Lała się krew, płonęła benzyna. Pojawiały się więc pomysły, by ruszyć na ZOMO z bronią w ręku

Czytaj dalej
Fot. Archiwum FMW. Zbiory Roberta Kwiatka
Katarzyna Kaczorowska

Lała się krew, płonęła benzyna. Pojawiały się więc pomysły, by ruszyć na ZOMO z bronią w ręku

Katarzyna Kaczorowska

W trakcie stanu wojennego niejedno środowisko opozycji rozważało walkę z bronią w ręku. Prawie zawsze taką możliwość odrzucano - z obawy przed wojną domową. Były jednak od tego wyjątki

Non violence - ta dewiza Mahatmy Gandhiego po wprowadzeniu stanu wojennego i tragedii w kopalni Wujek, gdzie w czasie pacyfikacji strajku okupacyjnego zginęli górnicy, wcale nie przekonywała wszystkich. Bierny opór nie odpowiadał - z jednej strony - Solidarności Walczącej, która najwyraźniej zgodnie z przymiotnikiem w nazwie chciała walczyć, i to niekoniecznie na słowa, z drugiej - zadymy i możliwość stawienia czynnego oporu pociągały młodzież, w tym w znacznej mierze środowiska kibiców.

Ta chęć walki nie ograniczała się tylko do malowania antyrządowych haseł na murach czy rozrzucania ulotek. W czasie zadym, które odbywały się w takich miastach jak Wrocław, Gdańsk czy Warszawa, od połowy 1982 r. regularnie w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego i podpisania porozumień sierpniowych, bronią były kubły na śmieci, cegłówki, płyty chodnikowe. Wszystko, co dało się wyrwać. Budowane barykady zwykle nie stały długo i nie chroniły zadymiarzy przez pałkami, armatkami wodnymi i gazem łzawiącym, którego używało ZOMO rozbijające manifestacje.

Koncepcja walki zbrojnej w stanie wojennym traktowana była przez większą część ówczesnej opozycji jako niebezpieczna droga. Stąd też konflikt środowisk związanych z Tymczasową Komisją Koordynacyjną i Solidarnością Walczącą, we Wrocławiu wyraźny od lata 1982 r., kiedy doszło do swoistego zerwania Władysława Frasyniuka, stojącego na czele podziemnego Regionalnego Komitetu Strajkowego, z Kornelem Morawieckim, liderem SW. Wcześniej jednak, bo już w lutym 1982 r., w Warszawie doszło do tragicznego zdarzenia, które położyło się wyraźnym cieniem na tych podziemnych dyskusjach o tym, jak walczyć z władzą.

Był 18 lutego 1982 r., Warszawa. Mroźno. Sierżant milicji Zdzisław Karos, rocznik 1947, ojciec dwójki dzieci, nie pojechał tego dnia do pracy trabantem, ale wsiadł do tramwaju linii 24 - na pętli na Kole. Niedaleko placu Magistrackiego przed Karosem stanął chłopak. Nastolatek. Szczupły, drobny. Zakrawało to na jakiś absurd, ale chłopak trzymał w trzęsących się dłoniach pistolet - wycelowany prosto w mężczyznę w mundurze milicjanta. Oniemiali pasażerowie usłyszeli, jak chłopak mówi: „Ręce do góry!”, a milicjant odwraca ze śmiechem głowę do okna.

17-letni Robert Chechłacz, mieszkaniec Grodziska Mazowieckiego, członek organizacji Siły Zbrojne Polski Podziemnej, nie był w tramwaju sam. Razem z „Grotem”, bo taki pseudonim przybrał chłopak zafascynowany Armią Krajową i bohaterstwem powstańców warszawskich, jechał jego kolega Tomasz Łupanów, pseudonim Kowacz. I koleżanka, Anka, która miała zdobyczną broń zawieźć do Grodziska, by tam w ukryciu czekała na odpowiedni moment, a na akcję załapała się, bo wybrała wagary razem z kolegami.

To była ich kolejna akcja. Drugiego lutego zdobyli pistolet TT, rozbrajając w swoim rodzinnym Grodzisku pijanego żołnierza LWP Stanisława Paducha. 16 lutego w autobusie linii 187 odbierali broń służbową chorążemu Marianowi Mirkowskiemu. Ale starszy sierżant milicji pracujący na co dzień w ochronie jednej z ambasad, po pierwsze, był trzeźwy, po drugie, nie wystraszył go trzęsący się jak osika chłopak. Ten jednak nie był pewien, czy milicjant go usłyszał. Trącił go dla pewności w ramię.

Wówczas milicjant znowu zaczął się uśmiechać.

W trwającym zaledwie pięć minut przesłuchaniu Zdzisław Karos na krótko przed śmiercią zeznał:

Ja mówię "ty, synu" do niego. Złapałem go za tę broń.

Jego zabójca opisywał tę mającą za chwilę nastąpić szarpaninę tak:

Mówił "daj to". Ja wyszarpnąłem pistolet mu z ręki, odskoczyłem około dwa metry do tyłu. Milicjant ten szedł do mnie. Ja podniosłem pistolet. Powiedziałem dwa razy "stój”.

Dalej dowiesz się:

- Co się stało z Karosem? 

- Jak potoczyły się losy księdza Zycha?

Pozostało jeszcze 77% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 6,15 zł miesięcznie.

    już od
    6,15
    /miesiąc
Katarzyna Kaczorowska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.