Przywędrowali taborami na poukładany Śląsk. Spotkanie dwóch światów

Czytaj dalej
Fot. muzeum.szczecin.pl
Grażyna Kuźnik

Przywędrowali taborami na poukładany Śląsk. Spotkanie dwóch światów

Grażyna Kuźnik

Zigeuner, Gypsies, Gitanos, Pharao; tak nazywano lud, który pojawił się w Europie w późnym średniowieczu. Zawsze stanowili zagadkę. Podawali, że są pokutnikami z Małego Egiptu.

Rodzina Janusza Kwieka, jedynego króla cygańskiego, który został uroczyście koronowany na stadionie Wojska Polskiego w Warszawie w 1937 roku, nadal mieszka na Śląsku, w rudzkim Orzegowie. Koronacja przodka przeszła do rodzinnej legendy Kwieków, chociaż trochę upiększona. Korony na skronie króla nie nałożył prymas Polski, lecz dostojnik Kościoła prawosławnego, protoprezbiter Terencjusz Teodorowicz z cerkwi praskiej. Ceremonia miała jednak naprawdę bogatą oprawę, sprzedawano na nią drogie bilety. Król Kwiek prezentował się jak król Ćwieczek; w złotej koronie, płaszczu obszytym gronostajami i z berłem w dłoni. Zasiadał na tronie. Stroje i rekwizyty wypożyczono z teatru i był to dobry pomysł, bo bajkowa gala zrobiła ogromne wrażenie na publiczności. Opisuje ją prasa w całym kraju.

Król w mowie tronowej obiecuje starania o utworzenie państwa cygańskiego na terenie Abisynii, skupienie tam wszystkich Cyganów z całego świata, a w Polsce powołanie wkrótce pięciu ministerstw. Potem jest zabawa, muzyka i tańce. Tak właśnie Polacy wyobrażali sobie koronację cygańskiego króla, takich Cyganów akceptują. Romowie wiedzą, że codzienna prawda jest inna. Czasem podziwiani za malowniczość, częściej poniżani, zawsze z trudem radzili sobie w świecie, gdzie tułaczy, archaiczny tryb życia wyklucza ze społeczeństwa.

Lud urodziwy, ale tajemny

Gdy smagły naród zaczyna przemierzać na wozach tereny Europy, spotyka się z gościnnością. W XIV-XV wieku wędrowanie muzykantów, żonglerów i tancerzy w poszukiwaniu zarobku jest czymś zwyczajnym i mile widzianym; ludziom brakuje rozrywki. Nikt nie wie, skąd ten nowy lud przybył, a potrafi więcej niż inni wędrowni artyści. Zajmuje się kowalstwem, znachorstwem, muzyką i tańcem, zna się na koniach i wróżbach. Gdy kończy się zapotrzebowanie na ich usługi, tabory jadą dalej. Wracają nie tak szybko.

O śladach tej pierwszej przyjaznej ciekawości na Górnym Śląsku wspomina bytomianin, Emanuel Tischbierek, w artykule w piśmie „Oberschlesien” z 1904 roku. Wieś czekała na występy przybyszy, zwłaszcza na te z niedźwiedziem, a także na naprawę garnków, w czym goście są mistrzami. Miejscowym żal było koni, które nigdy nie zaznały ciepłej stajni, chętnie je karmili. Kto im poskąpił owsa, uważany był za „bezdusznego”. Zdarzało się, że co bogatsza gospodyni na śląskiej wsi, „koczmorka” czy „mynorka” zgadzały się zostać matkami chrzestnymi dziecka urodzonego w taborze. Nie odmawiały, wierząc, że cygański chrześniak przynosi szczęście. Potem wspólnie świętowano chrzciny, razem ucztowano. Cyganie i wiejscy Ślązacy byli katolikami, co ich łączyło, bez trudu mogli się też dogadać, bo jak podaje Tischbierek, przybysze mówili po polsku z morawskim akcentem, a także po niemiecku.

Gdy obecność taboru stawała się zbyt kłopotliwa, wozy ruszały w drogę. Znikały wtedy nierzadko i kury; Cyganki przecież swoją legendarną „zupą z gwoździa” musiały wykarmić liczną rodzinę. Tischbierek przyznaje, że na hasło „Cyganie idą” Ślązaczki chowały jednak nie tylko drób, ale też pranie i sprzęty.

Takie tabory można było spotkać w Polsce do połowy lat 60. XX wieku. Potem władza za pomocą przepisów skutecznie to utrudniła.
ARC. Tadeusz Kamiński Liczna rodzina romska z Bytomia, z klanu Kelderaszy.

Dariusz Walerjański, historyk i badacz losów mniejszości narodowych na Śląsku, podaje, że pierwsza wzmianka o Cyganach w Bytomiu pochodzi z 1699 roku i nie jest zbyt pochlebna. To pisana po polsku wiadomość o szajce Cyganów, którzy bogatemu mieszczaninowi ukradli 13 talarów. Sprawa wyszła na jaw, ale zawarto ugodę dzięki mediacji Eliasza Adamowicza, przedstawiciela grupy przybyszów, który wyrównał szkodę.

Cyganie pojawiali się w Bytomiu prawdopodobnie z powodu bytomskich jarmarków, gdzie handlowali końmi.

Lud napływający wozami do Europy głównie z południa, wyróżnia się egzotyczną urodą. Zbadał ją naukowo szwajcarski antropolog, Eugene Pittard, w 1932 roku. Ogłosił, że mają wzrost wyższy od średniej dla populacji europejskiej, dłuższe od nich nogi, wąskie, pociągłe twarze, najczęściej proste nosy, małe uszy, duże oczy z intensywnie zabarwionymi tęczówkami. Prężną postawę i harmonijne ruchy. Ale trudne warunki życia w zimnej Europie i nędza odbijają się na ich kondycji. Tischbierek wspomina o „pięknych Cygankach”, ale i o tym, że lud jest niechlujny. Wcześniej w ogóle nie przebierano w słowach. Pisarz Marcin Bielski, autor „Kroniki wszystkiego świata” (1551) tak po raz pierwszy w literaturze polskiej opisuje Cyganów:

„Od narodzenia pańskiego 1417 najpierw się rodzaj cygański u nas i w Niemczech ukazał. Lud próżnujący, chytry, tajemny, plugawy, dziki, czarny, gdzie się przywloką, tam wiarę trzymają, aby im dawano”.

Dodaje, że o Cyganach wspomina już Biblia - z tego ludu miał być Simon, „co za Panem Jezusem niósł krzyż przed Jerusalem na górę Kalwaryjną”.

Władza ma dość tych obcych. Wciąż są w drodze, nie mogą nigdzie usiedzieć, pewnie szpiegują. Cyganie, bo nazwę Romowie przyjęli dopiero od lat 70. XX wieku, twierdzą, że są narodem pokutującym, wygnanym z Małego Egiptu, muszą się więc tułać i prosić o wsparcie. Angielskie słowo „Gypsy” to właśnie skrót od słowa „Egipcjanin”. Mało kto jednak wie, gdzie jest ten Egipt, ile zadana pokuta ma trwać; współczucia nie starcza na długo. W Europie z czasem pojawiają się ostre przepisy restrykcyjne wobec Cyganów. Wędrowanie staje się karanym śmiercią włóczęgostwem. W Anglii i w Niemczech w XVI wieku grozi za to szubienica, w innych krajach niewola, więzienie, chłosta. Tabory nie mają gdzie się podziać, zewsząd są przeganiane; tylko Francja i Bałkany są bardziej wyrozumiałe. Ale na Śląsku w tym czasie przybysze wiele ryzykują.

Im bieda nic nie zrobi

Książę Karol Śląski w 1615 roku pisze w Olzie list: „Wędrują po kraju liczni Cyganie i stają się uciążliwi dla ludu wiejskiego. Zatem w każdej miejscowości zarząd ma doskoczyć z ratunkiem”. Książę śląski Chrystian dwa lata później w Brzegu pisze:

„Rozmaici Cyganie dają się zauważyć krążący po kraju w osobliwej odzieży, podający się za ludzi z Małego Egiptu, to za krajowców, a także za czeskich żołnierzy. Wreszcie zdecydowaliśmy tę niepotrzebną, rabuśniczą i kraj nawiedzającą hołotę rychło bez zwłoki z kraju wypędzić”.

Takie prawa dawały wolną rękę różnym okrutnikom. Zachowała się relacja w kronice niemieckiej, że na pańskim polowaniu ustrzelono jelenia i pięć saren, a także „dwóch Cyganów, jedną Cygankę i jedno Cyganiątko”. Jeszcze w 1826 roku niejaki von Lenchen prezentuje publicznie swoje trofea, w tym głowę Cyganki i jej dziecka, jak podaje Adam Bartosz w książce „Nie bój się Cygana”. Myśliwy nie ponosi żadnej kary. Cyganom odmawia się wtedy praw ludzkich, ale ich traktowanie zależy też od ludzi, których spotykają na swojej drodze.

Cesarz niemiecki Józef II w XVIII wieku próbuje całkowicie zmienić Cyganów - zabrania im kolorowych strojów, cygańskiej mowy i posiadania koni. Mają osiąść na roli. Tradycja tego ludu zabrania im jednak zajęć związanych z ziemią i żadne rozkazy nie przynoszą efektów. Tabory nadal wędrują, muzykują, handlują; proszą o datki zamożnych gospodarzy albo sami coś uszczkną z ich dobytku.

Takie tabory można było spotkać w Polsce do połowy lat 60. XX wieku. Potem władza za pomocą przepisów skutecznie to utrudniła.
ARC. Tadeusz Kamiński Życie w taborach, na wozach, było bardzo trudne dla kobiet.

„Katolik” opowiada, co spotkało ubogich Cyganów, gdy na początku XX wieku pojawili się w śląskiej wsi. Takie przypadki musiały zdarzać się i wcześniej. Była zima, panował wielki mróz. Wieśniacy pozwolili wejść do chat tylko pojedynczym kobietom, dostały ubranie, chleb, ale „nikt dłużej nie chciał ich gościć u siebie, bo się wszyscy Cyganie kupy trzymali, a takiej hałastry gromadnej każdy się obawiał”. Tłumaczono sobie, że „oni już nauczeni żyć takim życiem i nic im bieda nie zrobi”. Na drugi dzień znaleziono grupę Cyganów z dziećmi, zamarzniętych na śmierć przy wygasłym ognisku na polu.

Wyganiani z zachodniej Europy Cyganie ruszają w stronę Polski. Żyją tu już nieliczne grupy, które przybyły o wiele wcześniej i jakoś ułożyły sobie nielekką egzystencję z Polakami. Na nowe tabory nikt nie czeka.

Odrębność tego ludu, własne prawa powodują niełaskę władz i protesty ludności. Jakub Przyłuski, pisarz polityczny z XVI wieku, każe Cyganów zakuwać w kajdany i przymuszać do pracy. Sejm Warszawski w 1557 roku nakazuje, aby „Cygani, ludzie niepotrzebni”, opuszczali polską ziemię „i na potem nie mają być do niej przyjmowani”. Te prawa pozostają jednak głównie na papierze. W Polsce od XVII do końca XVIII w. istnieje nawet oficjalny urząd „królów cygańskich”. Mają zwierzchność nad „vagabundorum Ciganorum”, pilnują porządków i podatków, a czasem, choć nie za darmo, reprezentują ich interesy. Wystawiają też taborom chroniące glejty. Urząd sprawują polscy szlachcice, chociaż pierwszym takim „królem” był Cygan Janczo.

Na Śląsku Cieszyńskim sytuacja Cyganów najpierw jest bardzo trudna. Habsburgowie nie życzą sobie ich obecności na terenie monarchii. Kto ujrzał Cygana, mógł go zabić. W XVIII wieku prawo jednak łagodnieje. W okolicach Cieszyna za zgodą władz osiada kilka cygańskich rodzin z Moraw. Według gazety „Gwiazdka Cieszyńska”, stali się „naszymi Cyganami”, chociaż ich wiara chrześcijańska zawsze jest niepewna, bo „potajemnie kłaniają się przecie tylko gwiazdom”.

Gazeta nie ukrywa też skarg na kradzieże. „Jeszcze dobrze, że i nas samych nie zabrali” donosi mieszkaniec okradzionej wsi. Ale gdy możliwości zarobkowe Cyganów są większe, a dyskryminacja mniejsza, relacje się polepszają. „Gwiazdka” tak pisze o wspólnej zabawie: „Zasługują na pochwałę Cygani z Cygankami, którzy nie tylko o dobrą kuchnię się postarali, ale i też żartami i muzyką często zwracali uwagę widzów na siebie”. Dla tej gazety Cyganie byli Ślązakami jak inni, bo Ślązak mógł być „Polakiem albo Czechem, albo Niemcem, Żydem lub Cyganem”. Cyganów ze Śląska Cieszyńskiego w czasie I wojny światowej obowiązywał pobór do wojska austriackiego.

Król liczy poddanych

W województwie śląskim w odrodzonej Polsce - co podkreśla prasa - Cyganie „posiadają pełne prawa obywatelskie i cieszą się zupełną swobodą, wędrują, królów sobie sami obierają”. Władzę królewską trudno jednak utrzymać, stara się o ten zaszczyt wiele klanów. Gazety czasem wspominają o tych walkach. A także o tym, że w 1934 roku: „W Wielkich Hajdukach odbyła się uroczystość weselna syna polskiego króla cygańskiego Kwieka z piękną Cyganką hiszpańską”.

Z drugiej strony nie brakuje skarg na wróżby, wyłudzanie i kradzieże. Trudno kogoś ukarać, bo Cyganie stale są w ruchu. Nadal zadziwiają ich obyczaje. „Polonia” zauważa: „wiotkie jak trzcina dziewczątka o oliwkowej cerze i czarnych jak heban włosach” są bardzo młodo wydawane za mąż. Często dochodzi do porwań. Głośna staje się sprawa Julii Kwiekowej z Wielkich Hajduk, która w 1938 roku zgłasza się na policję. Zeznaje, że dwa lata temu inni Cyganie porwali jej 11-letnią córkę Tamarę. Poszukiwania nic nie dawały. Aż w końcu ktoś przyniósł pisemną wiadomość od córki, że znajduje się w taborze pod Bydgoszczą, „jest ściśle dozorowana i ucieczka jest niemożliwa”. Błaga matkę o pomoc. Tamara widać umiała pisać. Policja zajęła się sprawą, nie znamy jednak dalszego ciągu tej historii.

Pochodzenie Cyganów jest wtedy niewiadomą. „Polonia” tłumaczy, że „słowo Cygan wiąże się nierozerwalnie z pojęciem włóczęgi, brakiem stałej pracy, domu, ojczyzny”. A to dlatego, że Cyganie zostali wygnani z Azji przez Tamerlana w XV wieku. Dzisiaj wiadomo, że ruszyli z Indii prawie tysiąc lat wcześniej. Lud ten miał według gazety pełnić na świecie rolę „szpiegów, przemytników opium, kuplerów, a także tańczył i śpiewał”. Muzykalność Cyganów jest wyjątkowa, stąd ich związek z Węgrami, gdzie nazywa się ich „artystami z bożej łaski’. Jeden z nich uchodził za geniusza i doczekał się zaszczytnego tytułu „Magyar Orpheus”.

W 1938 roku król cygański Kwiek nakazuje powszechny spis Cyganów w Polsce. Państwo nie może tego dokonać. Tabory się nie meldują, dzieci nie chodzą do szkoły. Okazuje się, że naliczono 38 tys. osób - to więcej niż się spodziewano. Król tłumaczy, że do przyjaznej Polski jego poddani napływają z innych państw, gdzie ostatnio spotyka ich wiele szykan. Wkrótce zacznie się najgorsze.

W czasie II wojny światowej nastąpi Porajmos, cygański Holocaust. Nie wiadomo, ile dokładnie zginęło w nim ludzi, ale ocenia się, że w całej Europie od 200 tys. do 2 mln osób. Do Auschwitz trafi też król cygański Janusz Kwiek.

Po wojnie ocalała grupa nadal wędruje po Polsce taborami. W 1964 roku następuje jednak kres takich podróży, trwa akcja przymusowego osiedlania. Skutki tej decyzji są dyskusyjne, nawet wśród samych Romów.

Encyklopedia Brytyjska tak ujęła problem:

„Społeczeństwo zawsze traktowało Cyganów jak etniczną zagadkę i starało się ich do siebie przystosować: siłą lub oszustwem, miłością lub przebiegłością, namową lub okrucieństwem - ciągle według własnych wzorców; ale jak dotąd bez powodzenia”.

Grażyna Kuźnik

Korzystałam m.in. z:

Grażyna Kuźnik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.