Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Dwie matki, kino i inne miłości Stanisława Jędryki

Czytaj dalej
Grażyna Kuźnik

Dwie matki, kino i inne miłości Stanisława Jędryki

Grażyna Kuźnik

Przez całe życie reżyser Stanisław Jędryka nie próbował dociekać prawdy o sobie z obawy, co odkryje. Dzisiaj tego żałuje. Wychował się w Sosnowcu, w przybranej rodzinie.

Świetnie grał w piłkę, dobrze się uczył, podobał się dziewczynom, więc w oczy nikt nie nazywał go bękartem. Ale to słowo słyszał za plecami. Gdy zaraz po maturze dostał się do łódzkiej filmówki i wyjechał na zawsze z Sosnowca, myślał, że dzieciństwo ma już za sobą. Ale nie mógł się od niego wyzwolić.

Miał matkę Karolinę, ojca Józefa i mieszkanie w kamienicy na ulicy Wiejskiej w Sosnowcu. Szybko okazało się, że nie jest taki, jak inne dzieci. Ma także drugą matkę, biologiczną, a prawdziwy ojciec jest tajemnicą. Obie matki go kochały, każda miała swoje sekrety, winy i żale, nic nie było proste. Musiał je zrozumieć i nauczyć się o nic nie pytać. Dużo jak na chłopca. Wciąż wracał do czasu dzieciństwa, robił o nim filmy; przez całe życie nakręcił ich kilkadziesiąt. Najbardziej ceni „Zielone lata” o wojennym Sosnowcu i „Do góry nogami”, o chłopakach z Chorzowa w czasie wojny. Widzowie wolą seriale „Do przerwy 0:1”, „Stawiam na Tolka Banana”, „Szaleństwo Majki Skowron”, „Wyspę Złoczyńców”, „Podróż za jeden uśmiech” i kultowe „Wakacje z duchami”. Był czas, że na każdym podwórku rozlegało się „Przebacz mi, Brunhildo!”. W żadnym z filmów reżyser nie zapomniał, co się czuje, gdy trzeba szybko dojrzeć.

Raj nad Brynicą

- Naszego domu na ulicy Wiejskiej już nie ma, to był stary budynek w Starym Sosnowcu; teraz stoją tam bloki. Nie ma sklepu kolonialnego rodziców, klimatu, w którym się wychowałem, nie czeka już tam na mnie przybrany brat Stefan, ale to nadal moja dzielnica - mówi 83-letni Stanisław Jędryka. Gdy rozmawiamy, jest w szpitalu, ma kłopoty z sercem; pierwszy zawał dopadł go już w 1979 roku, potem był drugi. Ale wspomnienia z Sosnowca go nie męczą. Głos, na początku słabszy, staje się młody, ożywiony, pełen humoru.

- Bardzo dobrze trafiłem z miejscem urodzenia - zapewnia. - Biegaliśmy wolni; szmaciana piłka, Stawiki, Zamułki, przygody. Blisko Brynica, a za nią Szopienice i Śląsk. Z chłopakami stamtąd toczyliśmy bitwy na kamienie. Był wśród nich Kazio Kutz, mój przyjaciel, ale poznany dopiero na studiach. Też chodził wtedy nad Brynicę. Może nieraz oberwał ode mnie kamieniem.

Niezwykła grupa wyrostków biła się nad rzeką. Urodzeni na krótko przed wojną, w latach 30. XX wieku. Najlepszy w rzutach był przyszły mistrz oszczepu, pięciokrotny olimpijczyk Sidło, rocznik 1933; wtedy jeszcze nie Janusz tylko Reinhold, kolega Kutza. Obaj chodzili na brzeg pociepać na goroli, o czym z sentymentem wspominał Kutz. Chodził też tam rówieśnik Czesław Białas, przyszły sztangista i olimpijczyk, siłacz, który mieszkał w tym samym domu co Sidło. Przy ich ulicy mieszkała też kulomiotka i olimpijka Magdalena Bregulanka, nieco starsza, ale może udzieliła im kilku lekcji. Ekipa z Szopienic była silna.

- O Sidle chciałem nawet zrobić film jeszcze w szkole filmowej, rozmawiałem o tym z nim i jego trenerem Zygmuntem Szelestem, ale w końcu do tego nie doszło - wspomina reżyser.

Po tym, jak w walkach nad Brynicą niejeden zaliczył podbite oko, wracali do siebie, do Szopienic i Starego Sosnowca. W domach chudo: w książce Adama Bahdaja „Do przerwy 0:1”, z której Jędryka zrobił film, zgłodniały bohater Paragon grzebie w garnkach; doszukuje się tylko garści kaszy jaglanej. Tutaj każdy ma tak samo, ale Kutz i Jędryka uważają, że urodzili się w pięknym miejscu. Chociaż Kutz przyznawał, że czasem, gdy wracał z daleka, czuł zażenowanie na widok Szopienic, jakby zobaczył starą kobietę rozebraną znienacka. Do Starego Sosnowca też trzeba się przyzwyczaić.

Stanisław Jędryka z Filipem Łobodzińskim (z lewej) i Henrykiem Gołębiewskim na planie „Podróży za jeden uśmiech” (1971 r.)
Stanisław Jędryka, rocznik 1933, urodził się w Starym Sosnowcu na dawnej ulicy Wiejskiej

Już go nie ma. W latach 70. XX wieku na dzielnicę zapada wyrok. Huta Katowice się rozrasta, potrzebuje osiedli dla pracowników. Jędryka ma już za sobą kilkanaście filmów, gdy „Wiadomości Zagłębia” dostrzegają, że Stary Sosnowiec to nie jest piękna starówka z zabytkami, tylko wstyd dla miasta: „Walące się budynki, drewniane rudery ogrodzone byle jakimi płotami, jednym słowem głęboka wieś”. Ale bez jej uroków: „Poczynając od lasku milowickiego można zauważyć wielkie kratery wyrobiskowe po byłej piaskowni i wysypisko kamienia. Wzdłuż ul. Kresowej rozciąga się wysypisko śmieci”. To zapowiada przebudowę tego skansenu zagłębiowskiej biedy i przedsiębiorczości; powstanie osiedle Piastów.

Czułe spojrzenie chłopca, później reżysera, ocenia dzielnicę inaczej. W książce Jędryki „Miłości mojego życia” (Warszawa, 2012) są ulice „cuchnące i brudne” jak Szczodra, ale jednak „Sosnowiec jest najpiękniejszym miejscem na świecie”. Wyrobiska to dziecięce niebo. Zamułki, „teren, z którego czerpano piasek do zamulania chodników w pobliskiej kopalni Milowice, kiedy wybrano już z nich węgiel”, są idealne na sanki. Stawiki, wyrobisko piaskowe z sadzawkami, „były dla nas rajem. Kąpaliśmy się w wodzie po kolana, skakaliśmy z piaszczystej skarpy, graliśmy w nogę”.

Talentów tu nie brakuje. Na Miłej w Starym Sosnowcu mieszkał Jan Kiepura. A w kamienicy Staszka Rysiek Kwiecień. Przystojny dwudziestolatek z biednej rodziny stawał w otwartym oknie na klatce schodowej i wypełniał donośnym głosem wszystko wokół. Staszek, wtedy ledwo odrosły od ziemi, wróżył mu wielką karierę. Rysiek zapadł jednak na gruźlicę i umarł młodo.

Jedno z najwcześniejszych wspomnień Jędryki to wyprawy przez główną ulicę Piłsudskiego do sklepu rodziców. Ma może cztery lata, ucieka zajętej matce, żeby zobaczyć Helkę, która rano w sklepie jest ekspedientką, a wieczorem w ich domu służącą. Trudno przejść przez Piłsudskiego, po której czasem pędzą auta, czeka, aż ktoś go przeprowadzi. Helka daje mu cukierka, mocno przytula. Jest ładna, zawsze smutna. Coraz bardziej.

- Kiedyś Helka uciekła. Wybiła szybę w nocy, rzuciła klucze do sklepu i znikła - opowiada Stanisław Jędryka.

Matka Karolina jest oburzona. Żadnej karteczki, żadnego słowa wyjaśnienia. Ładnie się odwdzięczyła po tym, co dla niej zrobili. W końcu padają słowa: - Żeby matka tak postąpiła?

Staszek ma sześć lat. Nie wie, dlaczego krewni patrzą na niego ze współczuciem, czemu sprawa Helki wywołuje ciężką atmosferę. Matka niczego mu nie tłumaczy. Ale on czuje, że Helka nie jest zwykłą ekspedientką.

Po jakimś czasie pisze z Częstochowy, znalazła pracę u właściciela kina. Podsłuchuje, jak rodzice mówią o Helce, że jak tylko stanie na nogi, wróci po Staszka i go zabierze. Jest przerażony, dlaczego Helka ma go zabrać? Ale nikt mu nic nie wyjaśnia. Dorośli nie lubią pytań.

O kolejnych listach Helki już się nie wspomina, a w życiu chłopca nic się nie zmienia; matka nadal jest opiekuńcza, a Józef, pozbawiony w wypadku w fabryce dłoni, jak zawsze milczy. Zresztą zbliża się wojna.

Gwiazdy na piersiach

Wybuch wojny w Starym Sosnowcu: syreny alarmowe, na ulicach niemieccy żołnierze na motocyklach z przyczepami. Ulica Piłsudskiego to teraz Hitlerstrasse. Wszyscy się boją, matka płacze po nocach. Ale sklep działa dalej, pracuje tu Maryśka, młoda dziewczyna ściągnięta z Żarnowa w Łódzkiem, rodzinnej wsi Józefa.

Pewnego dnia Niemcy wyprowadzają z domu rodziców Staszka - mają trafić do obozu w Będzinie, potem do Auschwitz. Chłopiec zostaje sam z Marysią. Powodu aresztowania nie zna, w tej rodzinie są tajemnice. Może chodzi o akcję „Oderberg”, skierowaną przeciw polskiemu lewicowemu podziemiu? W 1943 roku z terenu Zagłębia Dąbrowskiego aresztowano wtedy 750 osób, połowę wysłano do KL Auschwitz. Ale Karolina i Józef nie są szychami w tej działalności, udaje się ich wyciągnąć. O to zabiega Marysia. Czy jakiś wpływ na to mają wizyty u niej niemieckiego żandarma? Staszek widzi, ale nie pyta. Gdy rodzice cudownie wracają, żandarm znika.

Rachela już jednak nigdy nie wróciła. Rówieśniczka Staszka, sąsiadka z tej samej kamienicy - z Abramkami mieszkali drzwi w drzwi. Rudowłosa, w piegach, ładna, siostra dwóch braci, jej ojciec był krawcem.

- Przesiadywałem z nią w ogrodowej altance. Gdy nie widziała, całowałem ją we włosy. Opowiadała, że chciałaby zobaczyć świat, dużo podróżować. Wyjechała, ale na Środulę do getta. Potem do Auschwitz - mówi reżyser.

Gdy Abramkowie pakowali swój dobytek, który zmieścił się w dziecinnym wózku, świeciło słońce. Niemiec krzyczał „Schneller! Schneller!”, popychał kolbą. Staszek nie wiedział, co to znaczy getto, ale ten dzień utkwił mu w pamięci. Rachela pocałowała go w usta, powiedziała, że na pewno się jeszcze spotkają. Ale czuł, że to nigdy nie nastąpi. Abramkowie szli w milczeniu, nie oglądali się za siebie. Rachela podniosła rękę w pożegnaniu. „Gwiazdy umieszczone na ich piersiach szczególnie mocno świeciły. Skrzypiały kółka wózka. Cichy ich dźwięk zdawał się rozsadzać mi głowę” - napisze potem Stanisław Jędryka.

- Nie wiem, kim jest mój prawdziwy ojciec, dlaczego otaczała go taka tajemnica. Może był Żydem? - zastanawia się reżyser. - Tak napisał Kazio Kutz w jednym z felietonów. Natychmiast go zapytałem, skąd ty to wiesz? Nie wiedział, tylko myślał, że okupację spędziłem w getcie na Środuli, że byłem żydowskim dzieckiem, uratowanym przez polską rodzinę. Na to mu wyglądałem. Odwołał to potem w kolejnym felietonie.

Ciemne, gęste loki, wyraziste rysy wyróżniały Staszka od kolegów, ale nigdy nie usłyszał żadnej aluzji na ten temat. Nawet gdy już wiedział, że Karolina i Józef są jego przybranymi rodzicami, że jest nieślubnym dzieckiem Heleny, o ojcu nikt nie wspominał.

W przedwojennym Sosnowcu mieszkało około 28 tys. osób wyznania mojżeszowego, stanowili 20 procent mieszkańców. Wojnę przetrwała garstka. W 1942 roku gestapo spędziło wszystkich Żydów do dzielnicy Środuli, trafiły tutaj też żydowskie rodziny ze Starego Sosnowca. Wkrótce potem zaczęła się likwidacja getta, egzekucje, szły transporty ludzi do Auschwitz.

Helena nie pochodziła jednak z Sosnowca, tylko z Żarnowa, wsi koło Opoczna. Tam, gdzie urodził się jego przybrany ojciec Józef. Ale Stanisław nigdy nie szukał tam śladów matki. Z urwanych zdań rozumiał, że ojciec chciał pomóc pannie ze swoich stron, bo była w ciąży. Los kobiet i nieślubnych dzieci był wtedy opłakany. Przed wojną w Polsce śmiertelność dzieci była wysoka, ale zwłaszcza tych nieślubnych. Połowa z nich nie dożywała roku. Józef zlitował się, zabrał Helenę do Sosnowca jako pomoc w domu i w sklepie. Jego żona Karolina zgodziła się wychować jej dziecko jak swoje, sama nie mogła mieć dzieci. Wcześniej przyjęli już z Żarnowa do siebie chłopca, kilkuletniego Stefana. Helena urodziła syna, oddała go Karolinie. Nie odeszła z pracy, patrzyła, jak jej dziecko uważa za matkę inną kobietę. Ale ma ciepło, jedzenie, oboje rodziców i dom.

Pytania do matki

Nawet gdy już mówiło się o Helenie jako o matce, to nigdy o jej rodzinie, o dziadkach Staszka, o tym, gdzie mieli gospodarstwo czy chałupę, kim byli. Żarnów bez adresu. A przecież Józef powinien ich dobrze znać. Nikt też nigdy stamtąd nie przyjechał, nie pytał o Helenę. Milczało się też w domu o jej kawalerze. Jakby liczyła się tylko teraźniejszość.

Tyle szans na wyjaśnienie prawdy przeminęło. Przybrany ojciec wysyła Staszka do Żarnowa, na wakacje do swoich krewnych. Nikt mu tam o Helenie nie wspomina, a on też unika rozmowy. - Przez chwilę chciałem odnaleźć rodzinę matki, której noszę nazwisko, bo moi przybrani rodzice nigdy mnie oficjalnie nie adoptowali. Nic nie zrobiłem, nie pytałem, nie szukałem. Bałem się - przyznaje reżyser. Cieszył się tym, co jest, wakacjami w Żarnowie, mlekiem i serem, zabawą z rówieśnikami. Oni też nie powiedzieli ani jednego słowa za dużo.

W książce napisał: „Przez całe moje życie nie próbowałem tak naprawdę dociekać prawdy o sobie, jakbym się czegoś bał, chociaż nie dawało mi to spokoju. Dzisiaj, kiedy nie mam już szans na jej poznanie, często żałuję, że nie mam o niej pojęcia. Czegoś mi brakuje. Czuję, jakbym był niepełnosprawny”.

Helena pisała do syna. Wiedział, że wyjechała do Warszawy, tam przetrwała powstanie. Przeżycia zrujnowały jej zdrowie. Długo nie miała tyle pieniędzy, żeby wynająć osobne mieszkanie, utrzymać siebie i syna. Była zawsze samotna, słaba, pracowała w sklepie. Po wojnie osiadła w Opocznie, miasteczku na historycznej ziemi sandomierskiej. Przyjechała do Sosnowca, gdy Staszek miał 12 lat. Chciała, żeby z nią wyjechał, żeby razem zamieszkali. Chociaż wtedy miała tylko kąt w mieszkaniu, gdzie była pomocą domową.

Staszek łagodnie odmówił. W Sosnowcu miał swoje życie i obowiązki. Ojciec leżał sparaliżowany, dom pomagał utrzymać brat Stefan. Karolina gościła drugą matkę i tylko przyglądała się z daleka, jak rozmawia z synem. Decyzję zostawiła chłopcu, ale mocno go przytuliła, gdy postanowił zostać w Sosnowcu.

Stanisław Jędryka z Filipem Łobodzińskim (z lewej) i Henrykiem Gołębiewskim na planie „Podróży za jeden uśmiech” (1971 r.)
Stanisław Jędryka na planie filmu „Do góry nogami” z aktorką amatorką z Siemianowic, Martą Straszną

Zaczął jednak odwiedzać Helenę w jej biednych pokoikach. Pracowała w sklepie, sprzedawała, sprzątała, roznosiła towar. Wszystko było ponad jej siły, chorowała na serce. Ludzie jej nie darowali. Kiedyś poznał córkę jej sąsiadki. Odprowadził dziewczynę do mieszkania, zza zamkniętych drzwi usłyszał krzyk: „Nie zgadzam się, żebyś zadawała się z tym bękartem!”.

- To było tak, jakbym dostał obuchem w głowę - nie ukrywa Stanisław Jędryka. - Chciałem w końcu zadać mamie pytanie, kim jest mój ojciec. Ale czułem, że ona tego ze wszystkich sił nie chce. Pomyślałem, że jeśli sama mi tego nie mówi, to widocznie ma powody. Bałem się też, że prawda może być dla mnie straszna, więc lepiej jej nie znać. Po co mi ten ciężar.

Odwlekał pytanie. Nie zadał go nigdy, nawet wtedy, gdy matka umierała w szpitalu. Uznał, że ją to bardziej udręczy, a ona nie pomogła mu żadnym znakiem.

Wydawało mu się przez całe lata, że ludzie patrzą na niego z wyrazem pogardy dla bękarta znikąd: - Nie da się ukryć, byłem nim.

Zaczęło się w kinie Roxy

Po wojnie odnalazła się młodsza siostra matki. Małomówna jak Helena, z synem Jankiem. Tych dwóch chłopców, biednie ubranych, czekających na zalewajkę jak na ucztę, ma przed sobą przyszłość. Jeden zostanie znanym reżyserem, drugi profesorem historii.

Ciotka ma dla Staszka opowieść bez zbędnych szczegółów: Helena chodziła z kimś, o kim nie ma co mówić. Zaszła w ciążę, on stchórzył. Gdy urodziła syna, wrócił i chciał się ożenić, ale ona dumna już go nie chciała. I tym mężczyzną nie był Józef. Koniec.

- Co dalej? Reszta jest milczeniem. I tak już zostanie - puentuje reżyser.

Przekonał się, że można kochać dwie kobiety, dwie matki, ale nie można pogodzić dwóch pasji, jeśli chce się oddać im całkowicie. Musiał wybierać między sportem, piłką nożną a filmem.

- Byłem dobrym piłkarzem - zapewnia. - Grałem w dzikich drużynach, a potem w prawdziwej piłkarskiej, w Stali Zagłębie. Moja zawodowa kariera piłkarska zaczęła się od meczu w Zawierciu o mistrzostwo B klasy zagłębiowskiej. Uwielbiałem piłkę, ale miłość do filmu przeważyła.

W kinie znalazł się jeszcze przed wojną, zabrał go tam po raz pierwszy brat Stefan. Zaraz pożałował, bo pięcioletni Staszek przestraszył się ciemności na sali, płakał, trzeba go było odprowadzić do domu. Stefan był wściekły.

- Byłem za to na pierwszym po wojnie w Sosnowcu seansie filmowym, w kinie Roxy - chwali się reżyser. - To zadecydowało o całym moim zawodowym życiu. Puszczano rosyjski film, „Sekretarza rejkomu”, zachwyciłem się. Ogarnęła mnie namiętność do filmu.

„Sekretarza rejkomu” Iwan Pyrjew nakręcił w 1942 roku. Film opowiada o wojnie z Niemcami, dzielnym se-kretarzu, który organizuje ruch oporu. Pyrjew lubił komedie i swoje filmy kręcił bez większego zadęcia.

Staszek jeździ odtąd od kina do kina w pogoni za filmami. Ogląda je w „Roxy” i w „Zagłębiu”, w śląskich miastach. Trafia nie tylko na rosyjskie produkcje, ale też na „Gildę” z Ritą Hayworth. Po maturze w liceum im. B. Prusa w Sosnowcu zdaje egzamin do łódzkiej szkoły filmowej. Tutaj też jest drużyna piłkarska; grają Kazimierz Kutz, Jerzy Gruza, Witold Sobociński, Wiesław Zdort. Piłka przegrywa jednak na zawsze z filmową pasją.

Kręci film akcji „Zbieg”, potem jest dramat psychologiczny „Dom bez okien”. Nie odnoszą większego sukcesu. Ale „Wyspa Złoczyńców” ze scenariuszem Zbigniewa Nienackiego o Panu Samochodziku bardzo się podoba.

- Lepiej wychodziły mi filmy dla młodzieży, sam nie wiem, jak to się stało. Znalazłem dla siebie niszę - przyznaje. - Może dlatego, że wiedziałem, co czuje młody człowiek i umiałem o tym uczciwie opowiadać. Najbardziej cenię „Zielone lata” i „Do góry nogami”.

To nie są słodkie opowiastki. Wraca w nich do rodzinnych miejsc, wspomnień. „Zielone lata” to historia przyjaźni Wojtka, Erny i Abramka z Sosnowca; wybucha wojna. Ta trójka mogła mieszkać w kamienicy przy Wiejskiej. Ojciec Wojtka ginie we wrześniu, w oknach Erny powiewa swastyka, Abramek trafia do getta. W mieszkaniu Wojtka Niemcy znajdują konspiratorów i radio. Matka jest w więzieniu, podpalony dom płonie. Rozstania, bezsilność dzieci w świecie dorosłych. „Do góry nogami” opowiada o chłopcach z Chorzowa, którzy kochają grać w piłkę. Film kręcił w Chorzowie i w Lipinach, aktorzy mówią po śląsku. Karol, Pawełek i Gerard w filmie poznają słynnych piłkarzy, reprezentantów Polski - Ernesta Wilimowskiego i Teodora Peterka z Ruchu Chorzów. Dzieciństwo kończy się wraz z wojną. Chłopcy rysują na murze Hitlera powieszonego do góry nogami. Wpadają, sami zostają tak powieszeni. Na beztroskę, humor, radość nagle kładzie się cień śmierci.

Dobrze to zna. W 1959 roku Stanisław Jędryka jedzie nowym samochodem na Boże Narodzenie do Sosnowca. Zabiera kolegę z liceum i jego siedmioletnią córkę. Traci panowanie nad pojazdem, w wypadku ginie dziewczynka. Reżyser dostaje rok więzienia w zawieszeniu, ale nie o wyrok chodzi. Ta sprawa staje się jego dramatem. Matka małej go nienawidzi. Twórca filmów dla dzieci żyje z tym ciężarem, w poczuciu winy. Dopiero po 43 latach kobieta obejmuje go i przebacza.

- Jakbym narodził się na nowo, odczułem wielką ulgę i szczęście - przyznaje reżyser.

Sam nie ma dzieci. Żałuje, również tego, że rozpadło się jego małżeństwo z kobietą, którą kochał, aktorką Joanną Jędryką. O tym, czego dotąd nie mógł wyrazić, co skrywał, czego się bał i wstydził, dzisiaj mówi szczerze. Tłumaczy: - To moja historia. Ale również zapis zdarzeń, miejsc i czasów, w których żyłem. Dlatego uważam, że warto ją opowiedzieć.

Filmografia

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Naszej Historii.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Naszej Historii
  • codzienne e-wydanie Naszej Historii
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Grażyna Kuźnik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.