Ruda Wanda i Opcio, czyli miłość w Zakopanem

Portret Wandy Gentil-Tippenhauer Fot. zbiory Muzeum Tattrzańskiego Portret Wandy Gentil-Tippenhauer

Brała udział w wyrypach narciarskich i tworzyła życie kulturalne przedwojennego Zakopanego. O Wandzie Gentil-Tippenhauer - z Wojciechem Szatkowskim rozmawia Anna Kamińska

Louis Gentil-Tippenhauer, pasażer o numerze identyfikacyjnym: 103205070572, przybył do Nowego Jorku z Europy, 15 lutego 1897 r. W dokumentach wpisano cel podróży: Port-au-Prince. Na Haiti przebywał już od jakiegoś czasu. Do lat 30. XX w. wydał kilka książek poświęconych tej wyspie. Gentil-Tippenhauer był niemieckim naukowcem, badającym wpływ zmian pogody na budowę różnych konstrukcji oraz inżynierem odpowiedzialnym za budowę pierwszej kolei wąskotorowej na Haiti.

Jako pomysłowy inżynier, człowiek z silną osobowością, stał się legendą. Jego córka Wanda, malarka wychowana na Haiti, tak samo przeszła do legendy w miejscu, które wybrała do życia. Nie wiadomo, czy zastanawiała się tam, z jaką siłą wieje halny, jak ojciec inżynier badający wiatry na Haiti, ale wiadomo, że kochała Zakopane.
W Zakopanem Ruda malowała akwarele i lubiła podobno fotografować się w krokusach.

Tak, to był taki zakopiański barwny ptak, tyle że rodem z Haiti.

Jak ludzie tu w Zakopanem zapamiętali Rudą?

Wanda chodziła na spacery w starych narciarskich spodniach z wełnianymi skarpetami wywiniętymi na buty i góralskiej czapce z gwiazdami. Spod czapki wystawały jej rude włosy, a z rozpiętej kurtki sznur bursztynów. Ludzie zapamiętali ją jako zapaloną narciarkę, wyprawiającą się z nartami w góry, doliny i przełęcze tzw. wyrypy, o których Wanda sama pisze w swojej książce "W stronę Pysznej". Ci, którzy mieli kontakt z Wandą po wojnie, mówią, że była animatorką życia kulturalnego w Zakopanem, miała kontakt z twórcami ludowymi, organizowała wystawy Związku Artystów Plastyków. Ruda miała charyzmę, była żywiołowa i życzliwa ludziom. Była człowiekiem ogromnej energii i motorem napędowym wielu przedsięwzięć w Zakopanem. Mówiąc o Rudej wszyscy od razu mówią też o Józefie Oppenheimie.

Kim był Oppenheim?

Józef Oppenheim, nazywany Opciem, był najdłużej - jak do tej pory - szefem Tatrzańskiego Pogotowia, dzisiejszego TOPR. 25 lat. Tak jak Ruda, pojawił się kiedyś w Zakopanem i został tu na zawsze. Był warszawiakiem. Pochodził z bogatej rodziny żydowskiej. O majątek sam nie dbał, miał wybitną niechęć do zarabiania pieniędzy. Rafał Malczewski napisał o Oppenheimie w "Pępku świata", że pierwszy raz poznał człowieka, który żył tak jak chciał. Nie pracował ponad miarę, miał dystans do świata, lubił wspinaczki, brydża i wódeczkę. Zaprzyjaźniał się z ludźmi, lubił dobre towarzystwo, kochał kobiety, ale był człowiekiem bardzo odpowiedzialnym w pracy, o ogromnych zasługach dla pogotowia. Chodził po Tatrach i wiosną sprawdzał stan łańcuchów, ścieżek. Zanim trafił do Zakopanego działał w "PPS Proletariat" i pracował w Kongresówce w tajnej drukarni. Wiele razy otarł się wtedy o śmierć i uszedł cało carskiej ochranie. Poszukiwany w Kongresówce uciekł za granicę, a potem trafił do Zakopanego, gdzie wspinał się już tylko w górach.

Tak samo było z Wandą, też miała życiorys barwny jak narciarski szus. Do Zakopanego przyjechała w połowie lat 20. Wcześniej spędziła szczęśliwe dzieciństwo, co widać po zdjęciach Wandy z Haiti - i została dobrze wychowana w majętnej inteligenckiej rodzinie. Matka Rudej malowała, ojciec był inżynierem. Kiedy Wanda skończyła 14 lat rodzice wysłali ją do Europy, żeby ją wykształcić. Zdała maturę w Lozannie w Szwajcarii, a potem pojechała na studia do Hamburga i do Warszawy, gdzie uczyła się rysunku u Karola Tichego. Z Warszawy wybrała się kiedyś do Zakopanego i zaczęła tu bywać regularnie, a potem zamieszkała na stałe. Zakochała się w tym miejscu, tak samo jak Oppenheim.

Wanda z Opciem byli zresztą bardzo podobni. On robił zdjęcia, ona szkicowała. Ona miała mnóstwo przyjaciół, on był duszą towarzystwa. Obydwoje byli znani z tego, że pomagali ludziom w potrzebie. Ciekawe osobowości, fajni ludzie, kochający góry, barwne postaci, które tworzyły klimat Zakopanego w okresie międzywojennym. W latach 20. Opcio pracował za darmo na rzecz Tatrzańskiego Pogotowia, zanim został jego szefem. Poza tym żył z tego, że w willi Mieczyk przy ul. Piłsudskiego miał wynajęte dwa pokoje, jeden mieszkalny, w drugim była ciemnia fotograficzna. Robił fantastyczne zdjęcia. I te zdjęcia były wydawane jako albumy i na pocztówkach. W latach 20. i 30. był szał na Zakopane. To napędzało koniunkturę, a fotografia Opcia była na wysokim poziomie. Wiodło mu się nieźle. Stać go było na motor, psa, na przyjaciół i na to, by angażować się w życie Zakopanego. Mój dziadek Henryk Szatkowski działał z Oppenheimem przy Mistrzostwach Świata w Zakopanem w 1929 i 1939 roku. Zarówno Henryk, jak i Józio byli w komitetach organizacyjnych tych imprez. Oppenheim był 12 lat starszy od Wandy. Kiedy Ruda pojawiła się w Zakopanem, był po 30-tce. I chyba zaiskrzyło. Na pewno mieli tu swoje wspólne miejsca (śmiech).

Jakie?

Na przykład Dworzec Tatrzański, gdzie się odbywały rauty, koncerty. Tu spotykała się elita tatrzańska: artyści, narciarze i taternicy. W dworcu była siedziba TOPR-u i wszystko kręciło się w nim wokół gór. Kipiało aż od ważnych postaci. Witkacy, Makuszyński, Szymanowski, Stryjeński. I w tym dworcu Oppenheim, gdy widział, że ktoś jest głodny, to zamawiał dwa gulasze albo pieczarki w śmietanie i do tego dwie setki. W okresie międzywojennym przez jakiś czas restaurację w Dworcu Tatrzańskim prowadziła Zofia Krzeptowska, ciotka mojej babci, która miała gest. Była przez Oppenheima nazywana "Kapuchą", "Moja mała kapustko", tak o niej mówił, chociaż niektórzy twierdzą, że to Karol Stryjeński ją tak nazwał. To była wyjątkowa restauracja, można było jeść i pić na kredyt.

Witkacy namalował portret Zosi Krzeptowskiej - przypuszczamy w rodzinie, że w ten sposób spłacał długi. Gdy były imieniny Zosi to trwały przez kilka dni i ci wybitni lub mniej wybitni artyści przychodzili i pili na jej koszt, co skończyło się zresztą tragicznie, bo Zofia Krzeptowska zbankrutowała i żeby spłacić jej długi trzeba było sprzedać część majątku na Krzeptówkach.

Zakopane było wtedy miejscem zadbanym, niezbyt tłocznym. Ludzie kultury lgnęli do tego miejsca, a nie uciekali z niego, jak dziś. Tu była ważna radość życia, nie pieniądze. I życie w Zakopanem było tak dobrze ułożone, że nie było tendencji jeżdżenia po świecie. Wandzie tu było dobrze, mimo że wcześniej zwiedziła pół świata. Malowała akwarelami, temperami, zajmowała się batikiem i pracą z woskiem, architekturą wnętrz i konserwacją obrazów. Dużo podróżowała, ale jak tylko wyjechała, ciągnęło ją do Zakopanego. Tu był pępek świata. Oppenheim z kolei w ogóle stąd nie wyjeżdżał na dłużej. Mimo że był wesołkiem i dobrym kompanem, był bardzo odpowiedzialny. Opiekował się do końca swoją narzeczoną. Gdy zachorowała na raka, przepisała mu przed śmiercią domek na Krzeptówkach. Zajmował się tą swoją "lubusią" przez całą jej chorobę, do jej śmierci.

Gdzie spotykali się z Rudą w Zakopanem?

Wspólne miejsce Wandy i Opcia to Pyszna. Narciarskie eldorado i schronisko na Hali Pysznej. Ruda brała farby, papier i malowała swoje akwarele. Chodzili Pyszną, Bystrą, chodzili w Tatry Wysokie, na Lodową Przełęcz, na Rohatkę. Tam gdzie pisze Ruda w książce "W stronę Pysznej". Jest tam opisana taka wyrypa narciarska, jak na koniec wyprawy Ruda z Opciem ledwo mogli chodzić, tacy byli zmęczeni i wracali z Łysej Polany przez Cyrhlę do Zakopanego. Jechał góral z gnojem do rozrzucenia na łąki i wziął ich na sanie. Wszyscy się na Krupówkach potem śmiali, że Ruda Wanda z Opciem przyjechali na furze gnoju do Zakopanego. Wanda z Opciem, mimo swoich zasług dla Zakopanego, byli ludźmi z dystansem do świata i mieli poczucie humoru, więc nie mieli z tym problemu.

Czy to był gorący romans? Wanda wyszła za mąż za kolekcjonera sztuki o nazwisku Widigier, a Oppenheim, jak Pan wspomniał, miał swoją "lubusię", czyli tę chorą narzeczoną.

Mogło coś w tym być. Z listów Wandy, pisanych do Opcia, do których dotarłem, wynika, że Wanda była zauroczona osobą Józefa Oppenheima. W listach pojawiają się zwroty: "Drogi kochany Józiu". "Kochany Józiu". Na pewno była to zażyłość w wysokim stopniu. Nie jest to jednak jednoznaczne, ale na pewno obydwoje w kolorowy, ładny sposób się spotkali w życiu. I potrafili ładnie żyć, tak by to życie miało jakość. Obydwoje pisali listy piórem, nigdy długopisem. Żyli niespiesznie. W taki sposób, żeby dać życiu szansę. Wyprawy, wyrypy, życie towarzyskie, wspólne bycie w górach, żeby nacieszyć się tym życiem.

Oppenheim mógł się dorobić więcej na swoich zdjęciach, ale wolał iść w góry na wycieczkę. I Wanda chyba też. Elegancko ubierali się. I szli w stronę Pysznej. W schronisku na Pysznej ukrywały się zakochane pary, kłusownicy i przemytnicy, pisarze i poeci. Miejsce było niezwykłe. Wanda z Opciem palili papierosy, pili wino, jedli naleśniki z malinami, palaczinki, które Opcio uwielbiał. Uważali, że to życie to będzie never ending story. Hitler miał niestety inne plany i tamto życie w straszliwy sposób się zakończyło. A szkoda, bo Zakopane byłoby dzisiaj zupełnie innym miejscem.

Wojnę spędzili w Zakopanem?

Nie. Oppenheim w pierwszych dniach września 1939 r. uciekł na swoim harleyu davidsonie na wschód, tak samo Wanda. W czasie okupacji obydwoje znaleźli się jednak w pewnym momencie w Warszawie. I wzięli udział w powstaniu, Oppenheim jako sanitariusz. Po powstaniu trafili do Pruszkowa, a stamtąd w marcu 1945 roku do Zakopanego.

Jak wyglądało ich życie po wojnie?

W 1946 r. do domu na Krzeptówkach, gdzie mieszkała Wanda z matką i z Oppenheimem, weszło pewnej nocy trzech mężczyzn. Wywiązała się szarpanina, jak pisała Wanda, Oppenheim nie zauważył, że jeden z nich wyciągnął pistolet. Strzelił w głowę kładąc go trupem. Wanda próbowała uderzyć krzesłem w jednego z bandziorów i też otrzymała postrzał, ale przeżyła. Całe życie zaczesywała się potem tak, by nie było widać jej głębokiej szramy na czole. To było morderstwo, ale kto za nim dokładnie stał i dlaczego do niego doszło, do dzisiaj pozostaje tajemnicą. Zajmuję się tym teraz i napiszę w swojej książce o Wandzie i Opciu.

Wanda potem mieszkała Na Uboczy, ze swoją mamą. Obok tego domu, starego góralskiego z drewna, był piękny ogród. Tak jak wszyscy ludzie w tamtym czasie lubiła żyć w pięknym miejscu. Wanda po wojnie pielęgnowała pamięć Oppenheima i działała społecznie. Była pełna energii, dopóki nie dotknęła jej choroba. Zmarła na raka w 1965 r. w Zakopanem. Tu została też pochowana. Na cmentarzu na Pęksowym Brzyzku ma swój grób i piękny pomnik w kształcie serca.

To na koniec: To była przyjaźń, czy kochanie?

Naprawdę nie wiadomo. Na pewno byli dla siebie dopełnieniem i nie da się mówić o jednej postaci w oderwaniu od drugiej. To zubaża i Wandę, i Opcia! Niech zostanie wątek niedopowiedzianej miłości i trochę tajemnicy w tych naszych czasach, gdy wszystko musi być kawa na ławę. Najważniejsze w ich historii jest to korzystanie garściami z życia w pięknym miejscu. Myślę, że powinniśmy tu w Zakopanem czerpać z tego, jak to miejsce kiedyś wyglądało, gdy przyciągało tak niezwykłych ludzi. Na pewno była miłość do Zakopanego.

Anna Kamińska
GAZETA KRAKOWSKA

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.