Tomasz Kubaszewski

Nie taka kryształowa ta Konopnicka...

Maria Stanisława Konopnicka z domu Wasiłowska, (ur. 23 maja 1842 w Suwałkach, zm. 8 października 1910 we Lwowie) – polska poetka i nowelistka okresu Fot. Wikimedia Commons Maria Stanisława Konopnicka z domu Wasiłowska, (ur. 23 maja 1842 w Suwałkach, zm. 8 października 1910 we Lwowie) – polska poetka i nowelistka okresu realizmu, krytyk literacki, publicystka i tłumaczka
Tomasz Kubaszewski

Najpierw podejrzewano, że Maria Konopnicka była lesbijką. Teraz ukazała się książka, w której autorka "Roty" niezbyt dobrze wypada w roli matki

Jedną ze swoich córek Maria Konopnicka określiła "ta potwora". W liście do stryja napisała: "Z moich sześciorga dzieci mam teraz tylko moich poczciwych chłopaków tudzież moją dobrą Zośkę i równie zacną Lorkę. A że nie śmierć zabrała mi trzecią, Helenę - nad tym boleję".

- Nie do wiary, jak matka może napisać tak okrutne słowa! - konkluduje Iwona Kienzler, autorka niedawno wydanej książki "Maria Konopnicka - rozwydrzona bezbożnica".

Jarosław Filipowicz, rzecznik prasowy suwalskiego ratusza pociesza się tym, że Konopnicka w tym mieście wprawdzie się urodziła, ale mieszkała tu jedynie przez siedem lat. - Dla nas pozostanie autorką "Roty" i wspaniałych bajek dla dzieci, twórczynią takich postaci, jak sierotka Marysia czy krasnoludek Koszałek-Opałek - podkreśla Filipowicz.

W Suwałkach, gdzie autorka słów "Nie rzucim ziemi skąd nasz ród" ma aż dwa pomniki, uznawana jest za świętość ponad świętościami. Zresztą nie tylko tutaj. Także w Kaliszu, gdzie spędziła młodość i w podkarpackim Żarnowcu, w którym na starość podarowano jej dworek.

Wizerunek wielkiej patriotki powstał już za życia poetki. Choć w tamtych czasach była mocno krytykowana przez prawicę za publikację zatytułowaną "Z przeszłości. Fragmenty dramatyczne". Konopnicka opisała historię konfliktu z Kościołem wybitnych uczonych z dawnych wieków, z Galileuszem na czele. Część opinii publicznej uznała to za wystąpienie antykościelne i wręcz antypatriotyczne. Duchowni określali ją jako "rozwydrzoną bezbożnicę".

Czasy się jednak zmieniły. Dzisiaj to prawica wynosi autorkę "Roty" na sztandary.

Jak pisze Iwona Kienzler, po śmierci Konopnickiej o to, by na wizerunku matki nie powstała choćby najmniejsza ryska zadbały jej dwie córki - Zofia i Laura. Miały nie tylko reagować, gdy w międzywojennej prasie ktoś ośmielił się pisać o poetce inaczej niż na kolanach oraz cenzurować, a nawet niszczyć wszystkie te dokumenty, których wydźwięk kłóciłby się z obrazem wieszczki narodowej. Potem nastały czasy PRL. Nikt tak jak autorka nowel o biedocie i nierównościach społecznych nie pasował do panteonu literackich gwiazd.

Kochliwa to ona była

Nie ma jednak co ukrywać, że z roku na rok ten cukrowy wizerunek Konopnickiej coraz bardziej odbiega od ujawnianych wciąż to nowych prawd o życiu pisarki.

Dwa lata temu przez Polskę przetoczyła się debata w temacie, czy poetka była lesbijką, czy też nie. Bo ostatnie dwadzieścia lat swojego życia spędziła w towarzystwie Marii Dulębianki, dużo młodszej malarki i feministki. Środowiska homoseksualne uznały obie panie za swoje patronki.

Postulowały nawet, by ustawę o związkach partnerskich, która do tej pory nie weszła w życie, nazwać ustawą Konopnickiej i Dulębianki. I zaczęła się prawdziwa wojna. Artur Zawisza, jeden z liderów ruchu narodowego, stwierdził, że nazywanie Konopnickiej lesbijką powinno być tak samo karane, jak kłamstwo oświęcimskie.

W swojej książce Iwona Kienzler przyznaje, że nie ma żadnych bezpośrednich dowodów na to, iż kobiety łączyło coś więcej niż przyjaźń. Choć już im współcześni określali ich relacje jako "niezdrowe".

Konopnicka była kochliwą kobietą. Nie uchodziła za piękność. Ale, jak pisał jeden z jej znajomych, "miała piękne, chabrowe oczy, które patrzyły wzrokiem dziecka, a zarazem i wiejskiej dziewoi". Ważna była też nietuzinkowa osobowości oraz coś, co dzisiaj można nazwać seksapilem.

Dlatego adoratorów nigdy jej nie brakowało. Za mąż wyszła, gdy miała 20 lat, w 1862 roku. Urodziła ośmioro dzieci. Dwoje zmarło zaraz po urodzeniu. Konopniccy mieszkali na wsi. Po 15 latach poetce przestało się to podobać i przeprowadziła się z dziećmi do Warszawy. Jak na tamte czasy, była to bardzo odważna decyzja. Bo porzuciła męża. Utrzymywała z nim wprawdzie kontakty, ale nigdy już nie zamieszkali razem.

Biografowie podejrzewają, że jeszcze w czasach spędzonych na wsi Konopnicka miała dwóch kochanków. Już w Warszawie do tego grona dołączyli ponoć kolejni, m.in. korepetytor jej dzieci oraz pewien ziemianin.

Później w poetce na zabój zakochał się 20 lat młodszy mężczyzna. Swojemu ojcu zakomunikował, że zamierza się Konopnickiej oświadczyć. "Zauroczył się starą babą" - pisał potem ojciec w liście do swojego przyjaciela. To jednak poetka postanowiła tę znajomość zakończyć. Jej adorator popełnił samobójstwo. Strzelił sobie w głowę przed hotelem, w którym Konopnicka akurat mieszkała.

Na córkę wezwała policję

Była bardzo silną kobietą. Starała się kontrolować wszystko, co się wokół niej działo. Jeden z biografów napisał, że bardzo dbała o swój, mówiąc językiem współczesnym, image. Np. część listów, które do niej przychodziły od razu niszczyła. Próbowała się też... odmłodzić.

Podawała, że urodziła się cztery lata później.
Trudno jej zarzucić, iż nie dbała o swoje dzieci. Troszczyła się o ich edukację oraz o to, by dostały dobrą pracę. Wykorzystywała przy tym swoje rozliczne znajomości. Ale dwukrotnie w życie dzieci bardzo poważnie ingerowała. Raz, gdy jedna z córek chciała zostać aktorką.

Konopnicka, jak większość ówczesnego społeczeństwa, tego zawodu nie ceniła. Bo aktorki kojarzyły się z prostytutkami. Pisała więc listy do dyrektorów tych teatrów, gdzie jej córka starała się zatrudnić. Narodowej wieszczce nikt nie śmiał odmówić. Córka posady nie otrzymała.

Najwięcej problemów Konopnickiej przysporzyła jednak Helena. To o niej pisała w listach do swojego stryja per "ta potwora" i żałowała, że "śmierć jej nie zabrała". Helena rzeczywiście miała trudny charakter. Kradła, wszędzie się zadłużała, a wierzycieli odsyłała do matki.

Konopnicka próbowała umieścić ją w szpitalu psychiatrycznym, chciała też wydać specjalnie oświadczenie, że za długi swojej córki nie odpowiada. Miała również wezwać policję, gdy Helena odmówiła opuszczenia jej mieszkania.

Według Iwony Kienzler, Konopnicka wyjechała ostatecznie z Warszawy nie ze względu na problemy z carską cenzurą czy też innego rodzaju prześladowania, lecz ze względu na Helenę. Bo ta co i rusz psuła wizerunek narodowej wieszczki.

Powód do narodowej dumy

Kiedy dwa lata temu wybuchła "afera" związana z rzekomymi skłonnościami seksualnymi Konopnickiej, suwalczanie bardzo niechętnie zabierali w tej sprawie głos. Zbigniew Fałtynowicz, suwalski badacz życia i twórczości poetki, a zarazem pracownik muzeum jej imienia, był wyraźnie zdegustowany. - Zupełnie mnie ta cała debata nie odchodzi i nie mam najmniejszego zamiaru zajmować jakiegokolwiek stanowiska - stwierdził.

Jerzy Brzozowski, dyrektor Muzeum Okręgowego w Suwałkach, pod które placówka imienia Konopnickiej, znajdująca się w domu, w którym się urodziła podlega, radzi, aby do wszystkich rewelacji związanych z życiorysem poetki podchodzić z dużym dystansem.

- Z całą pewnością my sensacjami epatować nie będziemy - mówi. - Proszę zwrócić uwagę, że dyskusja na temat rzekomych skłonności seksualnych Konopnickiej była tylko sezonowa. Dzisiaj już niemal nikt do tego nie wraca.

Wystawa w rodzinnym domu Konopnickiej utrzymana jest w duchu Bóg-Honor-Ojczyzna. Nie ma tu żadnego elementu, który pokazywałby prawdziwe, niespecjalnie łatwe życie poetki. A gdyby to dobrze sprzedać, pewnie chętnych do odwiedzenia muzeum byłoby więcej niż obecnie.

- Mamy w planach zmianę tej ekspozycji, ale to jeszcze trochę potrwa - dodaje dyrektor Brzozowski. - Być może w nowej wersji wystawy znajdą się elementy związane z burzliwym życiem Konopnickiej. Nie można jednak zapomnieć, że dla znacznej części Polaków jest ona wielkim symbolem, powodem do narodowej dumy. Na pewno nie będziemy z tym wizerunkiem walczyć.

"Czas spędzony w Suwałkach był zapewne jednym z najszczęśliwszych okresów życia poetki" - pisze w swojej książce Iwona Kienzler.
I wielu suwalczan chciałoby, aby tak zostało.

TOMASZ KUBASZEWSKI, Gazeta Współczesna

Tomasz Kubaszewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.