Władysław Bartoszewski w „Diariuszu” pod datą 19 sierpnia 1970 r. notował: „środa. Zakopane. Przed 7.00 telefon od dr Brzozowskiej o śmierci Pawła z prośbą od żony o przyjazd i pomoc. O 9.00 autobusem do Krakowa. W »Locie« dostaję bilet na 15.20. W redakcji (»Tygodnika Powszechnego«) zawiadamiam Turowicza i Malewską. Bardzo przejęci. Przylot do Warszawy planowo, około 17.00; dzwonię do Beynarowej. O 17.30 tam jestem. Paweł leży na tapczanie w małym pokoju przy świecach, niezmieniony właściwie, bledszy tylko niż zwykle za życia. Rozmowa o pogrzebie i nekrologach”.
To wpis o śmierci Pawła Jasienicy, pisarza, członka PEN Clubu, żołnierza podziemia niepodległościowego, którego zaszczuła Polska Ludowa, a konkretniej Władysław Gomułka i jego hunwejbini. 19 marca 1968 r. I sekretarz Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej ujawnił prawdziwe nazwisko Jasienicy - Leon Lech Beynar. Towarzysz Gnom, jak złośliwie nazwał go Janusz Szpotański, na wiecu w Sali Kongresowej powiedział, kto jest winien wydarzeń marcowych. Jednym z nich był właśnie Jasienica, autor „Myśli o dawnej Polsce”, „Polski Piastów” i „Polski Jagiellonów”. Gomułka, rzucając oskarżenia, powiedział, że pisarz w czasie wojny był prawą ręką „Łupaszki”, majora Zygmunta Szendzielarza, i razem z nim podpalał po wojnie wsie i zabijał niewinnych ludzi. Beynara, aresztowanego w 1948 r., zwolniono jednak z powodów - co podkreślił Gomułka - znanych mu doskonale. W ten sposób Jasienica okazał się podejrzanym Żydem, do tego mordującym niewinnych ludzi i najprawdopodobniej jeszcze będącym agentem UB.
Gomułka nie powiedział aktywowi partyjnemu zgromadzonemu w Sali Kongresowej ani tym bardziej manipulowanym przez oficjalną propagandę Polakom, że jeśli ktokolwiek jest agentem, to nie Jasienica, ale jego żona - Zofia Nena Beynarowa O’Bretenny - z którą pisarz ożenił się w 1969 r. Historię tego związku, w którym jedna strona była nieświadomą niczego ofiarą, a druga myśliwym realizującym z góry wyznaczone zadanie, pokazał film „Różyczka”, oceniany krytycznie przez córkę Pawła Jasienicy.
Pogrzeb pisarza odbył się 22 sierpnia o godzinie 11 po mszy w kościele pod wezwaniem Karola Boromeusza. Ten pogrzeb został wyjątkowo starannie zdokumentowany przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, którzy musieli odnotować, kto przyniósł wieńce, kto wygłosił mowy pożegnalne (Jerzy Andrzejewski mówił krótko, o ostatnich dwóch latach życia Jasienicy, niezasłużonej dyfamacji, którą powiązał z sytuacją literatury polskiej. „Reszta jest milczeniem” - zakończył). Jak opisywał Władysław Bartoszewski: „Do grobu kawał drogi, ale trumna cały czas na ramionach. Tłumy ludzi obserwują kondukt z równoległych alej. Mnóstwo przypadków fotografowania, chyba nie tylko amatorzy. Przy grobie rodzinnym oczekuje zbity tłum. Obok leży Mikołaj Beynar, muzyk. To ojciec Pawła, zmarły zaledwie przed ośmiu laty. Matka jest na pogrzebie, wieziona na wózku za trumną”.
Po latach okazało się, że słusznie oceniał owo nie tylko amatorskie fotografowanie. W archiwach Służby Bezpieczeństwa z tego pogrzebu są 124 zdjęcia. Na większości z nich wdowa, tajna współpracowniczka SB, którą oficer bezpieki nazwał najlepiej zakonspirowaną agentką, jaką znał. Czy istotnie tak było? Na stypie córka Pawła Jasienicy z pierwszego małżeństwa podeszła do Zofii Beynarowej i wypaliła jej bez wahania prosto w oczy: „To pewnie ty przez cały czas kapowałaś?”.
Nie myliła się, ale oskarżona zachowała zimną krew. Tylko później poprosiła oficera prowadzącego o zmianę mieszkania. „Mówiła, że nie chce mieszkać w domu, w którym pomogła wykończyć męża - wspominał jej oficer prowadzący Adam G. - Przeniosła się na Stare Miasto, gdzie mieszkało dużo esbeków. My tę dzielnicę nazywaliśmy »Ubowo«” - pisał w 2010 r. na łamach „Polityki” Cezary Łazarewicz.
TW „Ewa” najpierw donosiła na Leonida Teligę, sławnego żeglarza. Potem zatrudniła się na Uniwersytecie Warszawskim- niewykluczone, że dzięki wsparciu bezpieki. I tam ulokowana miała donosić o relacjach i postawach inteligencji. Nena O’Bretenny miała między innymi inwigilować Pawła Jasienicę, który bardzo przeżywał śmierć żony. W maju 1966 r. na spotkaniach autorskich pisarza pojawił się nietypowy gość. Kobieta inteligentna, błyskotliwa, elegancka, bardzo dobrze znająca historię średniowiecza. Szybko TW „Ewa” zaczęła składać raporty, z których wynikało, że osamotniony pisarz traktuje ją jak powierniczkę gotową słuchać jego wojennych opowieści. Tak jest do 1968 r., do wydarzeń marcowych. Po wystąpieniu Gomułki Nena przekonała Jasienicę, że powinien u niej zamieszkać na jakiś czas, bo do Warszawy mają przyjechać mieszkańcy białostockich wsi - wymierzyć mu po latach sprawiedliwość. Jasienica nie wiedział, że ostrzeżenie zmyśliła podstawiona mu agentka. Zamieszkał u kobiety, w której się zakochał, a która szybko zaczęła pisać po kilka raportów dziennie o tym, co robi, co mówi, z kim się spotyka. Tydzień po pogrzebie męża napisała cztery raporty o przygotowaniach do ceremonii. A potem informowała SB, kto przerzuca książki pisarza na Zachód.
W 1972 r. Nena Beynarowa zniknęła. Podobno wyjechała do Saint-Tropez opiekować się rezydencją pewnego milionera, ale środowisko pisarzy szybko nabiera pewności, że do Francji wysłała ją bezpieka, by inwigilowała polską emigrację skupioną wokół „Kultury”. Wróciła w 1979 r., by tym razem zbliżyć się do ludzi związanych z Komitetem Obrony Robotników. I dopiero w 2002 r., kiedy teczkę swojego ojca zobaczy córka Pawła Jasienicy, podejrzenia krążące od lat wokół Neny O’Bretenny zyskały potwierdzenie.
Kiedy chodziło o wojnę
Beynarowa nie była ani pierwszą, ani tym bardziej ostatnią kobietą w historii, której małżeństwo było przykrywką działalności agenturalnej czy wywiadowczej. Za pierwszą znaną nam z imienia można by właściwie uznać córkę Mieszka I Świętosławę, nazywaną też Sygrydą. Siostra Bolesława Chrobrego urodziła się między rokiem 960 a 972. Więcej wokół niej tajemnic niż informacji, a badacze podejrzewają, że w skandynawskich sagach mityczna postać Sygrydy zlała się z realną postacią Świętosławy z poznańskiego grodu. Źródła nie mówią wprost o imieniu jej matki - wiadomo jednak, że w tym czasie jedyną żoną Mieszka była Dobrawa. Nie wiadomo, jak wychowywano córkę księcia Polan, czego uczono ją w dzieciństwie, czego od niej wymagano. Wiadomo jednak, że między rokiem 980 a 984 ojciec wydał ją za Eryka Zwycięskiego, króla Szwecji. I oczywiście nie chodziło tu o żadne uczucia czy osobiste szczęście córki - cel małżeństwa był polityczny. Związek Świętosławy i Eryka miał osłabić pozycję Danii i wzmocnić władztwo Mieszka na Pomorzu Zachodnim. Historycy piszą o ich dzieciach Olofie Skötkonungu, późniejszym królu Szwecji, i Holmfrydzie Eriksdotter.
Córka Mieszka owdowiała około 995 r. Jej syn dzierżył już wtedy pełnię władzy, a jego matka doprowadziła do sojuszu szwedzko-duńskiego wymierzonego przeciw Norwegii. Przypieczętowała go po roku żałoby, wychodząc za mąż za króla Danii i Norwegii Swena Widłobrodego, który powrócił z wygnania. Z tego związku urodziło się co najmniej pięcioro dzieci, w tym dwaj kolejni duńscy królowie: Harald II Svensson i Kanut II Wielki, oraz córki: Estryda oraz Świętosława. Według Pawła Jasienicy Świętosława kochała się jednak w Olafie Tryggvasonie, królu Norwegii w latach 995-1000. Kiedy ją odtrącił, zemściła się okrutnie - intrygami doprowadziła do wojny i bitwy pod Svold, gdzie niedoszły kochanek stracił życie.
Tropem Jasienicy poszedł inny pisarz - Władysław Grabski - który w powieści „Saga o jarlu Broniszu” puścił wodze fantazji, opisując intrygi córki Mieszka, jej brata - pierwszego króla Polski - władców wikingów łupiących bałtyckie wybrzeże takimi, jakimi mogły się wydarzyć, choć tak naprawdę nie wiemy, czy istotnie miały miejsce. U Grabskiego Świętosława próbuje buntować się przeciwko planom najpierw ojca, a potem brata, ale w męskim świecie, w którym rządzi twarda polityka, nie ma jakichkolwiek szans na osobiste szczęście kobiety z rodu władców. Jej wybory i przyszłość podporządkowane są wojnom, sojuszom, zyskom i stratom rodu...
Około 1002 r. Swen Widłobrody z jakichś powodów wypędził swoją żonę. Czy przestała być gwarantką politycznych sojuszy? A może miała wymagania, którym nie umiał sprostać? A może wolał młodszą kobietę? Świętosława wróciła z dalekiej Skandynawii do brata Bolesława, a jej mąż 11 lat później został królem Anglii. Kiedy zmarł, ich synowie Harald i Kanut przyjechali na dwór Chrobrego prosić matkę, by wróciła do Danii. Do domu. Świętosława posłuchała próśb synów. Wróciła do Danii i była świadkiem podboju Anglii przez jej syna Kanuta - w 1016 r. Kiedy zmarła i gdzie ją pochowano - nie wiadomo. Podobnie jak nie wiadomo, czy polityczna decyzja ojca, której musiała się podporządkować, choć na chwilę dała jej w życiu szczęście.
Polityka w łóżku
Świętosława nie była ostatnią kobietą, której małżeństwo miało przede wszystkim znaczenie polityczne i która w sypialni miała wpłynąć na decyzje męża.
Blisko 1000 lat przed jej narodzinami w odległej od Rzymu krainie Oktawian August wydał swoją jedyną córkę Julię za Marka Agrypę - towarzysza broni z czasów wojny domowej - bo nie chciał konfliktu z popularnym wśród ludu i legionistów dowódcą. Kiedy ów konflikt zażegnał, a Julia zaczęła rodzić kolejnych synów, pretendentów do dziedziczenia, do akcji wkroczyła Liwia, żona Augusta. I jak chce Robert Graves, truła ich po kolei, by został ten jedyny - jej syn Tyberiusz, którego też zresztą ożeniła z córką Augusta...
Politycznym małżeństwem był też mariaż Henryka IV, pierwszego z dynastii Burbonów, z Małgorzatą de Valois, do którego pannę młodą zmuszono wbrew jej woli. Do szpiegowania mężów, które najpewniej uznawała za realizowanie polityki, słabość miała też Ludwika Maria Gonzaga, żona Władysława IV, a później Jana Kazimierza, która do nowej ojczyzny zabrała ze sobą z Francji panny na wydaniu. Dwórki z fraucymeru królowej były atrakcyjnymi partiami - szlachcic, który żenił się z jedną z nich, mógł liczyć na przychylność pary królewskiej, wyrażane w zaszczytach i wzroście dochodów. A królowa wprost z alkowy zdobywała wiedzę i pole do realizowania własnych planów.
Dość powiedzieć, że Krzysztof Pac, chorąży litewski, dzięki małżeństwu z dwórką Klarą Mailly-Lascaris awansował na urząd kanclerza. Wywodząca się z niezamożnej rodziny szlacheckiej Maria Kazimiera d’Arquien została żoną Jana Zamoyskiego, a dwórkę Katarzynę Gordon Ludwika Maria wydała za Jana Andrzeja Morsztyna. Maria Kazimiera była wyjątkowo pojętną uczennicą królowej. Młoda i czarująca, po śmierci pierwszego męża nie osunęła się we wdowieństwo, ale szybko wyszła za Jana Sobieskiego. Ich wspólne panowanie stanowiło owoc polityki mariaży Ludwiki Marii Gonzagi, która dzięki swoim dwórkom trzymała wszystkie polityczne nici w garści...
Pisarz, kompozytor i ona
Córka pokojówki i konduktora, dziewczyna z robotniczej dzielnicy, w swojej ojczystej Irlandii zapewne nie miałaby szans na tak spektakularny awans społeczny. Ale była piękna. I od niedawna była zamężna - z pisarzem Adolfem Rudnickim.
To z nim przyjechała do ośrodka dla twórców w Oborach - barokowa rezydencja po wojnie stała się Domem Pracy Twórczej Związku Literatów Polskich Stowarzyszenia Pisarzy Polskich i Polskiego PEN Clubu. W 2015 r. dwór wrócił do rąk spadkobierców przedwojennych właścicieli, rodziny Potulickich. 23-letnia śliczna Marie Elizabeth O’Mahoney, o której Warszawa mówi „wredna Scarlett”, miała w Oborach spędzić miesiąc miodowy z trzecim mężem. Tak się akurat złożyło, że w Oborach był też Andrzej Panufnik, kompozytor, autor powstańczego hymnu „Warszawskie dzieci”, pracujący nad „Symfonią pokoju”.
„Nie byłem w stanie oderwać od niej oczu ani myśleć o czymkolwiek innym. Nie mogłem też nie zauważyć, że i ona zwraca swoje hipnotyzujące oczy w moim kierunku, jak gdyby pomimo obecności swego nowego męża odwzajemniała moje uczucia. Jakoś udawało nam się spotykać każdego dnia, a wkrótce i każdej nocy” - starszy od Scarlett o 13 lat Panufnik zakochał się od pierwszego wejrzenia, nie mając pojęcia, że jego wybranka, która przyjechała do Polski jako żona oficera armii Andersa, od początku budzi zainteresowanie nie tylko jego, towarzystwa w Warszawie, ale też bezpieki. Ale niewykluczone, że nawet jakby miał jakieś pojęcie i tak straciłby głowę.
Maria Dąbrowska w „Dziennikach” odnotowała: „Mówią, że dawno uważali ją za szpiega. Gdy się zdziwiłam, że milczano o tym, usłyszałam: »Bo nikt nie był pewien, czy ona jest szpiegiem rosyjskim, czy angielskim«”.
Atrakcyjną młodą mężatkę dość szybko pod obserwację wzięła bezpieka, wykorzystując jedną, ale za to fundamentalną słabość - Scarlett była piekielnie ambitna. Muzykolog Danuta Gwizdalanka odnalazła donosy z archiwów dawnego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Wyłania się z nich obraz kobiety nieprzeciętnie zdolnej, zimnej, o „chorobliwych ambicjach wybicia się”, z żelazną wolą. W 1951 r., w lipcu, Scarlett wzięła ślub z Andrzejem Panufnikiem. Jeden z informatorów donosił: „Opowiadała z ożywieniem, że obecnie jest przyjmowana z mężem przez premiera”.
Panufnik, twórca, który w powojennej polskiej rzeczywistości stanął w rozkroku, z jednej strony był do pewnego momentu hołubiony przez stalinowską władzę, z drugiej dawał sobie alibi - przecież chodziło tylko o to, by komponować. To władza przecież pozwalała mu na wyjazdy zagraniczne i udział w konkursach międzynarodowych.
Kiedy rok po ślubie urodziła mu się córeczka Oonagh, nie chciał jednak jechać na kilka miesięcy do Chin i Mongolii. Chciał być z rodziną, ale też czuł się sfrustrowany - jego „Uwerturę bohaterską’’ z 1952 r. nagrodzono na Konkursie Olimpijskim w Helsinkach, ale w kraju skrytykowano za formalizm. Ostatecznie Panufnik do Chin wyjechał i to tam, na parę dni przed koncertem galowym na cześć Mao Tse--tunga, dostał telegram z Warszawy, w którym składano mu wyrazy najgłębszego współczucia. „Scarlett w trakcie kąpieli dostała ataku epilepsji. Gdy odzyskała świadomość, zobaczyła, że nasza ukochana ośmiomiesięczna Oonagh utonęła (...) Po koncercie dostąpiłem zaszczytu poznania sławnego Mao, niedźwiedziowatej osobistości, która potrząsała moją ręką przez dłuższy czas i przyglądała mi się przeszywającym wzrokiem, jakby chciała powiedzieć coś bardzo ważnego” - wspominał kompozytor.
Sprawa stała się głośna w Polsce, a Scarlett w Warszawie zaczęto szeptem nazywać dzieciobójczynią. Po powrocie z Chin kompozytor zdecydował się postawić wszystko na jedną kartę i nielegalnie opuścić Polskę. Jak wspominał Krzysztof Muszkowski, znający szczegóły ucieczki, Scarlett udało się dostać pozwolenia na wyjazd w celu odwiedzenia chorego ojca. Opuściła Polskę 6 marca 1954 r. i miała dokumenty pozwalające jej na pozostanie w Wielkiej Brytanii do połowy lipca. By uniknąć podejrzeń, miała też bilet powrotny do Warszawy. Co ciekawe, już w Londynie odwiedzała regularnie polską ambasadę. Czy składała tam raporty, czy po prostu w rozmowach towarzyskich czasem powiedziała za dużo? Panufnik polecił jej skontaktować się z dwoma przyjaciółmi - profesorem Konstantym Regameyem i Witoldem Małcużyńskim i poprosić ich o pomoc w ułatwieniu wyjazdu z kraju.
Muszkowski tak opisywał tamte dni: „Chodziło o rzecz niełatwą, mianowicie o oficjalne zaproszenie Panufnika na koncerty lub nagrania. Trudność polegała na tym, by takie zaproszenie nie wzbudziło najmniejszych nawet podejrzeń władz w Warszawie, specjalnie czujnych ze względu na pobyt Scarlett za granicą. (...) Regamey zaczął działać. Małcużyński skontaktował się ze mną i poprosił o pomaganie Marie Elizabeth w miarę możliwości. Zajmowałem się wtedy jego sprawami w Londynie i byłem jednym z polskich tłumaczy w brytyjskim ministerstwie spraw zagranicznych (Foreign Office). W międzyczasie Scarlett na własną rękę skontaktowała się z reporterem wielonakładowego popularnego dziennika »Daily Mail«, nie bardzo pewnie zdając sobie sprawę z tego, jakie to mogło pociągnąć za sobą niebezpieczeństwa. Z pomocą tegoż reportera, który na szczęście stanął na wysokości zadania, znalazła bezpieczny kontakt, dzięki któremu udało się dyskretnie zawiadomić brytyjskie ministerstwo spraw wewnętrznych (Home Office) o natychmiastowej potrzebie ewentualnego azylu dla Panufnika, jeśli ten wyląduje niespodziewanie i bez odpowiednich papierów na londyńskim lotnisku. Jednocześnie drogą znaną jedynie tej instytucji zawiadomiono Foreign Office. Cała rzecz musiała być otoczona najgłębszą tajemnicą ze względu na protokół dyplomatyczny, nakładający na Brytyjczyków konwencyjne przepisy z tytułu ich stosunków dyplomatycznych z Polską Ludową. Scarlett, pchana raczej motorem emocjonalnym, nie wyczuła potrzeby powściągliwości, jakiej wymagają wszelkie kontakty z oficjalnymi czynnikami. Dla niej najważniejszy miał być rozgłos po udanej ucieczce męża. Nie potrafiła widocznie dostosować własnego temperamentu do logiki sytuacji, która wymagała zachowania całkowitej dyskrecji. Z racji nieznajomości stosunków polskich w Anglii Scarlett nie szukała pomocy wśród emigracji. Nawet jeśli cokolwiek o niej wiedziała, bała się nieporozumień. W sumie nie miała zaufania do »londyńskich Polaków«” - wspominał Krzysztof Muszkowski w 2006 r. na łamach Archiwum Emigracji, ale kto wie, może też „londyńscy Polacy” nie ufali pięknej Irlandce, z którą już po ucieczce, ostatecznie, Panufnik się rozwiódł?
Bliski szpieg, czyli podwójne życie
Książka, którą w 2007 r. wydał Peter Raina, dla wielu była szokująca - autor ujawnił w niej materiały bezpieki, które zbierała tajna policja dzięki... jego żonie.
Barbara Wereszczyńska została zwerbowana w 1969 r. Była tajnym współpracownikiem SB aż do śmierci w 1982 r. Raina, młody Hindus, historyk, do Polski przyjechał pierwszy raz w 1962 r. - wtedy też poznał Basię. W ciągu pięciu lat zdążył poznać wpływowych ludzi Kościoła katolickiego, kontestatorów systemu, aż w 1967 r. władza uznała, że jego pobyt jest niepożądany. Raina wyjechał do Berlina Zachodniego, a 27 października 1968 r. ożenił się z Barbarą Wereszczyńską, która krótko potem została pilotem zagranicznych wycieczek jeżdżących do „krajów demokracji ludowej”. Oczywiście do wykonywania tak atrakcyjnej pracy był potrzebny paszport. I podobno pani Raina dostała go w zamian za podpisanie zobowiązania do współpracy z SB. Ostateczny werbunek miał miejsce równo rok po ślubie, w Warszawie. Barbara miała pisać raporty o tym, co robią mąż i jego znajomi. Zgodziła się na podsłuch w domowym telefonie. Agentka „Sehu”, bo taki kryptonim dostała Wereszczyńska, dostawała miesięcznie od SB 1000 zł w bonach PKO, okresowo marki zachodnioniemieckie - do 2500 rocznie - i premie za zadania specjalne. Po 14 latach bezpieka odzyskała niemal wszystkie pieniądze - a było tego ponad 100 tys. zł - zabierając je z konta zmarłej agentki.
O czym informowała żona Rainy? Na pierwszym spotkaniu o kontaktach męża z RWE i paryską „Kulturą”. Kilka razy, korzystając z jego nieobecności, wpuściła esbeków, by przejrzeli papiery Rainy i skopiowali to, co ich zainteresuje. Sam Peter Raina książkę „Bliski szpieg” zadedykował... właśnie jej, w 25-lecie śmierci. Ta książka stała się kanwą spektaklu Teatru Telewizji, w którym Barbarę zagrała Magdalena Cielecka, a Petera Rainę - Konrad Imiela.
