Madrycka tancerka w skokach solo i tłumy krakowian, żądnych wrażeń

Czytaj dalej
Fot. ???
Mateusz Drożdż

Madrycka tancerka w skokach solo i tłumy krakowian, żądnych wrażeń

Mateusz Drożdż

„Taniec jej, to piosnka erotyczna z całą niehamowaną namiętnością” - opisywała prasa. Występy gwiazdy hiszpańskiego teatru Don Infanta zapełniły salę krakowskiego teatru.

„Że i nogami jałmużnę dać, i dobry uczynek spełnić można, dała tu [dowód] w Krakowie ta skoczka Pepita…” - pisał krakowski pamiętnikarz Ambroży Grabowski o zapomnianej już dzisiaj wizycie hiszpańskiej gwiazdy tańca Pepity de Olivy.

Rzecz działa się w grudniu 1854 r. Nad Morzem Czarnym trwała w najlepsze wojna krymska, a w Galicji i Krakowie istniało realne zagrożenie głodem, gdyż szalała zaraza ziemniaczana, a z Kongresówki wstrzymano eksport żywności. Wywindowało to ceny zbóż i innych produktów spożywczych, ale kultura trzymała się mocno - pisał Grabowski. „Mimo drożyzny i biedy, która panuje i wszyscy się na nią uskarżają, mimo ceny potrójnej biletów wejścia, znalazło się przecież mnóstwo głupich czy też ciekawych, którzy teatr aż do zapchania napełnili, lecz w tych rzędzie moje ja nie znajdowało się… Trudno jest wierzyć w biedę, w złe czasy, skoro ludzie mają na zbytek, płacąc za lożę zamiast zwykłej ceny reńskich czterech aż reńskich dwanaście”.

Tancerkę „w skokach solo” - jak sprecyzował rodzaj tańca Grabowski - powitano już na dworcu kolejowym. Były tłumy, w tym dziennikarz „Czasu”, który donosił:

„Była tam muzyka wokalna i instrumentalna, wieńce i bukiety, wiwaty i służba w liberyi teatralnej (…) słowem wszystko, czego tylko potrzeba, żeby teatr na tę chwilę przeniósł się z placu Szczepańskiego na ulicę Lubicz. Znalazł się nawet jakiś drugi Essex, z tą tylko różnicą, że zamiast bogato haftowanego płaszcza, rzucił tancerce przed pojazdem pod nogi swoją chustkę od nosa”.

Podobne wrażenia mieli i inni naoczni świadkowie. Ryszard Kantor w książce „Krakowskie sensacje” zacytował dwa takie świadectwa. Pierwsze wspominało o tym, który tancerkę zaprosił do miasta - dyrektorze teatru niemieckiego w Krakowie Karlu Gaudeliusie: „Przyprowadził na peron całą trupę w uroczystych strojach: mężczyźni we frakach, kobiety w białych dekoltowanych sukniach, mimo silnego mrozu. Droga do herbowej karety (wynajętej) wysłana była dywanem”. Gdy otwarły się drzwi wagonu i Pepita pojawiła się na stopniu, teatralny chór zaśpiewał na jej cześć kantatę powitalną. Drugie wspomnienie traktuje o jednym ze zdziwaczałych mieszkańców miasta: „Wykosztował się [on] na olbrzymi bukiet i szal srebrem haftowany za 40 złotych reńskich, a gdy mu kwiaty wpadły w błoto, niewiele myśląc, wytarł je w ten kosztowny podarunek”. Potem podszedł do Hiszpanki i wręczając jej bukiet powiedział po francusku: „W imieniu rządu i obywateli Krakowa”. Sposób ratowania kwiatów i podniosłe słowa spowodowały, że wielu spośród licznych gapiów mniej lub bardziej dyskretnie zanosiło się śmiechem.

Wylewnie witana artystka przejechała karetą do Hotelu Drezdeńskiego, mieszczącego się w Kamienicy Margrabskiej przy rogu Rynku i ul. Floriańskiej. Tłum powoli się rozchodził, zaś dziennikarz „Czasu” podszedł do sprawy krytycznie i analitycznie:

„Dawnemi czasy oddawano hołdy publiczne ludziom wysokiej zasługi lub świetnego imienia, co prawie zawsze chodziło z sobą w parze; czy ich dziś nie stało, że wjazdy tryumfalne tancerki tylko odprawiają? Nie - (…) powiedzmy, że to był wjazd kostiumowy na obszerniejszej tylko arenie - reklama na najrozleglejszą skalę”.

Z drugiej strony ten sam „Czas” wziął jednak pieniądze za zamieszczenie reklam obwieszczających, iż w sobotę 9 grudnia 1854 r. odbędzie się w c.k. teatrze niemieckim w Krakowie pierwsze gościnne przedstawienie Senory Pepity de Oliva „pierwszej solo-tancerki teatru Don Infanta w Madrycie, która wystąpi w tańcach hiszpańskich La Madrilena i El Ole”. Następne zakontraktowane przedstawienia odbyły się 10 i 12 grudnia.

Tańcząca Pepita zrobiła w mieście furorę i zainkasowała spore pieniądze, choć z pewnością nie tak duże, jak w wiedeńskim Carltheatre, gdzie występowała przez 60 wieczorów. Po latach można domniemywać, że popularność artystki wzięła się z dobrego marketingu i „podniecającej sławy nieprzyzwoitości jej kilku tańców” - jak zapisał teatrolog Jerzy Got. Faktycznie, tańce te jednych bezgranicznie zachwycały, a innych gorszyły. Nie bez znaczenia dla sławy była egzotyczna aparycja artystki, choć krytycy zauważali zgryźliwie, że Pepita podbijała publiczność urodą, choć nie była urodziwa - i tańcem, choć nie umiała dobrze tańczyć. W tej drugiej sprawie chyba mieli rację, bo miłośnik teatru i muzyki książę Jerzy Czartoryski uznał, że: „Jest to jedna z najprzeciętniejszych tancerek, które kiedykolwiek wystąpiły na deskach wiedeńskich teatrów podmiejskich”. Zgadzał się z tym recenzent teatralny „Czasu”, który stwierdził, że: „Pod względem sztuki, nie już pierwsze tancerki, ale każda wyuczona baletniczka może iść w zawody z Pepitą”. Dodał przy tym, że prezentowana przez Hiszpankę sztuka ma inne zalety, które wynagradzają warsztat taneczny: „Taniec jej, to piosnka erotyczna z całą nieprzymuszoną prawdą i dlatego taka wrząca niehamowaną namiętnością. (…) Pepita nie tańczy bynajmniej nogami, ale całem ciałem, a szczególnie oczyma i rysami twarzy (…) W ogóle tańce Pepity odznaczają się energią, śmiałością i ogniem, który się tryskać zdaje z ócz jej”. Krytyk bronił też artystki przed przytykami ekspertów.

„Zarzucają niektórzy tańcowi hiszpańskiemu brak rzewności - lecz jakże można w ogniu łez szukać! Zresztą smutek i tęsknota czasem śpiewa, lecz nigdy nie tańczy”.

Krakowianie kalkulowali sobie plusy i minusy baletnicy. Na pewno zauważyli, że Pepita nie odznaczała się gibkością i wiotkością sylwetki, ale nikt nie mógł odmówić jej temperamentu, który przejawiała w czasie występu.

„Ogień, siła i energia namiętności to przymioty cechujące jej taniec, a raczej gesta”.

Miała także dobre serce i czuła solidarność zawodową z kolegami teatralnymi. Jej czwarte i zarazem ostatnie krakowskie przedstawienie odbyło się w czwartek 14 grudnia podczas benefisu aktora teatru polskiego, Karola Królikowskiego. Był to - jak zapisał niezawodny Grabowski - „ojciec 6 dzieci, a prawdziwy biedak, jak zwykle u nas artyści dramatyczni”. Aktor - widząc szaloną popularność Hiszpanki - poprosił ją o występ w przedstawieniu, z którego cały dochód miał trafić na jego konto. Ta się zgodziła, a aktor wycofał zaplanowaną sztukę „Szatan i kobieta”, zadowalając się trzema krótszymi, aby tancerka mogła wystąpić w przerwach między sztukami. W reklamę przedstawienia włączył się „Czas”, który pisał: „P. Pepita de Oliva tańczyć będzie i co ważna, nie o potrójnej cenie miejsc, lecz po zwyczajnej! Z jednej strony wielka to dla kieszeń lubowników Pepity gratka, z drugiej wszakże możeby p. Królikowskiemu było lepiej drożej sprzedawać miejsca w teatrze”. Pan Królikowski nie był jednak zachłanny i zadowolił się pełną salą po normalnych cenach. Stąd i cytowane na początku słowa Grabowskiego: „Że i nogami jałmużnę dać i dobry uczynek spełnić można, dała tu [dowód] w Krakowie ta skoczka Pepita…”.

Tak naprawdę nazywała się Josefa Durán y Ortega. Urodziła się w 1830 r. w Madrycie, gdzie uczyła się baletu. W 1852 r. rozpoczęła tournée po Europie. Występowała m.in. w Stuttgarcie, Hamburgu, Lipsku i Berlinie. Potem przedstawienia dawała w Wiedniu, później zaś odwiedziła Kraków, skąd pojechała do Warszawy - „po ruble”.

„Ogień, siła i energia namiętności to przymioty cechujące jej taniec” - recenzował „Czas”.
??? „Ogień, siła i energia namiętności to przymioty cechujące jej taniec” - recenzował „Czas”.

Do Krakowa przyjechała na zaproszenie teatru niemieckiego. Tu warto dodać, iż ów przybytek był w latach pomiędzy likwidacją Rzeczypospolitej Krakowskiej a przyszłą autonomią w Austrii jednym z narzędzi germanizacyjnych, wspieranych finansowo i organizacyjnie przez samego ministra spraw wewnętrznych cesarstwa Alexandra von Bacha. Propagowanie języka niemieckiego miało jednak konsekwencje kasowe - sztuki dawane w tym języku, oprócz przedstawień operowych, były bojkotowane przez polską publiczność, a tej niemieckiej (wojskowych i urzędników) nie było wystarczająco, by zapewnić placówce rentowność. I tak niska frekwencja była powodem ciągłych problemów finansowych, mimo subwencji z Wiednia. W celu podreperowania budżetu zapraszano popularne gwiazdy, jak właśnie Pepitę, czy kilka lat później amerykańską artystkę konną, dającą w teatrze pokaz woltyżerki.

Teatr niemiecki przetrwał w Krakowie kilkanaście lat, aż zbankrutował. Trzeba jednak przyznać, że mimo wszystko stosunki między polskimi i niemieckimi artystami były przyjazne.

Pobyt Pepity w Krakowie jedynie odsunął problemy finansowe teatru. Zyski liczyła za to sama Pepita. Nie tylko finansowe, ale i wizerunkowe. Niewątpliwie zyskała sławę. Jej pobyt w mieście opisało w pamiętnikach wielu krakowian i wiele krakowianek, a nawet doczekała się naśladowczyń oraz sztuk teatralnych o sobie. Już rok przed przyjazdem Hiszpanki krakowianie mogli obejrzeć zwiastun tego, co ich czeka. W niemieckim teatrze zaprezentowano występ baletowy (balet podobnie jak przedstawienia operowe nie był bojkotowany), w którym solistka zespołu Maria Meriak tańczyła El Ole, naśladując słynną Pepitę. W czasie pobytu madryckiej gwiazdy w Wiedniu, konkurencyjny teatr wystawiał przedstawienie pt. „Fałszywa Pepita”, z kolei tuż po jej wyjeździe, na scenie teatru polskiego w Krakowie, wystawiono sztukę „Zemsta za mur graniczny” Aleksandra Fredry, z tańcem El Ole na zakończenie. W 1855 r. miasto i teatr niemiecki odwiedziła zaś aktorka węgierska Emma Nemeth i zagrała Pepitę w krotochwili „Sennora Pepita, mein Name ist Meyer”. Podobno na cześć słynnej tancerki skomponowano jeden z niemieckich marszów paradnych dla piechoty pod nazwą Pepita-Marsch.

Tancerka zmarła w 1871 r. w wieku 41 lat. Sława jednak nie trwa wiecznie. Półtora wieku później nie znajdziemy o niej ni słowa w „Encyklopedii Krakowa” czy w „Dziejach Krakowa”. Okruchy blasku gwiazdy, która zawróciła krakowianom w głowie, można znaleźć jedynie w pamiętnikach z epoki, wspomnieniach Grabowskiego, starej prasie, książkach poświęconych historii krakowskiego teatru, książeczkach o ciekawostkach Krakowa oraz we wszechogarniającej wyszukiwarce Google.

Mateusz Drożdż

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.