Nie mierz broni na brata

Do zabicia ormowców przyznał się sam "Uskok" Fot. archiwum Do zabicia ormowców przyznał się sam "Uskok"

Zbudzeni mieszkańcy wsi Charlęż sądzili, że będą polować na akowców, bo niedawno zapisali się do ORMO. Kilkanaście minut później leżeli w rowie, z przestrzelonymi głowami

Dochodziła godzina czwarta rano, gdy leśny oddział Zdzisława Brońskiego ("Uskok") wszedł do Charlęża. Podał się za grupę operacyjną Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Zbierał ochotników do likwidacji "bandy".

Wtedy trudno było poznać, kto swój, a kto obcy. I partyzanci, i komuniści nosili podobne mundury. Różniły ich tylko poglądy i orzełek na czapce. Ale kto o świcie, wyrwany z łóżka, zwraca uwagę, czy orzełek ma koronę?

Przypłacili to życiem ochotnicy ze wsi, którzy chcieli iść "polować" na ukrywających się w lesie akowców. Rozbrojonych ochotników "leśni poprowadzili polną drogą. W rowie, przed budynkiem szkoły wykonali wyrok. Zastrzeleni leżeli tam do rana, z kartkami na plecach: "Nie mierz broni na brata".

Ta sprawa do dziś dzieli mieszkańców wsi, a przypomina o niej tablica ufundowana "w XII rocznicę powołania ORMO przez społeczeństwo powiatu lubartowskiego". Powieszono ją na budynku Szkoły Podstawowej w Charlężu pod koniec lat 50. Jest poświęcona "Bohaterom, członkom ORMO wymordowanym w dn. 19.06.1946 r. przez bandę Szatana i Uskoka".

Na tablicy jest 9 nazwisk: Dudziak Józef, Dudziak Bolesław, Dudziak Stanisław, Dudziak Jan, Dudziak Czesław, Jakubczak Franciszek, Oleszek Wojciech, Proch Mikołaj i Pastusiak Tadeusz.

Do zabicia ormowców przyznał się sam "Uskok". W swoim pamiętniku Zdzisław Broński napisał tak: "19 czerwca rozprawiliśmy się z ORMO z Charlęża. Zabitych zostało ośmiu "bohaterów" od dłuższego czasu terroryzujących okolicę. Podeszliśmy ich jako funkcjonariusze wojewódzkiego UB, a zanim się zorientowali, o co chodzi - było już za późno. Dla innych głupców stało się to dobrą nauczką".

Według doktora Sławomira Poleszaka, pracownika Instytutu Pamięci Narodowej - Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu w Lublinie, "Szatan", czyli Kazimierz Woźniak, na tablicę trafił przez przypadek.

- Z niewiedzy komunistów, którzy opierali się na niesprawdzonych źródłach. Akcja w Charlężu to dzieło "Uskoka" - nie ma wątpliwości.

Poleszak dodaje, że nie można oddziału "Uskoka" nazywać bandą.

- To komuniści nie pozwolili mu normalnie żyć i zepchnęli do lasu. Działacze ORMO byli wykorzystywani przeciwko polskiemu podziemiu niepodległościowemu, a ci z Charlęża cieszyli się złą opinią także wśród współmieszkańców.
Ale nie tych, którzy do dziś składają kwiaty pod tablicą.

- Dzieckiem byłem, jak ich wybili - mówi pan Mariusz, stojący pod sklepem. - Takie to były czasy, że Polak Polaka zabijał. Nie pozwolimy ruszyć tej tablicy.

O tym, że wydarzenia z 1946 roku nadal żyją w pamięci tutejszych, przekonała się też Agnieszka Żuraw, uczennica XXI LO w Lublinie. Na konkurs historyczny pisała pracę pt. "Konflikt historyczny w mojej miejscowości".

- Rozmawiając z jedną stroną, nie mogłam się przyznać że rozmawiałam też z drugą. Ludzie się dopytywali, w jakim celu piszę pracę. Podchodzili do tego bardzo emocjonalnie - wspomina uczennica.

Syn Mikołaja Procha, jednego z zamordowanych, mieszkał nieopodal szkoły. - Mały byłem, gdy ojca podstępem w nocy wyciągnęli z domu - wspomina Tadeusz Proch.

Po śmierci ojca został z bratem. W jego oczach błyszczą łzy, gdy opowiada, jak przed śmiercią ludzie "Uskoka" skatowali ojca, wybijali mu zęby, łamali ręce.
- I dlatego tablica powinna zostać - uważa.

Zdzisław Dudziak miał 14 lat, gdy zastrzelili mu ojca i czterech braci. - Ojca zabili w domu - wspomina. - Wrócili po niego. Schował się pod łóżko. Szukali go: "Idziesz, stary? Idziesz?". Wyciągnęli, nadepnęli na gardło i strzelili w głowę. Nawet dziś trudno mi o tym mówić...

Jego bracia należeli do Polskiej Partii Robotniczej. "Uskok" służył w wojsku z bratem Zdzisława - Bolesławem. - Mówili sobie po imieniu - wspomina Dudziak, który nigdy "Uskoka" nie nazwie bohaterem.

Zdzisław Krzysiak w 1946 roku był nastolatkiem. Pamięta rozpacz mieszkańców.

- Strzelili im po rusku, w tył głowy. Ciała leżały w rowie przed szkołą - wspomina. - To byli w większości prości ludzie, którzy dali się ponieść komunistycznym agitatorom i zapisali się do ORMO. W moim odczuciu nikomu nie zawinili.

Ale co zrobić z tablicą?
- Niech wisi - mówi. - Dla historii.
Dr Poleszak nie dziwi się ludziom, dla których "Uskok" to bandyta; bo zabił im kogoś z rodziny.
- Ale są też ludzie, którzy pamiętają, co robiło ORMO.

Plutonowego Józefa Gąsiora, pseudonim "Kaczor", zdradził konfident. W katowni na lubelskim zamku "Kaczor" siedział z 10-letnim wyrokiem.
Za co? Bo nosił do lasu naładowane baterie do radia, tropił donosicieli i UB. Dla niego ORMO to sprzedawczyki na usługach komuny.
- Jak dostali pistolet do ręki, to się czuli panami - wspominał "Kaczor".

DZIENNIK WSCHODNI

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.