Zamek Ostrogskich: barokowa perła ze Złotą Kaczką w rodowodzie

Czytaj dalej
Jowita Łuczak

Zamek Ostrogskich: barokowa perła ze Złotą Kaczką w rodowodzie

Jowita Łuczak

Pokolenia warszawian powtarzały sensacje o złocie w zamkowych podziemiach. Dziś zamiast tropicieli skarbów pielgrzymują na Tamkę miłośnicy mazurków Chopina.

Stara warszawska legenda mówi, że w podziemiach Zamku Ostrogskich na Tamce, zabudowanej niewielkimi, starymi kamienicami zamieszkanymi dawniej przez rzemieślników i drobnych przekupniów, czeka na ratunek zaklęta w złotą kaczkę księżniczka o nieprawdopodobnej urodzie.

Ewa Szelburg-Zarembina, autorka „Legend Warszawy”, pisała:

„Młody śmiałek bez zbytniej mitręgi wydostał się ze Starego Miasta. Kierował się ku gruntom zwanym z dawna »Bożym Darem«, a także - że po wyzbyciu się ich przez księcia Bolesława Mazowieckiego do ordynacji książąt Ostrogskich należały - po prostu: Ordynackiem. Na tym Ordynackiem stał właśnie ów gmach, według opowieści kryjący pod sobą w zaklętych lochach i pieczarach Złotą Kaczkę. Od strony spadzistej i głębokiej jak wąwóz ulicy Tamki, wzdłuż boku której ciurkał prędki i kręty strumyk, spływający do niedalekiej Wisły wznosiły się wysoko olbrzymie podmurowania, wynoszące ów pałac do poziomu panoszącego się obok wzgórza”.

Powodzie i brak higieny

Historycy uczą, że swoją nazwę ulica Tamka zawdzięcza małej grobli, która istniała w tym miejscu na Wiśle. Rozpoczyna się ona już na Wybrzeżu Kościuszkowskim i dochodzi do ulicy Mikołaja Kopernika, gdzie się kończy. Trudno sobie nawet wyobrazić warszawskie Śródmieście bez Powiśla i słynnej Tamki. Rozrastające się już w XIX w. Powiśle było dzielnicą portową, mieszkalną i fabryczną, a w jej kamienicach żyli między innymi robotnicy, bednarze, rybacy i damy lekkich obyczajów, z których zresztą słynęła ta część Warszawy. Leżące pod skarpą warszawską ziemie zamieszkiwała, krótko mówiąc, głównie biedota. Działo się tak przede wszystkim z powodu nawiedzających ten region powodzi, przez które na Tamce o zachowanie higieny i zdrowia tłoczących się w wilgotnych kamienicach warszawiaków było ciężko. Ponadto dzielnica ta słynęła w okresie międzywojnia z przemocy i licznych domów uciech, co czyniło ją barwnym, kryminalnym zaułkiem Warszawy. Nie bez powodu nazwa jednej z warszawskich ulic (i zarazem osiedla) tuż przy Powiślu nosi dumnie nazwę Solec. Dawniej mieściła się tu osada rybacka z magazynami solnymi. Sól spławiano bowiem Wisłą z Bochni i Wieliczki aż do Gdańska.

Skupmy się jednak na naocznym świadku powyżej wspomnianych wydarzeń, czyli na stojącym na Tamce zamczysku. Jak na zamki przystało i temu towarzyszyć musi owiana tajemnicą, odrobinę burzliwa, a poniekąd romantyczna legenda, z której do dnia dzisiejszego (tuż obok historii Syrenki) słynie dzisiejsza stolica.

Nazwa Zamku Ostrogskich przypomina nam o pierwszym posiadaczu ziem, na których stanąć miały później mury pałacu: ks. Januszu Konstantynowiczu Ostrogskim. Wnuk walczącego za czasów króla Jana Olbrachta z Tatarami hetmana Konstantego Ostrogskiego (hetman wielki litewski), książę, kasztelan krakowski, pierwszy ordynat ostrogski i jeden z najbogatszych magnatów Rzeczypospolitej, a ponadto starosta białocerkiewski, włodzimierski, kaniowski, perejasławski i włodzimierski miał w posiadaniu ziemie, na których stoi dzisiaj Zamek Ostrogskich przy ul. Tamka 41, u schyłku XVI w. Zanim jeszcze rozpoczął budowę wymarzonej posiadłości, zmarł, a tuż po jego odejściu ziemie przeszły w posiadanie książąt Zasławskich, a następnie rodziny Denhoffów. To jednak ani ród kniaziowski - notabene Zasławscy na pamiątkę wspólnego pochodzenia z rodem Ostrogskich często używali nazwiska Zasławscy-Ostrogscy - ani pochodzący z hrabstwa Mark w Westfalii niemiecki ród szlachecki nie wzniósł pałacu na Tamce. Ziemie miały zostać odkupione około roku 1681 przez podkanclerzego koronnego Jana Gnińskiego i to właśnie jemu zawdzięczamy pierwsze plany budowy dzisiejszej siedziby zaklętej królewny.

Dziedzictwo Gamereńczyka

Tutaj wspomnieć należy o Tylmanie z Gameren, wybitnym architekcie i przedstawicielu nurtu klasycyzującego w architekturze późnego baroku. Artysta niderlandzkiego pochodzenia kojarzony był nieodłącznie z królem Polski i wielkim księciem litewskim Michałem Korybutem Wiśniowieckim, dla którego pracował tuż po uzyskaniu serwitoriatu. Przechadzając się po warszawskich ulicach, możemy zajrzeć do kamienicy przy ulicy Piwnej 31, gdzie mieszkał. Tylman z Gameren zaprojektował zatem Janowi Gnińskiemu okazałą rezydencję, na którą składała się część pałacu głównego (planowo miał stanąć na wysuniętym w stronę Wisły tarasie) oraz dwa oddzielne pawilony gospodarcze. Plany te nie zostały jednak zrealizowane i - zapewne ze względów finansowych - pozostały tylko na papierze.

W trakcie pierwszych prac przygotowujących ziemie do budowy okazało się, że już samo formowanie tarasu i budowa murów oporowych zaskoczyły właściciela i zmusiły do zmiany planów architektonicznych. Ponoć Tylman z Gameren naniósł konieczne zmiany jeszcze za życia zmarłego w roku 1684 Gnińskiego. Niestety, już na początku odrzucony został plan korpusu głównego. Zostały zatem wspomniane jedynie dwa oddzielne pawilony, które w pierwotnej wersji służyć miały za budynki gospodarcze. Te plany również nie zostały do końca zrealizowane, gdyż ostatecznie powstał tylko budynek na tarasie nad wąwozem od strony ulicy Tamka. Budowla była stworzona w charakterystycznym dla Tylmana klasycyzującym baroku. Kolejnymi właścicielami pałacu stali się synowie Jana Gnińskiego, a tuż po nich polski magnat herbu Jelita, ordynat Tomasz Józef Zamoyski. Jako że zmarł bezpotomnie, pałac odziedziczył jego brat ordynat Michał Zdzisław. Ten natomiast, zmarły w 1735 r., przekazał posiadłość swoim synom Janowi Jakubowi i Andrzejowi, którzy to - zamiast pielęgnować odziedziczony pałac - oddali go w ręce biskupowi przemyskiemu Walentemu Czapskiemu. W roku 1771 pałac „Ordynacki” przeszedł w posiadanie Jana Mikołaja Chodkiewicza.

Najprawdopodobniej to właśnie wówczas już były wieloński starosta przyczynił się znacznie do rozbudowy pałacu, który należał do jednych z ważniejszych skarbów panoramy Warszawy. Ciekawostką wydaje się, że Jan Mikołaj Chodkiewicz trzy lata po przejęciu w posiadanie pałacu został odznaczony Orderem Orła Białego, a w roku 1778 przyjął stopień generała-lejtnanta w wojsku rosyjskim. Wracając jeszcze kilka lat wstecz, do lat 1768-1772, czyli za czasów konfederacji barskiej, zastanawiające jest, że choć mówi się o jego trosce o zniewolony kraj i oficjalnej postawie patrioty, nie przeszkadzało to, by stanął po stronie dowódców wojsk rosyjskich i pruskich, które chroniły jego ziemie i pozostałe dobra prywatne. Co się działo w pałacu po śmierci Jana Mikołaja Chodkiewicza? Wiadomo, że u schyłku XVIII w. z jego murami silnie związał się urodzony w Tylkowie filozof, filantrop, pedagog i moralista Marcin Nikuta (1741-1812), który to prowadził w pałacu Szkołę Rycerską. Późniejsza historia pięknego gmachu (wystarczy spojrzeć na obraz pędzla zwanego Ptaszkiem Zygmunta Vogla z roku 1785) przybiera coraz to smętniejsze barwy. Wraz z początkiem XIX w. pałac popada - dosłownie - w ruinę, a znajdujące się w okolicach ulicy Książęcej podziemia zostają przepełnione licznymi włóczęgami i szumowinami spod ciemniej gwiazdy.

Franciszek Maksymilian Sobieszczański, historyk sztuki - doskonale znany z uznanej za pierwszą syntezę historii sztuki polskiej pracy zatytułowanej „Wiadomości historyczne o sztukach pięknych w dawnej Polsce” - opisał w „Rysie historyczno-statystycznym wzrostu i stanu Warszawy” jednego z najsłynniejszych dziwaków zamieszkałych w Zamku Ordynackim na początku XIX w.:

„Stefan Wyszotrawka, powszechnie Stefaniakiem przezywany, przybył w czerwcu 1805 roku do Warszawy z dóbr starościny Chodkiewiczowej, Pękałowa na Wołyniu. Póki mu przywiezione ze sobą pieniądze starczyły, kupował co dzień kilka bukietów, które zaraz dorodnym pannom ofiarowywał. Był bardzo wesoły i zabawny, ubierał się dziwacznie: zwykle nosił frak staroświeckim krojem, kamizelkę pąsową, spodnie czarne, krótkie, pończochy białe jedwabne lub cienkie niciane i kapelusz okrągły z dużymi skrzydłami. Kiedy mu już funduszu zabrakło, zaczął się trudnić krawiectwem, przebierając lub nicując płaszcze i surduty. Mieszkał przez kilkanaście miesięcy w pałacu na Ordynackiem pod nr 2874, skąd w październiku 1806 roku na powrót do Pękałowa odjechał i tam wkrótce umarł mając lat przeszło 50”.

Zamek z historią

Ten okrutny dla pałacu okres skończył się w okolicach roku 1820, kiedy to wpadł w posiadanie sekretarza policji Michała Gajewskiego. Nowy właściciel zadbał o posiadłość i wyrestaurował pałac, dobudowując mu dodatkowe piętro. Tuż obok głównego gmachu pojawiły się również oficyny, których przeznaczeniem miały być koszary. Ciekawostką jest również to, że na terenie pałacu, a dokładnie w części budowli przypałacowych zagościło targowisko i rzeźnicze jatki.

Później miała się tam pojawić fabryka wyrobów gumowych, „Dom Zdrowia”, szpital dla cholerycznych, instytut moralnie zaniedbanych dzieci, a nawet schronisko dla powodzian. Następnie ziemie te przeznaczone zostały przez miasto na koszary, a w roku 1858 pałac przemienił się w Warszawski Instytut Muzyczny. Co ważne, 26 stycznia 1861 r., odbyło się w Pałacu Ordynackim uroczyste otwarcie uczelni, nazywanej konserwatorium. Jego założycielem był Apolinary Kątski, doskonały polski skrzypek, który już w wieku pięciu lat występował na dworze carskim w Petersburgu. Będąc równocześnie pedagogiem, Apolinary Kątski wykładał również w konserwatorium na Tamce. U jego boku przyszłych muzyków szkolili również: Aleksander Michałowski (pianista i kompozytor), sam Stanisław Moniuszko (wybitny kompozytor, dyrygent i organista, autor znanych na całym świecie oper: „Halka”, „Paria” i „Straszny dwór”), Zygmunt Noskowski (kompozytor i dyrygent, który wykształcił chociażby takie sławy jak: Wacław Lachman, Karol Szymanowski i Apolinary Szeluta) i Aleksander Zarzycki (pianista). Później wykładali tu również wychowankowie instytutu, chociażby mistrz fortepianu Ignacy Paderewski.

Rok 1914 przyniósł terenom należącym kiedyś do księcia Janusza Konstantynowicza Ostrogskiego dodatkowe zabudowania, w tym najważniejszą salę koncertową zaprojektowaną przez Stefana Szyllera. W okresie dwudziestolecia międzywojennego w pałacu działała również szkoła teatralna.

I tak było do momentu, gdy we wrześniu 1944 r. został on spalony. Po wojnie, podczas rekonstrukcji pałacowych ruin, podjęto decyzję o nieodtwarzaniu najpóźniej dobudowanej części zaprojektowanej przez Stefana Szyllera. Odbudowany budynek (1953 r.) został podarowany Instytutowi im. Fryderyka Chopina. Warto wspomnieć, że podczas odbudowy pałacu główny projektant postanowił przywrócić budowli wygląd z okresu drugiej połowy XVII w., wykorzystując przy tym zachowane w Gabinecie Rycin biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego rysunki kreślone przez Tylmana z Gameren.

Taki właśnie wygląd ma obecnie odbudowany gmach, zwany przez jednych Zamkiem Ostrogskich, przez innych zaś Pałacem Gnińskich, a jeszcze innych - Zamoyskich, czy wreszcie Pałacem Ordynackim. Budynek wznosi się na względnie wysokiej ceglanej platformie, tworząc ogromny taras okolony u swego szczytu dekoracyjną balustradą z piaskowca.

Nie zapominajmy również o Złotej Kaczce, wszak strzeże sekretów tego miejsca przemieniona w kamienny postument. Legendę tę zresztą wielokrotnie zapisano i przedstawiano w różnych artystycznych formach. Jednym z owoców polskiej kinematografii jest nakręcona przez Jerzego Sztwiertnię w 1976 r. „Złota Kaczka” z Markiem Frąckowiakiem w roli żołnierza pragnącego uratować życie królewny (Anna Szczepaniak), który to dostaje się do ciemnych pieczar zamku, gdzie odnajduje zaklętą w kaczkę damę. Ta zaś proponuje mu ogrom skarbów w zamian za uratowanie życia. Zadaniem żołnierza o imieniu Jan Boduch jest jednakże wydanie całego bogactwa księżniczki, nie uczyniwszy przy tym żadnego dobrego uczynku. Zgodnie ze słowami legendy dobre serce Jana nie pozwala mu na ratunek królewny, gdyż po całym dniu złych uczynków rzuca swoją ostatnią monetę żebrakowi.

Zamek Ostrogskich w powstaniu warszawskim

„Na początku Powstania kwaterowaliśmy na Tamce, najpierw w domu Tamka 13, później naprzeciwko - po drugiej stronie ulicy. Natomiast w drugiej połowie sierpnia mieliśmy kwaterę na Dobrej, w kamienicy na wprost wylotu ulicy Smulikowskiego, a częściowo także na Solcu, w narożnym domu przy Czerwonego Krzyża, naprzeciwko szpitala” - opowiadał Janusz Paszyński ps. Machnicki, żołnierz Grupy Bojowej „Krybar”.

„Żołnierzy »Krybara« zostało do dziś bardzo niewielu. W 1944 r. Grupa Bojowa »Krybar« liczyła ponad 1500 ludzi, natomiast obecnie »krybarowców« jest zaledwie kilkudziesięciu, zdaje się 30 czy 40. Zbieramy się co roku 1 sierpnia w kościele św. Teresy na Tamce. Jest to kościół, z którym jesteśmy bardzo ściśle duchowo związani. Dzielił on nasze losy. W sąsiadującym z kościołem domu akademickim Tamka 4 zebraliśmy się na koncentrację przed godziną W 1 sierpnia. W tym kościele przystępowaliśmy gromadnie do spowiedzi i komunii św. w pierwszą powstańczą niedzielę, a spowiedzi tej słuchał wtedy nasz kapelan ochotnik III Zgrupowania, »Ojciec Michał« Jan Czartoryski” - dodaje.
Zamek na XVIII-wiecznym sztychu. Dobrze widać mury i potężne mury oporowe

Jowita Łuczak

Jowita Łuczak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.