Niemiecka hrabina, żona Żyda, dobra sąsiadka Polaków

Czytaj dalej
Fot. Zdjęcie z książki „Bij w werbel i nie lękaj się. Wspomnienia”
Arkadiusz Rusowicz, Maciej Sas

Niemiecka hrabina, żona Żyda, dobra sąsiadka Polaków

Arkadiusz Rusowicz, Maciej Sas

Z Milicza pochodziła kobieta, która swoim życiem dowodziła, że ludzie różnych narodowości mogą zgodnie żyć obok siebie. Aż żal, że Maria hrabina von Maltzan to postać tak mało znana.

Maria Helene Françoise Izabel Hrabina von Maltzan - tak brzmiało jej pełne nazwisko - najsłynniejsza bez wątpienia miliczanka, niezwykła, odważna kobieta, uhonorowana w 1987 roku przez żydowski instytut Yad Vashem medalem „Sprawiedliwy wśród narodów świata”, której biografia posłużyła do nakręcenia fabularnego filmu „Ukryty” (niem. tytuł: „Versteckt”) z Jacqueline Bisset i Jürgenem Prochnowem w rolach głównych, urodziła się 25 marca 1909 roku na Dolnym Śląsku - w milickim pałacu. Była najmłodszym z ośmiorga dzieci hrabiego Andreasa von Maltzana.

Jej ojciec, bardzo zamożny przedstawiciel starej pruskiej szlachty, był przyjacielem samego cesarza Prus - Wilhelma II. Po śmierci jednej z sióstr swej babki - bezdzietnej wdowy po angielskim baronie - ojciec Marii otrzymał olbrzymi spadek, który pozwolił mu między innymi na przebudowę i remont milickiego pałacu.

Kochany ojciec, zimna matka

Milicz, 1915 rok, Maltzanowie z żołnierzami z lazaretu, pierwsza z lewej to Maria.
Zdjęcie z książki „Bij w werbel i nie lękaj się. Wspomnienia” Rodzinny pałac Matzanów w Miliczu w okręgu regencyjnym Breslau po przebudowie i rozbudowie w 1905 roku.

Andreas von Maltzan sprawnie zarządzał swym majątkiem, który liczył przed I wojną światową dokładnie 99 wsi i obejmował ponad 27 tysięcy hektarów pól, łąk, stawów rybnych i lasów. O zamożności Maltzanów niech świadczy choćby fakt, że w milickim pałacu znajdowała się wówczas największa w Niemczech kolekcja ściennych zegarów, bogata biblioteka oraz szalenie cenna, unikatowa kolekcja miedziorytów - w 1914 roku wyceniona na 13 mln marek w złocie!

Ojciec wychowywał dzieci surowo, acz sprawiedliwie. Dbał o ich wszechstronną edukację i tężyznę fizyczną.

Wszystkie miały rzecz jasna prywatnych nauczycieli, uczyły się języków obcych, jazdy konnej i dobrych manier. Matka Marii - hrabina Elisabeth von der Schulenburg aus dem Hause Wolfsburg - dziećmi zajmowała się z rzadka, powierzając ich wychowanie nianiom oraz angielskim i francuskim guwernantkom. Jak wspomina Maria von Maltzan:

„Tak jak od maleńkości kochałam serdecznie mego ojca, tak tego nie mogę powiedzieć o mojej matce (…). Nie tylko często miała w zwyczaju mówić: »Najpierw jest mój mąż, potem dom, a na końcu dzieci«, ale potem tę dewizę wcielała w życie. Moje rodzeństwo i ja czasem boleśnie doświadczaliśmy istnienia tego porządku”.

Maria swoje dzieciństwo spędziła w Miliczu, w rodzinnym gnieździe Maltzanów. W jej autobiografii pod tytułem „Bij w werbel i nie lękaj się. Wspomnienia”, wydanej nakładem wrocławskiego wydawnictwa Via Nova w 2010 roku („Schlage die Trommel und fürchte dich nicht. Erinnerungen”, Wydawnictwo Ullstein, Frankfurt nad Menem, Berlin, I wyd. 1986) odnaleźć można barwny obraz życia zamożnej niemieckiej magnaterii w pierwszych latach XX wieku - w okresie I wojny światowej i zaraz po niej.

Maria von Maltzan dowcipnie i swobodnie opisuje, jak wyglądały dziecięce zabawy z jej siostrami i guwernantkami w milickim parku, obiady w pałacowej sali jadalnej, jej pierwsze spory z bratem - Joachimem Karolem, który później, ku rozpaczy całej rodziny, przystał do faszystowskiej partii Hitlera. Wspomina:

„Już od dzieciństwa, od momentu ukończenia przeze mnie czterech lat, zaczęłam stawiać mu (bratu - przyp. AR) opór. Pewnego razu siedzieliśmy wszyscy przy stole, a Karol próbował zadenuncjować moje siostry, gdy te coś ukradkiem zjadły. Żeby tylko móc naskarżyć! - to był jego cel główny - a rodzice go słuchali. Tak się zezłościłam, że weszłam pod stół i z całej siły wbiłam mu w nogę mój widelec. Wywołało to wprost cudowny efekt! Dostałam naturalnie niezłe lanie i zostałam wyproszona z jadalni, ale za to szacunek do mnie ze strony moich sióstr wzrósł ogromnie”.

Nie daruję ci masakry moich ukochanych węży!

Nie zabrakło w jej wspomnieniach opowieści o wybuchu I wojny światowej, kiedy to ojca powołano do wojska, a ona musiała wraz z rodzeństwem uciekać z Milicza do krewnych mieszkających w Rogowie Sobóckim (niemieckie Rogau-Rosenau) w obawie przed przesuwającym się w stronę Milicza frontem i wojskami rosyjskimi. Barwnie też opisuje swoje zamiłowanie do przyrody, do zwierząt wszelkiej maści, łącznie z wężami, które w milickim pałacowym parku dokarmiała mlekiem, a nieraz, zupełnie się ich nie bojąc, dotykała je i głaskała. Już wówczas rodziło się w niej marzenie, by kiedyś zostać weterynarzem. Potrafiła bronić braci mniejszych z wielkim poświęceniem nawet przed własnym bratem. Jak opisuje w swoich wspomnieniach, gdy miała 7 lat, Joachim doprowadził do wielkiej masakry jej ukochanych węży w milickim parku. Właśnie wróciła do domu, przed którym zobaczyła poukładane, zabite węże. Nikt nie wiedział, kto za tym stoi. Okazało się, że być może ogrodnik coś wie. Wsiadła więc na rower i popędziła do zabudowań, w których mieszkał:

„(...) zapytałam głównego ogrodnika: »Dlaczego pozabijał pan węże?«. A on odparł: »Musiałem, panienko. Zrobiłem to na polecenie jej ekscelencji, bo mały pan hrabia bardzo boi się węży«. Jak stwierdziła moja matka, syn nadepnął na węża i wrócił do domu ciężko przerażony. I to właśnie ona poleciła ogrodnikom wytępić węże, żeby już dłużej nie straszyły mojego brata. No cóż, mama wychowała się w mieście i nie miała pojęcia o tym, co się dzieje w przyrodzie. Dlatego teraz, po latach, jestem w stanie poniekąd zrozumieć to jej pedagogicznie błędne zachowanie. Jednak tchórzostwo mojego brata polegające na usuwaniu z powierzchni ziemi tego, czego się bał, przy pomocy osób trzecich, brałam mu za złe tak dalece, że stałam się podstępna. »Już ja cię dopadnę, ty cwaniaku!«, poprzysięgłam sobie, a okazja ku temu zdarzyła się niedawem”.

Za oszczędności ze skarbonki kupiła mały kajak, którym mogła pływać po przypałacowej młynówce. Namówiła brata, by popłynął z nią, a gdy tylko się zgodził, wyrzuciła go do wody i przytrzymywała za nogi, by nie mógł zaczerpnąć tchu. Joachima udało się uratować służącemu. Maria jednak zdążyła mu dokładnie wytłumaczyć, za co został ukarany...

Z tych wspomnień wyłania się obraz dziecka odważnego, upartego, bezkompromisowego, ciekawego świata i mającego własne zdanie. Od wczesnego dzieciństwa nieobojętny był jej los każdej krzywdzonej istoty. Była wrażliwa na niesprawiedliwość i krzywdę i te cechy zachowała na zawsze.

Nareszcie sama sobie panią

We wczesnej młodości uczyła się w Cieplicach (niemieckie Warmbrunn), w szkole z internatem, potem w szkołach średnich w Berlinie, gdzie zdała w 1927 roku maturę. Posłuszna woli matki (ojciec zmarł w 1921 roku), która nie chciała finansować jej studiów weterynaryjnych, zdecydowała się studiować nauki przyrodnicze.

Studia rozpoczęła we Wrocławiu, a od 1928 roku kontynuowała je w Monachium, gdzie zgłębiała tajniki zoologii, botaniki i antropologii. Pięć lat później obroniła dyplom z ichtiologii. Po ukończeniu nauki dużo podróżowała - w 1934 wraz z przyjacielem przemierza autem Francję i Hiszpanię aż do Afryki. Przez rok zwiedza Maroko, Algierię, Saharę, Libię, Egipt. Po powrocie do Monachium stała się członkiem tamtejszej bohemy - paliła cygara, wplątywała się w liczne romanse. Była również niezależna finansowo, bo w 1934 roku umarła jej matka i od tego czasu Maria mogła rozporządzać własnymi pieniędzmi. Pracowała dorywczo jako tłumaczka, dziennikarka, a nawet jako dublerka aktorek w scenach jazdy konnej.

W 1935 roku wyszła za mąż za aktora i artystę kabaretowego Waltera Hillbringa, wyjechała z nim do Berlina, jednak małżeństwo rozpadło się po roku.

Sprawiedliwa wśród narodów świata

W tym czasie zaczął w Niemczech dochodzić do władzy obóz faszystowski. Jakiej trzeba było odwagi, aby aktywnie przeciwstawić się tej ideologii, będąc Niemcem! Maria von Maltzan należała do tych odważnych dusz, które zaryzykowały wszystko. Jej poczucie sprawiedliwości, niebywała odwaga i trzeźwy ogląd sytuacji politycznej zaowocowały wstąpieniem już w 1933 roku do podziemnej antynazistowskiej organizacji.

Wobec rosnącego hitlerowskiego terroru wymierzonego w Żydów i zbrodniczych planów Holokaustu Maria nie mogła pozostać obojętna. Od 1937 roku aż do zakończenia wojny przechowywała w swym berlińskim mieszkaniu żydowskich uciekinierów, karmiła ich, chroniła przed szpiegami gestapo. Czasem mieszkało w jej mieszkaniu ponad 20 osób! Załatwiała im fałszywe dokumenty i umożliwiała ucieczkę z Niemiec w ciężarówkach, którymi często się poruszała. Była kilkukrotnie przesłuchiwana przez gestapo. Wspomina te przesłuchania z humorem:

„Jeśli wzywano mnie na przesłuchanie w poniedziałek, to dzwoniłam do gestapo i mówiłam: »Niestety w poniedziałek nie mogę, mam bardzo dużo pracy. Może przyjdę we wtorek?«. »Nie!« - słyszałam w słuchawce. W takim razie przychodziłam w piątek. Człowiek, który ma coś na sumieniu, karnie przyjdzie na przesłuchanie w poniedziałek, bo chce to już mieć za sobą. Tak myśleli też ci z gestapo. To był taki psychologiczny test”.

Brała udział w operacji „Meble Szweda” organizowanej przez szwedzki kościół w Berlinie. Polegała ona na wysyłaniu do Szwecji mebli, we wnętrzu których byli ukryci Żydzi albo ludzie politycznie prześladowani przez hitlerowski reżim. By ratować ludzkie życie, Maria von Maltzan współpracowała zarówno z antyfaszystowską organizacją Krąg z Krzyżowej hrabiego von Moltke, jak i z komunistami. Nie było dla niej rzeczy niemożliwych.

Jeszcze przed wybuchem II wojny światowej Maria poznała żydowskiego autora Hansa Hirschela, pierwszego redaktora „Tato Dreieck”, awangardowego niemieckiego pisma literackiego. Ta znajomość przerodziła się w miłość. Począwszy od 1942 roku do końca wojny hrabina chroniła Hirschela w swym mieszkaniu, w specjalnej kryjówce wewnątrz tapczanu, który stał w jej pokoju.

O niesamowitej odwadze i stalowych hrabiny świadczy zdarzenie, które miało miejsce podczas rewizji przeprowadzonej w jej mieszkaniu przez gestapo. W tym właśnie czasie jej ukochany Hans ukrywał się w tapczanie. Maria tak wspominała to zdarzenie:

„Oficer SS spytał mnie: »Jaką mamy pewność, że nikt nie ukrywa się w tym tapczanie?«. Ja zaś mu odpowiedziałam: »Jeżeli jesteś pewny, że ktoś jest w tym tapczanie, to strzelaj! Ale zanim to zrobisz, chcę, żebyś podpisał własnoręcznie dokument, w którym zobowiążesz się, że zapłacisz za nowy materiał i pracę, bym miała tapczan jak nowy po tym, jak go podziurawisz kulami«. Oficer SS nie zaczął strzelać. Opuścił mieszkanie bez słowa”.

Pod koniec wojny Maria zaszła w ciążę. Niestety, dziecko umieszczone w inkubatorze zmarło podczas bombardowania szpitala, kiedy zabrakło prądu.

Przeżyć dzięki zwierzętom

Lata wojny i okres powojennej rosyjskiej okupacji udało się Marii von Maltzan przeżyć dzięki temu, że była weterynarzem, pracowała w berlińskiej rzeźni, a potem leczyła między innymi sowieckie, a później alianckie konie (studia weterynaryjne ukończyła w 1943 roku w Berlinie). Ale koszmar wojny i permanentny stres, w którym żyła, odbiły się na jej życiu bolesnym śladem. Po wojnie nie mogła już wrócić do rodzinnego Milicza. Ten znalazł się w nowych granicach Polski, majątek jej rodziców przepadł, jej jedyny brat - Joachim Karol zginął na froncie w 1940 roku, a siostrom udało się prawdopodobnie uciec do Austrii.

Milicz, 1915 rok, Maltzanowie z żołnierzami z lazaretu, pierwsza z lewej to Maria.
Zdjęcie z książki „Bij w werbel i nie lękaj się. Wspomnienia” Rok 1942, Maria hrabina von Maltzan ze swoim drugim mężem Hansem Hirschelem

W 1947 roku Maria wzięła co prawda ślub z Hansem Hirschelem, jednak małżeństwo trwało krótko - zaledwie po dwóch latach zaczęli żyć w separacji. Nasza bohaterka uzależniła się od narkotyków i tabletek na uspokojenie, musiała zrezygnować z praktyki weterynaryjnej, została przymusowo osadzona w szpitalu dla umysłowo chorych, gdzie całymi dniami szorowała podłogi, skręcając się z bólu spowodowanego narkotykowym głodem. W okresach wychodzenia z nałogu ruszała w trasę z cyrkowymi zespołami, opiekując się zwierzętami, pracowała też jako weterynarz w berlińskim ogrodzie zoologicznym. W roku 1972, w wieku 63 lat ponownie wyszła za mąż za Hansa Hirschela. Ten jednak umarł trzy lata później. Po jego śmierci prowadziła z powodzeniem prywatną praktykę weterynaryjną. Nie brakowało jej klientów, wśród których liczną grupę stanowiły dziewczyny z dzielnic „czerwonych latarni”.

W 1981 roku przeniosła praktykę zawodową i swe miejsce zamieszkania do cieszącej się bardzo złą sławą dzielnicy Berlina - Kreuzbergu. W jednym z wywiadów hrabina Maria von Maltzan tak opowiadała o swym życiu w Berlinie:

„Jestem obecnie całkiem włączona w działalność społeczną, ponieważ ta część Berlina jest absolutnym slumsem. Politycy i włodarze miasta nie lubią mnie, bo ja otwarcie to mówię. Naprawdę staję w obronie tej części Berlina, Kreuzbergu! Oni wypchnęli każdego »niechcianego« do tego obszaru - Turków, kolorowych, Polaków, oni wszyscy przylepili się do tego skrawka miasta! Mamy tu domy z ośmioma mieszkaniami na piętrze i z jedną ubikacją na schodach! Policja?! - nie można nawet wyobrazić sobie, jak oni są brutalni, jak tych ludzi biją na ulicach! Jeżeli widzę to - a mam duże narożne okna z widokiem na skrzyżowanie - schodzę, interweniuję. Razu pewnego chwytam policjanta i mówię: »Dlaczego bijesz tych ludzi?« . A ten głupi policjant mówi do mnie: »A ty co? Może lubisz tutaj kolorowych?!«. »Oczywiście - mówię - wolę ich od takich zakutych łbów!«”.

Milicz, 1915 rok, Maltzanowie z żołnierzami z lazaretu, pierwsza z lewej to Maria.
Maria hrabina von Maltzan, „Bij w werbel i nie lękaj się. Wspomnienia”,Z języka niemieckiego przełożyła Małgorzata Słabicka, wydawnictwo Via Nova, Wrocław, 2010 rok.

Pielęgnowała wówczas zwierzęta okolicznych punków i narkomanów bezpłatnie, przez co zdobyła ich szacunek i sympatię. Ta autentyczna hrabina, urodzona w pałacowym, bajecznym przepychu, mieszkała przez lata w tej berlińskiej dzielnicy ruder z dumą i przekonaniem o słuszności swego wyboru. I chociaż mieszkania w sąsiedztwie były wielokrotnie okradane, to jej zawsze pozostawało nietknięte, bo sąsiedzi wiedzieli, że mieszka w nim przyjaciel słabego i bezbronnego.

1 października 1989 roku hrabina Maria von Maltzan otrzymała najwyższe berlińskie odznaczenie - Verdienstorden des Landes Berlin - Order Zasługi Miasta Berlin, przyznawany w dowód uznania i oceny szczególnych zasług dla miasta.

Wieczna buntowniczka - Maria Hrabina von Maltzan zmarła 12 listopada 1997 roku w Berlinie, przeżywszy 88 lat. Piękny wiek dla kogoś, kto zawsze głosił maksymę: „Lepiej żyć krócej, ale dobrze”.

Arkadiusz Rusowicz, Maciej Sas

Arkadiusz Rusowicz, Maciej Sas

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.