5 z 12
Luty 2016. Piotr Rudnicki dogadał się z rolnikiem w okolicy...
fot. Muzeum Archeologiczne Środkowego Nadodrza

Szukał drutu na polu, a znalazł skarb

Luty 2016. Piotr Rudnicki dogadał się z rolnikiem w okolicy Gubina, że uprzątnie jego pole z metalowych przedmiotów. Pełno było na nim drutów, a gospodarz terenu dodał, że „za Niemca” było tutaj śmietnisko.

- Ruszyłem z wykrywaczem metalu i zacząłem zbierać rozmaite kawałki drutu, było tego już jakieś pół wiadra - opowiada pan Piotr.

Gdy kolejny raz wykrywacz zapiszczał pod nim znajdował się jednak nie drut, chociaż na pierwszy rzut oka zielonkawe przedmioty można było wziąć za stare gwoździe. Ale obok były fragmenty ceramiki. I wtedy w głowie pana Piotra otworzyła się klapka, brał udział w niedawnych szkoleniach, które odbywały się z inicjatywy lubuskiego wojewódzkiego konserwatora zabytków oraz grupy eksploracyjnej Nadodrze. Zabezpieczył znalezisko, oznaczył teren, dokonał wstępnej dokumentacji, a gdy wokół zaczęli pojawiać się ciekawscy zapakował znalezisko w bąbelkową folię...

- Poszperałem w internecie i wyszło mi, że to zabytki z okresu halsztackiego - dodaje pan Piotr. I okazało się, że jego diagnoza była precyzyjna i potwierdzili ją archeolodzy.

Na miejsce znaleziska pojechała Ewa Garbacz, archeolog z wojewódzkiego urzędu ochrony zabytków - Odkrycia skarbu zostało nam zgłoszone, obejrzeliśmy, policzyliśmy. Wprawdzie na tym terenie wcześniej nie zarejestrowano stanowisk, ale to rejon bogaty archeologicznie - tłumaczy. - To typowy skarb i takie odnajdywane są zazwyczaj właśnie poza stanowiskami.

Barbara Bielinis-Kopeć cieszy się, że spotkania z detektorystami przyniosły jakiś efekt, a Julia Orlicka-Jasnoch, archeolog z Muzeum Archeologicznego Środkowego Nadodrza, mówi, że znalezisko to perełki, mimo że ostatnio lubuscy badacze mogą czuć się odrobinę rozpuszczeni, gdyż zabytków kultury łużyckiej odnajdujemy sporo.

6 z 12
Lipiec 2021. Pod koniec lipca rolnik z powiatu sulęcińskiego...
fot. Lubuski Wojewódzki Konserwator Zabytków

Rolnik na polu znalazł prawdziwy skarb

Lipiec 2021. Pod koniec lipca rolnik z powiatu sulęcińskiego pracował na polu. Podczas prac natknął się na... zabytki archeologiczne sprzed kilku tysięcy lat.

We wtorek, 27 lipca, rolnik z powiatu sulęcińskiego pracował na polu. W trakcie usuwania kamieni, które uszkadzały maszyny rolnicze, odkrył... wyroby z brązu! Natychmiast przerwał prace i zabezpieczył teren. Dzień później o odkryciu powiadomił służby konserwatorskie. Przeprowadzono oględziny miejsca znalezienia artefaktów.

Zabytki miały szczęście - znajdowały się tuż pod warstwą orną, dlatego nie zostały przypadkowo zniszczone wcześniej. Teraz czeka je badanie metodą archeologiczną. Trzy berła sztyletowe, trzy sztylety brązowe, siekierka, dłuto i toporek można wstępnie uznać za skarby kultury unietyckiej (2 300 rok p.n.e. - 1 600 rok p.n.e.). Odkrycie jest bardzo dużą wartością dla dziedzictwa kulturowego, tym bardziej, że występowanie większej liczby artefaktów, niż jedno berło i sztylet na raz jest bardzo rzadkie.

Jak informuje Lubuski Wojewódzki Konserwator Zabytków, znalazca zachował wzorową postawę - zawiadomił odpowiednie organy i nie prowadził dalszych prac na własną rękę, co mogłoby uszkodzić przedmioty.

7 z 12
Lipiec 2019. W krótkim czasie w Lubuskiem zgłoszono odkrycie...
fot. Lubuski Wojewódzki Konserwator Zabytków

Bulle papieskie w Lubuskiem

Lipiec 2019. W krótkim czasie w Lubuskiem zgłoszono odkrycie dwóch średniowiecznych bulli papieskich. To swego rodzaju sensacja, gdyż w Polsce znaleziono w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat jedynie kilkanaście takich artefaktów.

Pierwsza trafiła do naukowców w niezwykłych okolicznościach. Podczas majowej nocy muzeów w Muzeum Archeologicznym Środkowego Nadodrza ktoś zostawił średniowieczną bullę. To bulla papieża Urbana V. Wyraz „bulla” pochodzi z łaciny, w której oznacza niewielkie rzeczy okrągłe: bańkę powietrza na wodzie, klamkę drzwi, guzik do zapinania pasa, medalion z amuletem. Stąd bullą nazwano okrągłą złotą lub ołowianą pieczęć urzędu papieskiego z podobiznami świętych Piotra i Pawła z jednej strony i imieniem papieża na odwrocie, zawieszaną na sznurkach jedwabnych. Z czasem zaczęto tak nazywać każdy dokument papieski opatrzony tą pieczęcią.

Bulla do recyklingu
- Na jednej stronie mamy inskrypcje identyfikującą papieża – mówi archeolog, dyrektor świdnickiego muzeum Arkadiusz Michalak. – Na drugiej właśnie wizerunek św. Piotra i św. Pawła. Oczywiście powinien być dołączony dokument, ale wyraźnie mamy ślady odcięcia. Cóż, prawdopodobnie stało się to już przed wiekami, wówczas ludzie byli praktyczni i wykorzystywali ponownie cenne materiały.

O tej niezwykłej dostawie została naturalnie powiadomiona policja, a archeolodzy głowią się dlaczego znalazca tak cennego dla badaczy zabytku nie chce się ujawnić i chętnie poznaliby kontekst tego znaleziska, czyli miejsce, gdzie na bulle natrafiono.

Pieczęć z ołowiu
Jakby tego było mało 5 lipca do gorzowskiej delegatury Urzędu Ochrony Zabytków, Delegatury w Gorzowie Wlkp., po uprzedniej rozmowie telefonicznej, zgłosił się znalazca kolejnej bulli w celu dokonania zgłoszenia przypadkowego odkrycia i formalnego przekazania zabytku. Okazało się, że to bulla papieża Mikołaja III (1277-1280). Znalezisko to przedmiot wykonany z ołowiu o średnicy 3,5 cm. Na jego rewersie znajduje się przedstawienie dwóch medalionów ze zwróconymi ku sobie głowami mężczyzn oraz napis kapitałą: SPASP. Na awersie umieszczono napis uncjalny: NICO:/ LAUS: / PP: III: (nad literami PP umieszczono znak kontrakcji). Bulla poza zarysowaniami znajduje się w dobrym stanie. Trudnym do rozstrzygnięcia pozostaje wskazanie konkretnego dokumentu, do którego przytwierdzona była bulla, a także okoliczności w jakich została porzucona.

Do trzech razy sztuka
A tak na marginesie. Jest jeszcze jedna bulla, którą niedawno znaleziono. Kilka lat temu znaleziono bullę Bonifacego IX (1389-1404), a druga do Urbana V (1362-1370). W ostatnich dziesięcioleciach na ziemiach polskich odnotowano około 20 tego rodzaju artefaktów. Większość znaleziono przypadkowo lub podczas badań archeologicznych w dużych ośrodkach władzy kościelnej, a także w niewielkich miejscowościach o wczesnej metryce.

8 z 12
Wrzesień 2015. Okazało się, że ponad sześć tysięcy srebrnych...
fot. archiwum GL

Tysiące monet zakopanych przy drodze

Wrzesień 2015. Okazało się, że ponad sześć tysięcy srebrnych monet znalezionych przez leśniczego z Guzowa pochodzi z XV wieku. Kto je zakopał przy trakcie? To był kupiec czy może poborca podatków?

Gdy z leśniczym z Guzowa rozmawialiśmy o okolicznościach, w których znalazł ponad sześć tysięcy srebrnych monet, ten nie krył emocji. I jak mówił, ma nadzieję, że po pierwsze poznamy kiedyś historię tych dwóch garnców ze skarbem i dzięki temu będziemy wiedzieli więcej o przeszłości i o ludziach, którzy żyli tutaj przed wiekami... Wówczas archeolodzy ze świdnickiego muzeum archeologicznego mogli powiedzieć jedynie, że monet jest 6.159, pochodzą prawdopodobnie z okresu od połowy XV wieku do połowy wieku XVII. Wśród nich najwięcej jest tych saksońskich i nic w tym dziwnego, gdyż te tereny znajdowały się wówczas w granicach lub w strefie wpływów saskiego państwa...

Kilka dni temu z archeolog Marleną Nawrocką przeglądaliśmy skarb jeszcze raz. Niektóre z monet błyszczały, jakby przed chwilą opuściły sakiewkę średniowiecznego kupca. Jednak, aby wszystkie były w takim stanie, potrzeba kilkadziesiąt tysięcy złotych. Czy wiemy o nich coś więcej?

- Przede wszystkim są starsze niż sądziliśmy, wszystkie pochodzą z XV wieku - tłumaczy M. Nawrocka. - Żadna z monet nie jest datowana. Zdecydowaną większość stanowią halerze, i to bite w mennicach w Zgorzelcu. Czyli można przypuszczać, że właściciel skarbu albo stamtąd pochodził, albo prowadził handel z tamtymi terenami. Trafił się również, na przykład, grosz miśnieński. Niestety mamy jeszcze problem z odczytaniem części numizmatów, czyli nie znamy dokładnego grawerunku, ikonografii.

Kim był człowiek, który w dwóch glinianych garnkach ukrył tyle monet? Może to był kupiec, może ktoś, kto miał na oku kupno nieruchomości, a może wreszcie poborca podatków, który wiózł "utarg". Zgodnie z ustaleniami garnki ukryto na poboczu traktu między dwoma miejscowościami, które już nie istnieją. Były to tereny puszczańskie, a drogi w tamtych czasach nie należały do bezpiecznych. Skarb został płytko zakopany, widać, że miało być to tymczasowe schronienie. Czy jego właściciel zginął chwilę później? Na te pytania zapewne nigdy nie odpowiemy.

Pozostały jeszcze 3 zdjęcia.
Przewijaj aby przejść do kolejnej strony galerii.

Polecamy

Niemieckie szkielety na cmentarzu we Wschowie. Miały ślady poważnych obrażeń!

Niemieckie szkielety na cmentarzu we Wschowie. Miały ślady poważnych obrażeń!

W Kartuzach mówili o zbrodni pomorskiej 1939 roku

W Kartuzach mówili o zbrodni pomorskiej 1939 roku

101 lat temu przez Poznań przeszła ostatnia wielka powódź. Zobacz archiwalne zdjęcia!

101 lat temu przez Poznań przeszła ostatnia wielka powódź. Zobacz archiwalne zdjęcia!

Zobacz również

Przemysłowe miasto Zawiercie na nieznanych przed- i powojennych fotografiach. ZDJĘCIA

ROZMOWA
Przemysłowe miasto Zawiercie na nieznanych przed- i powojennych fotografiach. ZDJĘCIA

Walczyli o niepodległość Polski. Kim byli uczestnicy bitwy pod Małogoszczem? [FOTO]

Walczyli o niepodległość Polski. Kim byli uczestnicy bitwy pod Małogoszczem? [FOTO]