Wojciech Knap

Jak upadli templariusze

Spalenie Jakuba de Molay na Ile-des-Javiaux (miniatura z XIV w.) Fot. Wikimedia Commons Spalenie Jakuba de Molay na Ile-des-Javiaux (miniatura z XIV w.)
Wojciech Knap

18 marca 1314 r. zginął na stosie Jakub de Molay, ostatni wielki mistrz templariuszy. Jego śmierć przypieczętowała upadek zakonu, którego bogactwo i wpływy budziły przez prawie dwa stulecia zazdrość władców Europy

Templariusze byli potęgą finansową. Na dworach średniowiecznej Europy zdawano sobie sprawę z tego, że kto ma wielkie pieniądze, ten ma apetyt na ogromną władzę. I może tak też rozumował Filip Piękny, król Francji, a zwłaszcza grono jego inteligentnych i niemających skrupułów doradców, z Wilhelmem de Nogaretem na czele. Do rozprawy z templariuszami przygotowali się iście po mistrzowsku. 13 października 1307 r. o świcie wszyscy rycerze w królestwie, w około 600 komandoriach, zostali aresztowani, a ich majątek skonfiskowany.

Zakon templariuszy we Francji przestał istnieć. Wielki mistrz Jakub de Molay i pozostali rycerze trafili do więzień. Część z nich nie przeżyła tortur, inni zostali skazani na śmierć, w tym de Molay, niektórzy trafili na galery. Oczywiście, że z punktu widzenia współczesnego człowieka czyn Filipa Pięknego, ale też papieża Klemensa V, którego również należy nazwać okrutnym grabarzem zakonników-rycerzy, musi budzić odrazę. Ale czyż jeden i drugi nie kierowali się interesem własnego państwa - Francji i Stolicy Apostolskiej - likwidując templariuszy?

A gdyby tak równie skuteczni w brutalności w stosunku do innego zakonu rycerskiego- Krzyżaków - okazali się w kilku sprzyjających ku temu momentach polscy władcy, to mielibyśmy im dzisiaj to za złe? Pamiętajmy, by nie patrzeć na odległe dzieje przez pryzmat współczesnych czasów.

Bankierzy

W apogeum swojego rozwoju zakon był niezwykle wpływowy, głównie dzięki umiejętności gromadzenia majątku, zarówno w gotówce, w ziemi, jak też - w czym templariusze byli prekursorami - w postaci bezgotówkowej. Oni bowiem wynaleźli czeki, a w gruncie rzeczy instytucję banku długo przed florentyńczykami. Pierre Dubois, doradca króla Francji Filipa IV Pięknego (1285-1314), obliczał, że na początku XIV w. wpływy z samych posiadłości ziemskich przynosiły templariuszom równowartość blisko 4 mln ton srebra.

Jednakże największe dochody czerpali ze swej działalności finansowo-bankierskiej, prowadzonej na skalę międzynarodową. W ich „świątyniach”, szczególnie w Paryżu i Londynie, które już pod koniec XII w. stały się centrami europejskiego rynku pieniężnego, władcy i feudałowie Europy deponowali swoje dochody, klejnoty i cenne przedmioty, dokonywali wpłat, kiedy chcieli przesłać pieniądze do innego kraju czy zaciągali pożyczki. Różnoraka była finansowa działalność templariuszy. I tak np. papieże często polecali im zbierać w Europie datki krucjatowe, a pieniądze wysyłać własnymi środkami transportu na Wschód. Silne oddziały zakonne zapewniały cennym przesyłkom bezpieczne dotarcie do miejsca przeznaczenia. Liczne domy zakonne zarówno w Europie, jak i na Wschodzie, dysponujące dużymi zasobami gotówki pozwalały templariuszom wprowadzić bezpieczny system bezgotówkowych przesyłek pieniężnych.

Rycerze lub pielgrzymi, którzy ruszali w daleką podróż, wpłacali pieniądze w najbliższej komandorii, a po przybyciu na miejsce otrzymywali je z powrotem, okazując dowód wpłaty. W interesach finansowych templariusze zachowywali neutralność. Podczas np. walk między królami Anglii i Francji, służyli pożyczkami jednym i drugim. Zawsze przy tym dbali o jak największe zyski dla siebie. Zapewne mądrych głów wśród templariuszy nie brakowało, bo inaczej nie udałoby się zapewnić zupełnie nadzwyczajnych przywilejów dla zakonu. Od papieży uzyskali prawo zatrzymywania całego łupu wojennego.

Ze swoich dóbr nie musieli zdawać rachunku nikomu poza papieżem. Zwolnieni zostali od składania dziesięciny, sami zaś ją pobierali na zdobytych przez siebie ziemiach. Majątek doprowadził templariuszy do potęgi, lecz też do tragicznego finału - tak przynajmniej twierdzi absolutna większość znawców dziejów Zakonu Ubogich Rycerzy Chrystusa, bo tak brzmi pełna nazwa templariuszy. Jacques de Vitry (ok. 1160-1240), francuski kardynał, m.in. biskup Akki, wytykał templariuszom: „Każdy z was składał ślub ubóstwa, wyrzekając się osobistej własności, ale jako wspólnota zakonna chcecie mieć wszystko”.

Potęga legendy

Warto jednak pamiętać, że o historii templariuszy rzeczy pewnych wiemy stosunkowo mało, a ich początki są znane w stopniu jedynie szczątkowym. Dobrze się mają za to mity na ich temat. Czyż bowiem nie rozbudza wyobraźni przekaz o ich gigantycznych skarbach, które ukryli w nieznanym do dziś miejscu, czy o tym, że potrafili wytwarzać złoto. Uważa się ich też często za protoplastów masonerii. Spadkobiercy templariuszy mają do dziś stać na czele tajnej organizacji, której celem jest sprawowanie władzy nad światem. Oskarżono ich m.in. o oddawanie boskiej czci „brodatemu bożkowi”.

Grupa uczonych, m.in. prof. Jerzy Prokopiuk, spekuluje, że zakonnicy mogli posiadać płótno, znane jako Całun Turyński. Od średniowiecza łączono ich ze św. Graalem. Jednocześnie warto pamiętać, że legendy dotyczące templariuszy od wieków pojawiają się i znikają. Choć trudno w to uwierzyć, lecz już 30 lat po rozwiązaniu zakonu przez papieża Klemensa V (1312 r.) oraz śmierci na stosie ostatniego wielkiego mistrza, Jakuba de Molay (1314 r.), mało kto o nich pamiętał. Historycy twierdzą, że jeszcze przed połową XIV w. templariusze żyli jedynie w ludowych baśniach. Komandorie uchodziły za miejsca nawiedzane przez duchy zamordowanych rycerzy.

Potem mity o templariuszach ożyły w XVIII w. i od tamtej pory raz po raz do nich wracamy. Nauka też ma coraz więcej do powiedzenia. Na przykład do niedawna uważano, że klęska państw krzyżowców w drugiej połowie XIII w., a zwłaszcza upadek Akki w 1291 r., w dużej mierze zlikwidowały powody istnienia templariuszy. Najnowsze badania dowodzą jednak, że w wielu krajach europejskich zainteresowanie odzyskaniem Ziemi Świętej na początku XIV stulecia ciągle było duże. Dzięki temu templariusze nadal przyciągali nowych kandydatów do swojego zakonu. Nie ulega jednak wątpliwości, że historia zakonu i tak zawsze będzie niczym góra lodowa, czyli to, co pewne, będzie niewielką cząstką tego, czego nigdy nie poznamy.

Krucjaty u podstaw

Powstanie bractw religijnych przekształconych z czasem w zakony rycerskie to wynik krucjat. Pierwsza - z końca XI w. - zakończyła się zdobyciem Jerozolimy, opanowaniem Palestyny, powstaniem chrześcijańskiego królestwa w Ziemi Świętej. Krzyżowcy pobili Saracenów, ale stanowili oni nadal zagrożenie zarówno dla osadników, jak i pielgrzymów z Europy. Obie te grupy potrzebowały wsparcia i obrony. W tym celu w 1118 r. do Ziemi Świętej przybył rycerz z Szampanii Hugo de Payens. Niemal nic o nim nie wiemy, choć najpewniej zbliżał się wtedy do pięćdziesiątki.

Wraz z nim przybyć miało osiem innych osób. Nie znamy nawet wszystkich z imienia. Tradycja wychwala ich jako szlachetnych „obrońców Grobu Świętego”. Hugo de Payens zanim udał się do Ziemi Świętej podarował pewnemu mnichowi swoje dobra w Clairvaux. Tym zakonnikiem był przyszły święty, Bernard, o którym już za jego życia mówiono, że znaczy więcej niż papież i cesarz razem wzięci. Bernard z Clairvaux miał duży udział w tym, że grupa mnichów-rycerzy na czele z Hugonem de Payens otrzymała 14 stycznia 1128 r. na synodzie w Troyes regułę zakonu templariuszy, liczącą 72 artykuły.

Zdaniem współczesnych mediewistów, najpewniej nie Bernard z Clairvaux był jej autorem. Templariuszy kojarzy się z płaszczami, na których widniał charakterystyczny czerwony krzyż. Ów krzyż dostali nieco później. Synod w Troyes udzielił im prawa noszenia wyłącznie samych białych płaszczy. Przyznał natomiast od razu możliwość posiadania dóbr, w tym ziemi, wasali, oraz pobierania dziesięcin jako jałmużny.

Wielka potęga i elita elit

Zakon szybko stał się instytucją samodzielną, niezależną nie tylko od króla i patriarchy Jerozolimy, lecz wręcz od wszystkich władców Europy, w tym samego papieża. Reguła templariuszy, potwierdzona w bulli wydanej w 1139 r. przez papieża Innocentego II, przyznawała zakonowi niezależność i wiele przywilejów, z wyłączeniem spod jurysdykcji biskupiej na czele. Rycerze-mnisi składali tradycyjne śluby posłuszeństwa, czystości i ubóstwa. Ślubowali też prowadzenie walki zbrojnej z niewiernymi. „Gdy rycerz chrześcijański zabija złoczyńcę, nie jest zbrodniarzem, lecz tępi zło. Słusznie więc szanowany jest jako mściciel Chrystusa” - stanowiła ich reguła. Drobiazgowo ustalała ona porządek codziennego życia, dokładnie określała, co mogą robić, jak postępować, a jak nie.

Templariusze, przynajmniej w pierwszym okresie działalności, przypominali Legię Cudzoziemską, bo wstępować do niej mogli nawet rycerze ekskomunikowani. Z czasem kryteria przyjęcia uległy zaostrzeniu i zakon, do którego garnęła się rycerska młodzież z niemal całej Europy, stał się elitą. Członkowie zakonu templariuszy dzielili się na cztery grupy: rycerzy, giermków, kapelanów, służbę i rzemieślników. Każda z nich miała własne prawa i obowiązki. Poza tymi grupami istniał jeszcze szeroki krąg ludzi nienależących do zakonu, jednakże zależnych od niego. Na czele templariuszy stał wielki mistrz, wybierany dożywotnio przez grono elektorów zakonnych. Jego władzę ograniczała kapituła generalna zakonu, np. przy nominacjach najwyższych dygnitarzy zakonnych.

Zastępcą wielkiego mistrza i drugim dygnitarzem zakonu był seneszal. Z kolei marszałek kierował sprawami wojskowymi zakonu. Tej trójce podlegało trzech mistrzów zamorskich prowincji zakonu (Jerozolimy, Trypolisu i Antiochii) oraz dziewięciu mistrzów w jego prowincjach europejskich (Francji, Anglii i Irlandii, Portugalii, Kastylii i Leonu, Aragonii, Majorki, Sycylii i Apulii, Italii oraz Niemiec). Okres rozwoju zakonu przypadł na czas konfliktów między papiestwem a cesarstwem o przywództwo w świecie chrześcijańskim. W intencjach papiestwa templariusze, podobnie jak inne zakony rycerskie, mieli się stać jego elitarnym oddziałem. Powodowani tym pragnieniem papieże obsypywali zakon licznymi przywilejami, mającymi uniezależnić go od władzy świeckiej i uczynić potężnym instrumentem ich polityki.

Jednak kolejne bulle spowodowały, że papiestwo utraciło kontrolę nad templariuszami. 14 września 1307 r. król Filip wysyła zapieczętowane pisma do lokalnych dowódców w całej Francji. Rozkazuje im aresztować templariuszy i zagarnąć ich cały majątek. Templariusze, w tym wielki mistrz Jakub de Molay, nie mieli pojęcia, że czarne chmury zbierają się nad nimi i zakonem. 13 października zostali aresztowani. Komisarze królewscy, a potem inkwizytorzy, torturami wydobywali od nich zeznania, jakie chcieli usłyszeć (tortur nie przeżyło 36 rycerzy).

Templariuszy oskarżono przede wszystkim o trzy zbrodnie: wyrzeczenie się Chrystusa połączone z pluciem na krzyż, składanie czci bożkowi (diabłu) o imieniu Baphomet, oraz o sodomię (homoseksualizm połączony z „nieczystymi” pocałunkami). W 1314 r., po siedmiu latach przebywania w więzieniu, zniszczony psychicznie i fizycznie Jakub de Molay decyduje się na odwagę. Obwieszcza niewinność swoją i swoich braci. Przyznaje się tylko do zdrady Świątyni. To Filipowi Pięknemu wystarcza, by wielkiego mistrza posłać na stos. Nazajutrz Jakub de Molay umiera, do końca zachowując się godnie.

Wojciech Knap

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.