Safona ze Skąpego - opowieść Krzysztofa Chmielnika

Krzysztof Chmielnik
pixabay.com
Warto przypomnieć pewną mało znaną lubuską poetkę, bo to postać bardzo ciekawa i w pewnym sensie prekursorska. Może pierwsza lubuska emancypantka. Ale od początku...

Kottwitz’owie, właściciele Bojadeł, bogacąc się, nieco sprzecznie z naukami marksistów, zajmowali się także działalnością dobroczynną rozumianą, jak na dzisiejsze standardy, dosyć specyficznie. Nie rezygnując z luksusów, budowali szkoły i wspierali zdolnych ludzi. Jedną z nich była Anna Luiza, córka karczmarza Christiana Duerbacha z Przetocznicy nieopodal Skąpego, która urodziła się 1 grudnia 1722. Żona karczmarza, córka gajowego ze Skąpego, była kobietą praktyczną. Po śmierci męża, odesłała 6 letnią Luisę do stryjecznego dziadka, Martina Fetke, urzędnika sądowego w Trzcielu, który wówczas nazywał się Tirschtiegel, a sama powtórnie ożeniła się. I to właśnie dziadek nauczył bratanicę czytać i pisać. Nie tylko po niemiecku, ale też po łacinie. Czas pobytu u dziadka w Trzcielu był dla Anny Luisa czasem szczęśliwego dzieciństwa.

Szczęście, podobnie jak dzieciństwo, jak wiadomo nie trwa wiecznie, więc o córce, która dorosła do pomagania w drobnych pracach domowych, przypomniała sobie praktyczna matka i sprowadziła Annę Luisę do domu swojego drugiego męża. Anna Luise zamiast jak u dziadka bujać w łacińskich obłokach, opiekowała się swoim przybranym rodzeństwem. Spełniała rozmaite domowe posługi a także pasła krowy albo owce. Jak u Konopnickiej, no i u braci Grimm.

Kiedy Anna Luisa osiągnęła wiek stosowny do małżeństwa, a w tamtych czasach było to 16 lat, praktyczna matka wydała córkę za sukiennika Michaela Hirsekorna ze Świebodzina, czyli ze Schwiebus. Świebodzin był wybijającym się centrum produkcji sukna. I to sukna na tyle dobrej jakości, że płaszcz z świebodzińskiego sukna, który nosił sienkiewiczowski Podbipięta,świadczył o zasobności jego trzosu. Ale w czasach Anny Luizy sukiennictwo w Świebodzinie podupadło i sukiennik już tylko teoretycznie był dobrą partą. Luizie na dokładkę trafił się nad wyraz felerny. Nie dosyć, że sporo pił i zapewne na kacu trudno mu było dobrze zarabiać, to jeszcze kiepsko tolerował zamiłowania młodej żony do książek i poezji. Bo ta, nie wiedzieć czemu, pisała wiersze. Spełniała jednak powinności małżeńskie jak trzeba i urodziła sukiennikowi trójkę dzieci. Ale on w poczuciu jakiejś wyimaginowanej krzywdy, mimo że była z czwartym w ciąży, wygonił ją do matki, skarżąc się na to, że Anne Luisa nie dosyć się o niego troszczy.

Pierwszy rozwód w Prusach
Matka dosyć szybko wydala córkę za krawca Daniela Karscha z Fraustadt, czyli Wschowy. Miasto to wówczas słynęło z przygranicznego przemytu, w którym rozwijało się przenoszenie towarów przez granicę polsko-pruską na plecach. Aby uniknąć kontroli celnej wozów. Powtórne małżeństwo było możliwe, bo tak się szczęśliwie złożyło, że w 1749 r. państwo pruskie wprowadziło ustawę o prawnej możliwości rozwiązywania związków małżeńskich. A szczęśliwym zbiegiem okoliczności Świebodzin należał od 1742 roku do Prus. Wcześniej, pod panowaniem Habsburskim, rozwód byłby absolutnie wykluczony. I tak, dzięki podbojom Fryderyka II, Anna Louisa mogła zostać pierwszą rozwiedzioną kobietą w Prusach. To, że jeszcze Anny Luizy nie odkryły lubuskie feministki i nie wzięły jej na sztandary, źle o nich świadczy.

Okolicznościowe wierszyki
Krawiec ze Wschowy niestety też lubił mocne trunki. Anna Luisa urodziła krawcowi trójkę kolejnych dzieci. Małżonek przepijał co zarobił, a jak pił to nie zarabiał. Budżet domowy więc świecił pustką. I aby tę pustkę zapełnić Anna Luisa zaczęła zarobkowo pisać wiersze. Dzięki talentowi i zamiłowania do rymowania zyskała dodatkowe źródło finansowania. Pisała wierszyki na wesela, pogrzeby i inne lokalne uroczystości. Wierszyki Wschowianom się podobały, a zręczną poetkę otaczała aura lokalnej sławy. Dostatecznie dużej, że jej talent zauważył rektor miejscowej szkoły niejaki Ribov. Za jego namową zaczęła pisać coraz więcej, zyskując rozgłos. I chcąc nie chcąc Anna Luiza, żona krawca pijanicy, znów była pionierem. Została pierwszą poetką języka niemieckiego zarabiającą na pisaniu wierszy.

Wierszem upamiętniła odwiedziny króla polskiego Augusta III we Wschowie w 1752 r. utworem „An Seine Majestät den König von Polen” co się tłumaczy „Na Jego Majestat Króla Polski”. Chwaląc w nim pokojową politykę władcy, dyskretnie wplotła w swoje rymowane o nim zachwyty uwagę o swym trudnym położeniu. Adresat z dystansem przynależnym władcy hołdy łyknął ale zachwyt poetki królem pozostał bez finansowego echa. Pomagały jej natomiast miejscowe rodziny protestanckie. W 1755 r. zorganizowano przeprowadzkę całej rodziny do powiatowego wówczas Głogowa. W większym mieście, więcej bogatej klienteli i zamówień było więcej.

Tutaj w 1758, wraz z trójką swych dzieci, przeżyła dramatyczny pożar miasta, co opisała w liczącym 300 wersów utworze „Dwie ody na wielki pożar Głogowa”. Anna Luisa jako, że odziedziczyła po matce talent praktycyzmu, czyniła próby przypodobania się kolejnemu władcy i skłoniła swój poetycki talent do napisania wielu utworów sławiących zwycięstwa Fryderyka II. Sprawne państwo Fryderyka, równie czułe, na zachwyty na władcą doniosło pruskiemu królowi o wierszach, które stały się znane w Berlinie

Protektorzy
Jej zmysł poetycki doskonale rozumiał się z biznesową praktycznością. Zyskiwała przyjaciół. Wśród nich był baron Rudolf von Kottwitz z Bojadeł, podobno poruszony jej wierszem „Klagen einer Witwe” - „Lament wdowy”, napisany po śmierci córeczki poetki. Wśród jej fanów był także komendant głogowskiej twierdzy von Haack. Razem postanowili zdyskontować popularność poetki w Berlinie i wesprzeć materialnie poetkę na drodze ku metropolitarnej sławie. Najpierw ze względu na pogarszające się zdrowie, przyjaciele wysłali ją w 1760 r. do Cieplic na dwumiesięczny wypoczynek.

Po powrocie z Cieplic komendant głogowskiej twierdzy von Haack spowodował, iż 45-letniego Karscha, krawca pijaczynę, skierowano do wojska. Rok później, w 1762 roku, uwolniona od męża poetka, dzięki protekcji barona Rudolfa von Kottwitz z Bojadeł, wyjechała do Berlina. W stolicy państwa, w którym panował zamordyzm, ale które udawało oświecenie, wkrótce stała się znana wśród wiodących myślicieli i artystów, którzy przyjęli ją do swojego grona. Wszędzie podziwiano jej naturalną łatwość rymowania.

Publikacje
Szczyt swojej kariery osiągnęła w 1764 roku publikując zbiór wierszy, „Auserlesene Gedichte von Anna Luisa Karschin”, za który otrzymała honorarium wynoszące 2000 talarów. Dzięki talentowi zyskała miano „Niemieckiej Safony”. Miano to niezwykle nobilitujące wywodzi się od greckiej poetki Safony żyjące na przełomie VII i VI w.p.n.e., która od czasów starożytnych jest uniwersalnym symbolem poetki.

Podobno ujęty jej talentem Fryderyk II w 1763 roku obiecał jej dom i roczną pensję. Słowa jednak nie dotrzymał. Zapewne jak wiele kłamstw tego władcy i to miało służyć robieniu wrażenia, że jest kimś kim nie był. Wolał pijackie czwartki podczas których po koszarowemu integrował się ze swoimi najwierniejszymi dowódcami. Miał przecież na głowie kolejne wojny, intrygi, rozbiór Polski i jako żywo nie miał głowy do poezji.

Talent przekazany w genach
Tymczasem złota era jej sławy zgasła i musiała znowu żyć w biedzie. Dopiero w 1787 roku, po śmierci Fryderyka II, jego bratanek i następca tronu, Fryderyk Wilhelm II zgodził się zbudować dla poetki dom.

Zmarła mając mając 69 lat 12 X 1791. Pochowana została z dala od rodzinnej Przetocznicy, w Berlinie, na cmentarzu obok kościoła św. Zofii o czym zaświadcza zachowana na ścianie kościoła tablica. Talent do poezji odziedziczyła jej córka Caroline Luise von Klencke, która stała się szanowaną poetką i dramatopisarką, a jej wnuczka tworząca pod pseudonimem Helmina von Chézy, a urodzona jako Wilhelmine von Klencke, stała się autorką, z którą współpracowali Franciszek Schubert i Karol Maria Weber.
Postać Anny Luizy Karschin, córki karczmarza z głębokiej prowincji, przywołuje się czasem jako przykład przełamywania barier społecznych w czasach Oświecenia. To podejście chyba zbyt propagandowe. Mające dowodzić, że Średniowiecze to czas ciemnoty i zabobonu. Bo w każdych czasach można znaleźć podobne, choć prawdę powiedziawszy, rzadkie, przykłady pokonywania barier socjalnych. A przykład Karschin należy raczej do odosobnionych.

Zatem lepiej dostrzec w jej życiorysie charakterystykę tamtych czasów, trud bytu prostych ludzi a jednocześnie starą jak świat zasadę, że jak się ma talent i wolę, to przy wsparciu przyjaciół można wiele osiągnąć. Życie Anny Luisy córki szynkarza spod Skąpego jest życiem niezwykłym właśnie z powodu jej talentu i hartu ducha, a nie jakiegoś tam Oświecenia. Jednocześnie warto w jej życiu dostrzec nie tylko jej osobisty sukces, ale to, że jej córka i następnie wnuczka stały się cząstką niemieckiej elity kulturalnej. Już nie z powodu społecznego awansu, ale talentu odziedziczonego o matce i zapewne kultu do edukacji, jaki zaszczepiła swej córce w dzieciństwie jej matka. Kultu wartego zaszczepiania i dzisiaj.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Rutkowski robi show. Zobacz InstaHistorie !

Materiał oryginalny: Safona ze Skąpego - opowieść Krzysztofa Chmielnika - Gazeta Lubuska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na naszahistoria.pl Nasza Historia
Dodaj ogłoszenie