Pierwszy polski prezydent Chorzowa z nazwiskiem, które zawsze nie pasuje

Czytaj dalej
Fot. Archiwum rodzinne Spaltensteinów
Grażyna Kuźnik

Pierwszy polski prezydent Chorzowa z nazwiskiem, które zawsze nie pasuje

Grażyna Kuźnik

O tej postaci, jak o wielu śląskich przedwojennych politykach, nie uczy się w szkole. Wincenty Spaltenstein wiele zrobił dla Chorzowa, ale musiał borykać się z różnymi atakami.

- Nie wszystkim podobało się jego nazwisko. Uważano go za Niemca, czasem za Żyda. W każdym razie władzy nie pasowało do wysokiego stanowiska w polskim urzędzie na Górnym Śląsku - przyznaje Adam Spaltenstein, politolog, prawnuk pierwszego prezydenta Chorzowa, wnuk Lesława, syn Witolda. Potomkowie Wincentego nadal mieszkają w kamienicy, którą kupił w 1934 roku w Chorzowie przy ulicy Drzymały.

- Szukałem śladów naszej rodziny, także żydowskich wątków, ale potwierdziła się tradycja, że nazwisko to ślad po niemieckich przodkach, którzy przybyli do Galicji znad Jeziora Bodeńskiego - mówi Adam Spaltenstein. - Gdy w XVIII wieku cesarz Józef II Habsburg prowadził akcję kolonizacyjną, Spaltensteinowie zdecydowali się zaryzykować i osiedlić na wsi w okolicach Lwowa. Całkowicie się spolonizowali.

W 1888 roku w Byszewie przychodzi na świat Wincenty, jedno z sześciorga dzieci Juliana i Krystyny. Zawsze będzie prymusem: skończy prawo na Uniwersytecie Lwowskim, po odzyskaniu niepodległości pracuje w sądach w Poznaniu, Grudziądzu, Środzie Wielkopolskiej. Ciągnie go jednak do administracji, jeszcze we Lwowie wybrał praktykę w magistracie. Ale też do działalności społecznej, udziela się w Związku Towarzystw Gimnastycznych „Sokół”, organizacji głównie patriotycznej. W 1922 roku, żonaty już z Kazimierą, 34-letni prawnik przyjeżdża do Królewskiej Huty na stanowisko sędziego grodzkiego. Tu znajduje swoje miejsce w życiu.

Wincenty Spaltenstein
Archiwum rodzinne Spaltensteinów Wincenty Spaltenstein, burmistrz Królewskiej Huty (w środku w palcie i kapeluszu) z zawodnikami drużyny Sokoła w 1927 roku.

Miasto jest niechętne polskiej władzy, ma silne mieszczaństwo niemieckie, w plebiscycie 1921 roku za Niemcami głosowało 74,7 proc. ludności. W radzie miejskiej przez wiele lat przeważają Niemcy.

- Myślałem o Wincentym jako o typowym urzędniku, takim sztywnym formaliście - opowiada prawnuk Adam. - Zmieniłem zdanie. Szukał porozumienia, był bardzo oddany rodzinie, ale umiał też ryzykować życiem dla swoich idei. Nie ugiął się przed gestapo, odebrano mu dom, trafił do obozu w Dachau.

Przetrwał, a gdy udało się go stamtąd wyciągnąć, także dzięki niemieckim przyjaciołom, działał w Polskim Państwie Podziemnym.

Wincenty Spaltenstein wiąże się z Narodową Partią Robotniczą, która od powstania w 1919 roku domaga się przyłączenia Górnego Śląska do Polski, stawia na oświatę, odcina od komunistów. Poznaje wtedy takich działaczy NPR jak Józef Rymer czy ks. Teodor Kubina. Jest w swoim żywiole, gdy z poparcia tej partii w 1925 roku zostaje drugim burmistrzem Królewskiej Huty. Jeszcze w tym samym roku, po nagłej śmierci 60-letniego Pawła Dombka z Rozbarku, Spaltensteina obrano burmistrzem. Gazeta „Polonia” pisze wtedy: „Po raz pierwszy w dziejach miasta burmistrz jest również prezesem Sokoła, którego największymi wrogami byli dotąd jego poprzednicy na tym stanowisku”. Wspaniały Polak, tylko to nazwisko.

Rzuca się w wir budowania, administrowania, pracuje bezustannie. Powstaje Dom Ludowy, koszary, obiekty sportowe. Sam bardzo wierzący, nie narzuca poglądów. Na przykład wbrew protestom przyjmuje do Miejskiego Gimnazjum Żeńskiego nauczyciela pochodzenia żydowskiego. To mu nie pomaga

- wymienia prawnuk.

W 1929 roku gospodarka Królewskiej Huty dostaje Złoty Medal resortu przemysłu i handlu. Burmistrz przeprowadza swoje miasto przez największy kryzys gospodarczy. Jest uparty, od urzędników żąda biegłości w przepisach, od niemieckich znajomości języka polskiego. Walczy z bezrobociem, uważa brak pracy za największe nieszczęście, opiniami na ten temat naraża się rządzącej sanacji. Nikomu nisko się nie kłania. W prasie pojawiają się głosy, że Spaltensteina wyrzucą. „Polonia” Wojciecha Korfantego zastanawia się, dlaczego: „Uchodzi za człowieka najbardziej odpowiedniego na swym stanowisku”.

Stoi jeszcze na czele miasta, gdy w 1934 roku Królewska Huta, Chorzów, Maciejkowice i Wielkie Hajduki łączą się w jeden organizm. Jest pierwszym prezydentem Chorzowa, ale tylko przez pół roku.

Odszedł niby ze względu na stan zdrowia, ale wiadomo, że nie miał wyjścia

- opowiada Adam Spaltenstein.

Nie zamierza opuszczać Chorzowa, otwiera kancelarię adwokacką, działa społecznie.

Jego przyjacielem jest Edward Hanke, działacz narodowy, lekarz, dzięki któremu w Szpitalu Miejskim powstał oddział reumatologiczny. Poznali się w radzie miejskiej.

Obu społeczników, wybitnych Polaków, wkrótce połączą także wojenne losy, a również własne dzieci: Lesław Spaltenstein i Krystyna Hanke zostaną małżeństwem.

Wincenty Spaltenstein

Prawnik, działacz społeczny, burmistrz i pierwszy prezydent Chorzowa.

Urodził się 18 stycznia 1888 roku w województwie lwowskim. Uniwersytet we Lwowie ukończył w 1914 roku. Pracował w Wielkopolsce, a w 1922 roku zamieszkał w Królewskiej Hucie. Od czerwca 1925 roku był tutaj drugim burmistrzem, od 1926 roku burmistrzem, od 1934 roku prezydentem. Związany z chrześcijańską demokracją, popadł w konflikt z sanacją i musiał opuścić stanowisko.

Działał w konspiracji. Podczas wojny w obozach koncentracyjnych. Zmarł w Chorzowie w 1958 roku i tutaj został pochowany.
Wincenty Spaltenstein
Archiwum rodzinne Spaltensteinów Wincenty Spaltenstein


Grażyna Kuźnik

Grażyna Kuźnik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.