Bałkany, Włochy, Francja, Palestyna. Nieznane szlaki cichociemnych

ROZMAWIAŁ: TOMASZ PLASKOTA
Por. Jerzy Waletko vel Edward Bart w Grecji, wiosna 1944 r.
Por. Jerzy Waletko vel Edward Bart w Grecji, wiosna 1944 r. FOT. ZBIORY ANDRZEJA WALETKI
Jeden z cichociemnych na wniosek dowódcy misji mjr. Mulgana został odwołany z Grecji. Mowa o por. Tomaszu Kurasiewiczu „Romerze”. Powodem – negatywny stosunek do komunistów – mówi dr Krzysztof A. Tochman, historyk IPN w Rzeszowie, badacz dziejów cichociemnych.

Tomasz Plaskota: Pisze pan o mało znanej działalności bojowej cichociemnych na Bałkanach, we Włoszech i Francji. Jakie zadania tam realizowali?

Krzysztof A. Tochman: Spadochroniarze Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie – cichociemni, którym przyszło w latach 1943-1945 pełnić misje łącznikowe u boku aliantów – m.in. w takich krajach, jak Grecja i Jugosławia, byli takimi samymi żołnierzami Wojska Polskiego, jak ich koledzy przerzuceni do Polski. Podlegali Oddziałowi VI (Specjalnemu) Sztabu Naczelnego Wodza, rekrutowano ich głównie z oddziałów PSZ na Bliskim i Środkowym Wschodzie. Wierzyli, że będą walczyć w szeregach Armii Krajowej na polskiej ziemi. Stało się jednak inaczej. Byli również potrzebni na innym teatrze wojennym. Nie sposób nie wymienić choćby kilku z nich: kpt. Józef Maciąg vel John Peter Nash, ps. „Wola”, „Nash”, który poległ w Jugosławii w 1943 r., czy por. Leon Gradowski vel Michaël Lis, działający w Albanii, który zdobył uznanie samego szefa SOE gen. Colina Gubinsa. Warto też wspomnieć por. Stanisława Hołłego vel lt. Adama Kulę, ps. „Harnaś”, „Larissa” czy por. Jerzego Waletkę vel capt. Edwarda Georga Barta, ps. „Bytomski”. Zadaniem spadochroniarzy- cichociemnych, którzy działali przy brytyjskich misjach wojskowych, było rozpoznanie terenu i nawiązanie kontaktu z organizacjami podziemia niepodległościowego kraju, w którym przyszło im działać, stwierdzenie możliwości dezercji Polaków z szeregów formacji wroga, a dezerterów z tych formacji mieli dostarczyć do 2 Korpusu Polskiego.

To były ich wszystkie zadania?

Zobowiązani byli również przez Oddział VI Sztabu Naczelnego Wodza do działań wywiadowczych na rzecz „dwójki”. Mieli to robić bez wiedzy i zgody Brytyjczyków. Ponadto zlecano im organizowanie punktów oraz tras przerzutowych i kurierskich przez Bałkany: z Jugosławii i Grecji, przez Węgry, Rumunię i Bułgarię do kraju. To ostatnie zadanie było najważniejsze, gdy zaniechano koncepcji brytyjskiej, uderzenia aliantów w tzw. miękkie podbrzusze Europy, czyli inwazji przez Bałkany, by odciąć Sowietów od opanowania Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polski, w latach 1944-1945. Nieco inne zadania mieli cichociemni, którzy wykonywali zadania konspiracyjne w okupowanej Francji.

Jakie tam wypełniali rozkazy?

Do ich zadań należała głównie reorganizacja baz łączności Oddziału VI Sztabu Naczelnego Wodza, jak np. „Janki” w Paryżu, budowa szlaków łączności na kierunku Francja-Szwajcaria- Polska oraz „Lila” w Lyonie i „Tola” w Tuluzie oraz łączność operacyjna i wywiad. Nie sposób nie wymienić w tym kontekście m.in. kpt. Jana Majeranowskiego „Maron”, „Mar”, „Wesołek” i rtm. Stanisława Sokołowskiego „Ziomek”, „Mucha”, „Skarbek 3”.

A cichociemni realizujący zadania na Bałkanach i we Francji…

O tej grupie kilkudziesięciu spadochroniarzy historycy zapomnieli, choć wiem, że to trudny temat. Wcześniej nie znano ich życiorysów, dokonań bojowych, ani konspiracyjnych, a były one niemałe. Wyodrębniłem ich w wyniku badań naukowych w archiwach londyńskich. Planuję napisanie monografii, ale to wymaga kosztownego wyjazdu do Wielkiej Brytanii. Problemem, może najważniejszym, jest również brak dostępu do niektórych bardzo ważnych archiwaliów, dotyczących nie tylko cichociemnych, ale całości Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.

Skąd ten problem?

Mniemam, że dokumenty są blokowane przez Anglików. Mam na myśli zbiór tzw. materiałów ewidencyjnych mówiących o przebiegu służby wojskowej żołnierzy polskich pod dowództwem brytyjskim, zgromadzonych w angielskim Ministry of Defence, w bazie Northolt. Instytucje państwa polskiego nie robią nic, by te dokumenty trafiły do kraju. A przecież są własnością naszego narodu i świadczą dobitnie o wkładzie Wojska Polskiego w zbiorowy militarny wysiłek aliantów. Trudno to komentować.

Czy cichociemni wysyłani na Bałkany, do Włoch i Francji byli inaczej szkoleni, niż ci wysyłani do Polski?

W większości skoczkowie kierowani z Włoch na Bałkany przechodzili nieco uproszczone szkolenie, w przeciwieństwie do skoczków odkomenderowanych z Wielkiej Brytanii na misję we Francji i do Polski, których zrzucono w północnych Włoszech w 1945 r. Byli to łącznościowcy. Np. por. Henryk Śreniawa- Saganowski ps. „Ibis”, „Huss”, „Ikar” ukończył, od 1941 r. na terenie Wielkiej Brytanii, w Szkocji, przynajmniej siedem kursów: spadochronowy, dywersyjny, bytowania, radiotechniczny, strzelecki oraz Oficerski Kurs Doskonalący Administracji Wojskowej – polskiej szkoły wywiadu i odprawowy. Wielka Brytania dysponowała znacznie większą liczbą stacji szkoleniowych, gdzie przeprowadzano różnorodne kursy. Ale zawsze wszyscy skoczkowie przechodzili podstawowe kursy: dywersyjny, konspiracyjny, spadochronowy i odprawowy.

Czym zajmowała się Baza w Kairze?

Ta ekspozytura Oddziału VI Sztabu Naczelnego Wodza o kryptonimie „Muł”, „Alek”, „Sara”, „Juno”, Placówka „A”, działała w latach 1941-1944. Zajmowała się całokształtem spraw związanych z rekrutacją i szkoleniem cichociemnych w Palestynie i w zasadzie na całym Bliskim Wschodzie. Jako baza łączności pośredniczyła również w przerzucie kurierów, sprzętu i finansów do kraju. Po likwidacji polskich przedstawicielstw w Rumunii i na Węgrzech posiadała wyjątkowe znaczenie dla łączności kurierskiej z Centrali do Kraju i z powrotem przez terytorium państw bałkańskich – jako jedyny dotychczas pewny i realny szlak łączności z Krajem. Jej komendantem był ppłk. Walerian Mercik, ps. „Muł”, „Saturn”, a jego zastępcą por. Juliusz Lepiankiewicz, ps. „Julek”, od sierpnia 1944 r. do sierpnia 1945 r. kierownik pozostałości placówki łącznikowej, utrzymującej łączność radiową z Bazą „Elba” w Latiano na terenie Włoch. Następnie jej funkcje przejęła Baza „Capri” powołana pod koniec marca 1944 r., organizująca m.in. łączność kurierską do kraju i działalność cichociemnych na Bałkanach, głównie w Grecji i we Włoszech. Baza ta zajmowała się również rekrutacją Polaków do Armii Polskiej i do cichociemnych. Mieściła się w Barii, a jej szefem był kpt. Stanisław Mitko, ps. „Esem”, „Wilczur”. Zmarł w zapomnieniu w Londynie.

Jakie działania prowadzili cichociemni w Palestynie?

Głównie była to działalność szkoleniowa i rekrutacyjna do cichociemnych i innych rodzajów broni, np. dla potrzeb Polskich Sił Powietrznych czy Marynarki Wojennej. Szkolono ich na terenie Wielkiej Brytanii, a następnie i Włoch w latach 1943-1945. Niestety, bardzo mało wiemy o stacjach szkoleniowych w Palestynie, np. w Ramat David i Hajfie.

Dlaczego działalność polskich spadochroniarzy w basenie Morza Śródziemnego nadzorowała bezpośrednio tajna brytyjska agencja Special Operations Executive (SOE)?

Powód jest prosty. Była to działalność podziemna na terenie opanowanym przez nieprzyjaciela. A w tym celu powstała SOE i jej sekcje dotyczące poszczególnych państw. Każdy polski żołnierz pełnił służbę pod dowództwem brytyjskim, mimo że bezpośrednia komenda była polska. W Kairze istniał Wydział SOE, podległy wprost Departamentowi SOE w Londynie. Zainteresowania tego Wydziału obejmowały, oprócz krajów bałkańskich i wysp Morza Śródziemnego, również Węgry, Austrię i Czechosłowację. Misje brytyjskie podległe Wydziałowi w Kairze działały m.in. w Jugosławii, Grecji, Albanii i na Krecie. Brytyjska sekcja, która zajmowała się głównie sprawami polskimi (według niektórych nazywana sekcją polską), a dotycząca tego rejonu bałkańskiego – funkcjonowała pod kryptonimem „Force-139”. Współpracowała intensywnie z sekcją ściśle brytyjską o kryptonimie „Force 133” w Kairze. Ta ostatnia odpowiadała za prowadzenie operacji w basenie Morza Śródziemnego, w Grecji, Albanii, Jugosławii, Włoszech i Tunezji.

Wszystkim opisywanym przez pana cichociemnym udało się z sukcesem zakończyć misję?

Jeden z cichociemnych na wniosek dowódcy misji mjr. Mulgana został odwołany z Grecji. Mowa o por. Tomaszu Kurasiewiczu „Romerze”. Powodem – negatywny stosunek do komunistów i krnąbrność… Pozostali oficerowie PSZ z wielkim trudem, wobec skomplikowanej sytuacji politycznej Grecji i Jugosławii, mobilizowali siły, by wykonać postawione zadania, a przede wszystkim, by zająć się dezerterami polskiego pochodzenia. Starali się uzyskać zwolnienie tych, którzy walczyli w greckiej partyzantce, głównie w komunistycznej ELAS, czy też w jugosłowiańskiej, komunistycznej Josipa Broz Tity czy u czetników „Draży” Mihailovića i odstawić ich do 2 Korpusu Polskiego we Włoszech. W drugiej połowie 1944 r. i pierwszej części 1945 r. najważniejszym zadaniem była budowa szlaku kurierskiego z Bałkanów, a szczególnie Grecji, przez Bułgarię i Rumunię do kraju. Niestety, tego zadania w dłuższym czasie nie udało się zrealizować, wskutek niechęci Brytyjczyków oraz opanowania tych państw przez komunistów i sowieckie służby specjalne. W różnym czasie, w te misje zaangażowano od kilku do kilkunastu spadochroniarzy. W wyniku ich starań udało się przetransportować kilkaset Polaków do 2 Korpusu Polskiego. Nie były to może imponujące osiągnięcia, ale należy pamiętać, że byliśmy we wszystkim uzależnieni od Brytyjczyków i od ich imperialnej polityki.

Cichociemni walczyli na różnych frontach, mieli różne misje do wykonania. Co ich łączyło?

Wszystkich łączyło najważniejsze, wiekopomne hasło: „Wywalcz Jej wolność lub zgiń”, umieszczone w sali wykładowej ośrodka szkolenia cichociemnych w Audley End. Łączyła też przynależność do PSZ i podporządkowanie Oddziałowi VI – Specjalnemu. Głównie szkolenie dywersyjne, kurs spadochronowy i odprawowy przed lotem, składana przysięga na Rotę Armii Krajowej i skok bojowy na teren opanowany przez nieprzyjaciela, Niemcy. I wyróżnienie – Bojowy Znak Spadochronowy. Niestety, nie otrzymali go wszyscy cichociemni. A jeżeli chodzi o różnice, były wyjątki odnośnie drogi przerzutu. W kilku przypadkach cichociemni sami przekradali się przez okupowaną Europę lub państwa neutralne albo byli dostarczani samolotem na tajne lądowiska w danym kraju i na wybrzeże morskie. W wielu przypadkach alianci nie mieli wolnych samolotów, bądź też pogoda była fatalna. Ich działalność po wylądowaniu, i wtedy, i dziś jest „cicha i ciemna”. Problemem utrudniającym jej odtworzenie jest brak dokumentów, relacji czy sprawozdań z wykonanych przez spadochroniarzy zadań. Bardzo trudno jest również poznać ich powojenne losy.

od 12 lat
Wideo

echodnia.eu Dom rodzinny Ponurego czeka na gości

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na naszahistoria.pl Nasza Historia