Rosyjscy żandarmi na urodzinach Józefa, przyszłego Marszałka Polski

Józef Piłsudski jako uczeń Fot. archiwum Józef Piłsudski jako uczeń

Kończący się dzień był mroźny. Rosjanie spostrzegli w oddali zabudowania polskiego dworu. Postanowili ogrzać się i sprawdzić czy Polacy nie spiskują

Postanowili ogrzać się i jednocześnie sprawdzić czy Polacy nie spiskują. Zmarznięci, odbezpieczyli broń i ruszyli w kierunku wejścia.

Szlachecki dwór Piłsudskich w Zułowie był piękny, szczególnie atrakcyjnie wyglądał zimą. Drzewa oraz dachy wszystkich zabudowań pokryte były grubą warstwą śniegu. Skute były też lodem, wody płynącej niedaleko rzeki Mery. 5 grudnia 1867 roku budynki te wyglądały jeszcze piękniej, bo były oświetlone dużą ilością płonących w oknach lamp. Wewnątrz panowała podniosła atmosfera. Miało przyjść na świat kolejne, czwarte dziecko w rodzinie Piłsudskich.

Józef Piłsudski jest tą postacią w historii naszego kraju, której działalność polityczna, walka z zaborcą oraz praca na rzecz niepodległości Polski i umacniania jej granic sprawiły, że do dziś cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem.

5 grudnia minęła kolejna rocznica jego urodzin. Tak jak i całe życie, dzień w którym przyszedł na świat był szczególny, a okoliczności mu towarzyszące - niezwykłe. Jak rodzinne podanie mówi grudzień 1867 roku, był miesiącem bardzo mroźnym. Ziemia litewska już od ponad miesiąca skuta była lodem. Podróżni przejeżdżający niedalekim traktem, który wił się wokół zułowskiego dworu, z zazdrością zerkali w stronę ciepło palących się w jego oknach świateł.

A ponieważ 5 grudnia 1867 roku, paliły się one nieco dłużej niż zwykle, zaniepokoiło to rosyjskich żandarmów, którzy przejeżdżali w pobliżu. Postanowili więc Postanowili ogrzać się i sprawdzić czy "Polacy nie spiskują". Każdy bowiem polski dwór, był ich zdaniem, miejscem politycznie niepewnym w którym spiskowano i kontestowano system prawny oraz władzę narzuconą przez Rosjan.

Żandarmi torując sobie kolbami drogę, sforsowali drzwi i wdarli się do dworu. Niebawem wtargnęli również do alkowy, gdzie najjaśniej świeciło się światło. Jednak bezpośrednio po wejściu, tuż przy drzwiach, stanęli skonsternowani w miejscu, bo to co ujrzeli bardzo daleko odbiegało od ich wyobrażeń. Nikt nie spiskował, a przed sobą zobaczyli duży pokój, na jego środku stało równie duże i rozłożyste łoże, przy którym krzątało się kilka kobiet. Zaciekawieni podeszli bliżej i ich oczom ukazała się leżąca na nim niewiasta, która była w bardzo zaawansowanej ciąży.

Nagle ku zaskoczeniu żandarmów, kobieta zaczęła krzyczeć i wić się z bólu. Czy to ze względu na stres wywołany pojawieniem się uzbrojonych Rosjan, czy też w związku z nadejściem właściwej już pory, niewiasta zaczęła rodzić. Po chwili mocno dzierżący karabiny w swych dłoniach żandarmi, ujrzeli nowo narodzone dziecko płci męskiej, które niebawem, na chrzcie, w kościele rzymsko-katolickim otrzymało imiona: Józef, Klemens.

Nie wiemy jak bardzo prawdziwa jest treść tego podania rodzinnego, ale jeśli choć w połowie pokrywa się ono z prawda, to nie może dziwić późniejsza niechęć dorastającego Ziuka do carskich żandarmów i ich władzy na ziemiach polskich.

Bohaterką tego niezwykłego wydarzenia i matką przyszłego Marszałka, była Maria z Billewiczów Piłsudska. Córka Antoniego Billewicza i Heleny Michałowskiej, pochodziła z jednego z najstarszych i najbardziej majętnych rodów szlacheckich na Litwie i Żmudzi. Los od dzieciństwa nie szczędził jej przykrych doświadczeń. Mając zaledwie trzy lata straciła matkę, osobę najbliższą i niezbędną małemu dziecku. Bardzo aktywny w wychowaniu małej dziewczynki okazał się dziadek, Kacper Billewicz. I to on, po pewnym czasie przyjął na siebie całość obowiązków związanych z opiekowaniem się małą Marysią. Ojciec dziewczynki ożenił się ponownie i nie wykazywał zainteresowania swoją córką. Niestety, po kilku latach ponownie odwróciło się od niej szczęście.

Okazało się, że padła ofiarą ciężkiej choroby, zapalenia stawu biodrowego. Leczenie było długie i nie dawało w pełni zadowalających rezultatów. Dopiero udana operacja w Berlinie, wyraźnie poprawiła stan jej zdrowia i samopoczucia. Jak tylko skończyła siedemnaście lat, pojawiła się wokół niej wcale nie mała gromadka pretendentów do ręki. Pomimo, że utykała na jedną nogę, była ładną dziewczyną i nade wszystko niezwykle inteligentną. Kandydaci zwracali uwagę zapewne jeszcze na inną ważną dla nich cechę. Maria dysponowała ogromnym posagiem, przy którym przymioty jej ciała i ducha, okazywały się tylko niewielkim dodatkiem. W tej "grze" o jej rękę, dziewczyna wykazywała się niezwykłym spokojem i dystansem, co nie było normą u panien na wydaniu. Najbliższych krewnych to oczywiście dziwiło. Niebawem nastąpiło rozwiązanie tej zagadki.

Otóż, dziewczyna nie angażowała się w rywalizację kawalerów, bowiem już wcześniej zakochała się, nie mówiąc o tym nikomu. Jej wybrankiem, został często odwiedzający majątek Billewiczów, bardzo daleki krewny - Józef Wincenty Piotr Piłsudski. Wybranek pochodził ze znanego z patriotyzmu domu, szlachty nieco zubożałej, lecz już zaprawionej w bojach z rosyjskim zaborcą. To niewątpliwie pociągało Marię, ponieważ sama była gorącą patriotką z czego również słynęła większość Billewiczów. Gdy wyjawiła Wincentemu swoje głęboko skrywane sympatie, okazało się, że i on nie pozostaje wobec niej obojętny. Długo nie mogli ukrywać rozwijającego się miedzy nimi uczucia. Józef niebawem oświadczył się i oświadczyny oczywiście zostały przyjęte. Zadowolona nie tylko była Maria, ale również i jej najbliżsi. Bardzo skromny cenzus materialny Piłsudskiego nie budził obaw, Maria była wystarczająco bogata.

Narzeczony rokował za to nadzieje na przyszłość. Posiadał wyższe wykształcenie rolnicze i był doskonale przygotowany do zarządzania ogromnymi majątkami, takimi właśnie jak Zułów, wnoszony w posagu przez Marię. Poza tym Piłsudski miał opinię poważnego mężczyzny, nie ulegającego nałogom (w przeciwieństwie do swego dziada, który wykazywał słabość do mocnych trunków i młodych kobiet) oraz co najważniejsze nie był obojętny na sprawy ojczyzny. Patriotyzm był cechą charakterystyczna Wincentego Piłsudskiego i w rodzinie Billewiczów wielce go za to ceniono. Wszyscy byli uradowani z tego związku i co było niezwykle istotne, młodzi rzeczywiście kochali się. Dziś to nikogo nie dziwi, jednak w tamtych czasach nie zawsze posesjonaci tworzyli związki oparte na obopólnym uczuciu.

Tuż przed zaplanowanym ślubem, narzeczeni otrzymali wiadomość która całkowicie pozbawiła ich nadziei na przyszłość. Spadła na nich nagle, druzgocąc ich plany. Szczególnie przygnębiająco wpłynęła na Marię. Otóż okazało się, że nie będą mogli wziąć ślubu, ze względu na pokrewieństwo, które choć bardzo dalekie, to jednak budziło niejednoznaczne opinie wśród księży. Maria rozpaczała, a jej narzeczony zaczął działać wykazując dużo zimnej krwi i inicjatywy.

Po pewnym czasie okazało się, że ślub jest jednak możliwy, ale wymaga indultu biskupiego.

Trzy miesiące po wybuchu powstania styczniowego, 23 kwietniu 1863 roku, odbył się ślub Marii Billewiczówny i Józefa Wincentego Piotra Piłsudskiego. Młodzi po krótkim okresie spędzonym w majątku Tenenie, przeprowadzili się do 60 km oddalonego na północ od Wilna - Zułowa. Był to duży i piękny majątek. Dwór był prowadzony z wielkim rozmachem, dużą ilością służby, bonami, rezydentami. Młodzi małżonkowie żyli dostatnio i nie odmawiali sobie niczego. Wyjeżdżali za granicę, kupowali luksusowe meble. Wincenty sprowadzał z zachodu maszyny rolnicze o których nikt jeszcze nie słyszał na ziemiach polskich.

Ciesząc się dostatkiem i miłością, niebawem, doczekali się dzieci. W 1864 roku, urodziła się Helena, w rok później Zofia, w 1866 roku przyszedł na świat Bronisław, a następnie w grudniowy wieczór 1867 roku, Józef. W ciągu całego swego życia, Maria powiła dwanaścioro dzieci. Józef, zwany w domu Ziukiem, otoczony miłością rodziców i wychowywany w atmosferze kultu polskości, był dzieckiem niezwykle inteligentnym i nieco apodyktycznym. Zawsze się wyróżniał.

Po latach, jako dorosły 36 letni mężczyzna tak pisał o tym okresie: "Urodziłem się na wsi szlacheckiej w rodzinie, której członkowie zarówno z tytułu starożytności pochodzenia, jak i dzięki obszarowi posiadanej ziemi należeli do rzędu tych, co niegdyś byli nazywani bene nati et possesionati. . Jako possesionatus nie zaznałem długo żadnej troski o materialne rzeczy i otoczony byłem w dzieciństwie pełnym komfortem. A, że rodzeństwo moje było liczne i rodzice względem nas byli bardzo łagodni i serdeczni, mógłbym nazwać swe dzieciństwo - sielskim, anielskim. Mógłbym - gdyby nie zgrzyt, jeden zgrzyt, który sępił czoło ojca, wyciskał łzę z oczu matki i głęboko się wdrażał w mózgi dziecięce. Tym zgrzytem było świeże wspomnienie o klęsce narodowej z 1863 roku..." Mały Ziuk otrzymał w domu rodzinnym, dużą dawkę wychowania patriotycznego. Od najwcześniejszego dzieciństwa w zułowskim dworku zaznajamiano dzieci z zakazanymi przez władze rosyjskie utworami polskich wieszczów i uczono historii. Ojciec przyszłego Marszałka w okresie powstania styczniowego, był komisarzem Rządu Narodowego na Litwie. Stryjeczny brat ojca, student uniwersytetu, zapłacił za udział w powstaniu życiem. Ciotki Ziuka i babka, siedziały w więzieniu. Nic też dziwnego, że mały Józef pałał animozją do wszystkiego co wiązało się z rosyjskim caratem.

Józef Piłsudski, urodził się w drugiej połowie dziewiętnastego wieku. Wiek ten przyniósł Polakom wiele gorzkich powstańczych porażek. Następna wielka batalia o niepodległość, rozpoczęta w następnym stuleciu już z jego udziałem - zakończyła się zwycięstwem.

Dariusz Marek Srzednicki
NOWINY

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.