Madonna, zegar, figurki z kości słoniowej i królewski dziedzic

Hanna Wieczorek-Ferens
Hanna Wieczorek-Ferens
Portret Jakuba Ludwika Sobieskiego, autor nieznany, 1`. ćw. XVIII wieku
Portret Jakuba Ludwika Sobieskiego, autor nieznany, 1`. ćw. XVIII wieku Muzeum Narodowe we Wrocławiu
Madonna i książę? Zapytacie państwo zaraz jaka madonna i jaki książę. Może zaczniemy od księcia – to Jakub Ludwik Sobieski, syn Jana III króla polskiego i zwycięzcy spod Wiednia. Madonna zaś to Matka Boska Bolesna, zwana Madonną Sobieskich. Obraz, który stał się symbolem związków Sobieskich ze Śląskiem. „Madonna i książę. Sobiescy na Śląsku” to tytuł najnowszej wystawy, którą wkrótce zobaczymy w Muzeum Narodowym Wrocławia. Małgorzata Macura, kuratorka tej ekspozycji, szuka śladów Sobieskich w naszym regionie. A jest ich niemało, te całkiem wiekowe przeplatają się ze znacznie nowszymi, tworząc fascynującą historię.

Małgorzata Macura na nic nie ma czasu, bo do otwarcia wystawy został ledwie tydzień. Wiadomo, końcówki są zawsze najgorętsze. Ważne, że udało się już zgromadzić wszystkie eksponaty.

W horoskopie urodzeniowym zapisano, że Jakub Sobieski nie będzie miał szczęścia do kobiet, bo te go zwiodą. I sprawdziło się...

– Ostatni był siedemnastowieczny zegar z kościoła w Dziesławiu, który przywieźliśmy w ubiegłym tygodniu – uśmiecha się. – Zegar szczególny, bo na jego cyferblacie namalowano Bitwę pod Parkanami.

Zresztą, jak przyznaje kuratorka wystawy, zegar i Madonna Sobieskich były impulsem do pokazania związków Sobieskich ze Śląskiem.

– Oba te dzieła są ważne dla lokalnych społeczności – wyjaśnia. – Madonna, która do wrocławskiej katedry została przeniesiona z kościoła w Międzylesiu w 1952 roku, nadal cieszy się kultem wiernych. A mieszkańcy Dziesławia są bardzo przywiązani do swojego zegara. Ten zresztą uratował się tylko dzięki determinacji przesiedleńców, którzy przybyli na Dolny Śląsk po 1945 roku.

Dzieje zegara są doskonale znane. Trzeba się cofnąć do XVII wieku do Rudek na Kresach Wschodnich. W 1612 roku Jurij Czuryło przekazał do rudeckiego kościoła prawosławną ikonę Matki Bożej z pierwszej połowy XVI wieku. Cudowny obraz Matki Boskiej był otaczany wielką czcią. O sanktuarium maryjnym w Rudkach było głośno w całej Rzeczpospolitej. Jeździli tam magnaci i polscy królowie. Do Rudek udał się też Jan III Sobieski po zwycięskiej kampanii wiedeńskiej i po bitwie pod Parkanami. Król wówczas ofiarował wota, była wśród nich na przykład kapa turecka i zegar z przedstawieniem bitwy pod Parkanami.

Zegar był przechowywany w Rudkach przez kilkaset lat, a okoliczna ludność z pokolenia na pokolenie przekazywała sobie informację, że to jest dar samego Jana III Sobieskiego.

Po II wojnie światowej i zmianie granic mieszkańcy wsi Podhajczyk, leżącej w pobliżu Rudek, zostali przesiedleni do Dziesławia niedaleko Ścinawy. I chociaż od Rudek dzieliło ich tysiące kilometrów nie zapomnieli o sanktuarium i swoim proboszczu, który wówczas przebywał w diecezji przemyskiej.

– Udało im się sprowadzić proboszcza – opowiada Małgorzata Macura. – A proboszcz przywiózł pamiątki z Rudek, między innymi zegar podarowany przez Jana III Sobieskiego po odsieczy wiedeńskiej.

Historia Madonny Sobieskich jest znacznie bardziej zagadkowa, pojawiło się sporo legend związanych z tym obrazem i rodem Sobieskich.

– To prawda, historia obrazu jest zagadkowa, może więc przedstawię najbardziej prawdopodobną wersję – mówi kuratorka wystawy. – To, co udało mi się ustalić na podstawie artykułów przedwojennych niemieckich badaczy powołujących się na XVIII-wieczne dokumenty.

Otóż obraz ten w 1713 roku podarował Aleksandrowi, drugiemu synowi Jana III Sobieskiego, sam papież Klemens XI, który w ten sposób chciał uczcić 30 rocznicę wiedeńskiej wiktorii. Później Madonnę kupił baron Anton von der Goltz i za namową hrabiego międzyleskiego podarował kościołowi w Międzylesiu. Tak to przynajmniej opisał sam baron von der Goltz w liście do proboszcza z Międzylesia. Przez lata namnożyło się sporo legend i opowieści związanych z tym obrazem.

– Krążyły natomiast opowieści, że papież podarował obraz bezpośrednio Janowi III, albo, że obraz ten ofiarowała do kościoła w Międzylesiu sama Maria Kazimiera – mówi Małgorzata Macura. – Legendy te podkreślały bardzo ścisłe związki Madonny z Sobieskimi. Wydaje mi się, że ludzie pragnęli, żeby te związki były wręcz osobiste, dlatego snuto takie fantazje, że że z dziełem bezpośredni kontakt miał Jan III Sobieski.

Zegar i Madonna były impulsem do szukania innych śladów po rodzie Sobieskich na Śląsku. Tych zresztą jest niewiele. Więcej dzieł sztuki związanych z tym magnackim rodem pojawiło się w naszym regionie po II wojnie światowej, gdy do Wrocławia przekazano z lwowskich instytucji kultury część zbiorów związanych z polską kulturą, w tym „Ucztę w Jaworowie” i listy Marii Kazimiery do syna Jakuba. Nie ma w tym nic dziwnego, ostatecznie Jakub Ludwik, najstarszy syn Jana III Sobieskiego, przez lata mieszkał w Oławie.

– Pyta pani skąd Sobieski znalazł się na Śląsku? To jest skomplikowana i niezbyt szczęśliwa historia – mówi Małgorzata Mocura. – Zresztą sam Jakub był raczej tragiczną postacią, przez całe życie musiał się mierzyć z legendą swojego wielkiego ojca. To także pokażemy na wystawie.

Od dnia koronacji Jana III Sobieskiego młody królewicz Jakub Ludwik był włączony w politykę dynastyczną rodziców. Marysieńka i Jan robili wszystko, by promować Jakuba na dziedzica tronu. Na wystawie zobaczymy jak starano się to osiągnąć. Przykładem jest choćby uczta w Jaworowie, uwieczniona na XVII-wiecznym obrazie.

– Ucztę wydano na cześć jednego z posłów weneckich, byli też na niej ambasadorowie Wersalu i Wiednia – opowiada kuratorka wystawy. – Jakuba posadzono w bardzo ważnym miejscu przy stole, by podkreślić jego pozycję spadkobiercy ojca. Myślę, że te oczekiwania rodziców ciążyły Jakubowi, tym bardziej, że nie był zbyt lubiany. Nie nosił się po sarmacku, wolał francuską modę, w Rzeczpospolitej mówiono więc, że jest sfrancuziały. A zagraniczni posłowie też nie byli mu zbyt przychylni.

Rodzice starali się wzmocnić szansę Jakuba na tron Polski, szukając mu odpowiedniej żony. Rozglądano się za narzeczoną dla księcia po różnych dworach, nawet w Portugalii i Wersalu. W końcu wybór padł na Jedną z bogatszych Polek w owym czasie: Ludwikę Karolinę Radziwiłłównę. Rozmowy na temat małżeństwa zakończyły się oficjalnymi zaręczynami, Radziwiłłówna przyrzekła swoją rękę młodemu Sobieskiemu.

– Mamy w zbiorach kilka listów Marii Kazimiery do syna – mówi Małgorzata Macura. – Fragmenty jednego z nich pokażemy na wystawie.

W nim to właśnie podekscytowana Maria Kazimiera opisuje jakie piękne prezenty szykuje dla przyszłej synowej, zastawia się czego też młoda para będzie potrzebowała: karocy, pięknych strojów i klejnotów. List ma datę dzienną i dziś wiemy, że tego dnia, kiedy matka pisała do Jakuba ową epistołę, Ludwika Karolina sprzeniewierzała się Jakubowi. Zdradziła go i wyszła za mąż za Karola III Filipa Wittelsbacha.

Ostatecznie Jakub poślubił księżniczką neuburską Jadwigę Elżbietę Amalię, córkę palatyna Renu, Filipa Wilhelma, która w posagu wniosła mu tytuł książęcy i Oławę w formie zastawu. I tak Jakub osiadł w Oławie.

Na wystawie prezentowane będą także ślady pobytu polskich królewiczów na Śląsku, choćby dzieła podarowane przez Jakuba Sobieskiego do katedry pw. św. Jana Chrzciciela we Wrocławiu w formie niewielkich ołtarzyków z figurkami z kości słoniowej, niektóre z nich według tradycji są autorstwa samego Gian Lorenza Berniniego.

– Do autorstwa Berniniego podchodzimy raczej sceptycznie – uśmiecha się kuratorka wystawy. – Poznaliśmy natomiast nazwisko złotnika, który robił ornamenty na tych ołtarzykach, był to Johannes Chmurowsky. Do tej pory niewiele o nim wiedzieliśmy, zachowała się informacja, że stworzył naczynia liturgiczne do kościoła świętych Piotra i Pawła w Oławie, tyle, że naczynia te nie przetrwały do naszych czasów.

Scenografia wystawy będzie pokazywała jeszcze jeden aspekt siedemnastowiecznego życia.

– Wystawa ma mieć klimat mieszania się świata horoskopów, wiary w gwiazdy i astrologię z kultem maryjnym – opowiada Małgorzata Macura. – Bo choć Kościół oficjalnie zakazywał astrologii, ale i tak powszechnie wierzono nie tylko w opatrzność Marii, ale też we wpływ gwiazd na nasze życie ni n ie widziano tu żadnych sprzeczności. Będzie można więc przeczytać fragment horoskopu urodzeniowego, który Jakubowi Sobieskiemu postawił... jezuita, spowiednik Marii Kazimiery. Opisał on na kilkunastu stronach, co się będzie w działo w życiu królewicza. Jezuita odnotował, że nie widzi w gwiazdach Jakuba panowania, pisał też, że królewicz nie będzie miał szczęścia do kobiet, bo kobiety go zwiodą... Pokażemy więc taki trochę kosmiczny, gwiezdny klimat, inspirując się tym, że Sobiescy zamawiali horoskopy, a Maria Kazimiera i Jakub Sobieski interesowali się alchemią – dodaje kuratorka wystawy „Madonna i książę. Sobiescy na Śląsku”.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wyprawka szkolna - ostanie dni na złożenie wniosku

Materiał oryginalny: Madonna, zegar, figurki z kości słoniowej i królewski dziedzic - Gazeta Wrocławska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na naszahistoria.pl Nasza Historia
Dodaj ogłoszenie