Diabły na małych konikach, czyli Wielkanocna napaść Mongołów na Śląsk

Damian Fierla
Henryk Pobożny
Henryk Pobożny arc.
Z początkiem 1241 roku pod murami polskich grodów zjawili się straszni wojownicy. Od lat krążyły pogłoski, iż są to wysłannicy piekieł – okrutni, bezwzględni i straszni. Władali już połową świata – od wybrzeży Oceanu Spokojnego po Morze Czarne. To do nich należały najpiękniejsze miasta Azji, z Chiwą i Bucharą na czele. Zajęli już całą Europę Wschodnią, a teraz czas przyszedł na Węgry i rozbitą na niezależne księstwa Polskę, w tym na Śląsk.

Spis treści

Diabły na małych konikach, czyli Wielkanocna napaść Mongołów na Śląsk

Z początkiem 1241 roku pod murami polskich grodów zjawili się straszni wojownicy. Od lat krążyły pogłoski, iż są to wysłannicy piekieł – okrutni, bezwzględni i straszni. Władali już połową świata – od wybrzeży Oceanu Spokojnego po Morze Czarne. To do nich należały najpiękniejsze miasta Azji, z Chiwą i Bucharą na czele. Zajęli już całą Europę Wschodnią, a teraz czas przyszedł na Węgry i rozbitą na niezależne księstwa Polskę, w tym na Śląsk.

Hunowie XIII wieku

Najeźdźcami byli Mongołowie, zwani w Europie Środkowej Tatarami – od Tartaru, greckiej krainy wiecznie potępionych. Nazwa nie była przypadkowa. Tam gdzie zjawiali się Tatarzy, tam zaczynały się nieszczęścia, niewola i śmierć tysięcy ludzi. Wszyscy ci, którzy przeciwstawili się władzy Wielkiego Chana, ginęli okrutną śmiercią, ci którzy się ukorzyli, mogli zachować życie i płacić olbrzymie daniny mongolskiemu władcy oraz podatki na utrzymanie jego wojsk. Kronikarze i historycy często utożsamiali Tatarów z Hunami, którzy w równie bezwzględny sposób zajęli połowę Europy 900 lat wcześniej i doprowadzili do upadku Cesarstwa Rzymskiego na Zachodzie. Sytuacja była bardzo podobna. Dziesiątki tysięcy koczowników parło od Wschodu, zajmując coraz to większe terytoria, a 10 tysięcy z nich stało teraz nad Bugiem.

U bram Śląska

W styczniu 1241 roku Mongołowie zajęli Lublin. W lutym nie zdołano powstrzymać ich pod Sandomierzem, który zdobyli i doszczętnie spalili. W marcu padł Kraków, gdzie najeźdźcy wymordowali około trzech tysięcy jego mieszkańców. Na przełomie marca i kwietnia stanęli u bram Śląska. Ich wieloetniczna armia – w skład której obok plemion mongolskich, wchodzili także Kirgizi, Mordwini, Chińczycy, a nawet Rusini z podbitego Kijowa – wciąż parła na Zachód. Ich celem było powstrzymanie polskiego rycerstwa od pomocy najechanym w tym samym czasie Węgrom oraz złupienie głównych miasta Śląska – Bytomia, Rybnika, Raciborza, Opola, Wrocławia i Legnicy. Trzynastowieczne rycerstwo europejskie nie było w stanie skutecznie stawić czoła wojskom mongolskim. Oddziały tatarskie, używające małych, ale bardzo szybkich, zwinnych i wytrzymałych koni – tzw. bachmatów – rozbijały armie europejskie, stosując zawsze tę samą taktykę. Atak, pozorowany odwrót i ostrzał z łuków ruszających w pościg za nimi rycerzy, którzy ginęli wówczas setkami. Na szeroką skalę używali zapożyczonej od Chińczyków broni chemicznej, w ogóle nie znanej w ówczesnej w Europie. Stosowali trujący dym z palonej gorczycy, sproszkowane wapno i związki arsenu, zrzucane na wroga z latawców lub rozpylane na wietrze wiejącym w kierunku wrogich wojsk. Nie obca im była broń psychologiczna. W nocy rozpalali zawsze o wiele więcej ognisk niż potrzebowali do ogrzania żołnierzy, co miało utwierdzić przeciwnika w przekonaniu, iż posiadają o wiele liczniejsze wojska niż w rzeczywistości. Wziętych do niewoli jeńców często mordowano w okrutny sposób, a ich rozczłonkowane części ciała nabijano na włócznie niesione przed oddziałami, co miało wywołać strach i odebrać stronie przeciwnej chęć do walki. Armie Batu-Chana, tak jak jego dziadka – wielkiego Czyngis-Chana – były po prostu niezwyciężone.

Monarchia Henryków w obliczu katastrofy

Państwo Henryka II Pobożnego, syna Henryka Brodatego i świętej Jadwigi Śląskiej, było u szczytu swej potęgi. Henryk Pobożny, jako Książę Wrocławski, Krakowski i Wielkopolski, skupił w swym ręku władzę nad większością ziem polskich. Jako opiekun małoletniego księcia Bolesława Wstydliwego, rządził również Ziemią Sandomierską.

Poza jego jurysdykcją pozostawały jedynie Kujawy, Pomorze i Mazowsze. Był głównym pretendentem do korony polskiej i wydawało się, że może ją wkrótce uzyskać. Swą córkę wydał za księcia Kazimierza Kujawskiego, ugruntowując swoje wpływy także w tej dzielnicy.
Mniejsze, zapewne rozpoznawcze oddziały mongolskie pojawiły się na Śląsku już w styczniu 1241 roku pod Raciborzem. Jednakże do pierwszych starć zbrojnych doszło tutaj dopiero 20 marca, kiedy to jeden z mongolskich oddziałów próbował przeprawić się przez Odrę. Rycerstwo pod dowództwem księcia opolsko-raciborskiego Mieszka Otyłego rozgromiło kilkusetosobowy zagon Mongołów, zabijając czterystu z nich. Zwycięstwo to odbiło się szerokim echem we wszystkich dzielnicach Polski, dając nadzieję chrześcijańskiemu rycerstwu na skuteczną obronę. Dotąd wszystkie bitwy były przegrane, a miasta Ziemi Krakowskiej i Ziemi Sandomierskiej zostały splądrowane i spalone. Na Śląsku padł Rybnik, zrównany z ziemią przez jeden z mongolskich oddziałów zwiadowczych. Racibórz jednak ocalał. Został także wzmocniony przez księcia dodatkowymi oddziałami. Reszta zwycięskich oddziałów spod Raciborza na wezwanie Henryka Pobożnego ruszyła pod Legnicę. Do kolejnego starcia doszło pod Opolem, gdzie wycofujące się z Małopolski wojska księcia Bolesława Wstydliwego i przybyłe spod Raciborza rycerstwo pod dowództwem Władysława Opolskiego próbowały zatrzymać lub co najmniej spowolnić marsz głównych sił mongolskich na Wrocław. Tatarska armia była jednak zbyt potężna jak na dość skąpe siły dwóch młodych książąt.

Zbliżały się Święta Wielkanocne, które przypadały w tym roku na dzień 7 kwietnia. Książę Henryk gromadził wojska, szykując się do ostatecznej rozprawy z „wysłannikami Tartaru”. U jego boku stanęło rycerstwo z całego Śląska, wraz ze zwycięskimi wojskami opolsko-raciborskiego księcia Mieszka Otyłego. Przybyło również rycerstwo z Wielkopolski i niedobitki rycerstwa z Ziemi Krakowskiej i Sandomierskiej. Pomocy nie odmówili również rycerze zakonni. W liczbie tysiąca pięciuset braci – Krzyżaków, Joannitów i być może Templariuszy – przybyli pod Legnicę. W sumie Henryk zebrał około 7 tysięcy zbrojnych i czekał jeszcze na posiłki króla Czech Wacława Jednookiego.

Klęska 9 kwietnia

I tak, 9 kwietnia na Dobrym Polu, kilka kilometrów od Legnicy, stanęło naprzeciwko armii chrześcijan około 8 tysięcy Mongołów, Chińczyków i Rusinów, którymi dowodzili Orda i Kajdu, wnuk i prawnuk Czyngis-Chana. Kolejne 2 tysiące Mongołów plądrowały wówczas okoliczne wsie i miasta. Niestety posiłki króla czeskiego spóźniały się i ostatecznie nie wzięły udziału w bitwie, która zakończyła się klęską strony polskiej. Niektórzy twierdzą, iż powodem przegranej było wycofanie się z pola walki oddziałów księcia Mieszka Otyłego, które uległy mongolskiej prowokacji. Otóż wspierający wojska tatarskie Rusini, udając uciekających Polaków, wzbudzili panikę w oddziałach raciborskiego księcia. Myśląc, iż bitwa jest już przegrana, rycerze rzucili się do ucieczki. W konsekwencji, książę Henryk został pojmany i stracony, a jego odciętą głowę zatknięto na włóczni. Wojska polskie poszły w rozsypkę. Część pośpiesznie wróciła w rodzinne strony, chcąc bronić własnej ziemi przed najazdem, część zginęła na miejscu w liczbie około dwóch tysięcy, czy to od tatarskich strzał, czy od trujących gazów, użytych przez Mongołów w trakcie walki. Grodu legnickiego jednak nie zdobyto, więc Tatarzy zadowolili się łupieniem okolicznych miejscowości. Wojska mongolskie pojawiły się także pod Wodzisławiem, Opawą i ponownie pod Raciborzem, gdzie na przełomie kwietnia i maja dokonali ośmiodniowej rzezi mieszkającej tu ludności. Jak głosi legenda, jeden z oddziałów został jednakże pokonany przez miejscowych chłopów z Radlina, a większość Mongołów zginęła w walce lub utonęła w okolicznych bagnach. Podania ludowe głoszą, iż po przejściu na chrześcijaństwo część wziętych do niewoli Tatarów, osiedliła się w okolicy Wodzisławia, dając początek wsi Mszana.

Śmierć Wielkiego Chana wybawieniem

Niepokojące wieści dochodziły również z Węgier. Dwa dni po legnickiej klęsce rycerstwo węgierskie zostało zmasakrowane przez główne siły Mongołów w bitwie na równinie Mohi, tracąc prawie 60 tysięcy rycerzy. Tatarzy z Polski zaczęli wdzierać się teraz na Łużyce i Morawy, a z Węgier na Chorwację. Zdawało się, że Europa Środkowa za chwilę znajdzie się pod panowaniem wielkiego chana Ugedeja. Tak się jednak nie stało. W grudniu umarł władca Mongołów, a wieść o tym obiegła jego ogromne państwo w kilka tygodni. Mongołowie musieli wracać do stolicy imperium Karakorum i radzić, kto ma po nim objąć władzę. Księstwa polskie i Królestwo Węgierskie zachowały swą niezależność. Niestety, najazd mongolski zatrzymał proces jednoczenia ziem polskich pod jednym berłem – Henryków Śląskich. Plany Henryka Pobożnego spełzły na niczym. Jego państwo uległo rozdrobnieniu na pomniejsze księstwa, które z czasem zaczęły przyjmować zwierzchność królów czeskich. Śląsk przestał być swoistym centrum, wokół którego miało się odrodzić Królestwo Polskie. Rolę Piastów Śląskich przejęli teraz książęta z Wielkopolski, Mazowsza i Kujaw.

Nie przeocz

Zobacz także

Musisz to wiedzieć

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Upalne dni bez stresu. Praktyczne sposoby na zdrowe lato

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Diabły na małych konikach, czyli Wielkanocna napaść Mongołów na Śląsk - Dziennik Zachodni

Wróć na naszahistoria.pl Nasza Historia