Alicja Zielińska

Tatarzy. W Polsce od 600 lat

W saloniku babuni Zofii, przy ul. Knyszyńskiej często odbywały się takie spotkania towarzyskie, 1931 r. Fot. Archiwum rodzinne W saloniku babuni Zofii, przy ul. Knyszyńskiej często odbywały się takie spotkania towarzyskie, 1931 r.
Alicja Zielińska

Polska i polskość była dla nich zawsze bliska. Rodzina posiada udokumentowane dzieje do ósmego pokolenia. Jestem dumna ze swoich przodków. Kompletuję dokumenty i materiały źródłowe, chcę opracować sagę rodzinną. Będzie to zarazem historia Polski i naszego regionu - mówi Maria Aleksandrowicz-Bukin.

Mieszkanie, choć w bloku wygląda jak muzeum. Stylowe meble, na ścianach jedna przy drugiej stare fotografie, na półkach pełno pamiątek, o wartości muzealnej. Jak chociażby zbiór modlitewników tatarskich: koranów, chamaiłów, kitabów, daławarów. Maria Aleksandrowicz-Bukin, doktor nauk medycznych z zakresu immunologii, o dziejach swojej rodziny może opowiadać godzinami.

Ważną rolę we wspomnieniach zajmuje dom przy ul. Knyszyńskiej 1 w Białymstoku. - Pod koniec XIX w. dziadkowie ze strony ojca - Jakub i Zofia Aleksandrowicze przybywają ze Słonima i nabywają posesję wraz z domem od właściciela pana Antoniuka - opowiada pani Maria. - Jakub wywieziony do Rosji w 1917 r. wraz z rodziną niebawem zmarł w wieku 40 lat. Wdowa Zofia zmuszona została do samodzielnego utrzymania całej swojej rodziny. Była bardzo energiczną kobietą, poradziła sobie w czasie kolejnych wojennych zawirowań, kiedy to byli deportowani czy musieli szukać schronienia przed okupantami.

W okresie międzywojennym na wzór obiadów u króla Stasia, przy Knyszyńskiej odbywały się również czwartkowe obiady. Nie było w zwyczaju zasiadać od razu do posiłku. Po przywitaniu gości rozmawiano, po to aby nacieszyć się swoją obecnością. Panowie rozgrywali partyjkę brydża, panie jadły owoce na apetyt. Następnie nakrywano do stołu i spożywano posiłek. Spotkania odbywały się również z okazji świąt, imienin, urodzin. Tata Ryszard (Raszyd) uzdolniony muzycznie, pogrywał na wielu instrumentach, pięknie śpiewał polskie pieśni i romanse rosyjskie.

Po II wojnie dom stał się ostoją całej rodziny, jak i miejscem spotkań towarzyskich białostockiej elity. Był to typowy dworek miejski z charakterystycznym dużym gankiem. Podwójne drzwi na przestrzał pozwalały na wejście z dwóch stron. Na dole znajdowały się cztery mieszkania, na górze dwa. Oprócz nas mieszkały tu moje ciocie i wujowie. Aleksandrowicze, Smolscy i Miśkiewicze brali czynny udział w życiu zawodowym i społecznym. Dzięki ich inicjatywie powstało Technikum Geodezyjne, a później Wodno-Melioracyjne. Był to również matecznik Tatarów Polskich. Tu spotykała się społeczność tatarska przybyła za Buga. Inicjowano i zakładano Muzułmański Związek Religijny wraz z imamem Lut Muchlą.

A my bywaliśmy rodzinnie między innymi u państwa inżynierostwa Budryków, z którymi dziadkowie poznali się jeszcze w Kobryniu. To był utarty zwyczaj, na pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia gościliśmy na ul. Pałacowej. Mieszkanie znajdowało się na pierwszym piętrze, bardzo przestronne, wysokie z wielkim salonem i stołem na 30 osób. Takie spotkania ludzi różnych kultur, różnych religii były normalne, ja wzrastałam w takiej atmosferze.

Historia rodziny ze strony matki jest nieco odmienna, choć zbliżona. Pradziadek Maciej urodzony w 1871 r. w Nowogródku w szlacheckiej rodzinie Aleksandrowiczów h. Kosy, ożenił się z Halimą Aleksandrowicz. Rodzina początkowo mieszkała w Nowogródku, a następnie wraz z awansem zawodowym pradziadka na asesora zmieniała miejsce pobytu na Mińsk, Bielsk, Kobryń, Warszawa. Maciej często również przebywał w Białymstoku. W dowód zasług związanych z pierwszym spisem powszechnym otrzymał Order św. Stanisława.

Na początku XX w. do Białegostoku został służbowo delegowany starszy syn Macieja - Tymoteusz (mój dziadek), otrzymał on stanowisko buchaltera w banku przy ul. Warszawskiej, a następnie był dyrektorem elektrowni. Młodszy syn Konstanty pobierał nauki w Realnym Ucziliszcze, czyli w Gimnazjum im. króla Zygmunta Augusta. Następnie podjął studia na Politechnice w Sankt Petersburgu. Wraz z braćmi Kryczyńskimi w 1907 r. zakłada Koło Studentów Muzułmanów Polskich.

W 1908 r. Tymoteusz żeni się z Emilią Popławską z Kruszynian (rodzina Popławskich za zasługi dla Rzeczpospolitej otrzymała od króla Jana Sobieskiego majątek oraz szlachectwo). Powołany do wojska w 1914 r. za udział w walkach I wojny światowej zostaje uhonorowany kawalerem Orderu Orła Białego. W czasie działań wojennych rodzina zostaje zmuszona do wyjazdu i osiedlenia się w Kursku. Tam też giną pradziadkowie Maciej Aleksandrowicz i Samuel Popławski. W 1924 r. pozostała rodzina, aby móc razem wrócić z bieżeństwa z Rosji, do biletu dopisuje jako służącą prababcię Felicję, ponieważ pozwalano na wyjazd tylko najbliższej rodzinie.

Z tego związku urodziło się wiele dzieci, wśród nich moja mama - Almira. Uczyła się w gimnazjum księżnej Jabłonowskiej. (Zachował się beret mamy z orłem z koroną oraz legitymacja szkolna). Młodszy brat mamy - Bazyli służył w szwadronie tatarskim, 13 pułku ułanów wileńskich, przydzielono go do sztabu. W czasie kampanii wrześniowej 1939 r. wyruszył w bój razem z imamem A. Chaleckim. Do Wisły doszli razem, imam widział go, a za Wisłą już niestety nie spotkali się. Zginął ku chwale ojczyzny, mając 20 lat. Utalentowany artystycznie, pięknie malował, rzeźbił.

Dziadka Tymoteusza określano kustoszem tatarskich pamiątek. Dzięki niemu zachowały się cenne dokumenty, posłużyły one wybitnym badaczom dziejów tatarskich w Polsce za materiały źródłowe. Był światłym człowiekiem. Wiele podróżował, kupował czasopisma, książki, interesował się poezją. Bardzo lubił klasykę, czytał wszystko w oryginale - dzieła Lermontowa, Gogola i Boya-Żeleńskiego z jego zbiorów zachowały się do dzisiaj. Wśród pamiątek jest okolicznościowy bibelot sygnowany na jedwabiu, wydany z okazji przyznania Władysławowi Reymontowi Nagrody Nobla.

W rodzinie przywiązywano wagę do edukacji oraz nauki języków. Pomimo zaboru dzieci uczyły się polskiego, a także angielskiego, francuskiego, niemieckiego - podkreśla pani Maria. Ponadto posługiwano się językiem liturgicznym arabskim oraz tatarskim. Zachowały się też kartki świąteczne, jak i wizytówki z życzeniami Bajramowymi - pisane po arabsku.

W domu zaś rozmawiano wyłącznie po polsku. Polska i polskość była zawsze bardzo bliska mojej rodzinie. W Święto Konstytucji 3 maja i Niepodległości 11 listopada rozbrzmiewały patriotyczne pieśni. Ach, jak było przyjemnie uczestniczyć we wspólnych trzypokoleniowych spotkaniach. Pamiętam, jak dziadek opowiadał nam o Katyniu, o Piłsudskim. Oficjalnie to było zabronione, a myśmy znali prawdę. Dziadek przykazywał: dzieci, tylko nie mówcie o tym w szkole. Do dziadka Tymoteusza zawsze można było przyjść i zapytać o historię Polski, był źródłem wiedzy. Cenił cesarza Napoleona i marszałka Piłsudskiego, marzył o wolnej Ojczyźnie.

Historia domu przy Knyszyńskiej 1 niestety skończyła się w 1975 r. W związku z budową ul. Gagarina, obecnie Al. Solidarności, dostaliśmy nakaz przeprowadzki. Dom został zburzony, po posiadłości nie zostało ani śladu. Kiedy tamtędy przejeżdżam, z wielkim sentymentem wspominam nasz rodzinny dom, ogród i sad. Bardzo mi go dzisiaj brak. Pozostały jedynie wspomnienia i pamiątki.

Pani Maria wyciąga z przepastnych szuflad co i rusz to kolejny album. Słuchać i oglądać można jeszcze długo, długo.

ALICJA ZIELIŃSKA, Kurier Poranny

Alicja Zielińska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.