dołączą do niego zwycięskie oddziały Szachowskiego, postanowił zaatakować pozycje polskie z marszu. Był pewny zwycięstwa i rychłego wkroczenia swych wojsk do stolicy Królestwa. Po trzech kwadransach artyleryjskiego ostrzału Rosjanie ruszyli do ataku na Olszynkę Grochowską. Ku ich zdziwieniu atak został odparty. Tak jak i drugi, który rozpoczął się niewiele później. Dopiero trzecie uderzenie wojsk rosyjskich zdołało wyprzeć Polaków z Olszynki.

Przybycie na pole walki generała Józefa Chłopickiego, pierwszego dyktatora powstania, a wówczas głównodowodzącego wojsk Królestwa, zmieniło sytuację. Chłopicki natychmiast przejął dowodzenie i podczas kolejnego ataku Rosjan osobiście przeprowadził kontruderzenie. Rosjanie uciekli z pola bitwy, a wściekły Dybicz, przy wsparciu 200 dział, osobiście pokierował kolejnym atakiem. W tym momencie jednak zamiast wojsk rosyjskich Szachowskiego, spod Białołęki przybyły polskie oddziały Krukowieckiego ze swą artylerią. Nie bez znaczenia dla strony polskiej było także użycie w bitwie wojsk tak zwanych „rac kongrewskich”, czyli jednej z pierwszych broni rakietowych w Europie. Należy nadmienić, iż od roku 1822 istniał Polski Korpus Rakietników. Użycie rac podczas bitwy o Olszynkę Grochowską nie spowodowało znacznych strat po stronie rosyjskiej, jednakże wywołało panikę w szeregach rosyjskich i spłoszyło konie w pułku kirasjerów księcia Alberta. Polacy obronili swe pozycje. Pod względem taktycznym bitwa była dla strony polskiej wygrana. Straty Rosjan w zabitych i rannych dochodziły do 10 tysięcy, pod względem militarnym był to również sukces Polaków. Z drugiej jednak strony należy zauważyć, iż wojska rosyjskie nie zostały rozbite i wkrótce rozpoczęły przegrupowywanie, szykując się do kolejnych walk. Straty strony polskiej były także dość wysokie i wynosiły blisko 8 tysięcy zabitych i rannych.

Dąb Wielki, Iganie i klęska pod Ostrołęką

Wiosna roku 1831 przyniosła kolejną falę zwycięstw oręża polskiego. Marcowe bitwy pod Puławami, Kurowem i druga bitwa pod Wawrem, w których Polacy odnosili spektakularne zwycięstwa, wciąż dawały szanse na końcową wiktorię i odzyskanie niepodległości. Gdy pod Dębem Wielkim 31 marca generał Skrzynecki ponownie rozbił oddziały generała Geismara, biorąc do niewoli 900 jeńców i zdobywając 12 dział, całkowite zwycięstwo wydawało się bardzo bliskie. Dziesięć dni później generał Ignacy Prądzyński dokonał niemalże cudu. Jego 11-tysięczny oddział natknął się pod miejscowością Iganie na 16-tysięczny korpus generała Rosena. W szeregu szarż kawaleryjskich i atakach na bagnety Polacy raz za razem zwyciężali. Gdy zajęciem przez Polaków mostu na rzece Muchawce część Rosjan odcięta została od swych sił głównych, złożyła broń. Tak w ręce Prądzyńskiego wpadło 3 tysiące jeńców. Biorąc pod uwagę fakt, iż w samej bitwie życie straciło około 1 500 żołnierzy Rosena, przy stratach polskich wynoszących około 400 zabitych i rannych, to skala rosyjskiej klęski była imponująca. Niestety, przyszedł czas porażek. Tak się stało pod Wronowem i Kazimierzem Dolnym zaledwie tydzień pod triumfie spod Igań. Maj 1831 był dla powstańców ciosem. Klęski pod Połągą i Daszowem przypieczętowała ta największa - pod Ostrołęką. 26 maja 30-tysięczny oddział generała Jana Zygmunta Skrzyneckiego uderzył na wojska feldmarszałka Dybicza, stojącego na czele 35-tysięcznego korpusu z 148 armatami. Złe dowództwo i błędy organizacyjne doprowadziły do masakry wojsk polskich. Zginęło lub odniosło rany ponad 6 i pół tysiąca Polaków, a pozostali musieli ustąpić z pola bitwy. Rosjanie, mimo iż stracili 5 700 żołnierzy, przejęli inicjatywę, której już nie oddali aż do końca zmagań wojennych w Królestwie, zakończonych szturmem Warszawy w pierwszych dniach września 1831 roku i upadkiem powstania.

„Słowo Ciałem się stało, a Wallenrod - Belwederem” - tak wtedy myśleli Polacy, którym nikt nie mógł odebrać prawa, by zamiast strachem w życiu kierować się „świętą miłością kochanej Ojczyzny”.

Nie przeocz

Musisz to wiedzieć

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Odszkodowania i nowe miejsce dla działkowiczów w Trzebini

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Damian Fierla dla DZ: Bitwy Powstania Listopadowego - Dziennik Zachodni

Wróć na naszahistoria.pl Nasza Historia