Neonaziści chcieli porwać Włodzimierza Lubańskiego

Włodzimierz Lubański był kapitanem reprezentacji Polski Fot. archiwum DZ Włodzimierz Lubański był kapitanem reprezentacji Polski

- Zamach? To za dużo powiedziane, raczej próba porwania - mówi legendarny piłkarz Włodzimierz Lubański, zapytany o wydarzenia z grudnia 1978 roku

W czasie pobytu w belgijskim Lokeren zawodnik reprezentacji Polski stał się celem akcji członków flamandzkiej neonazistowskiej organizacji VMO.

Czy ktoś z Was, Czytelników, pamięta tamte wydarzenia? Oto co pisał wtedy DZ: "Werner van Steen i jego przyjaciel Lode Willems zostali latem 1978 roku aresztowani w Polsce za przestępstwo graniczne. Sąd w Katowicach skazał ich na kary pozbawienia wolności. Van Steena wypuszczono za kaucją i wrócił on do Belgii; Willems pozostaje w polskim więzieniu."

Van Steen postanowił porwać jakiegoś polskiego dyplomatę, aby żądać wypuszczenia kolegi. Potem wpadł na pomysł, że lepszą osobą do wymuszenia us-tępstw władz PRL jest Lubański. O motywie swoich działań poinformował później flamandzką prasę w liście wysłanym z ukrycia 19 grudnia 1978 r. Wróćmy do prasowej informacji sprzed lat: "12 bm. (czyli 12 grudnia 1978 - red.) prawdopodobnie wraz z podejrzanym o współudział J. de Jonghem dokonał napadu na dawne mieszkanie Lubańskiego w Lokeren, zajmowane obecnie przez czechosłowackiego trenera Józefa Vacenowskiego.

Tak się złożyło, że Lubański właśnie niedawno przeniósł się do innego mieszkania. Van Steen kierował się adresem z książki telefonicznej." - Parę tygodni wcześniej przeniosłem się do innego mieszkania w Lokeren, zachowując ten sam numer telefonu - tłumaczy Lubański. - Porywacze nawet kontaktowali się ze mną, dzwoniąc na ten numer, jednak nie wiedzieli, że zmieniłem adres. Dzwonili parę razy, do późnych godzin nocnych, upewniając się, czy jestem w domu. Pytali: "Lubanski? Lubanski?", ja odpowiadałem - "słucham", a oni się rozłączali. Nie przypuszczałem, że po drugiej stronie są te bandziory.

Archiwalny Dziennik Zachodni z informacją o sprawie zamach
(fot. archiwum DZ)

Co były zawodnik Górnika Zabrze wie o wydarzeniach z 12 grudnia 1978 roku?

- Przyszli zdeterminowani, żeby mnie porwać, miałem być zakładnikiem w momencie negocjacji. Jeden z tej bandy został przyłapany na przemycie i był zamknięty w Polsce, druga część chciała w jakiś sposób zmusić władze naszego kraju, żeby tego łobuza wypuszczono. Gdy czeski trener zobaczył napastnika z ustawioną w jego kierunku lufą, przymknął drzwi. W tym momencie padł strzał. Był raniony w rękę, ale to nie było nic poważnego - opowiada Lubański.

W archiwalnym Dzienniku Zachodnim czytamy: "Napastnikom nie udało się wtargnąć do mieszkania trenera Vacenow-skiego, który jednak został lekko ranny w rękę". Bardziej dramatyczny opis zdarzeń można znaleźć w inter-necie na belgijskich stronach opisujących działalność organizacji VMO: "Zaskoczony trener zobaczył napastników z bronią i zatrzasnął drzwi. Padły cztery strzały, kule przebiły drzwi. Vacenowski miał szczęście. Był tylko raniony przez drzazgi. Na pomoc pospieszyli sąsiedzi, napastnicy uciekli do białego volkswagena".

- Myślałem, co by było, gdybym to ja znalazł się na miejscu Vacenowskiego - przyznaje Lubański. - Nie wiem, jak by to się skończyło, ale znając siebie, na pewno wyszedłbym bez obaw z mieszkania i w ten sposób wystawiłbym się im do porwania. Od momentu incydentu miałem ochronę policyjną, zresztą szybko wyjechałem na jakiś czas do Polski, bo chciałem uciec od tej napiętej atmosfery. Żona więzionego w Polsce Willemsa wysłała list do konsulatu generalnego PRL w Brukseli, wyrażając ubolewanie i zapewniając, że ona oraz jej mąż całkowicie odcinają się od sprawy. "Jeśli van Steen rzeczywiście był wmieszany w te wydarzenia, to stracił rozsądek albo my przyjaciela i sama nie wiem, co jest gorsze" - napisała pani Willems.

Władze VMO oświadczyły, że nie mają nic wspólnego z tą sprawą. Jednak w internetowych informacjach dotyczących tej organizacji i jej "dokonań" można znaleźć punkt dotyczący akcji na Włodzimierza Lubańskiego. Sprawcy zostali schwytani i skazani latem 1979 r. Jak podała Polska Agencja Prasowa, proces trwał tylko kilka godzin. Werner van Steen i Josef de Jonghe odpowiedzieli za próbę uprowadzenia Lubańskiego, najście na mieszkanie trenera Vacenowskiego, oddanie pięciu strzałów, nielegalne posiadanie broni. Obaj przyznali się do winy. Prokurator żądał kary wieloletniego więzienia.

Sąd wymierzył zaledwie 30 miesięcy, w tym 20 miesięcy z zawieszeniem oraz 8 tys. franków grzywny. Czekało ich tylko 5 miesięcy za kratkami, bo wliczono do kary pobyt w areszcie śledczym. - Nie składałem żadnych pozwów ani skarg. Uważałem, że jest to niepotrzebne. To, że mnie wybrali na zakładnika, później zupełnie mnie nie interesowało - podkreśla Lubański, zgadzając się, że popularność miała zapewne wpływ na plan terrorystów. W Lokeren grał w latach 1975-82. - Dużo pisało się o mnie w gazetach, bo strzelałem bramki i byłem w dobrej formie. Jako Polak grający w Belgii byłem więc znany - wspomina.

Oto jaka bywa cena sławy.

Tomasz Kuczyński
DZIENNIK ZACHODNI

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.