Słowianie na sprzedaż. Z niewolników wojowie i władcy Ibizy, Sardynii...

Czytaj dalej
Fot. Wikimedia Commons
Marcin Idczak

Słowianie na sprzedaż. Z niewolników wojowie i władcy Ibizy, Sardynii...

Marcin Idczak

Na czym bogacili się mieszkańcy obecnej Wielkopolski przed 1100 laty? Coraz bardziej prawdopodobne jest to, że handlowali niewolnikami. Także nasz Mieszko I.

Złapanych sprzedawano głównie do muzułmańskich kalifatów. Skąd takie przypuszczenia? Do teraz w wielu językach słowo Słowianin jest bardzo podobne do słowa niewolnik (angielski, niemiecki). Tak samo jest nawet w języku arabskim. Tam to Saqaliba.

Różnymi szlakami

O niewolnikach pochodzących z terenów słowiańszczyzny pisze wielu kronikarzy, którzy przedstawiali życie codzienne państw islamskich w X czy XI wieku. Początkowo niewolnicy, później zaczęli odrywać coraz ważniejszą rolę polityczną. Zakładali własne wioski. Z osób z terenów obecnej Polski, Czech czy Ukrainy tworzono najbardziej znane jednostki wojskowe. Jednym z władców Kalifatu Ibizy był człowiek, który pochodził z naszego regionu. Toczył zacięte boje z papiestwem. Zdobył (a później stracił) Sardynię. W obecnie hiszpańskiej Kordobie (wówczas jednym z najbardziej znanych miast islamu) kilkanaście tysięcy mieszkańców pochodziło z krajów słowiańskich. Według średniowiecznych przekazów al-Bakriego (arabski pisarz i kronikarz) stanowili oni jedną z głównych nacji żyjących na terenach Hiszpanii i Portugalii.

Słowianie byli zarazem łapani jako niewolnicy, jak też i ich łapali, a później sprzedawali w niewolę. W ostatnich latach część historyków i archeologów zaczęła się zastanawiać, dlaczego tak często w Wielkopolsce znajduje się bardzo bogate skarby pochodzące sprzed 1250-1000 lat. To, co ówcześni mieszkańcy mogli zaoferować to skóry, drewno, miód, po których trudno się spodziewać gigantycznych zysków. A jednak w krainie Polan powstawały nowe grody, w których dziś znajdujemy złoto, monety z różnych zakątków świata, biżuterię. Często schowane tak, by nikt obcy nie mógł ich odnaleźć.

Wśród osób, które trudniły się handlem niewolnikami, wymieniany jest Mieszko I, który miał czerpać z tego pokaźne dochody i to nawet po przyjęciu chrześcijaństwa.

Handel niewolnikami

We wspomnianych licznych arabskich zapiskach pojawiają się informacje o napływie słowiańskich niewolników. Rozróżniano ich dwa typy: ciemnolicych i białowłosych. Ci pierwsi to prawdopodobnie mieszkańcy Bałkanów, rejonu morza Czarnego. Drudzy z terenów, przez które przepływały rzeki uchodzące do Bałtyku.

Stąd teoria, że mieszkańcy jednego grodu mogli napadać swoich sąsiadów, a potem sprzedawać. Znane są trzy miejsca, gdzie miały odbywać się targi niewolników. Największy znajdował się czeskiej Pradze. Drugi w okolicach Jarosławia, trzeci prawdopodobnie koło Muszyny. Odkryto tam tajemniczy gród. W jego wnętrzu mogło przebywać jednorazowo nawet 20 tysięcy osób. Jednak nie ma prawie żadnych zabudowań. Stąd wniosek, że gromadzono tam niewolników.

Większość z nich prowadzono na południe ku krajom muzułmańskim. Stamtąd też przybywali kupcy. Dla jednych i drugich taka trasa była znacznie bezpieczniejsza. Z dala od grasujących na morzach i wybrzeżach wikingów oraz Normanów i Franków, którzy bardzo sceptycznie podchodzili do współpracy z muzułmanami, a tym bardziej handlu z nimi. Istnieli też pośrednicy pomiędzy Słowianami a Muzułmanami. Był jeszcze inny szlak opanowany głównie przez osoby wyznania mojżeszowego. Prowadził bezpośrednio przez Europę Zachodnią do islamskiej Hiszpanii. Przechodził między innymi przez Ratyzbonę i Verdun, gdzie znajdowało się światowe centrum kastracji niewolników.

Opisy takich dróg kupieckich można znaleźć w dziele al-Bakriego zatytułowanym Kitab al-masalik wa`l mamalik, co tłumaczy się na „Księga dróg i królestw”. Podobno nawet Ibrahim ibn Jakub, żydowski kronikarz, który opisał państwo Mieszka I trafił nad Wartę, gdyż trudnił się handlem żywym towarem. Natomiast w późniejszych dziełach można przeczytać o Judycie, matce Bolesława Krzywoustego, która zajmowała się wykupywaniem niewolników z muzułmańskiej niewoli.

Jakimi zawodami trudnili się niewolnicy? Kobiety były kierowane do pracy na roli. Te młodsze i ładniejsze do haremów. Natomiast mężczyźni mogli być murarzami, rolnikami. A nawet wojskowymi.

Mężczyźni byli wcielani do Gwardii Słowiańskiej lub kastrowani. Dojrzałe kobiety pracowały na roli, a młodsze wysyłano do haremów.
Wikimedia Commons Abd al-Rahman Samchuelo otoczył swoją opieką Mudżahida. Ten prawdopodobne pochodził z kraju Polan i był kalifem Ibizy.

Słowiański kalif władcą Ibizy

Najbardziej znanym Słowianinem w islamskiej części Półwyspu Iberyjskiego był Mudżahid. Według kronikarzy wywodził się on z terenów obecnej Polski. Prawdopodobnie początkowo był niewolnikiem. Podczas pobytu we wschodniej części obecnej Hiszpanii przeszedł na islam - przy czym nie wiadomo, czy był wcześniej chrześcijaninem, czy też praktykował pogańskie wierzenia (te w naszym kraju były powszechne jeszcze przez wiele lat po chrzcie Polski). Z tego, co wiadomo, udało się mu uniknąć wykastrowania. Niewykluczone, że jeszcze jako chłopiec lub nastolatek na swojej drodze spotkał bardzo zamożnego i wpływowego patrona. Był nim Abd al-Rahman Samchuelo. To główny minister i zaufany kalifa Hiszama II.

Kariera niewolnika rozpoczęła się pod służenia w Gwardii Słowiańskiej. Wspominają o niej zarówno muzułmańscy, jak żydowscy i chrześcijańscy kronikarze. Były to jakby można było dziś określić: elitarne jednostki wojskowe. Coś jak połączenie służb specjalnych z biurem ochrony rządu. Takie formacje miały znajdować się w wielu miastach Półwyspu Iberyjskiego - jak Kordoba, ale również na terenach Afryki. Szczególnie w obecnym Maroku.

„Nasz” niewolnik musiał się bardzo zasłużyć w tej formacji, gdyż wciąż awansował i ostatecznie został burmistrzem lub gubernatorem miasta Kefia położonego na wybrzeżu Costa Blanca. Było to około roku 1000. Dziewięć lat później kalifat (Kordoby) ogarnęła wojna domowa.

Była bardzo krwawa. Już w początkowym okresie zginął Samchuelo, który miał pieczę nad byłym niewolnikiem. W kraju trwały rzezie. Skończyły się dopiero wówczas gdy kalif Hiszama II stracił władzę na rzecz swojego krewniaka Muhammada II. Objęcie władzy przez tego ostatniego było możliwe dzięki poparciu, które otrzymał od naszego Mudżahida. Ich przyjaźń nie trwała jednak długo.

Już rok później potomek rodu Polan zadecydował, że utworzy własne państwo. Poparli go w tym jego rodacy, którzy byli oficerami w pobliskiej Walencji. Tym samym dokonał się przewrót i człowiek znad Warty został władcą Tortosy, gdzie rządził przy poparciu Katalończyków. Na tym nie poprzestał. Chciał więcej i zaczął spiskować przeciw Muhammadowi II.

Wymyślił pewien fortel, który umożliwił mu przejęcie władzy. Ni mniej, ni więcej ogłosił wszem i wobec, że gości u sobie bliskiego krewnego Hiszama II, który powinien być prawowitym władcą. Siebie zaś wybrał na hadżiba, czyli lokalnego wezyra.

W 1015 roku zorganizował flotę z którą wyruszył na Baleary, czyli Minorkę, Majorkę i Ibizę. Przegonił lokalnych możnych i został kalifem Ibizy. Aspiracje miał jednak znacznie większe. Przy pomocy możnych stworzył potężną flotę, a chwilę później postanowił zająć Sardynię. Inwazja okazała się skuteczna, ale bardzo krwawa.

Zajęcie całej wyspy zajęło jego żołnierzom aż kilka tygodni. Nie przewidział jednego. Rozrastającą się potęgą wezyra o słowiańskich korzeniach przeraził się papież. Obawy o zajęcie serca chrześcijańskiej Europy, czyli Rzymu stały się nad wyraz realne. Wystraszony następca świętego Piotra poprosił o pomoc genueńczyków, którzy zorganizowali jedną z największych armad w historii. Chrześcijanie odbili Sardynię z rąk muzułmańskiego Słowianina.

Mudżahid wycofał się na Ibizę, którą rządził aż do 1045 roku. Jego następcą został syn pierworodny Ali.

Wioska Słowian w Maroku?

Mężczyźni byli wcielani do Gwardii Słowiańskiej lub kastrowani. Dojrzałe kobiety pracowały na roli, a młodsze wysyłano do haremów.
Archiwum Drużyny Jantar Słowianie znad Warty zasłynęli między innymi jako żołnierze elitarnych jednostek w Hiszpanii i Maroku.

Słowianie trafiali nie tylko do muzułmańskiej Hiszpanii czy też na Bliski Wschód. Byli także przewożeni do Afryki. Tam również mieli pełnić rolę taniej siły roboczej, a co silniejsi strzec władców jako gwardia przyboczna - słowiańska.

Najbardziej znana jest historia z Maroka, gdzie ponad tysiąc lat temu powstała Wioska Słowian. Znajdowała się ona w okolicy ówczesnej stolicy emiratu, czyli Nukur. Dziś po tym mieście nie ma śladu. Znajdowało się ono prawdopodobnie przy rzece o tej samej nazwie. Prawdopodobnie dlatego, że różnie tłumaczono nazwę z arabskiego.

Miasta szukały już liczne ekspedycje archeologiczne. Znaczna część ich była finansowana przez rząd marokański. To dlatego, iż Nukur jest dla tamtejszego kraju niczym Poznań, Ostrów Lednicki i Gniezno dla Polski. Świadczy o początkach religijnych i państwowych kraju. Wiadomo ze źródeł kronikarskich, że Nukur składało się z samego miasta oraz położonej wyżej cytadeli. To wskazuje, że mogło znajdować się na wzgórzu.

Władców mieli ochraniać Słowianie, którzy tuż obok zbudowali własną miejscowość. Żyli w niej nie tylko wojownicy, ale również kobiety. Nie wiadomo, czy porozumiewano się w języku słowiańskim, czy arabskim. Jednak uczeni z Maroka przychylają się ku tej drugiej wersji.

W pewnym momencie zaczęło dochodzić do rozdźwięków pomiędzy ludnością miejscową a przybyszami ze Środkowej Europy. Ich kwintesencją stał się bunt Słowian. Rozpoczęły się krwawe walki, które prawdopodobnie toczono w masywie Rifu. Celem przybyszów stało się opanowanie terenów, które obecnie zajmują niemal całą powierzchnię Maroka. Walka miała być bardzo zacięta. Autochtoni mieli przewagę liczebną, natomiast Słowianie byli doskonale wyćwiczonymi i zaprawionymi w bojach wojami. Do tego mieli sprzymierzeńców, o których być może nie wiedzieli, a którzy odciągali lokalne oddziały od walki z nimi. Byli nimi wikingowie. Kronikarze nie wspominają o tym, jak zakończyła się ta wojna. Jednak najbardziej prawdopodobne jest to, że wojska z obecnego Maroka pokonały naszych przodków.

Gdzie było najwięcej przedstawicieli Słowian? Oprócz wspomnianej Hiszpanii, gdzie w Kordobie, Walencji i innych większych miastach niewolnicy i wyzwoleńcy stanowili znaczną część mieszkańców, często wspomina się o dużych skupiskach na terenach kalifatów w Syrii, Egipcie. Naszych przodków sprzedawano także na tereny obecnego Tadżykistanu, Uzbekistanu i Afganistanu.

Historia niewolnictwa przez wielu była niemal zapomniana. Nie pasowała do nauki Kościoła, władcy nie chcieli być utożsamiani z tym procederem. A już 1000 lat temu mówiono o tym, że święty Wojciech został wysłany do Polski, by ewangelizować nie tylko ze względu na swoje zdolności krasomówcze. Był on zdecydowanym przeciwnikiem niewolnictwa, a przecież w Pradze był największy targ. Dlatego tamtejsi władcy postanowili upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu. Nawracać Polan i pozbyć się przyszłego świętego.

Marcin Idczak

Marcin Idczak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.