Kto skradł serce księżnej żagańskiej, hrabiny Doroty de Talleyrand-Perigod?

Dariusz Chajewski
Udostępnij:
Nie, to nie będzie zwykły romans. Zamknięte w ozdobnym naczyniu ukradł złodziej. Następnie, mimo że zostało zamknięte w pałacowym sejfie, nagle zniknęło.

Księżna kurlandzka urodziła się 21 sierpnia 1793 r. w podberlińskim Friedrichsfelde, jako najmłodsza córka księżnej kurlandzkiej Doroty Biron. Już na starcie jej życie było związane z romansem. Oficjalnie bowiem rodzicami Doroty był Piotr Biron i Dorota von Medem. Jednak publiczną tajemnicą było, że jej prawdziwym ojcem jest polski dyplomata Aleksander Batowski, z którym Dorota Biron miała wieloletni romans.

Jej pierwszą miłością był książę Adam Czartoryski. Jednak 22 kwietnia 1809 roku we Frankfurcie nad Menem odbył się ślub Doroty z Edmundem Talleyrand-Perigordem, bratankiem słynnego francuskiego ministra. Małżeństwo jednak nie było szczęśliwe, opierało się raczej na pozorach. Po urodzeniu syna Ludwika Napoleona w 1811 roku Dorota nie mieszkała w domu męża, a krótkotrwałe pojednania kończyły się z reguły ciążą Doroty.

Tak było w 1813, kiedy urodził się drugi syn, Aleksander; tak było w 1820, gdy na świat przyszło trzecie dziecko, córka Paulina.
To czego nie znalazła u boku jednego Talleyranda... Została wieloletnią towarzyszką stryja jej męża - Karola de Talleyrand-Périgord, księcia Benewentu, ministra spraw zagranicznych Francji. Prawdziwego intelektualnego tuza epoki. Nawiasem mówiąc podobno to on był ojcem jej córki. Dzięki niemu wkroczyła na salony Europy. Triumfalnie. Za sprawą wykształcenia, inteligencji i uroku stała się szybko ozdobą salonów i prawą ręka francuskiego polityka. Aktywnie uczestniczyła w Kongresie Wiedeńskim.

Pałac w Zatoniu, gdzie rezydowała księżniczka.
Pałac w Zatoniu, gdzie rezydowała księżniczka. Wikimedia Commons

Dorota de Talleyrand była intelektualną ozdobą europejskich salonów na przełomie XVIII i XIX wieku
(fot. Wikimedia Commons)

I pewnie nigdy nie zawitałaby do Żagania, a tym bardziej do podzielonogórskiego Zatoni, gdyby nie śmierć protektora. Wówczas odkryła dla siebie majątek jej ojca na Dolnym Śląsku.

Do dziś historię księżnej można opowiadać jako tajemniczą. W 1836 r. w kościele św. Krzyża, spoczęły zwłoki Wilhelminy, a w 1862 Doroty Tayllerand. Serca obu sióstr zanurzono w formalinie w hermetycznych metalowych pojemnikach. Ten, w którym znajdowało się serce Doroty, wykonany był w formie ozdobnego kielicha. Niestety pod koniec lat 70. minionego stulecia wpadł w oko złodziejowi.

Rzezimieszka interesował tylko kielich i serce księżnej wyrzucił na podłogę. Przez kilka lat trzymano je w słoiku, w pałacowym sejfie. Niestety, zaczęło się kurczyć. Po latach ktoś wrzucił do kościoła skradziony wcześniej kielich, do którego wróciła zawartość i wraz z pojemnikiem z sercem siostry trafił do sejfu. Tam leżały długie lata. Później serca przekazano do muzeum. Kiedy zmarł ówczesny dyrektor muzeum, okazało się, że zostało serce Wilhelminy. Kielich zniknął. I do dziś nie są znane jego losy.

Nie wiadomo, gdzie znalazło się sporo zabytków, przede wszystkim kolekcja słynnych listów z kolekcji Doroty Talleyrand, które nigdy nie "wypłynęły”.
Nie wiadomo, gdzie znalazło się sporo zabytków, przede wszystkim kolekcja słynnych listów z kolekcji Doroty Talleyrand, które nigdy nie "wypłynęły”. W posiadaniu Biblioteki Kongresu USA znajdują się mikrofilmy zbiorów tzw. archiwum Talleyrandów, sporządzone przez tajemniczego doktora Hutha. Nie wiadomo, jaką drogą trafiły za ocean. Przed trzydziestoma laty do Polski dotarł list pewnego Niemca, który twierdził, że zna lokalizację ukrytych w żagańskim pałacu sreber i archiwaliów. Tropem ruszyła ekipa fachowców – nic nie znaleziono. A może skarb spoczywa w piwnicach pałacyków w Miodnicy lub Borowinie? Wikimedia Commons

Pałac w Zatoniu, gdzie rezydowała księżniczka.
(fot. Wikimedia Commons)

Grubo ponad pół wieku trwają też poszukiwania legendarnego archiwum Doroty Talleyrand Perigord. 22 kwietnia 1944 pełnomocnik rządu III Rzeszy poinformował, iż najcenniejsze żagańskie zbiory zostały zapakowane do skrzyń i umieszczone w piwnicy. Rozebrano meble, sporządzono specjalne stelaże do przechowywania obrazów. Część majątku - szczególnie bibliotekę, planowano przewieźć do Miodnicy lub do dworu w podszprotawskiej Borowinie. Były także plany ukrycia skarbów w Kliczkowie w okolicy Bolesławca.

Gdy do akcji włączył się słynny Guenter Grundmann, piwnice żagańskiego pałacu pełne były skrzyń. Ponieważ mieli przybyć pierwsi pacjenci do urządzonego w pałacu szpitala, rozpaczliwie szukano środków transportu, żeby skarby wywieźć. W październiku na dwa samochody zapakowano większość dóbr. W piwnicy pozostało jednak 47 skrzyń i pakunków oraz pojedynczych przedmiotów. W jednej ze skrzyń znajdował się słynny zbiór listów i rękopisów.

Nie wiadomo, gdzie znalazło się sporo zabytków, przede wszystkim kolekcja słynnych listów z kolekcji Doroty Talleyrand, które nigdy nie "wypłynęły". W posiadaniu Biblioteki Kongresu USA znajdują się mikrofilmy zbiorów tzw. archiwum Talleyrandów, sporządzone przez tajemniczego doktora Hutha. Nie wiadomo, jaką drogą trafiły za ocean. Przed trzydziestoma laty do Polski dotarł list pewnego Niemca, który twierdził, że zna lokalizację ukrytych w żagańskim pałacu sreber i archiwaliów. Tropem ruszyła ekipa fachowców - nic nie znaleziono. A może skarb spoczywa w piwnicach pałacyków w Miodnicy lub Borowinie?
(fot. Wikimedia Commons)

Według francuskich źródeł po zajęciu Żagania przez Rosjan w pałacu pojawiło się dwóch oficerów - Francuz i Amerykanin, którzy najpierw pomieszczenia przeszukali i za zgodą dowództwa radzieckiego zabrali kilka skrzyń dawnego archiwum pałacowego. Inna wersja mówi, że pałac odwiedził wówczas pewien dyplomata holenderski - pełnomocnik Talleyrandów. Świadkowie mówią nawet, że pałac najeżdżały wręcz wycieczki rozmaitych cudzoziemców, a przez pewien czas nad budowlą powiewała francuska flaga.

Ostatni protokół zawartości skrzyń spisano w grudniu 1944 r., półtora miesiąca przed wkroczeniem do Żagania wojsk radzieckich. Tak naprawdę nikt nie wie, co się stało z ich bezcenną zawartością. Niemiecki historyk sztuki Palmbeck same tylko zbiory sztuki wycenił na 4 mln marek. Osobne inwentarze sporządzono dla bibliotek - francuskiej i niemieckiej oraz unikalnego zbioru listów. Sporo dzieł sztuki z tej listy znajduje się w muzeach francuskich, niektóre przewinęły się przez słynne domy aukcyjne. Większość obrazów i rzeźb z Żagania trafiła do zamku Valencay, będącego własnością Talleyrandów.

DARIUSZ CHAJEWSKI, Gazeta Lubuska

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nasza Historia
Dodaj ogłoszenie