Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Witold Głowacki

Co się stało z Koroną Chrobrego i klejnotami polskich królów

Bolesław Chrobry w koronie koronacyjnej - obraz Marcellego Bacciarellego (ok. 1770 r.) Bolesław Chrobry w koronie koronacyjnej - obraz Marcellego Bacciarellego (ok. 1770 r.)
Witold Głowacki

Ze wszystkich insygniów koronacyjnych polskich władców do dzisiejszych czasów przetrwał jedynie miecz Szczerbiec oraz „awaryjny” komplet regaliów wykonany na zlecenie Augusta III

Korona koronacyjna polskich królów, zwana Koroną Chrobrego, już nie istnieje, możemy podziwiać jedynie jej wierną, współczesną replikę. Przepadły również inne klejnoty koronne - Korona Królowych, korony Węgierska i Szwedzka, królewskie jabłka i berła. Spotkał je najgorszy możliwy los, koszmar każdego jubilera - ponad 200 lat temu zostały przetopione na monety przez Prusaków.

Jakim cudem to właśnie Prusacy zdołali przejąć zawartość znajdującego się na Wawelu królewskiego skarbca? Takim, że w ostatnich chwilach I Rzeczypospolitej Kraków znalazł się chwilowo właśnie pod ich władaniem. Najpierw, 6 czerwca 1794 r., pod Szczekocinami to połączone prusko-rosyjskie wojska zadały cios oddziałom Kościuszki. Stamtąd Prusacy, już bez Rosjan, skierowali się na Kraków. Kościuszko nakazał insurekcyjnemu komendantowi krakowskiego garnizonu generałowi Ignacemu Wieniawskiemu obronę miasta przed pruskim korpusem. Gdyby sytuacja przybrała beznadziejny obrót, Wieniawski miał zaś poddać Kraków, ale koniecznie Austriakom, nie pruskiemu dowódcy generałowi Elsnerowi.

Rozkaz Kościuszki nie został wykonany. Wieniawski poddał się Prusakom, ledwo stanęli pod miastem. Na jego obronę zaznaczmy jednak, że miał do dyspozycji ledwie 3800 żołnierzy, z czego ponad 2000 nie miało nawet broni. I to nie uratowało go przed insurekcyjnym sądem polowym. Wieniawski został skazany zaocznie na śmierć. Wyrok udało się jednak wykonać jedynie symbolicznie - zgodnie z ówczesnym zwyczajem zamiast Wieniawskiego (którego nie dało się aresztować) powieszono na szubienicy tylko jego portret.

Prusacy wkroczyli więc do dawnej stolicy Polski 15 czerwca 1794 r. i zostali tam na prawie półtora roku. Austriacy przejęli miasto dopiero na podstawie ostatecznych postanowień rozbiorowych między trzema mocarstwami - na początku 1796 r.

Natychmiast po zajęciu Krakowa, na zlecenie samego Fryderyka II, pruscy administratorzy miasta - generał von Ruets i gubernator Krakowa Ludwig van Hoym - mieli się dowiedzieć jak najwięcej o miejscu i sposobie przechowywania najcenniejszych klejnotów Rzeczypospolitej oraz przygotować plan ich możliwie dyskretnego zrabowania. Dyskretnego - bo tym łupem byli zainteresowani także pozostali zaborcy, a sama kradzież klejnotów koronnych rozmontowanego przed momentem państwa nawet w XVIII w. nie należała bynajmniej do wizerunkowych atutów, którymi mógłby się poszczycić oświecony władca.

Do włamania doszło w nocy z 3 na 4 października 1795 r., gdy już jasne było, że niebawem Kraków dostanie się w ręce Austriaków. Prusacy sprowadzili na Wawel z Wrocławia profesjonalnego (i zaprzysiężonego!) ślusarza Langa, już w trakcie akcji ściągnięto też jednego z krakowskich majstrów - niejakiego Weissa. Obaj jednak nie dali rady sześciu zamkom skarbca, do których klucze (każdy po jednym) przechowywało niegdyś sześciu wojewodów Rzeczypospolitej. W końcu sforsowano skarbiec, rozbijając kilofami kamienny próg pod jego potężnymi drzwiami, przez wyrąbaną w ten sposób dziurę przecisnął się jeden ze ślusarzy (ściśle mówiąc Weiss) i rozsunął rygle. W najważniejszej z komnat skarbca Prusacy znaleźli dwie olbrzymie żelazne skrzynie. Przepiłowali ich zawiasy i wewnątrz odkryli łącznie 19 mniejszych skrzyń, w tym sepet, w którym przechowywano klejnoty koronne. Każdej ze skrzyń strzegły wymyślne zamki, sepet zaopatrzony był w aż trzy, ale Prusacy nie tracili czasu na ich rozpracowywanie, wywieźli skrzynie bez otwierania. Wzgardzili tylko jakimiś dwoma zardzewiałymi średniowiecznymi mieczami, bez żadnych klejnotów czy cennych zdobień, które porzucili na podłodze skarbca.

Na nasze szczęście, tak się bowiem składało, że były to słynne dwa miecze spod Grunwaldu, o czym Prusacy jakimś cudem nie mieli pojęcia. To świadectwo teutońskiej klęski z 1410 r. przecież niemal na pewno zniszczyliby dla samej czystej satysfakcji. Ostały się także spisy inwentarzowe zawartości skarbca, łącznie sześć. Ostatni z nich, z 1792 r., zawierał aż 120 pozycji. Wszystkie przedmioty z listy za wyjątkiem dwóch grunwaldzkich mieczy zostały wywiezione do Berlina.

Pozostało jeszcze 72% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 6,15 zł miesięcznie.

    już od
    6,15
    /miesiąc
Witold Głowacki

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.