Jak Pryliński, Matejko i Dietl ocalili Sukiennice przed wyburzeniem

Czytaj dalej
Fot. Biblioteka Narodowa
Paweł Stachnik

Jak Pryliński, Matejko i Dietl ocalili Sukiennice przed wyburzeniem

Paweł Stachnik

150 lat temu nie były wizytówką Krakowa. Mało brakowało, a zniknęłyby z Rynku. Uratował je młody architekt rodem z Warszawy.

Dzieje charakterystycznego gmachu na środku Rynku Głównego sięgają połowy XIII wieku. Książę Bolesław Wstydliwy w przywileju lokacyjnym dla miasta określił jego plan, a na środku centralnego placu przewidział główne miejsce handlowe. Niebawem zbudowano ratusz, wagę miejską, postrzygalnię (nieistniejące już średniowieczne pomieszczenia urzędu pomiaru sukna) oraz jatki i kramy handlowe. Wszystkie te obiekty stworzyły miniaturowe miasteczko, z plątaniną uliczek i placyków, pełnych gwaru, ruchu i życia. Handel sprowadzanym z Niemiec i Flandrii suknem odbywał się w dwóch rzędach kramów, tworzących ulicę, biegnącą przez środek Rynku. Przywilej wydany przez Władysława Łokietka w 1306 r. głosił, że przyjezdni kupcy musieli się tu zatrzymywać i sprzedawać sukno krakowskim handlarzom z kramów. Bezpośrednia sprzedaż mieszkańcom została zabroniona.

Ponieważ otwarte kramy nie były zbyt dogodne do handlu przy złej pogodzie, w pierwszej połowie XIV wieku zadaszono je. W ten sposób powstała długa, drewniana hala handlowa. Potem od zewnątrz dobudowywano do niej tu i ówdzie mniejsze kramy, budy i budki, służące do handlu innymi towarami. Przywilej Łokietka potwierdził w 1342 r. jego syn, Kazimierz Wielki, który nakazał: „Ktokolwiek z gości przywiezie sukno, ten nie może pierwej sprzedawać go innym gościom jak w czasie jarmarku i nie mniej jak sześć postawów flandryjskich”.

Sukno tylko w Sukiennicach

„Nie może sprzedawać gdzie indziej tylko w kramach sukiennych i tylko jedynie może go sprzedać kupcom sukiennym w kramach siedzącym. Obcemu gościowi nie wolno sprzedawać cudzego towaru tylko własny, który przywiózł do Sukiennic” - nakazywał król Kazimierz.

Cały zatem sukienny handel odbywał się w wielkiej hali na środku Rynku. Jak pisze autor szkicu o dziejach Sukiennic, Leszek Ludwikowski, budynek taki musiał mieć odpowiednio obszerny plac, a raczej ulicę zamykaną na noc, aby wozy z towarem mogły się tam zmieścić i pozostać bezpieczne. Obok znajdowały się szeregi komór, które zajmowali krakowscy kupcy. Prawo posiadania kramu w Sukiennicach było cenne. Przechodziło dziedzicznie z ojca na syna, a z tytułu tego przywileju płacono czynsz dzierżawny królowi oraz miastu.

Gotyckie Sukiennice Kazimierz Wielki wystawił przed 1358 r. Środkowa hala miała 108 metrów długości i 10 szerokości. Z obu stron ciągnęły się rzędy kramów, nakryte sklepieniami i otwarte do wnętrza portalami. Od strony południowej i północnej wybudowano ostrołukowe arkady. Całość przypominała kształtem dzisiejsze Sukiennice. Po około dwustu latach budynek uległ jednak zniszczeniu. W 1555 r. wielki pożar spustoszył Rynek. Sukiennice zajęły się ogniem od jatek szewskich i garbarskich. Spalił się dach, zawaliły sklepienia, popękały zewnętrzne mury i skarpy. Pożytek z nieszczęścia był taki, że odbudowa otwierała pole do popisu. Inwestycję powierzono mistrzowi Pankracemu z Włoch, który tworzył w stylu renesansowym. Zamknął on nową halę kolebkowym sufitem, nad którym znajdowały się dodatkowe pomieszczenia. Wchodziło się do nich klatkami schodowymi, umieszczonymi na krótszych bokach budynku. Nad schodami wykonano zdobione drewniane zadaszenia. Dzięki takiemu rozwiązaniu na piętrze znalazło się miejsce dla kupców i rzemieślników, niemających własnych kramów na dole.

Od świetności do upadku

Pankracy nakrył Sukiennice nowym dachem, schowanym dla ochrony przed pożarem za tzw. murem ogniowym, czyli attyką. Na jej szczycie umieszczono charakterystyczne maszkarony.

„Zespół tych rzeźb, wykonanych przez kilku artystów epoki renesansu, wyobraża olbrzymie głowy ludzkie - skrzywione, zdeformowane przez cierpienie, szatańsko uśmiechnięte lub posiadające nadnaturalne cechy zwierzęce. Maszkarony te stanowią jeden z najlepszych w Polsce zespołów dekoracyjnej rzeźby architektonicznej epoki odrodzenia”

- pisał przed laty Leszek Ludwikowski. Dziś badacze przypisują projekty krakowskich maszkaronów architektowi i rzeźbiarzowi Santi Gucciemu, rodem z Florencji.

W 1601 r., by usprawnić rosnący cały czas ruch przechodniów na Rynku, Jan Ciepielowski przebił przez środek hali Sukiennic poprzeczne przejście od strony ulicy Siennej do Szewskiej, na tzw. krzyżu. W takiej formie Sukiennice i przylegające do nich kramy, jatki oraz stojące w sąsiedztwie budynki miejskie przetrwały do XIX stulecia. Wcześniej jednak, w XVII i XVIII, wraz z upadkiem znaczenia Krakowa, postępowała degradacja wspaniałego niegdyś gmachu. Zamierające życie handlowe Krakowa odbiło się na kondycji Sukiennic, które pustoszały i niszczały. Pomieszczenia na pierwszym piętrze zmieniono w magazyny miejskie, na dole zaś ustał dochodowy niegdyś handel suknem. Zamiast kupców sukiennych pojawili się drobni handlarze, sprzedający najróżniejsze towary. Pustoszały też otaczające Sukiennice jatki, kramy i większe budynki, które także popadały w ruinę albo były rozbierane. W pierwszych dekadach XIX wieku piękny niegdyś Rynek Główny przedstawiał widok opłakany.

Uratowane przed wyburzeniem

Projekt odnowienia zaniedbanego budynku opracowano za czasów Wolnego Miasta Krakowa, w ramach ogólnych działań porządkujących, ale nie doczekał się realizacji. Wyburzono za to wiele innych zaniedbanych obiektów na Rynku: ratusz, wagę miejską, kramy bogate, drobne kramy, jatki. Ogołocony z zabudowy plac stał się pustawy. Pozostała jedynie samotna wieża Ratuszowa, mały kościół św. Wojciecha i zaniedbane Sukiennice, które również zamierzano zburzyć.

Na osi poprzecznej (czyli na przejściu z Siennej na Szewską) Pryliński dobudował ryzality, czyli wysunięte do przodu części budynku. Zdjęcie Ignacego
Biblioteka Narodowa Sukiennice przed przebudową.

Z odsieczą zabytkowi przyszli miłośnicy historii Krakowa, pomogła też poprawiająca się sytuacja polityczna i ekonomiczna miasta. Zaplanowano odnowę Sukiennic i przeznaczenie ich na siedzibę sejmu, senatu, giełdy kupieckiej, władz gminnych, izby handlowej, archiwów itp. W 1867 r. program odbudowy przedstawił prezydent reformator Józef Dietl. Zaproponował, by piętro przeznaczyć na Muzeum Narodowe, a dół pozostawić w dotychczasowej funkcji handlowej.

„Sukiennice mają być odbudowane w ten sposób, ażeby odrestaurowany gmach przedstawiał nieskażoną postać pamiątki historycznej”

- podkreślał Dietl, zaś sprawa remontu i przyszłości budynku stała się wkrótce przedmiotem ogólnego zainteresowania i dyskusji. Powołano komisję i ogłoszono konkurs na projekty restauracji. Wygrał go Konstanty Plater, ale ze względów artystycznych i finansowych nie doszło do realizacji jego pomysłu. Kilka lat później, za namową Jana Matejki, projekty i przeprowadzenie prac powierzono młodemu architektowi Tomaszowi Prylińskiemu.

Na osi poprzecznej (czyli na przejściu z Siennej na Szewską) Pryliński dobudował ryzality, czyli wysunięte do przodu części budynku. Zdjęcie Ignacego
archiwum Tomasz Pryliński

Urodzony w Warszawie w 1847 r. Pryliński studiował w Bawarskiej Szkole Politechnicznej w Monachium, dokąd posłała go matka, chcąc pozbawić syna możliwości uczestniczenia w przedpowstaniowej konspiracji. Później kształcił się w Zurychu, gdzie ukończył politechnikę.

Do Warszawy już nie wrócił. Osiedlił się w Krakowie, w którym spędził większość życia. Początkowo zajmował się rolnictwem, pracując m.in. przy parcelacji gruntów. Podczas jednej z podróży po Francji, Niemczech i Włoszech zachwycił się sztuką renesansu, co mocno wpłynęło na jego późniejszą działalność. W latach 70. XIX wieku nazwisko Prylińskiego stało się znane. W 1872 r. zaprojektował i wybudował dla szwagra dom przy ul. Górnych Młynów 122 (okolice obecnej Łobzowskiej). Był to jego debiut jako architekta. Udany, bo zaraz posypały się oferty. W tym samym roku Pryliński przebudował kamienicę przy Rynku Głównym 25 na siedzibę Banku Galicyjskiego. W latach 1873-1875 pracował z kolei nad restauracją domu Jana Matejki przy Floriańskiej 41.

Zaprzyjaźnił się wówczas z malarzem, a znajomość ta wywarła wielki wpływ na przebieg jego dalszej kariery architekta i restauratora zabytków.

W latach 1875-1876 Pryliński kierował bezinteresownie odnową kościoła Wizytek przy ul. Krowoderskiej, ale najpoważniejszym zleceniem z tamtego okresu, które na zawsze złączyło się z jego nazwiskiem, była przebudowa Sukiennic.

„Jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli miasta swój kształt zawdzięcza właśnie Tomaszowi Prylińskiemu” - napisała badaczka działalności architekta Bożena Adamska.

Przedstawiony przez architekta projekt dla Sukiennic wzbudził początkowo zastrzeżenia, choć zaproponowane rozwiązania uznano za interesujące. Ostatecznie pomogła pozytywna opinia Matejki, ale trzeba przyznać, że Pryliński zadał sobie wiele trudu, by zadowolić Komisję Odbudowy Sukiennic. Ostateczną wersję projektów przygotował pod jej nadzorem. Sam też doglądał prac, które rozpoczęły się w 1876 roku.

Na osi poprzecznej (czyli na przejściu z Siennej na Szewską) Pryliński dobudował ryzality, czyli wysunięte do przodu części budynku. Zdjęcie Ignacego
Biblioteka Narodowa Gmach w trakcie restauracji pod kierunkiem Tomasza Prylińskiego.

W dolnej hali architekt umieścił wzdłuż ścian ciąg drewnianych kramów, przeznaczonych do handlu upominkami, zabawkami i podobnymi drobiazgami. Na osi poprzecznej (czyli na przejściu z Siennej na Szewską) dobudował ryzality - wysunięte do przodu części budynku. Umieścił w nich eleganckie klatki schodowe, prowadzące na piętro. W miejscu drewnianych kramów i bud przylepionych na zewnątrz do ścian starych Sukiennic, zaprojektował obiegające cały budynek arkadowe podcienia, nawiązujące do fasady z czasów gotyku. Na głowicach kolumn podpierających podcienia znalazły się rzeźbione zdobienia w postaci motywów roślinnych i głów portretowych. Część z nich zaprojektował Matejko, który współpracował z architektem i konsultował pod względem artystycznym cały plan restauracji.

Dawne wewnętrzne kramy zostały przebudowane i zamienione w reprezentacyjne lokale sklepowe oraz kawiarnie. Zamurowano wejścia do nich z hali, a wybito nowe od zewnątrz, od strony podcieni. Pryliński przerobił też dawne postrzygalnie i przebił boczne przejścia przez halę. Na szczytach ryzalitów od strony wschodniej umieścił maszkarony, przedstawiające karykatury ówczesnych prezydentów Krakowa. Ich autorem był krakowski rzeźbiarz Walery Gadomski, a wykonał je na podstawie rysunków Matejki.Ściany dolnej hali udekorowano malowanymi herbami miast hanzeatyckich (w 1895 r. z inicjatywy prezydenta Józefa Friedleina zamieniono je na „herby miast polskich wszystkich dzielnic dawnej Rzeczypospolitej”) i godłami krakowskich cechów. Na blasze namalował je Tadeusz Gadomski, syn Walerego. Sala górna została zaadaptowana na potrzeby muzeum.

W inwestycji uczestniczyły krakowskie pracownie kamieniarskie Edwarda Stehlika, Fabiana Hochstima, braci Trembeckich oraz stolarskie M. Myśliwca i J. Kalisza. Elementy ślusarskie (kraty) zamówiono w fabryce Ludwika Zieleniewskiego, zaś żaluzje kramów dostarczyły wiedeńskie firmy H. Zochlinga i J. Rosentala. Kandelabry w kształcie kotwic i latarnie w podcieniach były dziełem firmy J. Krausa, a kolumny klatek schodowych - fabryki księcia Albrechta z Cieszyna.

Wielkie otwarcie z Kraszewskim

Prace trwały cztery lata. Otwarcie odnowionego gmachu odbyło się w piątek 3 października 1879 r. Uroczystość rozpoczęła msza odprawiona w kościele Mariackim przez biskupa krakowskiego Albina Dunajewskiego. Wśród zaproszonych gości znaleźli się m.in. marszałek krajowy hr. Ludwik Wodzicki, prezydent Krakowa Mikołaj Zyblikiewicz i prezes Akademii Umiejętności Józef Majer. Gościem specjalnym był Józef Ignacy Kraszewski. Jubileusz 50-lecia pracy twórczej pisarza miał być z rozmachem obchodzony w Krakowie. Otwarcie Sukiennic połączono z tym właśnie wydarzeniem.

A jak oceniono samą renowację? Nie wszystkim się spodobała.

„Sukiennice rażą smak niejednego akademickiego architekta eklektycznym swych różnorodnych stylów i charakterów pomieszaniem”

- pisał historyk sztuki z UJ Marian Sokołowski. Zaraz jednak dodawał: „ale mimo to, wszystkie te style składają się na kapryśną, fantastyczną, oryginalną, ale powiedzmy prawdę - na szlachetną, malowniczą i ostatecznie piękną całość”.

Odnowiony gmach szybko wpisał się w pejzaż Rynku. Dziś niepodobna pomyśleć o tym placu bez Sukiennic w formie, jaką nadał im prawie 140 lat temu Pryliński.

Paweł Stachnik

Paweł Stachnik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.