Kampania wrześniowa na Górnym Śląsku. Jak przebiegały walki i czemu wycofano stąd wojska? II wojna światowa na Śląsku

Mateusz Czajka
Mateusz Czajka
Wideo
od 16 lat
1 września rozpoczęła się II wojna światowa. Już od pierwszych godzin tego konfliktu walki toczyły się na Górnym Śląsku. Jakie były cele strategiczne armii niemieckiej, a jakie armii polskiej? Dlaczego sztab wycofał stąd żołnierzy i czym jest Obszar Warowny "Śląsk”? Rozmawiamy na ten temat ze znawcą historii Śląska prof. Ryszardem Kaczmarkiem z Uniwersytetu Śląskiego oraz z przedstawicielem stowarzyszenia opiekującego się schronami Obszaru Warownego "Śląsk".

Spis treści

Walki na Górnym Śląsku, a cele strategiczne sztabu polskiego i niemieckiego

Do II wojny światowej na Górnym Śląsku przygotowywano się, między innymi, tworząc sieć umocnień w centralnym rejonie (Obszar Warowny „Śląsk”) i na południu (okolice Węgierskiej Górki). Mimo to, jak wskazuje profesor Ryszard Kaczmarek, polski sztab miał świadomość, że w ogniu walk trzeba będzie oddać ten rejon. Wiedziano o tym zwłaszcza po utworzeniu marionetkowej Republiki Słowacji podległej Niemcom w marcu 1939 roku. Celem władz Polski było jednak w czasie walk wiązanie jednostek niemieckich i powolne wycofywanie się na linię Wisły w oczekiwaniu na atak aliantów na zachodnie ziemie III Rzeszy.

- Oddziały niemieckie już 8 października podeszły od południa pod Warszawę. Nie miały zamiaru wikłać się na obszarze Górnego Śląska w długie walki, bo to on nie było celem tej operacji – mówi profesor Ryszard Kaczmarek wybitny znawca dziejów Śląska w XIX i XX wieku, pracownik Uniwersytetu Śląskiego i Biblioteki Śląskiej.

Dodaje, że patrząc na mapę walk pamiętać trzeba, że granice administracyjne Górnego Śląska inaczej wyglądały w przededniu II wojny światowej niż obecnie. Przykładowo Bytom znajdował się w rękach niemieckich (Łagiewniki jako osobna miejscowość były polskie). Niektóre tereny, gdzie toczyły się wówczas walki, na przykład okolice Tychów, nie były wówczas zurbanizowane.

Grupy operacyjne na Górnym Śląsku

Jednostki, które znajdowały się na terenie dzisiejszego województwa śląskiego należały do Armii Kraków. Podzielono je na dwie grupy operacyjne. Dowodzili nimi:

  • grupą operacyjną „Śląsk” gen. bryg. Jan Jagmin Sadowski,
  • grupą operacyjną „Bielsko” gen. bryg. Mieczysław Boruta-Spiechowicz.

Pierwsza grupa rozciągała się od Tarnowskich Gór po mniej więcej Pszczynę i i Żory. Druga za zadanie miała chronić obszar (w pewnym uproszczeniu) obejmujący dzisiejsze powiaty cieszyński i bielski. Na odcinek Śląski rzucono jednostki 10 i 14 armii niemieckiej (nie oznacza to, że wszystkie jednostki tych armii brały udział w walkach w tym rejonie, największą rolę odegrał VIII Korpus Armijny).

Obszar Warowny "Śląsk" – Niemcy nie chcieli tutaj walczyć

Górnośląski Okręg Przemysłowy był chroniony przez schrony Obszaru Warownego „Śląsk”. Były one niezwykle trudne do zdobycia. Każdy schron był chroniony ogniem przez inne tego typu obiekty. Ponadto, gdyby Niemcy nawet je zdobyli, musieliby uwikłać się w walki na obszarze bardzo zurbanizowanym i pełnym naturalnych osłon. Nie o to chodziło Niemcom. Ich celem było jak najszybsze dotarcie do Krakowa i Warszawy.

- Obydwa ataki niemieckie poszły po skrzydłach tego obszaru warownego. Jeśli przyjrzymy się mapie tego obszaru, to zobaczymy, że zabezpieczał on okręg przemysłowy, czyli znowu mówiąc w pewnym uproszczeniu kierunek na Katowice. Dalej na południu reduta mikołowska broniła południowego skrzydła, ale nie broniła całości granicy – wyjaśnia prof. Kaczmarek.

Schron dowodzenia Obszaru Warownego „Śląsk” znajduje się do dziś na Górze Redena w Chorzowie. Innym z odrestaurowanych obiektów bojowych jest np. schron bojowy numer 5 przy linii tramwajowej i drodze (DK 79) biegnących z Chorzowa (przed wojną w granicach Polski) do Bytomia (przed wojną w rękach niemieckich). Schronem opiekuje się Stowarzyszenie Na Rzecz Zabytków Fortyfikacji „Pro Fortalicium”. Obiekt w czasie II wojny światowej pełnił również rolę schronu dowodzenia pododcinka.

- O tym mało się mówi, ale mamy tutaj na Śląsku największą linię fortyfikacyjną w obecnych granicach Polski. To jest około 180-200 obiektów rozciągniętych w pasie około 60 kilometrów. Ta linia fortyfikacji rozpoczyna się w okolicach dzisiejszego lotniska w Pyrzowicach, a kończy się na wysokości rzeki Gostynki w okolicach Wyr i Mikołowa – opowiada Adam Lewan z „Pro Fortalicum”.

Dzięki uprzejmości stowarzyszenia mieliśmy możliwość wejść do schronu i zobaczyć go od wewnątrz. Posiada dwie kondygnacje. W czasie walk załoga liczyła 20-22 członków. W środku znajdowały się m.in. prycze, zapasy, stanowisko radiotelegrafisty (schrony na Śląsku były połączone linią telefoniczną) i oczywiście sprzęt obronny. W przypadku schronu nr 5 były to trzy ciężkie karabiny maszynowe chłodzone wodą. Jak wskazuje Adam Lewan, każdy z nich mógł strzelać z prędkością 600 pocisków na minutę. W pobliżu schronu w razie potrzeby można było również postawić armatki przeciwpancerne i armaty polowe.

- Od momentu, kiedy ten schron był budowany do mniej więcej połowy II wojny światowej ,tak naprawdę w jednostkach polowych nie było broni, która była w stanie ten obiekt zniszczyć. Czy to w polskiej, czy niemieckiej armii takiego sprzętu właściwie nie było. Grubość ścian od strony przedpola, czyli od strony narażonej na atak (od strony Bytomia), to około dwa metry grubości żelbetu. Strop ma 1,75 metra i dodatkowo wzmocniony jest szynami oraz blachą stalową – dodaje Adam Lewan.

1 września: zajęcie m.in. Rybnika i Cieszyna

- Kluczowy był z jednej strony atak niemieckiej piątej dywizji pancernej. Ona poruszała się w dwóch kolumnach. Jedna rankiem zajęła Rybnik i poszła w stronę Żor i potem w stronę Pszczyny, a druga szła jak gdyby na prawym skrzydle (bardziej na południe), ochraniając to skrzydło atakujące w stronę Pszczyny. Niemcy doszli do tej miejscowości już 1 Września, nie zajmując jeszcze samego miasta.

Na północy walki toczyły się o Tarnowskie Góry, przede wszystkim w obronie pozycji umocnionej „Niezdara”, części Śląskiego Obszaru Warownego. Jak podkreśla prof. Ryszard Kaczmarek, tak naprawdę pasem przełamania sił polskich na północy miał być kierunek Częstochowa-Warszawa. Na południu celem strategicznym Niemców było jak najszybsze przełamanie w kierunku Krakowa.

1 września doszło także do zajęcia Zaolzia (tu było bardzo mało jednostek i szybko oddano ten teren). Niemcy zajęli popołudniu także Cieszyn.

2 września: Zacięte walki pod Wyrami i decyzja o przyszłości obrony

Tego dnia toczą się na południu walki pod Skoczowem i w okolicach Węgierskiej Górki.. Załogi bunkrów polskich dzięki odwadze i dobremu przygotowaniu do obrony przez kilka godzin powstrzymywały Niemców, którzy ponieśli spore straty. Pod osłoną nocy odziały polskie wycofują się w kierunku rzeki Wisły. Walki na południu trwały do 3 września, kiedy polskie oddziały opuściły Bielsko. Oddziały Niemieckie pierwszego rzutu zaczęły przeć w stronę Wisły. To powoduje także zagrożenie dla oddziałów polskich na północy, dla grupy operacyjnej „Śląsk”.

- Najważniejsze wydarzenia 1-2 września toczą się jednak na zachodniej rubieży polskiej obrony. Mimo posuwającego się natarcia niemieckiego linia frontu została utrzymana, jednak w pasie od Mikołowa do Rybnika natarcie niemieckie zagroziło wyjściem na tyły tej grupy operacyjnej "Śląsk" broniącej górnośląskiego okręgu przemysłowego. W powiecie pszczyńskim toczyły się walki przede wszystkim z niemiecką 5 dywizją pancerną. Możliwe dojście tych oddziałów do Wisły powodowało zagrożenie odcięcia grupy „Śląsk” od reszty armii „Kraków”, której zadaniem była obrona południowej granicy Polski – opowiada profesor.

2 września największe walki toczą się na północy w pobliżu Częstochowy, Lublińca i Tarnowskich Gór. Na skrzydle południowym doszło do Bitwy Wyrskiej, największej z bitew stoczonych w obronie polskiego Górnego Śląska w 1939 r. Udało się tutaj opóźnić marsz dywizji pancernej na wschód, powstrzymując na jeden dzień niemiecką piechotę i zadając jej straty. Przewagę w sprzęcie i uzbrojeniu wroga udało się zniwelować odpowiednio wykorzystując teren oraz wsparcie artylerii.
Udało się rzeczywiście powstrzymać ten atak wspierany niemiecką artylerią i nie nastąpiło przełamanie frontu. Drugi taki atak Niemcy przepuścili od strony Żwakowa - czyli dzisiejszej dzielnicy Tychów – twierdzi historyk.

Jak dodaje profesor, tego dnia doszło do „kluczowego momentu” kampanii wrześniowej na polskim Górnym Śląsku. Gen. Jagmin Sadowski i gen. Boruta Spiechowicz porozumieli się ze sobą, by przedyskutować przyszłość działań na terenie Górnego Śląska. Dowodzącemu armią Kraków generałowi Antoniemu Szyllingowi przedstawiono dwie koncepcje dotyczące dalszych walk.

- Sadowski zaproponował i zarysował dwa scenariusze. Pierwszy: zostajemy i prowadzimy obronę na obszarze Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego już bez kontaktu z głównymi siłami polskimi, starając się wiązać jak największą liczbę oddziałów niemieckich. Nie ma już wtedy możliwości dowodzenia grupą jako zwartą jednostką, walczą oddziały odseparowane od siebie. Druga możliwość to wycofanie się obydwu grup i wzmocnienie armii Kraków za rzeką Wisłą – wyjaśnia profesor.

Generał Szylling porozumiał się w tej kwestii z głównodowodzącym wojskami polskimi marszałkiem Rydzem-Śmigłym. 2 września w nocy zdecydowano, że oddziały z terenów Śląska powinny się wycofać.

Noc z 2 na 3 września i 3 września: wycofywanie się oddziałów ze Śląska

W nocy z 2 na 3 września oddziały polskie rozpoczęły odwrót z obszaru Górnego Śląska. Noc była sojusznikiem Polaków między innymi dlatego, że w powietrzu niepodzielnie panowało lotnictwo niemieckie (pozwalało to na bardzo dobre rozpoznanie). Ciemność pozwalał przynajmniej częściowo ukryć ruch oddziałów – trudniej je było także ścigać.

- Część oddziałów z północnej i środkowej części ówczesnego województwa śląskiego wycofywała się przez Zagłębie Dąbrowskie. Część przechodziła mostem pod Chełmkiem. Ten most był broniony do końca po to, żeby ułatwić przeprawę oddziałom wycofującym się z południa, m.in. tym, które brały udział w bitwie wyrskiej – opowiada profesor Kaczmarek.

Najdłuższą drogę do pokonania miały oddziały z Obszaru Warownego "Śląsk". Nie oznacza to jednak, że Niemcy wkroczyli do miast Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego już 3 września. Nie był to także koniec historii walk śląskich jednostek w czasie II wojny światowej.

- Grupa operacyjna "Śląsk"jako zwarta jednostka brała udział bardzo długo w walkach aż do bitwy pod Tomaszowem Lubelskim. Dopiero tam została rozbita – to dopiero trzecia dekada września – dodaje nasz rozmówca.

Dla kontekstu sytuacji warto wspomnieć, że 3 września wedle ustaleń traktatowych z Polską, Anglia i Francja wypowiedziały wojnę Niemcom. Dawało to nadzieję, na to, że za kilka dni alianci zaatakują naszego wroga od zachodu. Niestety 12 września w Abbeville premierzy Anglii i Francji porozumieli się ze sobą w sprawie powstrzymania się od ofensywy na zachodnim froncie Niemiec. Jak pokazała historia – ich zachowawczość miała w późniejszym czasie miała się zemścić.

4 września: zajęcie przez Niemców Katowic i okolicznych miast

Niemcy wkroczyli do miast tkwiących w sercu Górnego Śląska dopiero 4 września. Zajęto takie miejscowości jak m.in. Katowice, Chorzów, Siemianowice Śląskie, Świętochłowice. Śląska nie opuściły oddziały, do których nie dotarł rozkaz, niektórzy powstańcy śląscy i harcerze nie podporządkowali się i zostali w regionie. Z tego powodu dochodziło do strzelanin na ulicach miast. Do strzelanin doszło w wielu miejscach w Katowicach. Niemcy rozstrzeliwali złapanych z bronią w ręku jako dywersantów. Trudno określić liczbę ofiar, dane są tylko szacunkowe. Potwierdzono śmierć co najmniej 150 Polaków.

- W wielu miejscowościach, do których Niemcy wkraczali brano zakładników. Potem ich w większości przypadków wypuszczali, ale tylko wtedy, jeżeli nie dochodziło do walk. Jeżeli dochodziło do wymiany ognia, to niekiedy wybranych zakładników rozstrzeliwano. Niemcy dysponowali specjalną „listą gończą”, na podstawie której po wkroczeniu do miejscowości wyłapywali polskich działaczy i powstańców, a potem skazywali na pobyt w obozach koncentracyjnych – opowiada historyk.

Ocena walk na Górnym Śląsku w czasie II wojny światowej

Zapytaliśmy Profesora Ryszarda Kaczmarka, jak ocenia działania polskich oddziałów na terenie ówczesnego województwa śląskiego. Jak wspominaliśmy, polski sztab wiedział, że nie da się długo utrzymać tego terenu i celem było jedynie związanie jednostek niemieckich, zadanie im strat i wycofanie się bez rozbicia własnych oddziałów. To osiągnięto. Profesor mniej pozytywnie ocenia jednak działania części oddziałów na poziomie operacyjnym.

- O ile bardzo pozytywnie ocenia się działania, które były prowadzone na tym odcinku Grupy Operacyjnej "Śląsk", czyli Jana Jagmina Sadowskiego, to trzeba powiedzieć, że operacyjnej skuteczności na odcinku południowym zabrakło gen. Spiechowiczowi. Jego odwrót nie był dobrze zorganizowany. Do ostatniej chwili wahano się czy bronić Bielska. Wyłączyć trzeba z tej oceny wspaniały szlak bojowy dywizji górskiej i obronę pod Skoczowem i Węgierską Górką – ocenia profesor Ryszard Kaczmarek.

Także współdziałanie obydwu grup na newralgicznym odcinku niemieckiego przełamania między Pszczyną a Czechowicami było niewystarczające, szczególnie na odcinku bronionym przez 6 Dywizję Piechoty. Być może gdyby udało się tę lepiej skoordynować działania obydwu grup operacyjnych, to walki na polskim Górnym Śląsku trwałyby kilka dni dłużej.

Stosunek sił oraz uzbrojenie sił polskich i niemieckich na Śląsku w czasie II wojny światowej

Liczebnie siły polskie i niemieckie walczące w regionie były na zbliżonym poziomie. Wyraźną przewagę sprzętową miał jednak agresor.

- To nie dotyczyło broni pojedynczego żołnierza, bo tutaj uzbrojenie było porównywalne. Brak oddziałów zmotoryzowanych i pancernych oraz zdecydowanie za mało środków obrony przeciwpancernej, jakimi dysponowała polska piechota, przy całkowitej dominacji Niemców w powietrzu, zadecydowało o ograniczonych możliwościach utrzymywania obrony stałej. Przygotowane pasy umocnień były częściowo niedokończone, a to w wielu wypadkach ułatwiało obejście polskiej obrony – wyjaśnia prof. Ryszard Kaczmarek.

Zbyt małe nasycenie bronią przeciwpancerną sprawiło, że ujawniła się z całą mocą przewaga niemiecka w postaci czołgów. W składzie niemieckiej 5 dywizji pancernej odgrywającej kluczową rolę w walkach na Górnym Śląsku były dwa pułki czołgów. Każdy z nich posiadał około 180 czołgów i pojazdów pancernych w dwóch batalionach. Tylko część z nich stanowiły jednak najnowsze PzKpfw IV. Na terenach nieufortyfikowanych i niezurbanizowanych oddziały pancerne dawały ogromną siłę niemieckiemu natarciu. Jeżeli dodamy do tego przewagę w powietrzu i niedostateczną liczbę broni przeciwpancernej w polskich oddziałach, to tłumaczy trudności w powstrzymaniu natarcia niemieckiego – dodaje rozmówca.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na naszahistoria.pl Nasza Historia