Labirynty Woronicza, czyli jak telewizja stała się propagandową potęgą

Czytaj dalej
Fot. Miroslaw Stankiewicz/TVP/EAST NEWS
Mariusz Grabowski

Labirynty Woronicza, czyli jak telewizja stała się propagandową potęgą

Mariusz Grabowski

Jesienią 1952 r. wyemitowano pierwszy program w PRL-owskiej telewizji. Występ Jerzego Michotka był początkiem instytucji, która dała komunistom władzę przez dekady

Komunistyczna telewizja stanowiła nieomal państwo w państwie. Późniejszym symbolem jej potęgi był labirynt korytarzy przypominający mrowisko w podobnych do koszar gmachach budowanych na odległym wówczas Mokotowie. Nad wszystkim czuwał wszechmocny szef tzw. Radiokomitetu w randze ministra. Wedle dekretu z 2 sierpnia 1951 r. był mianowany i odwoływany przez prezydenta RP na wniosek premiera. W 1960 r. sprecyzowano zadania Radiokomitetu: został określony jako „centralny organ administracji państwowej w sprawach radiofonii i telewizji dla powszechnego odbioru”.

Budynki Telewizji Polskiej przy ul. Woronicza 17 w Warszawie. Rok 1981
Narodowe Archiwum Cyfrowe Telewizyjne studio nr 5 w Centrum Radiowo-Telewizyjnym w Warszawie. Próba spektaklu teatru telewizji, na scenie Daniel Olbrychski. 1969 r.

Jego szef otrzymał ogromną władzę: nie tylko codziennie karmił Polaków propagandą, ale też m.in. przedstawiał „właściwym organom państwowym wnioski w sprawach planów produkcyjnych odbiorników radiowych i telewizyjnych”. Pierwszym, który zasiadł na tronie króla telewizji, był Włodzimierz Sokorski. Stało się to w kwietniu 1956 r.

Początki imperium

„Od samego początku telewizja stała się istotnym elementem ówczesnego systemu politycznego oraz narzędziem w rękach kierownictwa partyjnego” - twierdzi Katarzyna Pokorna-Ignatowicz w rozprawie „Telewizja w systemie politycznym i medialnym PRL. Między polityką a widzem”. Ale początki późniejszej potęgi były skromne. Infrastruktura nadawcza prawie nie istniała, podobnie studia nagraniowe. Wozy transmisyjne kupione początkowo w ZSRR okazały się przestarzałe i trzeba było sięgnąć do dewiz i kupić je w Wielkiej Brytanii. Z kolei do odbioru służyły Polakom telewizory Belweder, Szmaragd, Koral, Nefryt, które z racji ogromnego zainteresowania były bardzo trudne do zdobycia. Talon na telewizor służył jako nagroda dla najbardziej zasłużonych działaczy partyjnych i przodowników pracy. Cena telewizora Wisła wynosiła w latach 60. 4 tys. zł, a w przypadku zakupu telewizora w systemie ratalnym - o 200 zł więcej.

Michał Szafran tak pisał o pierwocinach ery telewizyjnej w Polsce: „Ówczesne odbiorniki miały tendencję do częstego ulegania awariom, co doprowadziło niejako do powstania nowego zawodu, jakim był technik naprawy telewizorów. W rubryce »Różne« w »Życiu Warszawy« ogłoszenia o naprawie telewizorów stanowiły 50 proc. wszystkich ogłoszeń. Począwszy od stycznia 1957 r. nastąpiła obowiązkowa rejestracja odbiorników i płacenie abonamentu w wysokości 40 zł rocznie. Kwota ta wystarczała na czterokrotne pójście do kina lub na zakup litrowej butelki wódki. Dalszy rozwój sprawił, że w 1960 r. 55 proc. społeczeństwa miało już dostęp do telewizji. W przypadku rejestracji telewizorów już w 1957 r. zarejestrowanych było 30 tys. sztuk, w 1963 r. ponad milion, a co dwa lata liczba podwajała się”. W lutym 1963 r. zarejestrowano w Polsce milionowy telewizor.

Budynki Telewizji Polskiej przy ul. Woronicza 17 w Warszawie. Rok 1981
Podczas stanu wojennego prezenterzy TVP ochoczo występowali w mundurach. Choćby i całkowicie pozbawionych insygni

Ale w zamyśle władzy telewizja nie miała być jedynie źródłem rozrywki. Miała przede wszystkim pomagać rządzącym w kontrolowaniu informacji docierających do społeczeństwa. Nic dziwnego, że w początkowym okresie telewizory trafiały głównie do ośrodków kultury - świetlic (zakładowych, szkolnych, osiedlowych), domów kultury czy popularnych w latach 60. i 70. na prowincji klubokawiarni. Osoby prywatne miały kłopoty z ich nabyciem. W tym okresie zdarzało się, że w całym bloku czy w całej wsi był tylko jeden telewizor, który - na zasadach życzliwości sąsiedzkiej - ściągał przed ekran mieszkańców. „Było to uciążliwe dla właściciela telewizora, ale z drugiej strony integrowało społeczność, dając poczucie pewnej wspólnotowości. Wraz ze wzrostem liczby telewizorów ten socjologiczny fenomen zanikał” - dowodzi Tomasz Szczerbicki w artykule „Telewizor przedmiotem pożądania obywateli PRL”.

Można powiedzieć, że społeczeństwo przyjęło telewizję entuzjastycznie. W marcu 1957 r. roku w telewizji po raz pierwszy pojawiła się transmisja meczu piłki nożnej. Kilka miesięcy później widzowie obejrzeli pierwszą prognozę pogody na dzień następny z udziałem „Wicherka”, czyli Czesława Nowickiego, i „Chmurki” - Elżbiety Sommer. Od stycznia 1958 r. codziennie zaczął się również ukazywać „Dziennik Telewizyjny”. „Jego forma przez lata ulegała zmianom, niezmienna była jednak rola - głównego instrumentu propagandy partyjnej” - pisał Szczerbicki. Kilka miesięcy później ruszył magazyn kulturalny „Pegaz”, a w 1962 r. na antenę wszedł program „Wielka gra”.

Erotoman socrealista

Włodzimierz Sokorski, pierwszy szef Radiokomitetu, kojarzony jest dziś głównie ze skandalami obyczajowymi i seksualną fanfaronadą. Zapomina się przy tym, że na stanowisko głównego propagandzisty PRL wybrano go nieprzypadkowo. Miał prawdziwie kombatancki życiorys. W latach 1943-1944 był współorganizatorem Związku Patriotów Polskich. Po sformowaniu polskich jednostek w ZSRR był zastępcą dowódcy do spraw polityczno-wychowawczych 1. Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, następnie 1. Korpusu Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR. Walczył pod Lenino. W latach 1941-1945 należał do radzieckiej WKP(b), a od 1943 r. jednocześnie do Polskiej Partii Robotniczej, z którą w 1948 r. przystąpił do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (był delegatem na sześć pierwszych jej zjazdów).

Budynki Telewizji Polskiej przy ul. Woronicza 17 w Warszawie. Rok 1981
Lech Charewicz/East News Włodzimierz Sokorski był pierwszym szefem Radiokomitetu. „Panował” nad peerelowskimi telewizją i radiem w latach 1957-1972

Od 1945 do 1947 r. był posłem do Krajowej Rady Narodowej, w latach 1947-1952 - na Sejm Ustawodawczy, a w latach 1953-1976 był posłem na Sejm PRL I, IV, V i VI kadencji. Od 1948 do 1975 r. był zastępcą członka Komitetu Centralnego PZPR. W latach 1945-1948 był sekretarzem Komisji Centralnej Związków Zawodowych. Na stanowisko w Radiokomitecie przyszedł z Ministerstwa Kultury i Sztuki (gdzie był jednym z głównych promotorów socrealizmu).

Ściśle wykonywał polecenia partyjne, zamieniając Radiokomitet w sprawną tubę propagandy. „Oportunista, człowiek absolutnie pozbawiony zasad” - pisał o nim późniejszy premier Mieczysław Rakowski, a Leopold Tyrmand opisywał go jako „długonosego grabarza kultury polskiej o lisiej twarzy wiejskiego szewca”. Z kolei Sławomir Koper, autor „Życia prywatnego elit władzy PRL”, zauważa jednak, że Sokorski potrafił się też zachować przyzwoicie: „W 1968 r. podczas antysemickiej nagonki sprzeciwił się czystkom w Polskim Radiu. Najważniejsze było dla Sokorskiego bujne życie prywatne, słynął z powodzenia u kobiet. Czterokrotnie żonaty przechwalał się romansami m.in. z nianią własnych dzieci. Powszechnie uważano go za mitomana, który za wszelką cenę chce ugruntować swoją opinię kobieciarza. Jego ostatnia żona, młodsza o 40 lat, była przyjaciółką jego córki, a Sokorski lubił chwalić się jej nagimi zdjęciami”.

Kres kariery Sokorskiego nadszedł w 1972 r., kiedy - już za czasów nowej ekipy - były przewodniczący Komitetu został pozbawiony przywilejów tzw. czerwonej burżuazji, m.in. służbowego samochodu. Zanim kupił sobie własny, przez jakiś czas musiał, po raz pierwszy od lat, korzystać z komunikacji miejskiej. „Wyobraź sobie, jechałem w takim tłoku i smrodzie, że omal się nie porzygałem” - skarżył się po latach Aleksandrowi Wieczorkowskiemu, narzekając także na kolejki w sklepach i nieuprzejmą obsługę w urzędach. „Jak wyście to mogli wytrzymać przeszło pół wieku?” - pytał Sokorski retorycznie po zderzeniu z szarą rzeczywistością PRL.

PZPRAle nim definitywnie odszedł z Woronicza, Sokorski zapisał się w historii polskiej telewizji kilkoma wydarzeniami. Pierwsze to transmisja z lądowania Amerykanów na Księżycu, które odbyło się w nocy z 20 na 21 lipca 1969 r. By program mogli obejrzeć widzowie, obradowało Biuro Polityczne PZPR. Wbrew sugestiom Moskwy Władysław Gomułka wyraził zgodę na ten program. Dalej: 18 lipca 1969 r. oddano do użytku monstrualne Centrum Radiowo-Telewizyjne przy Woronicza (do dziś mieści się tam siedziba TVP). Aby je stworzyć, poniesiono duże nakłady finansowe, technikom zaś udało się skompletować wysokiej klasy sprzęt telewizyjny. Z kolei 2 października 1970 r. uroczyście uruchomiono drugi ogólnopolski program telewizyjny. TVP2 od początku swego istnienia skupiała się głównie na programach kulturalnych i rozrywkowych (m.in. słynne później „Studio 2”).

Lata 60., okres małej stabilizacji, kończył się dla władzy korzystnym bilansem. Z badań przeprowadzonych w 1969 r. przez OBOP po tytułem „Jak nam się żyje” wynika, że telewizor był stałym elementem polskiej egzystencji. Miało go blisko 17 proc. robotników niewykwalifikowanych, najbardziej podatnych na oficjalną propagandę. Od marca 1971 r. mogli (choć na razie tylko w teorii) oglądać programy w kolorze przy użyciu francuskiego systemu SECAM. Początkowo emisje programu w kolorze nadawane były raz w tygodniu, od 6 grudnia 1971 r. codziennie w kolorze transmitowane były obrady zjazdu PZPR.

Telewizja po europejsku

W październiku 1972 r. Sokorskiego w Radiokomitecie zastąpił protegowany Edwarda Gierka Maciej Szczepański. Ten były redaktor naczelny śląskiej „Trybuny Robotniczej” rozpoczął urzędowanie od ponownego unowocześniania telewizji. Otrzymał odpowiednie fundusze w dewizach, by kupić w krajach kapitalistycznych nowe kamery, nowoczesną aparaturę, rozbudować studia i zwiększyć liczbę etatów. Wszystko po to, żeby zgodnie z uchwałą Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (KC PZPR) telewizja mogła się stać głównym medium „umacniającym zaufanie społeczeństwa do partii i władzy ludowej”. Jednocześnie nabrała tempa wielka czystka, która objęła około 450 niewygodnych osób wyrzuconych na bruk. „Szczepański pokazał wówczas, że potrafi rządzić żelazną ręką, zdobywając przydomek Krwawy Maciek. Najmniejsza nawet niesubordynacja groziła zwolnieniem. Głośną sprawą okazało się usunięcie w maju 1973 r. z gmachu przy ulicy Woronicza prowadzącej teleturniej »Wielka gra« Joanny Rostockiej, ponieważ rzekomo podczas programu miała na szyi zawieszony krzyżyk” - czytamy w artykule „Krwawy Maciek z telewizji”, który opublikowano w „Newsweeku” w 2011 r.

Jak pisze Koper, Szczepański zwolnił też popularnego dziennikarza Witolda Zadrowskiego, prowadzącego audycję „Parnasik”, który - wedle wciąż pokutującej legendy - wyemitował płytę z przemówieniem Józefa Piłsudskiego. Dla odmiany „Wicherek” - Nowicki - stracił pracę, bo miał nieszczęście powiedzieć na wizji, że „burza nadchodzi od wschodu”, a na dodatek nie chciał zapowiedzieć pięknej aury na pierwszomajowy pochód.

Szczepański traktował telewizję jak swój prywatny folwark, ale był dobrym menedżerem. Sprawił, że instytucja stała się najnowocześniejszym medium w krajach socjalistycznych. "Studio 2" nadawane zwykle w wolne soboty było maratonem programów rozrywkowych pokazywanych na żywo, przeplatanych interesującymi filmami. Telewizja wyprodukowała wówczas także wiele popularnych seriali, np. "Czterdziestolatka", olbrzymią widownię przyciągał przed ekrany program Olgi Lipińskiej "Właśnie leci kabarecik"

- twierdzi Koper. Rozrywka zręcznie przykrywała sączącą się z odbiorników propagandę sukcesu, której Szczepański stał się prawdziwym wirtuozem.

Dla uległych Szczepański okazywał się nader hojny. Mimo protestów rządowej Komisji Planowania, ustalającej wszelkie tabele wynagrodzeń, w telewizji i radiu zarobki pracowników wzrosły ponaddwukrotnie, a prezes wedle własnego uznania określał, kto na ile zasługuje. W zamian jednak wymagał oczywiście całkowitego podporządkowania. „Maciej Szczepański do sprawozdawców sportowych przed mistrzostwami świata w piłce nożnej w Argentynie w 1978 r.: »jak grają Polacy, to nie ma złych podań«” - zapisał w dzienniku dziennikarz Krzysztof Mętrak.

Dla przeciętnego Polaka telewizja stanowiła jednak źródło relaksu i rozrywki. Do „Studia 2” sprowadzono na koncert megagwiazdę lat 70., zespół ABBA. Telewizja wyprodukowała wówczas także wiele popularnych seriali, a równie dużą publiczność zdobył prof. Wiktor Zin prowadzący niedzielne gawędy o architekturze „Piórkiem i węglem”. To były pomysły Szczepańskiego i jego współpracowników. Reżyser Jerzy Gruza we wspomnieniach „Człowiek z wieszakiem” opisywał, że powstał nawet pomysł na nowoczesny program kulinarny. Jego prowadzący miał „jeździć po różnych krajach w sprawie kuchni i smaków i przedstawiać to w telewizji”. Ale Szczepański ten pomysł odrzucił. „Nie wypadało rozkoszować się daniami, których nie można było przygotować w Polsce ze względu na braki podstawowych składników” - podkreślał Gruza.

Gdy w czerwcu 1976 r. zastrajkowali robotnicy w Ursusie i Radomiu, a telewizja stała się główną tubą propagandową zwalczającą „warchołów”, mało kto protestował. Bez przerwy transmitowano wiece poparcia dla I sekretarza KC PZPR, a „Krwawy Maciek” osobiście wystąpił przed kamerami, ostro potępiając buntowników.

Koniec księstwa

Opinia publiczna o kulisach rządów Szczepańskiego dowiedziała się dopiero po upadku ekipy Edwarda Gierka. Okazało się wówczas, że wszechmocny prezes Radiokomitetu miał problem z alkoholem, że dochodziło do tego, że sam Gierek groził mu dymisją, jeśli nadal będzie dostawał informacje, że Szczepański zagląda do kieliszka zbyt głęboko. Dziś trudno jednak zmierzyć, co było większą słabością szefa KRRiT - alkohol czy kobiety. O telewizyjnych „karierach przez łóżko” plotkowano co prawda już w latach 70., ale raczej w kręgach zbliżonych do Woronicza. Dziś jednak znane są relacje pracowników telewizji z tamtego okresu, którzy twierdzą, że awans przez romans był w tamtych latach niemal powszechną praktyką, a hostessy tworzyły „prywatny harem szefostwa”.

Budynki Telewizji Polskiej przy ul. Woronicza 17 w Warszawie. Rok 1981
Leszek Łożynski/REPORTER/eastnews Rok 1982. Proces przewodniczącego Komitetu ds. Radia i Telewizji Macieja Szczepańskiego (dostał osiem lat za malwersacje)

Szczepański zakończył swoje rządy w pamiętnym sierpniu 1980 r. Do historii Polski przeszedł też innymi ekstrawagancjami: uwielbiał safari w Afryce, gdzie bywał wielokrotnie za pieniądze Radiokomitetu, lubił także żeglarstwo - mało kto wie, że w 1979 r. za pieniądze telewizji zbudowano jacht „Pogoria”. Użytkował ponadto pięć samochodów służbowych, miał też do swojej dyspozycji samolot. „Szczepański jest jednym z klasycznych typów, którzy mają w dupie jakąkolwiek ideologię. Ich ideologią jest forsa, stanowiska, baby, samochód, słowem - pełnia życia” - pisał o nim w „Dzienniku” Rakowski.

Historycy niemal zgodnie twierdzą, że osobistym wrogiem Szczepańskiego był Mieczysław Moczar, w latach 70. prezes Najwyższej Izby Kontroli. W drugiej połowie lat 70. NIK trzykrotnie rozpoczynała tam kontrolę.

Po pierwszej raport powędrował do kosza, a dwie następne wstrzymano na polecenie premiera Piotra Jaroszewicza. Mimo to Moczarowi udało się zgromadzić wiele interesujących informacji. Ustalono, że na polecenie Szczepańskiego zostały utworzone dwie spółki handlowe: Poltex i Cintex, mające się zajmować sprowadzaniem z krajów kapitalistycznych nowoczesnego sprzętu. Według kontrolerów NIK przez ich konta przepłynęły 3 mln dol., ale jedynie 400 tys. wydano na zakup aparatury telewizyjnej. Resztę kasy zainkasowała jako prowizję za pośrednictwo wiedeńska firma Steyer-Daimler. Innym skutecznym sposobem wyprowadzania gotówki okazał się fundusz nagród. Prezes wypłacał je doradcom, ale bez jakichkolwiek pokwitowań. Nie udało się więc ustalić, czy rzeczywiście poszło na to 11 mln zł, czy też spora część sumy trafiła do kieszeni Szczepańskiego

- czytamy w artykule „Newsweeka”.

W gorącym 1980 r. Szczepański doskonale nadawał się na kozła ofiarnego mijającej epoki. 5 stycznia 1982 r. stanął przed sądem, który orzekł, że były prezes Komitetu ds. Radia i Telewizji przyjął łapówki na kwotę około 1,5 mln zł i okradł telewizję na kolejne 3,5 mln zł. Otrzymał wyrok ośmiu lat więzienia, z czego ze względu na zły stan zdrowia odsiedział tylko cztery.

Latem 1980 r. Szczepańskiego zastąpił na krótko Józef Barecki. Zaraz po nim nastał Zdzisław Balicki, który rządził do lipca 1981 r. Potem byli równie anonimowi Władysław Loranc, Jerzy Bajdor, Mirosław Wojciechowski, Janusz Roszkowski i wreszcie - już u schyłku komuny - legendarny Jerzy Urban. Ale to już historia na inną opowieść.

Krótka historia Radiokomitetu
Na początku był Komitet do spraw Radiofonii „Polskie Radio”, który został utworzony przy Radzie Ministrów 1 października 1951 r. (dekretem z dnia 2 sierpnia 1951 r., Dz.U. 1951 nr 41 poz. 308). Został on określony jako organ rządu w zakresie tworzenia i przekazywania programów radiofonicznych i telewizyjnych dla powszechnego odbioru.

Do jego zakresu działania należało m.in. ustalenie wytycznych rozwoju radiofonii i telewizji, także w zakresie programowym, tworzenie programów informacyjnych, muzycznych, literackich, teatralnych i oświatowych, budowa, urządzanie i eksploatacja na zasadach wyłączności rozgłośni radiofonicznych i telewizyjnych oraz popieranie twórczości artystycznej, literackiej i naukowej w dziedzinie radiofonii i telewizji, jak też współpraca międzynarodowa.

8 grudnia 1960 r. Komitet do spraw Radiofonii przekształcono w Komitet do spraw Radia i Telewizji „Polskie Radio i Telewizja” (ustawą z 2 grudnia 1960 r., Dz.U. 1960 nr 54 poz. 307), określony jako centralny organ administracji państwowej w sprawach radiofonii i telewizji dla powszechnego odbioru. Zadania Komitetu pozostały zbliżone (doszło do nich m.in. opracowywanie i przedstawianie właściwym organom państwowym wniosków w sprawach planów produkcyjnych odbiorników radiowych i telewizyjnych).

Od 1985 r. do zadań Komitetu doszło ponadto określanie wysokości abonamentu radiowo-telewizyjnego. Przewodniczący Komitetu powoływany był przez prezesa Rady Ministrów. Przy Komitecie działały: Rada Programowa i Rada Naukowo-Techniczna jako organy doradcze i opiniodawcze. W okresie stanu wojennego (13 grudnia 1981 r. - 22 lipca 1983 r.) władzę w Komitecie sprawował pełnomocnik Komitetu Obrony Kraju, komisarz wojskowy gen. bryg. Albin Żyto.

Komitet do spraw Radia i Telewizji „Polskie Radio i Telewizja” zniesiono z końcem lutego 1993 r. ustawą o radiofonii i telewizji z 1992 r. Część jego zadań przeszła na publicznych nadawców radia i telewizji, a kompetencje administracyjne - na nowo utworzoną Krajową Radę Radiofonii i Telewizji.

Pierwszym prezesem Radiokomitetu był Włodzimierz Sokorski (urzędował od kwietnia 1956 r. do października 1972 r.), ostatnim - Zbigniew Romaszewski (od 22 maja 1992 r. do 5 czerwca 1992 r.).

Mariusz Grabowski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.