Bronowickie ślady po proboszczu kościoła Mariackiego

Czytaj dalej
Fot. WOJCIECH MATUSIK
Waldemar Bałda

Bronowickie ślady po proboszczu kościoła Mariackiego

Waldemar Bałda

Franciszek Ksawery Stachowski, jak wszyscy jezuici - wygnany z Rosji, w połowie XIX wieku zrobił karierę w Krakowie. Przez kilka lat kierował najważniejszą parafią w mieście.

Uważnego obserwatora, który wczytuje się w ślady, pozostawione przez niegdysiejszych krakowian w przestrzeni publicznej, zaintrygować może nazwisko ks. Stachowskiego, widniejące na postumentach dwóch przydrożnych sakraliów, zachowanych w odległych od siebie zakątkach Bronowic: przy ul. Złoty Róg oraz u zbiegu ulic Zielony Most i Katowickiej. Kim był fundator, dlaczego zlecił ich wzniesienie, co było powodem zlokalizowania ich właśnie tam?

Chęć znalezienia odpowiedzi na te pytania daje możliwość dokonania odkryć może nie fundamentalnych, ale z pewnością prowadzących do ciekawych konstatacji. A także do wywołania z niepamięci spraw ważnych. Zacznijmy od fundatora, określonego w inskrypcji krzyża z ul. Złoty Róg jako „X. Stachowski, Infułat Archiprezbyter Kościoła N. Maryi Panny”. Na licu figury z narożnika ulic Katowickiej i Zielony Most przeczytamy zaś: „X. Fr. Stachowski Archipresbiter Infułat Kościoła N. P. Maryi K. K. K.”.

Rosja, Irlandia, Kraków

Urodzony w 1790 r. na Białorusi Franciszek Ksawery Stachowski był osobistością nietuzinkową. Szlachcic ten, pieczętujący się herbem Ogończyk, przeznaczony wcześnie do stanu duchownego (już w 1803 r. wstąpił w Połocku do zakonu jezuitów) nie poprzestał na życiu mniszym. Zrobił poważną karierę, także naukową. Jego biografia jest przy tym mocno poplątana.

Pierwszą edukację teologiczną odebrał w macierzystym klasztorze. Szybko okazał się tęgim jak na owe czasy umysłem. Dość powiedzieć, że jeszcze przed przyjęciem święceń został wykładowcą w szkołach jezuickich w Petersburgu i Połocku, nie zaniedbując bynajmniej własnego wykształcenia. Na Akademii Połockiej uzyskał stopień doktora filozofii i teologii, dzięki czemu powierzono mu wykładanie prawa rzymskiego. Trzecią probację zakonną odbył w Witebsku. Nie było mu jednak dane spędzić życia w Rosji. W 1820 r. car wygnał bowiem jezuitów ze swego imperium. Nasz duchowny wyjechał wtedy do dalekiej Irlandii, gdzie został rektorem seminarium w Dublinie. Po trzech latach pobytu na obczyźnie powrócił jednak na ziemie polskie. Osiadł w Krakowie. Rezydujący tu jako biskup diecezjalny daleki krewny Stachowskiego, Jan Paweł Woronicz (późniejszy arcybiskup metropolita warszawski i prymas Królestwa Polskiego), powierzył podopiecznemu funkcję swego osobistego sekretarza. Podobno nie koligacje rodzinne miały decydujące znaczenie, lecz znakomita znajomość łaciny młodego powinowatego.

Wielki Książę Konstanty naciska

W 1826 r. Stachowski uzyskał zgodę na opuszczenie zakonu jezuitów. Został proboszczem parafii w Chrzanowie, zachował przy tym stanowisko biskupiego sekretarza. Konkurenci zazdroszczący przybyszowi godności nie wiedzieli, jakim naciskom faktyczny czy też rzekomy protektor Stachowskiego podlegał ani też jaką solą w oku wpływowych osób był 36-letni ks. Stachowski.

W opracowaniu „Z dziejów antyjezuickiego prądu w Królestwie Kongresowem” („Przegląd Powszechny” z 1936 r.) można przeczytać, iż ekszakonnik zajmował w 1827 r. stanowisko komendarza (czyli p.o. proboszcza) w Wawrzeńczycach.

„Ponieważ ks. Stachowski był zarazem sekretarzem bp. Woronicza i mieszkał w Krakowie, Dominik Raczyński, komisarz obwodu miechowskiego, udał się do Krakowa i zaprosiwszy ks. Stachowskiego do biura Stanisława Zarzeckiego, rezydenta rosyjskiego w Krakowie, dopełnił aktu przesłuchania. (…)”.

Losem eksjezuity interesowały się najwyższe persony Królestwa Polskiego:

„Co do ks. Stachowskiego oświadczył [Wielki Książę Konstanty], iż należy użyć środków, aby nie był nadal sekretarzem biskupim i czuwać, by do Królestwa się nie dostał. (…) Jak wielką do sprawy ks. Stachowskiego W. Książę przywiązywał wagę, świadczy to, iż (…) 7 marca (…) polecił, aby (…) przedstawiono Woroniczowi całą niestosowność jego postępowania, iż temu, który jako Jezuita z rozkazu cesarza został wydalony za granicę, nie tylko powierzył poufny urząd przy swym boku, lecz oddał mu także parafię, położoną w granicach Królestwa. Co więcej, miano nakazać Woroniczowi, aby ks. Stachowskiego pozbawił obu urzędów”.

Kariera naukowa, ale czy zasłużona?

Biskup oparł się dyktatowi i nie tylko nie usunął powinowatego ze swego dworu, ale awansował go na tytularnego dziekana kolegiaty pw. Wszystkich Świętych w Krakowie (w tym czasie już rozpadającej się, a między 1835 a 1838 r. rozebranej). Dobrze wykształcony duchowny „z importu” nie uszedł też uwadze władz uniwersyteckich, które w 1835 r. powołały go na katedrę nauki religii Wydziału Filozoficznego (wykładał tam również pedagogikę oraz grekę). Obdarzony w chwili mianowania godnością kanonika katedralnego, w 1840 r. został Stachowski prepozytem kolegiaty św. Floriana, a sześć lat później - archiprezbiterem kościoła Mariackiego. Ponadto Uniwersytet nadał mu (i to już po dwóch latach od zatrudnienia) godność doktora honoris causa filozofii.

Kariera piękna, lecz jednak nie do końca... Jak uważa biograf kapłana, ks. Hieronim Eugeniusz Wyczawski, Franciszek Ksawery Stachowski był postacią niejednoznaczną:

„Współcześni zachwycali się jego zdolnościami i znajomością obcych języków, ale też zarzucali mu niedbalstwo w obowiązkach profesorskich i wygórowaną ambicję”.

Zdaniem ks. Wyczawskiego, dla współczesnej nauki pewne znaczenie mają zaledwie dwie prace archiprezbitera katedry Mariackiej: rozbiór „Partitiones ecclesiasticae” Stanisława Sokołowskiego oraz rys życia i prac naukowych arcybiskupa mohylewskiego Stanisława de Bohusz Siestrzeńcewicza. Ferdynand Hechel z kolei (autor pracy „Kraków i ziemia krakowska w okresie Wiosny Ludów”) twierdził nawet, iż Stachowski nauczał greki, choć sam niezbyt sprawnie nią władał, a wszelkie dostojeństwa i pozycję zawdzięczał wyłącznie protekcji bp. Woronicza.

Józef Wyleżyński wszelako (którego dokument zacytował wiernie prof. Henryk Barycz w pracy „Opis Uniwersytetu Krakowskiego z roku 1833”) - pisząc „Rzut oka na cztery wydziały Uniwersytetu Krakowskiego” - nie szczędził Stachowskiemu komplementów. „Ja osobiście uważam”, stwierdził, „że ks. Stachowski, człowiek wykształcony, znający języki: rosyjski, niemiecki, francuski, angielski i włoski, który łączy ponadto piękny styl oratorski z darem wymowy, byłby najbardziej odpowiedni na to stanowisko [profesora katedry religii]. Uposażenie jego powinno wynosić 4000 złp. rocznie przez pierwsze trzy lata (…)”.

Ostatnie lata ks. prof. Franciszek Stachowski miał nieciekawe. Skonfliktowany z komisarzem rządowym Uniwersytetu Jagiellońskiego Maciejem Józefem Brodowiczem, w obawie przed spodziewanym odwołaniem z katedry, sam złożył w 1842 r. rezygnację. Zachowawszy rangę infułata i probostwo parafii mariackiej - wraz z przysługującą z tego tytułu godnością archiprezbitera - przeżył jeszcze osiem lat. Zmarł 22 października 1850, wskutek zaczadzenia. Gdyby nie bronowickie ślady, po archiprezbiterze nie pozostałoby w Krakowie zapewne nic. Jego grób na cmentarzu Rakowickim dość szybko został przekopany. Już na początku minionego stulecia nie było po nim śladu. O tym, że spoczywał na tej dostojnej nekropolii wiadomo tylko dzięki temu, iż blaszaną tabliczkę zdjętą z krzyża umieszczono na murze cmentarnym, a treść jej została roztropnie zapisana.

Bronowickie ślady po proboszczu kościoła Mariackiego
WOJCIECH MATUSIK Krzyż przy ul. Złoty Róg w Krakowie. Jego powstanie zapewne wiąże się z burzliwymi wydarzeniami Wiosny Ludów.

Dlaczego w Bronowicach Małych?

Z dwóch ufundowanych przez Stachowskiego sakraliów ciekawsze jest to przy dzisiejszej ul. Złoty Róg. Powstanie krzyża wiązać należy z echami Wiosny Ludów. Wiadomo skądinąd, że miasto w okresie tym zachowywało się całkiem przyzwoicie, śląc do cesarza petycje z żądaniem równości wobec prawa, wolności słowa, zwołania sejmu, zniesienia pańszczyzny, dopuszczenia Polaków i polszczyzny do szkół oraz urzędów. Zdaje się, że odpowiadając na wyzwanie chwili mariacki proboszcz nakazał wykuć na froncie postumentu napis:

„Ku chwale Boga, którego opiece Lud Krakowski przyznaje dobrodziejstwa politycznych swobód, skromny ten pomnik wystawił X. Stachowski, Infułat Archiprezbyter Kościoła N. Maryi Panny r. 1848”.

Druga figura ma charakter czysto konfesyjny oraz napis:

„Pod Twoją obronę uciekamy się Święta Boża Rodzicielko. R. P. 1850 wystawił X. Fr. Stachowski Archipresbiter Infułat Kościoła N. P. Maryi K. K. K.”.

Bronowickie ślady po proboszczu kościoła Mariackiego
WOJCIECH MATUSIK Kapliczka na rogu ulic Zielony Most i Katowickiej. Pamiątka po ks. Franciszku Stachowskim, proboszczu parafii mariackiej z połowy XIX wieku.

Dlaczego obie fundacje znalazły się w Bronowicach? Odpowiedź jest prosta. Lokowana w 1294 r. wieś była własnością kościelną, należącą do parafii mariackiej. Gdy doszło do podziału i wyodrębniły się Bronowice Wielkie, nową osadę podporządkowano parafii św. Szczepana i ustanowiono uposażeniem Akademii Krakowskiej. „Stare” Bronowice Małe stały się osobistym uposażeniem proboszczów kościoła Mariackiego, a od 1537 r. ich własnością. Kamiennymi donacjami ks. Stachowski albo zapragnął wzbogacić pejzaż „swojej” wsi, albo też po prostu zadbał o pozostawienie po sobie śladu.

Waldemar Bałda

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.