Paweł Franczak

Pogrzeby, wesela i święta. Kultura ukryta w starych pieśniach

Pogrzeby, wesela i święta. Kultura ukryta w starych pieśniach Fot. archiwum
Paweł Franczak

Kto dziś pamięta, czym jest kolęda wielkanocna, dunajowanie, po co śpiewało się o rutce? O znaczeniu i historii ludowych pieśni rozmawiamy z prof. Jerzym Bartmińskim

Rozmawiamy po świętach Wielkiej Nocy. Czy Panu, naukowcowi związanemu z tradycją ludową, udało się spędzić je tradycyjnie?

Mam dużą rodzinę, szesnaścioro wnuków i chciałem, byśmy spędzili je wspólnie. Udało się, ale nie do końca: dwoje wnuków nie dojechało, z Londynu i Erfurtu, gdzie studiują. W czasie świątecznego obiadu podzieliliśmy się święconym jajkiem i wspólnie spożyliśmy poświęconego baranka (z cukru, do herbaty i kawy). Najmłodsi urządzili sobie oblewanie wodą ze śmigusówki. Gorzej było ze śpiewem, elementem praktykowanym niegdyś w moim rodzinnym domu na Wielkanoc. To nam nie wyszło, choć na Boże Narodzenie wciąż chętnie śpiewamy kolędy.

Kiedy mówiłem o kolędowaniu wielkanocnym znajomym i rodzinie, wywoływało to zdziwienie: „To coś takiego istnieje?"

Pamiętamy o kolędach bożonarodzeniowych, mniej wiemy o kolędowaniu, czyli „chodzeniu po kolędzie" z „herodami" w okresie Nowego Roku, a całkiem zapomnieliśmy o tradycji kolędowania wielkanocnego. A było i takie. W Wielką Niedzielę i Poniedziałek Wielkanocny chłopcy chodzili po domach, mówiło się, że chodzą „po lejokach", „z pasyjką" (krzyż z wizerunkiem Jezusa), „z kogutkiem", „po śmigusie", „po dyngusie", „po dyndusie". W Radawczyku koło Konopnicy recytowali przemowę „Dziś dzień radości, dzień wesołości, Pana naszego zmartwychwstałego". Śpiewano pieśń „My chodzimypo dyngusie i śpiewamy o Jezusie", w naszym tomie „Lubelskie", wydanym w roku 2011 odnotowaliśmy 86 zapisów tej pieśni. Kolędy wielkanocne są do dziś zachowane w okolicach Lublina, nagrywaliśmy je całkiem niedawno w Osmolicach, Krężnicy Jarej, Niedrzwicy. Nie są akceptowane przez księży proboszczów, bo to pieśni na poły pogańskie, na poły chrześcijańskie, ale apokryficzne.

„Trzej Żydowie bracia byli, co Pana Jezusa umęczyli", na przykład.

Albo taki tekst: „Trzej Żydowie jak katowie, urągali boskiej głowie", jak śpiewają w Niedrzwicy. Ale do wspomnienia męki Jezusa, znanego z przekazów Ewangelii, dołącza się wątek apokryficzny, którego w Ewangeliach nie ma, o aniołach, które zbierają krew Jezusa i zanoszą do raju: „Otwórzcie się nam niebiosa, bo niesiemy krew Jezusa. Niebiosa się otworzyły, duszyczki się pokłoniły. I my z nimi się kłaniamy i wesoło śpiewamy". Nic dziwnego, że Kościół dystansuje się od tych pieśni, są naiwne, choć na swój sposób urokliwe. Od pieśni dyngusowych odróżniają się pieśni gaikowe, też śpiewane w tym okresie. O ile pieśni dyngusowe wykonywali chłopcy, to z gaikiem chodziły dziewczynki. Nosiły gaik, czyli zieloną gałązkę sosny albo jodły, przystrojoną niekiedy obrazkiem Matki Boskiej. Zapowiadały przyjście wiosny, życzyły gospodarzom powodzenia: „żeby się rodziły wszelakie zboża", „żeby wam się dostał do córki dobry zięć", „żeby wasz syneczek nie został złodziejem" itp. Życzenia zawsze kończyły się przymówką o datek.

Czemu służyło kolędowanie?

Kolędowanie miało na początku wymiar magiczno-wegetacyjny, miało zapewniać urodzaje, potem religijno-kultowy: ogłaszano dobrą nowinę o zmartwychwstaniu, w kolędach zimowych - o narodzeniu Zbawiciela. Ale od zawsze miało też praktyczny wymiar: zbierania datków, wedle starej zasady „do ut des" - daję, abyś dał. To sięga czasów antycznych, rzymskich. My dajemy dobre słowo, życzenia, wy - dajecie w zamian poczęstunek czy pieniądze. Ale ważne było samo rytualne spotkanie, zabawa, też zaloty i kojarzenie par, cel wręcz matrymonialny. Scenariusz kolędowania zimowego i wiosennego jest uderzająco podobny: podchodzenie pod okno, pytania o pozwolenie na kolędę, życzenia mówione albo śpiewane, adresowane do gospodarza, gospodyni, dziewczyny, kawalera, wreszcie - przymówka o datek.

Czy to kolędy są pieśniami wyróżniającymi region Lubelszczyzny?

Tak, Lubelskie to prawdziwe „zagłębie" kolędowe. Przyznam, że ja w lubelskich kolędach jestem zakochany. Tak silna tradycja kolędnicza zachowała się jeszcze tylko na Ukrainie, gdzie są nawet kolędy dla zmarłych. W naszym zbiorze pieśni lubelskich, który jest czwartym tomem tak zwanego „Nowego Kolberga", mamy ogromny dział kolęd specyficznie ludowych, jest ich prawie trzysta (całe wydawnictwo zawiera ponad siedem tysięcy pieśni). A ewenementem, rzeczą, której nie ma nigdzie w Polsce, jest „dunajowanie". Pieśni „dunajowe" są przeznaczone głównie dla panien, rzadziej kawalerów, ich tematem jest miłość jako wartość najwyższa, są przepojone kultem życia. Służyły kojarzeniu par. Dunaj to nie jest zwyczajna rzeka, ale żywioł sakralizowany symbol siły ożywiającej, odnawiającej. „Na dunaj" idzie dziewczyna po wodę, na dunaj upuszcza wianek - w innym wariancie wiatr zrywa jej wianek z głowy i ten wpada do dunaju - łowią go rybacy, a ona dostaje się jednemu z nich. Taki sam symboliczny motyw pojawia się w podlaskich „konopielkach".

Do wiosennych, majowych tradycji należą pieśni maryjne.

To późniejszy zwyczaj, związany z bardzo u nas rozwiniętym kultem maryjnym. W czasie popularnych nabożeństw majowych, „majówek", odbywanych zwykle bez księdza przy krzyżach i kapliczkach, śpiewa się różne pieśni, odmawia Litanię Loretańską, różaniec, okolicznościowe modlitwy. Repertuar pieśniowy ma charakter raczej ogólnopolski, choć miejscowości odpustowe mają też własne lokalne pieśni, na przykład w Wąwolnicy śpiewa się pieśń maryjną „Sławna nasza okolica, w niej miasteczko Wąwolnica". Przeważają jednak teksty przeniesione z kościelnych ław.

Idźmy dalej, do czerwcowej sobótki na Lubelszczyźnie.

Sobótka jest trudna do opisu, bo dokumentacja jest ułomna, najlepszy zapis pochodzi z wieku XVI, to Jana Kochanowskiego „Pieśń świętojańska o sobótce". Z późniejszego czasu zachowało się tylko niewiele pieśni, pewnie dlatego, że obrzęd był silnie tępiony przez Kościół, bo palenie ogni sobótkowych, skoki przez ogień, tańce i zaloty były łączone z inicjacją seksualną.

Sobótka jest więc naszym „karnawałem"?

To czas, kiedy można było poswawolić. W „Lubelskiem" znalazło się 26 pieśni, w których mówi się o spotkaniu młodych, rajeniu panny, szukaniu żony, o swataniu. „Naszą Marysię dwóch chciało, a ona nie chciała, swego Jasienica czekała, bo ona go lubiła"; „Święty Janie przyjedź do mnie, czy chcesz się ożenić? To ci żunkę naraję", „Kumpałecka, mała nocka, paliła się do północka, Marysia się nie wyspała, bo chusteczka haftowała". Haftowanie chusteczek symbolizuje oczekiwanie na męża, podobnie wicie wianków i ich rzucanie na wodę. Pieśni sobótkowe przeważnie śpiewały dziewczyny, młode kobiety. Mężczyźni są tu raczej tłem, a jeśli już pojawiają się, to - jak w pewnej lubelskiej pieśni - skarżący się na brak wzajemności: „Płynie cołniczek po rzyce, tuży Jasieńko po dziwce. ... Zabiję się, utopię się, na wstążeńce powieszę się, na wstążeńce, na jedbawnej, po Marysi, po nadobnej". Co ciekawe, tonacja pieśni sobótkowych jest smutna, w takim duchu jest utrzymana najpiękniejsza pieśń sobótkowa o lipce, która traci liście: W polu lipenkca, w polu zielona, listeczki opuściła, a pod nią dziewczyna, pod nią jedyna, parę wianeczki uwiła. ... Łabędzie płyną, wianeczki giną, bystraje woda niesie, moje wianeczki z drobnej ruteczki, już ja się nie uciesze."

Chciałem zapytać Pana o jeszcze jeden obrządek, silnie związany z pieśnią. O pogrzeb. Pieśń pogrzebowa miała pomóc zmarłemu przedostać się na tę drugą stronę?

Nie ma na to prostej odpowiedzi.

Pytam o to, bo według ludowych zwyczajów, po śmierci nieboszczyka należało zostawić w jego domu otwarte drzwi i okna, by dusza mogła odlecieć w zaświaty.

Tak, wedle starych wierzeń dusza zmarłego jeszcze błąka się po śmierci i trzeba jej pomóc. Ta wiara wciąż jest mocna. Ale na pewno obrzędy pogrzebowe służyły żywym, którzy zostawali tu, na ziemi i musieli jakoś przeżyć tę traumę. To, moim zdaniem, główna przyczyna ich żywotności. Mają funkcję konsolacyjną, pocieszającą, jak piękna pieśń do świętej Barbary, patronki dobrej śmierci. Ciekawe są zwłaszcza pieśni oparte na motywach biblijnych, na Kohelerie z jego „marnością nad marnościami": „Jak fałszywe to wszystko na tym nędznym świecie", „Świat ziemski marnością i fałszem", „Jak marny cały świat". Wieku XV sięga pieśń „Zmarły człowiecze z tobą się żegnamy", która niesie pamięć o epoce baroku rozkochanego w tematyce umierania. Ta tematyka była bliska ludziom biednym, którzy nie zaznali w życiu zbyt wielu radości. Najbardziej osobliwe są pieśni śpiewane w imieniu nieboszczyka: „Żegnam cię, świecie mój wesoły", „Już idę do grobu smutnego, ciemnego". Jest w ludowych pieśniach pogrzebowych odczucie powagi życia, refleksja w duchu głęboko chrześcijańskim.

Skoro mówimy o pogrzebach, zapytam o wesela. Jakie pieśni są z nimi związane?

Wesele to temat nie do wyczerpania w krótkiej rozmowie. Z wielką pasją dokumentował wesela niestrudzony Oskar Kolberg, Niemiec, zafascynowany polską obrzędowością weselną. Moja ulubiona pieśń weselna to „siadany", kiedy panna młoda żegna dom rodzinny, drużyna zwraca się do niej, każe siadać na wóz i odjeżdżać, a ona śpiewa: „Jeszcze nie będę z Wami siadała, bo swemu ojcu nie dziękowała. Dziękuję Ci Panie Ojcze, chowałeś mnie w szczerym złocie, teraz nie będziesz". Potem kolejno: „Dziękuję Ci Pani Matko, chowałaś mnie bardzo gładko". W kolejności dziękuję ci bracie, dziękuję ci siostro. Te cztery osoby muszą być wymienione i to w odpowiedniej kolejności, odzwierciedlającej całą hierarchię rodzinnych ról i wartości. Ale to nie koniec, młoda dziękuje też piecowi malowanemu, stołom i ławom. Tu kolejność również jest istotna, bo piec jest symbolem domowego ogniska, stół - to miejsce spożywania posiłków. Logiczna, piękna kompozycja tekstu.

Wesela są głównie dla panny?

Świadomość, czym jest zmiana statusu, przejście ze stanu wolnego do stanu małżeńskiego, była bardziej wyostrzona po stronie kobiety. Mężatkę czekało niełatwe życie. Jedna z weselnych pieśni głosi: „Nie będziesz Marysiu wody nosić, bo będziesz jej miała w oczach dosyć". Dominacja mężczyzny w małżeństwie była tradycją słowiańską - w „Starej baśni" żona Wisza musiała spłonąć ze zmarłym mężem, jak niewolnica - była też podtrzymywana przez naukę Kościoła, przez Pawłowe zalecenie „Żony bądźcie poddane mężom, jak przystało w Panu".

Paweł Franczak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.