Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Hejmo i inni. Agenci Służby Bezpieczeństwa w Kościele

Czytaj dalej
Fot. ASSOCIATED PRESS/East News
Witold Głowacki

Hejmo i inni. Agenci Służby Bezpieczeństwa w Kościele

Witold Głowacki

Wyparcie, zaprzeczenie, zmowa milczenia. To były i są najczęstsze reakcje Kościoła na ujawnione przez IPN i historyków z innych instytucji przypadki współpracy księży i biskupów z SB. Dodajmy - całkiem liczne przypadki.

Kościół katolicki w Polsce lustrował się niechętnie, a ujawnienie kolejnego tajnego współpracownika bezpieki w sutannie wywoływało skandal. Dzisiaj o agenturze w Kościele wiemy więcej, ale wciąż heroiczna legenda księży ofiar komunistów przeważa nad prawdą. Trudną prawdą.

Heroiczna legenda duchowieństwa przeciwstawiającego się systemowi importowanemu z Rosji sowieckiej zaczęła pękać dopiero po śmierci Jana Pawła II, kiedy w 2005 roku ówczesny prezes Instytutu Pamięci Narodowej, prof. Leon Kieres, ujawnił, że dominikanin Konrad Hejmo był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa. Zakonnik był świetnie znany Polakom pielgrzymującym do Watykanu, również z racji kontaktów z papieżem, co siłą rzeczy spotęgowało szok i podział - dla jednych ojciec Konrad Hejmo padł ofiarą swojego gadulstwa, dla innych był dowodem na to, że również Kościół katolicki powinien zmierzyć się lustracją.

Co wiadomo o jego sprawie? 27 kwietnia 2005 roku prezes IPN - dysponując jednomyślną zgodą kolegium Instytutu, ujawnił, że Konrad Hejmo był w latach 70. i 80. informatorem Służby Bezpieczeństwa. Oficerem prowadzącym tajnego współpracownika o pseudonimach Hejnał i Dominik był Andrzej Madejczyk, oficer pracujący pod przykryciem w Niemczech Zachodnich. „Lakar” mieszkał w Kolonii, działał „pod flagą” niemieckiego wywiadu, ale tak naprawdę był oficerem polskiej bezpieki.

Kiedy ujawniono dokumenty dotyczące ojca Konrada Hejmy, obejmujące 13 lat - w tym donosy na otoczenie Jana Pawła II - dominikanin zaprzeczył współpracy. Przyznał się, że mógł nieświadomie przekazywać różne informacje, ale osobę, której ich udzielał, rekomendował mu episkopat niemiecki. Twierdził też, że to atak na pamięć Jana Pawła II i środowisko skupione wokół papieża z Polski. Później okazało się, że zakonnik mówił o Andrzej Madejczyku.

Siłą rzeczy przy okazji sprawy o. Hejmo w centrum zainteresowania znaleźli się polscy dominikanie. Ojciec Ludwik Wiśniewski przyznawał, że wierzy w uczciwość prezesa IPN, ale nie ma już takiej pewności, czy ktoś inny nie zajmował się teczkami, w których zgromadzono dowody współpracy TW ps. Hejnał. W obronie Konrada Hejmo stanęli też o. Jacek Salij i historyk Peter Raina, a prawicowy dziennikarz Cezary Gmyz twierdził, że winą dominikanina było gadulstwo.

Tak wyglądała sytuacja w 2005 roku. Rok później aferę rozpętała „Gazeta Polska” ujawniając, że powołany przez Benedykta XVI na urząd metropolity warszawskiego arcybiskup Stanisław Wielgus był przez 20 lat tajnym współpracownikiem bezpieki.

Wywołany do tablicy duchowny oskarżył autorów tekstu o kłamstwa. Po jego stronie stanęli Prezydium Konferencji Episkopatu Polski, ówczesny prymas Józef Glemp, kardynał Stanisław Dziwisz, Senat Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, z którym naukowo związany był Stanisław Wielgus, wreszcie duchowieństwo archidiecezji warszawskiej i diecezji płockiej i ojciec Tadeusz Rydzyk. Był koniec 2006 roku, a w styczniu roku następnego komisja powołana przez Rzecznika Praw Obywatelskich i Kościelna Komisja Historyczna ujawniły swój raport oparty o badania archiwów zgromadzonych w IPN. I poinformowały, że Stanisław Wielgus tajnym współpracownikiem był. Kiedy 5 stycznia arcybiskup zdecydował się objąć archidiecezję warszawską, w katedrze w czasie ingresu doszło do gorszących scen. Wydana przez arcybiskupa odezwa, odczytywana w kościołach, z jednej strony zawierała słowa żalu z powodu współpracy, z drugiej - zaprzeczenia, że do tej współpracy w ogóle doszło. Odczytywano ją w kościołach 6 stycznia, a już następnego dnia Nuncjatura Apostolska w Polsce poinformowała, że Stanisław Wielgus zrezygnował z urzędu, a papież jego rezygnację przyjął.

Dzisiaj można zaryzykować stwierdzenie, że ujawnienie współpracy arcybiskupa Wielgusa było tak naprawdę polityczną rozgrywką w samym Kościele.

Ten wstrząs nie oznaczał jednak końca sprawy lustracji wśród duchownych.

Pozostało jeszcze 76% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 6,15 zł miesięcznie.

    już od
    6,15
    /miesiąc
Witold Głowacki

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.