Jaroszewicz i inni. Czy to tajne archiwum gestapo przyniosło im śmierć?

Czytaj dalej
Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Katarzyna Kaczorowska

Jaroszewicz i inni. Czy to tajne archiwum gestapo przyniosło im śmierć?

Katarzyna Kaczorowska

Premier Piotr Jaroszewicz. Generał Jerzy Fonkowicz. I przewodnik Tadeusz Steć. Łączy ich tajne archiwum gestapo. I to, że zginęli zamordowani w okrutny sposób.

Podobno tajne archiwa Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy polecił zwieźć do barokowego pałacu w Radmeritz Walter Schellenberg. Podobno w tych zbiorach znajdowało się około 300 tys. teczek, średnio po 250 stron każda, w tym 20 tys. teczek niemieckiego i francuskiego wywiadu wojskowego, 50 tys. teczek sztabu generalnego, liczące 150 teczek akta francuskiego premiera Leona Bluma i archiwum rodziny Rothschildów, a także ogromny zbiór dokumentów dotyczących kolaboracji Francuzów z Niemcami. Podobno Niemcy, zaskoczeni tempem, w jakim posuwały wojska radzieckie, nie zdążyli wywieźć tych archiwów na terytoria zajmowane przez Amerykanów. Podobno w czerwcu 1945 r. próg pałacu w Radmeritz, które lada dzień miały się nazywać Radomierzyce, przekroczyło trzech mężczyzn: Piotr Jaroszewicz, Jerzy Fonkowicz i Tadeusz Steć. I podobno zarekwirowane przez nich archiwa szybko przejęli Sowieci. Następnie ślad po gestapowskich dokumentach pełnych tajemnic zaginął.

Piotr Jaroszewicz. Nauczyciel z perspektywami - był kierownikiem szkoły. W 1940 r. wywieziony przez Sowietów do Archangielska, stamtąd do Kazachstanu. 28 sierpnia 1943 r. przyjęty został do 1. Korpusu Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR. We wrześniu zaczął kurs oficerów polityczno-wychowawczych. Tak zaczęła się jego błyskotliwa kariera wojskowa - już rok później został szefem Zarządu Polityczno-Wychowawczego 1 Armii WP. A 14 czerwca 1945 r. został zastępcą szefa Głównego Zarządu Politycznego WP. Co taka szycha robiła w Radomierzycach?

Jerzy Fonkowicz. Od 1936 do 1938 r. członek Komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej, a od 1941 r. - Związku Walki Zbrojnej. 17 lutego 1944 r. brał udział w akcji likwidacyjnej archiwum AK w Warszawie przy ul. Poznańskiej 12. Jak pisał Henryk Piecuch: „Ludzie Fonkowicza w godzinach 7.00-19.30 zorganizowali w lokalu kocioł, w który wpadło około 20 osób (część z nich przekazano gestapo i wszelki ślad po nich zaginął). Uzyskane w wyniku napadu materiały dotyczące komunistów przedwojennych wywiózł do Moskwy Marian Spychalski, natomiast dokumentację dotyczącą AK przekazano do gestapo. W dniach 15-16 kwietnia 1944 r. Niemcy przeprowadzili w Warszawie szereg aresztowań, m.in. wpadło około 60 członków Armii Krajowej. Istnieją dowody, że aresztowania te były wynikiem akcji na ul. Poznańskiej”. Co człowiek z wywiadu Armii Ludowej, już jako szef Oddziału III Głównego Zarządu Informacji WP, czyli osłony kontrwywiadowczej jednostek wojskowych, robił w Radomierzycach?

Piotr Jaroszewicz (w środku) podczas rozmowy z Władysławem Gomułką (z prawej) i Józefem Cyrankiewiczem (z lewej). Lata 60.
Tadeusz Steć

I wreszcie Tadeusz Steć. Według życiorysu, który znalazł się w teczce z dokumentami dotyczącymi TW ps. Kowalski, od czerwca 1945 r. do maja 1946 r. był kandydatem na zakonnika w Tyńcu, u podkrakowskich benedyktynów. Może ukrył się tam na rok po wizycie w radomierzyckim pałacu?

Poza sprawą tajemniczego archiwum rozpalającego wyobraźnię nie tylko poszukiwaczy skarbów tę trójkę łączy coś jeszcze. Wszyscy trzej zostali w okrutny sposób zamordowani, a ich zabójców do dzisiaj nie złapano.

Piotr Jaroszewicz zginął razem z żoną Alicją w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1992 r. w swoim domu w Aninie, w którym przed wojną mieszkał poeta Julian Tuwim.

Jaroszewiczowie byli okrutnie torturowani.

Proces domniemanych sprawców zabójstwa obnażył tylko niemoc śledczych - zakończył się uniewinnieniem. W 2005 r. okazało się, że część materiałów dowodowych zgromadzonych w śledztwie zniknęła. A dwa lata później Biuro Wywiadu Kryminalnego Komendy Głównej Policji wysnuło koncepcję, że zabójstwo Jaroszewiczów miało związek z radomierzyckim archiwum. Analitycy zaryzykowali tezę, że część dokumentów nie opuściła Polski, ale znalazła się w prywatnych zbiorach Jaroszewicza. A kiedy były premier Polski zapowiedział wydanie pamiętników, podpisał na siebie wyrok śmierci, bo w dokumentach miały być informacje kompromitujące polityków z różnych krajów.

Tadeusz Steć. On zginął jako drugi z tej trójki. 12 stycznia 1993 r. Zamordowany we własnym mieszkaniu w Jeleniej Górze. Wybitny znawca Karkonoszy i antyków był też homoseksualistą, czego zresztą specjalnie nie ukrywał. Policja podejrzała więc, że sprawcą zabójstwa mógł być przypadkowo zaproszony do domu mężczyzna, ale nikogo nie znaleziono. A w kolejnych doniesieniach o sprawie koncentrowano się na tym, co wyniesiono z mieszkania Stecia, który był cenionym kolekcjonerem.

Tragicznie zginął też Fonkowicz, tyle że pięć lat później - został zamordowany 7 października 1997 r. w swoim domu w Konstancinie-Jeziornie. I też był torturowany, a sprawców zabójstwa nie odnaleziono do dzisiaj.

W 2006 r., na rok przed ujawnieniem nowej koncepcji Biura Wywiadu Kryminalnego KWP, według której te trzy morderstwa mają w tle nazistowskie archiwum ukryte w Radomierzycach, w jednym z tygodników ukazał się tekst przedstawiający właśnie taką tezę. Czy policyjni śledczy właśnie w nim znaleźli inspirację?

W artykule Tadeusz Steć został przedstawiony jako współpracownik służb wywiadowczych. I już w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia miał opowiedzieć o radomierzyckiej wyprawie pisarzowi i dokumentaliście Jerzemu Rostowskiemu, który po zamordowaniu Stecia rozmawiał o wydarzeniach z 1945 r. między innymi z Henrykiem Piecuchem. Szkopuł w tym, że Steć tajnym współpracownikiem służb, owszem, został, ale werbunek odbył się w początkach 1952 r.

W styczniu do komendanta Milicji Obywatelskiej w Jeleniej Górze skierowano raport typujący Stecia do werbunku. Decyzja na „tak” zapadła po dwóch dniach. W marcu - 21, w Dzień Wiosny - Tadeusz Steć podpisał zobowiązanie do współpracy i przyjął pseudonim Kowalski. Służby pożytku jednak z niego nie miały i współpracę rozwiązały. A Piecuch podobno osobiście mu doradził, by swój życiorys ubarwił właśnie wzmianką o radomierzyckim archiwum. Czy to możliwe, że to kłamstwo go zabiło?

Katarzyna Kaczorowska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.