Krzysztof Ogiolda

80 lat temu rozpoczęła się budowa mauzoleum żołnierzy Freikorpsu na Górze św. Anny

80 lat temu rozpoczęła się budowa mauzoleum żołnierzy Freikorpsu na Górze św. Anny
Krzysztof Ogiolda

W zamiarze nazistów miało być przeciwwagą dla tutejszego sanktuarium. W 1945 roku zostało wysadzone w powietrze. Nie został kamień na kamieniu...

80 lat temu rozpoczęła się budowa mauzoleum żołnierzy Freikorpsu na Górze św. Anny
Ze zbiorów P. Smykały i dr. R. Niedźwiedzkiego Centrum nazistowskiej Góry św. Anny miało być monumentalne mauzoleum

Centrum nazistowskiej Góry św. Anny miało być monumentalne mauzoleum
(fot. Ze zbiorów P. Smykały i dr. R. Niedźwiedzkiego)

Władze nazistowskie chciały, aby mauzoleum było pomnikiem upamiętniającym walczących i poległych w czasie trzech powstań śląskich obrońców niemieckiego Śląska. Według ówczesnej propagandy teren pod budowę amfiteatru i mauzoleum - kamieniołom w Kuhtal, nazywany potocznie Krowiokiem, mieli ofiarować właściciele Żyrowej. Piotr Smykała, pasjonat i znawca lokalnej historii, powątpiewa w tę oficjalną wersję.

- Strachwitz miał też podarować ziemię na lotnisko Stubendorf (Izbicko) - mówi - w rzeczywistości kazano mu ten teren oddać, popierając być może "prośbę" groźbą, że odmowa źle się dla niego skończy. Właściciele Żyrowej nie byli zwolennikami nazizmu. Zresztą nikt się chętnie nie pozbywa cennej ziemi. Wybrano akurat ten teren, bo naziści chcieli zbudować symbol Germanii właśnie na Górze św. Anny - w najwyższym miejscu ówczesnych niemieckich "kresów wschodnich".

Zgodnie z planem Josepha Goebbelsa, który nawiązywał do starogermańskich zwyczajów, w całej Rzeszy miano zbudować około 400 amfiteatrów. Miały się w nich odbywać Thingi - spotkania nawiązujące do dawnych zgromadzeń mężczyzn z germańskich plemion. Ostatecznie powstało ich mniej niż 70.
W środku umieszczono 14-tonowy posąg germańskiego bojownika.

80 lat temu rozpoczęła się budowa mauzoleum żołnierzy Freikorpsu na Górze św. Anny
Ze zbiorów P. Smykały i dr. R. Niedźwiedzkiego W środku umieszczono 14-tonowy posąg germańskiego bojownika

W środku umieszczono 14-tonowy posąg germańskiego bojownika
(fot. Ze zbiorów P. Smykały i dr. R. Niedźwiedzkiego)

Prace budowlane na Górze św. Anny rozpoczęły się dokładnie 80 lat temu - w 1934 roku. W ich efekcie powstał monumentalny wykuty w skale amfiteatr, który przy maksymalnym zapełnieniu mógł przyjąć nawet 50 tysięcy publiczności. Scenę umieszczono pod 30-metrową ścianą skalną. Twórcami tej budowli byli berlińscy architekci Franz Boehmer i Georg Petrich.

W 1937 roku - przy udziale przywódcy Hitlerjugend Baldura von Schiracha - otwarto schronisko młodzieżowe ze 172 miejscami noclegowymi, w którym mieli nocować przybywający na Górę św. Anny młodzi naziści.

Ale centrum nowej, nazistowskiej, Góry św. Anny miało być monumentalne mauzoleum.

- Do jego zaprojektowania wybrano architekta sztuki wojskowej, Roberta Tischlera - dodaje Piotr Smykała. - Według jego zamysłu miał to być cmentarz wojskowy skupiony wokół centralnej budowli, zamku poległych, czyli Totenburga. Ten sam architekt stworzył w Egipcie podobną, choć o wiele bardziej imponującą, budowlę w 1955 roku, upamiętniającą żołnierzy niemieckich poległych pod El-Alamain.

Mauzoleum miało kształt monumentalnej, choć niezbyt wysokiej rotundy. Wykonano je z bloków wapienia wydobytych w okolicy. Chodziło o to, by budowla była możliwie symbolicznie jak najsilniej powiązana z otoczeniem. Po wejściu do wewnątrz odwiedzający to miejsce stawali w wysokiej Hali Zmarłych (Totenhalle) o średnicy 10 metrów.

- I dopiero wtedy byli w stanie ocenić jej ogrom - zwraca uwagę Piotr Smykała - poziom podłogi znajdował się około 3 m pod poziomem gruntu. Z zewnątrz widać było tylko połowę budowli.

W jedenastu niszach znajdujących się dookoła sali umieszczono 50 sarkofagów ze szczątkami niemieckich żołnierzy Freikorpsu poległych w czasie powstań śląskich. Nie tylko na Górze św. Anny, ale i w innych miejscowościach. Sarkofagi te były mniejsze od pełnowymiarowych trumien. Miały rozmiary około 100 na 50 cm.

Wewnątrz mauzoleum znajdowały się napisy nawiązujące do historii Niemiec, ale interpretujące ją zgodnie z nazistowską propagandą: "1914 Niemcy", "1915 Spiżowy front", "1916 Żelazna wola", "1917 Bohaterska ofiara", "1918 Zdradzone zwycięstwo", "1919 Upadek w otchłań", "1920 Bojowy okrzyk honoru" itd. Ostatni napis głosił: "1931/1932 Obudźcie się Niemcy".

W środku hali umieszczono ogromną 14-tonową rzeźbę umierającego germańskiego bojownika. Monachijski rzeźbiarz Fritz Schmoll wraz pomocnikami tworzył ją na miejscu równolegle z powstawaniem rotundy. Była zbyt duża, by przetransportować ją do środka przez drzwi mauzoleum.

Piotr Smykała zwraca uwagę, że posąg robił na wchodzących tym większe wrażenie, że wyłaniał się z mroku. Hala była oświetlona jedynie niewielkimi świetlikami przypominającymi otwory strzelnicze.

Nazistowska propaganda podkreślała, iż rzeźbę wykonano z porfiru - skały wulkanicznej, która w Rzymie starożytnym była zastrzeżona dla cesarskiej rodziny.

- W rzeczywistości do wykonania rzeźby użyto podobnego w wyglądzie, ale przywiezionego z Bawarii lamprofiru - wyjaśnia Piotr Smykała.

Oficjalne otwarcie mauzoleum - w typowej dla czasów nazistowskich patetycznej i monumentalnej poetyce - z pochodniami i przemówieniami odbyło się 22 maja 1938 roku. Podczas tej uroczystości jednoznacznie potwierdziło się, że nowe mauzoleum ma - w zamiarze nazistów - "zasłonić" sanktuarium św. Anny. Franciszkanin ojciec Fudalla tak o tym pisał:

- Podczas przemówienia jednego z nazistowskich bonzów punktualnie o 12.00 z kościelnej wieży rozległ się głos dzwonu na Anioł Pański, jakby na złość. W odpowiedzi z ust mówcy padły słowa: "To stare rupiecie, tam na górze, musi zniknąć". Owo stare rupiecie było nie tylko słynnym sanktuarium, ale i symbolem trwania ludu śląskiego przy wierze i mowie ojców.

Historia miała pokazać, że to był dopiero początek walki z sanktuarium św. Anny i franciszkanów. W lipcu 1939 roku ostatecznie zakazano odprawiania mszy św. ze śpiewami i kazaniem po polsku. Z kościoła i kaplic kalwaryjskich usunięto wszelkie polskie napisy. W listopadzie 1940 roku w klasztorze urządzono obóz dla volksdeutschów z Rumunii. A 19 czerwca 1941 roku kazano franciszkanom w ciągu 48 godzin opuścić Górę św. Anny. Wrócili dopiero w 1945.

- Sztuka przeniesienia funkcji sanktuarium z kościoła do mauzoleum się nie udała - mówi Piotr Smykała. - Okazało się, że Ślązacy są uparci. Próbowali pielgrzymować do św. Anny jeszcze w 1939 i 1940 roku, zwłaszcza na najstarsze odpusty Podwyższenia Krzyża Świętego i Aniołów Stróżów. Kiedy zakazano zgromadzeń, nie wędrowali gromadnie, parafialnymi grupami. Szli pojedynczo, jeździli furami itd.

Pochodzący z Gliwic niemiecki pisarz Horst Bienek zanotował w książce "Podróż w krainę dzieciństwa", że naziści w dniach pielgrzymek organizowali wielkie parady, by pokazać, że potrafią zmobilizować więcej ludzi. Zwykle się nie udawało, choć uczestników zwozili aż z Dolnego Śląska, a głośniki ustawiano blisko dróżek kalwaryjskich, by nazistowskimi piosenkami zakłócać modlitwy. Wszystko na nic. Gauleiter za każdym razem kipiał z wściekłości.
Wielki wybuch

Po zakończeniu wojny mauzoleum zostało wysadzone w powietrze, a szczątki niemieckich żołnierzy bez trumien pochowano na cmentarzu na Górze św. Anny. Alfred Mrohs z Rozmierzy był tego naocznym świadkiem.

- Byliśmy w Błotnicy w obozie internowani przez Rosjan - opowiada. - Wybrano spośród nas 80 mężczyzn. Połowę przewieziono do Strzelec samochodami, reszta musiała iść pieszo. Na miejscu zamknięto nas w tak ciasnym pomieszczeniu, że nie dało się nawet usiąść. Noc spędziliśmy na stojąco. Rano poszliśmy pieszo na Górę św. Anny. Okazało się, że będziemy pracować przy unicestwieniu budowli.

Alfred Mrohs pamięta, że najpierw skuwali wypełniającą wnętrze mozaikę i kamień. Skuty materiał trafił do Warszawy na odbudowę.
- Na mozaice w sąsiedztwie sarkofagów były umieszczone nazwiska żołnierzy Freikorpsu - wspomina Mrohs. - Ich szczątki znajdowały się w ołowianych, a więc wartościowych trumnach. Toteż kazano nam wykopać głęboki dół w lewym rogu przyklasztornego cmentarza na Górze św. Anny i do tego dołu wysypywaliśmy te kości bez trumien. Praca była ciężka, a jedzenie bardzo marne. Najczęściej składało się ono z kartofli z maślanką. Po pracy walczyliśmy z dokuczającymi nam wszami. Pracowaliśmy przez trzy tygodnie. Po wysadzonym w powietrze mauzoleum nie został ślad. Na cmentarzu w miejscu zbiorowej mogiły są dziś nowe groby.

Tam, gdzie było mauzoleum, stoi upamiętniający powstańców śląskich pomnik Xaverego Dunikowskiego.

KRZYSZTOF OGIOLDA, NTO

Krzysztof Ogiolda

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.