Halina Bortnowska: "Załoga prosiła księży o rozgrzeszenie w obliczu śmierci"

Prosiłam, żeby unikali przemocy, żeby przepuszczali jedzenie dla hutników. I pamiętali, iż nie jesteśmy sobie obcy. Ta sama mama płakała za synem, który Prosiłam, żeby unikali przemocy, żeby przepuszczali jedzenie dla hutników. I pamiętali, iż nie jesteśmy sobie obcy. Ta sama mama płakała za synem, który był na strajku, i za drugim - pod bramą - wspomina Bortnowska

Z Haliną Bortnowską, publicystką, filozofką i teolożką rozmawiamy stanie wojennym i zawłaszczaniu historycznej pamięci

- Pamięta pani Nową Hutę?

- Współpracowałam z kolegami z Huty im. Lenina, z Zarządem Regionu Małopolska, zajmując się głównie związkowym szkoleniem. Podczas strajków siedzieliśmy razem i wtedy można było porozmawiać. Rankiem 13 grudnia 1981 roku przestały działać telefony, dowiedziałam się, że został wprowadzony stan wojenny, a po pustych ulicach Nowej Huty pędziły milicyjne samochody i transportery opancerzone. Na szkolenie byliśmy zbyt zdenerwowani, ale rozmawialiśmy, byliśmy razem.

Pozostało jeszcze 92% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 6,15 zł miesięcznie.

    już od
    6,15
    /miesiąc

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.