Ludobójstwo ze szczególnym okrucieństwem. Historycy o zbrodni wołyńskiej: „Ofiary nie prosiły o życie, ale śmierć od kuli”

Anna Szade
Anna Szade
Dr Joanna Karbarz - Wilińska i Bartosz Januszewski z gdańskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, autorzy książki „Ocaleni z ludobójstwa. Wspomnienia Polaków z Wołynia”, podczas promocji, która odbyła się w Malborku.
Dr Joanna Karbarz - Wilińska i Bartosz Januszewski z gdańskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, autorzy książki „Ocaleni z ludobójstwa. Wspomnienia Polaków z Wołynia”, podczas promocji, która odbyła się w Malborku. Anna Szade
Dawno zwiędły kwiaty i wypaliły się znicze, które z okazji 80 rocznicy zbrodni wołyńskiej miały świadczyć o naszej pamięci. Ale co my wiemy o Wołyniu i dlaczego tak mało?

Spis treści

Historycy: rzezie były metodą depolonizacji Wołynia

11 lipca przez wszystkie przypadki odmieniano zbrodnię wołyńską. Nie można było inaczej. To Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej.
A jednak, choć wydaje się, że tak dużo powiedziano o wydarzeniach sprzed 80 lat, to niektórzy nie dowierzają, że „krwawa niedziela” to nie termin literacki, a pokoleniowa trauma, która dotknęła wielu Polaków, którzy byli świadkami tamtych wydarzeń. Może w tym pomóc książka „Ocaleni z ludobójstwa. Wspomnienia Polaków z Wołynia”, którą napisali wspólnie dr Joanna Karbarz - Wilińska i Bartosz Januszewski z gdańskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej.

Zdaniem historyków, to, co wydarzyło się na wschodzie, było przemyślaną akcją depolonizacyjną. Zaczęło się wcześniej niż w 1943 r. Już w 1939 r. pojawiły się pierwsze ataki i zabójstwa polskiej ludności. Przy czym te pierwsze ataki dotyczyły inteligencji. Ginęli leśnicy, nauczyciele. To nie zmieniło się w kolejnych latach.

Ludność wiejska nie zwracała na nie uwagi. Nie miały masowego charakteru, więc nikt nie przypuszczał, że mogłyby być częścią zbrodniczego planu. Dopiero w lutym 1943 r. doszło do pierwszej zbrodniczej akcji ukraińskich nacjonalistów w Parośli w powiecie sarneńskim. Ten atak uznawany jest za pierwszy atak upowców na ludność wiejską Wołynia – mówi dr Joanna Karbarz - Wilińska, współautorka książki „Ocaleni z ludobójstwa. Wspomnienia Polaków z Wołynia”.

Ataki trwały dalej, w okolicy Wielkanocy znów giną ludzie. Po jednej stronie jest Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów, po drugiej ludność wiejska: kobiety, dzieci, starcy. Po wywózkach mężczyzn do Kazachstanu, całe wsie praktycznie pozbawione były możliwości obrony.

W lipcu dochodzi do eskalacji. 11 i 12 lipca, w prawosławne święto Piotra i Pawła, dochodzi do najtragiczniejszych w skutkach wydarzeń, do tej zbrodni ludobójstwa. Ukraińscy nacjonaliści atakują 99 miejscowości, głównie w powiatach włodzimierskim i horochowskim. W ciągu dwóch dni mordują 5000 osób – opowiada dr Joanna Karbarz – Wilińska.
Ataki trwały cały lipiec, przez miesiąc polskich ofiar było 11 000. Na samym Wołyniu zamordowano ok. 60 000 Polaków w 18 000 wsiach i miejscowości. W Polsce Wschodniej mogło być nawet 70 000 ofiar, choć niektórzy zaniżają tę liczbę do 40 000. Tak czy inaczej, minimum zginęło 100 000 ludzi.

Podsycana nienawiść wybuchła, choć przed wojną sąsiedzi żyli w zgodzie

A przecież, jak wynika z wielu opowieści, przed zbrodniami Polacy, Ukraińcy, katolicy, prawosławni, wszyscy żyli zgodnie jedni obok drugich. Zawierali mieszane małżeństwa, pomagali sobie, mieli normalne sąsiedzkie relacje. Nikt nie przypuszczał, że pojedyncze mordy mogą prowadzić do jakiejś ogromnej tragedii. Jak tłumaczyli historycy, ludność wiejska nie interesowała się zbytnio polityką. Pracowali, mieli dzieci, codzienne problemy.

Ale ukraińscy nacjonaliści zaczęli wtłaczać mieszkańcom wsi swoją propagandę, nienawiść i wrogość do Polaków. Byli przedstawiani jako polscy panowie, ciemiężyciele, którzy od wieków wykorzystują biednych ukraińskich chłopów. To zadziałało. Nienawiść podsycana przez ideologię ukraińskich nacjonalistów w pewnym momencie po prostu wybuchła. Jednak to nie była spontaniczna reakcja. Raczej zaplanowana eksterminacja.

Ukraińscy nacjonaliści uznali, że można bezkarnie, szybko można dokonać takiej operacji. Nie będzie na tym terenie Polaków i nikt się o nich nie upomni, bo zostaną wymordowani na miejscu. Nie będzie do czego wracać, bo tych polskich wsi już nie będzie – kreśli ten scenariusz sprzed ponad 80 lat historyk Bartosz Januszewski, który również pracował nad książką „Ocaleni z ludobójstwa. Wspomnienia Polaków z Wołynia”.

Szkoda kul na bezbronne ofiary. Tak doszło do ludobójstwa

Choć mówi się najczęściej o zbrodni wołyńskiej, to historycy IPN bez wątpliwości na to, co stało się na Wołyniu i szerzej, na polskich Kresach Wschodnich, było ludobójstwem, do tego ze szczególnym okrucieństwem.

Nie ulega wątpliwości, że to, co dokonało się tam, spełnia wszystkie wymogi kwalifikacji ludobójstwa Lemkina, który wprowadza termin „genocide”, to znaczy czyn dokonany w celu zniszczenia całości lub części jakiejś grupy. Wszyscy poważni badacze nie kwestionują faktu, że zbrodnia wołyńska jest literalnie ludobójstwem – zwraca uwagę Bartosz Januszewski.

Ludobójstwo, a precyzyjnie genocide, później przetłumaczony na ludobójstwo, to zbrodnia przeciwko ludzkości, obejmująca celowe wyniszczanie całych lub części narodów, grup etnicznych, religijnych czy rasowych. Może obejmować zarówno zabójstwa członków grupy, jak i stworzenie warunków życia obliczonych na fizyczne wyniszczenie.
Rafał Lemkin, polski prawnik, użył tego określenia w swojej pracy „Axis Rule in Occupied Europe” („Rządy Osi w okupowanej Europie”). Użyto go w akcie oskarżenia w procesie norymberskim przeciwko przywódcom nazistowskich Niemiec. Do języka prawnego termin ludobójstwo wszedł za sprawą Konwencji ONZ w sprawie Zapobiegania i Karania Zbrodni Ludobójstwa, której wstępny projekt był współtworzony przez Lemkina.
Zdaniem autorów książki, na wszystko to, co działo się osiem dekad temu, „genocide” to za mało. Trzeba dodać jeszcze „atrox”, ze szczególnym okrucieństwem.

Wśród XX-wiecznych ludobójstw to Niemcy i Sowieci wyróżniali się w swojej „pomysłowości”, dziele nie tylko zniszczenia, ale pastwienia się, torturowania osób, które i tak miały umrzeć. Jednak wiele świadectw ocalonych z rzezi wołyńskiej, i tych w książce, ale i innych, mówi o tym, że ofiary nie prosiły o życie, ale o śmierć od kuli. To była cyniczna kalkulacja. Na bezbronne dziecko, kobietę, starca, szkoda kuli. To był czas wojny, działały różne oddziały partyzanckie. Upowcy nie chcieli wykorzystywać broni palnej. W tym mordowaniu także element żakerii, buntu ludowego, rzekomego, bo istniejącego w nacjonalistycznej propagandzie, był pewnie istotny – mówił podczas spotkania promującego książkę Bartosz Januszewski.

Skąd to niewyobrażalne okrucieństwo?

Możemy się tylko domyślać, z jakiego powodu się to wywiązało. Ci tzw. siekiernicy, ludność wiejska, która chwyciła za broń, chwyciła za to, co miała pod ręką, czyli topory, siekiery, widły, czyli to, czym się na co dzień posługiwała. Pamiętajmy, że oni nie byli w żaden sposób dozbrajani. To okrucieństwo miało przestraszyć, zastraszyć, zamordować, ale też przepędzić pozostałych, by nigdy nie wrócili na ten obszar – usłyszeliśmy od współautorki książki.

„Kto tego nie przeżył, nie jest w stanie uwierzyć”. Wstrząsające relacje świadków

Nawet doświadczeni historycy nie potrafią poradzić sobie z ogromem bestialstwa, które badali.
- Podczas pracy nad książką i opracowaniem relacji musieliśmy za każdym razem to odchorować, bo nie da się przejść przez te relacje. W pracy historyka spotykamy się z różnymi dramatycznymi wydarzeniami, zwłaszcza okrutnymi, w które bogaty był wiek XX. Natomiast zbrodnia wołyńska to jest szczyt tego, co mogłam znieść jako historyk. Każda z relacji niesie okrutną treść mordów i sposobów, w jaki dokonywali ich ukraińscy nacjonaliści. Dla mnie, jako historyka, to był szczyt wytrzymałości i to zostawi ślad. Bywało ciężko przebrnąć przez ten materiał.

Od lat zajmuję się tematyką ludobójstw i totalitaryzmów, a było ich wiele, czy można się uodpornić? Na pewno nie. Mówimy o sytuacji, gdy my czytamy te relacje i ciężko się na to zaimpregnować – dodał Bartosz Januszewski. - Tymczasem świadkowie wielokrotnie powtarzają: „Kto tego nie przeżył, nie jest w stanie uwierzyć”, więc spróbujmy zrozumieć, jakie jest ich doświadczenie. Niektórzy widząc, w jak okrutny sposób są mordowani ich bliscy, po prostu oszaleli, nie mogli normalnie funkcjonować.

W książce znalazło się 85 świadectw dotyczących wydarzeń ośmiu dekad. Pierwotnie, w związku z okrągłą rocznicą zbrodni na Wołyniu, miało być ich 80.
- Pierwsze powstały w latach 80. ubiegłego wieku z inicjatywy środowiska 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej. Powstały 40 lat po zbrodni wołyńskiej – tłumaczyła podczas spotkania dr Joanna Karbarz - Wilińska.
Drugi rodzaj relacji to są wywiady przeprowadzane przez pracowników gdańskiego oddziału IPN z dziećmi Wołynia. To ostatnie pokolenie świadków wołyńskich mordów.

Jeśli oni tego świadectwa nie dadzą, to potem będzie taka sytuacja, gdzie sprawca zamienia się w ofiarę, a ofiara w sprawcę. Znamy temat „polskich obozów”, „polskiego Holokaustu”. To jest ich testament, chcieli zdążyć przed uciekającym czasem, podzielić się tym osobistym, subiektywnym wspomnieniem. Takich wspomnień są setki, tysiące i układają się w całość – przyznał Bartosz Januszewski.

PRZECZYTAJ TEŻ: Włodzimierz na Ukrainie przypomina mieszkańcom o Wołyniu. Będzie nowym miastem partnerskim? Przed radnymi decyzja w tej sprawie

Zbiorowa niewiedza przez dekady. Dlaczego tak późno dowiedzieliśmy się o zbrodniach?

Mimo tak potwornych zbrodni, rzezi, której ofiarami byli Polacy, przez wiele lat w Polsce panowała zbiorowa niewiedza. Bartosz Januszewski podzielił się swoją hipotezą na ten temat.
- Zbrodnia katyńska, inne zbrodnie, mamy lepiej rozpoznane. Państwo polskie upomniało się o swoje elity. Natomiast być może za mało upominamy się o zwykłych prostych chłopów. To oni, wbrew propagandzie banderowskiej, byli mordowani, nie polscy panowie, nie ziemianie, nie osadnicy, tylko zwykli prości chłopi – mówił historyk.

Dopiero od kilku dekad mówi się otwarcie o tym, co wydarzyło się na Wołyniu i w Polsce południowo-wschodniej.

Pamiętajmy, że w latach 40. w zasadzie te ziemie zajęli Sowieci, a w związku z tym, nie bardzo można było tych trudnych tematów poruszać. Ale ci nieliczni ocaleni też nie chcieli o tym mówić, bo doskonale wiemy, że temat ten i to, co przeżyli, cały czas w nich tkwiło. Była to ogromna trauma i z tego też wynikało milczenie – zwróciła uwagę dr Joanna Karbarz – Wilińska. - To chyba jest główna przyczyna tego, dlaczego tak mało wiemy: za późno się o tym dowiedzieliśmy.

Gdy Kresy weszły w skład Związku Radzieckiego, nie można było mówić o polskiej obecności. Jednak to skończyło się w 1989 r.
- Od ponad 30 lat ten temat jest ciągle w cieniu, chociaż wiemy, i to się powoli przebija do opinii publicznej, że obywatele II Rzeczypospolitej doświadczyli w czasie drugiej wojny światowej trzech ludobójstw. Nie tylko tego technokratycznego, państwowego terroru ze strony ludobójstw niemieckich i sowieckich, ale mamy też trzeci genocide, dziki, okrutny, straszny. O niemieckim można było mówić przez dekady po wojnie i zrobiono wiele. Od 1989 r., po tych 45 latach milczenia, zaplanowania zbrodni katyńskiej, też odrobiliśmy zaległości. Zbrodnia katyńska jest dzisiaj tematem powszechnie znanym, mamy upamiętnienia w lesie katyńskim – przypomniał Bartosz Januszewski.

To dlatego historycy tak spieszą się z odkrywaniem prawdy o zbrodni wołyńskiej. Tym bardziej, że świadków jest coraz mniej.

Jako historyk chcę coś zrobić dla ofiar, bo zbrodniarze zwykle śmieją się w twarz i żyją długo. Więc chciałbym nie tylko odnaleźć jak najwięcej imion i nazwisk ofiar, ale też nazwać z imienia i nazwiska ludobójców i oprawców, by też chociaż w taki symboliczny sposób zostali napiętnowani – przyznał Bartosz Januszewski.

Ukraińcy: Sprawiedliwi i ofiary zemsty. Co ustalili badacze?

Jak mówił, na Wołyniu byli też Sprawiedliwi, którzy pomogli uratować się Polakom, podobni bezinteresownym osobom udzielającym pomocy Żydom.
- W większości świadectw pojawia się podobna narracja ocalonych, że bez pomocy sąsiada Ukraińca, który ostrzegł, który ukrył choćby na chwilę, większość by nie przeżyła. Dzięki tym aktom najwyższego człowieczeństwa uratowało się 2500 ludzkich istnień, zbadanych i zidentyfikowanych – zaznaczył Bartosz Januszewski. - Ta pomoc nie mogła być udzielana na wielką skalę, bo drakoński terror zaprowadzony przez Niemców i banderowców sprawiał, że strach był paraliżujący.

Według badaczy Ewy i Władysława Siemaszków, na samym Wołyniu 313 Ukraińców zapłaciło najwyższą cenę za tę pomoc. Inni mówią o ok. 1000 Ukraińców.

Ukraińcy często podnoszą, że dla nas to zbrodnia, a dla nich tragedia, bo po ich stronie też były ofiary. Okazuje się jednak, że niewspółmierne.

Na 130 000 zamordowanych Polaków mamy 10-12 000 zabitych Ukraińców. Należy odróżnić nie tylko dysproporcje liczbowe, ale też zaplanowaną akcję od odwetu – podkreśla Bartosz Januszewski. -Rzeczywiście, dochodziło do incydentalnych przypadków polskiego odwetu, zarówno ze strony tworzących się struktur partyzanckich, jak i polskiej samoobrony. Były to albo akty zemsty, albo miały pokazać podziemiu ukraińskiemu, jak na terenie Polski południowo- wschodniej, że tam drugiego Wołynia nie będzie, a akcja ludobójstwa napotka na stanowczy opór.

Ale to wiedzą głównie historycy i osoby, które interesują się tą tematyką. Ukraińcy nie wiedzą, często dziwią się polskim reakcjom.

Trzeba cały czas mówić o zbrodni wołyńskiej, edukować Polaków, bo, niestety, nie wszyscy Polacy wiedzą, czym była tak naprawdę zbrodnia wołyńska. Mamy szansę, zwłaszcza teraz, kiedy na naszych ziemiach mieszka bardzo dużo Ukraińców, żeby do nich też dotarła ta wiedza. Oni nie znają tej historii, nie znają tej strony działalności o UPA, tej zbrodniczej działalności. Dlatego nie rozumieją, co się dzieje, dlaczego Polacy się oburzają, widząc czerwono- czarne flagi, gdy Ukraińcy czczą Banderę czy innych ukraińskich nacjonalistów. Powinniśmy zrobić wszystko, żeby te fakty do nich dotarły. Wtedy być może sami Ukraińcy zaczną się zastanawiać, o co tak naprawdę chodzi z tym Wołyniem i z na własną rękę zaczną poszukiwać prawdy – stwierdziła w rozmowie z nami dr Joanna Karbarz - Wilińska.

od 7 lat
Wideo

Jak politycy typują wyniki polskiej reprezentacji?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na naszahistoria.pl Nasza Historia