Schron po "aryjskiej stronie" Warszawy

Żydzi pojmani przez SS w trakcie tłumienia powstania w getcie warszawskim Fot. Wikimedia Commons Żydzi pojmani przez SS w trakcie tłumienia powstania w getcie warszawskim

7 marca 1944 roku Niemcy odkryli tzw. Bunkier "Krysia" przy ul. Grójeckiej w Warszawie, gdzie ukrywało się 38 Żydów

Bunkier "Krysia" powstał na terenie posesji przy ul. Grójeckiej 81 na warszawskiej Ochocie należącej do ogrodnika Mieczysława Wolskiego. Ogród miał powierzchnię ponad jednego hektara i zajmował obszar zamknięty ulicami: Grójecka-Wolnej Wszechnicy-wschodnia część Opaczewskiej (dziś Banacha).

Na terenie posesji znajdowała się szklarnia oraz dwupiętrowy dom, w którym Mieczysław Wolski mieszkał wraz z matką Małgorzatą, siostrami Haliną i Wandą oraz siostrzeńcem Januszem Wysockim.

W 1942 roku Halina Wolska za zgodą matki sprowadziła na Grójecką żydowską dziewczynę o imieniu Wiśka. Ukrywała się ona w domu Wolskich, którzy traktowali ją jak członka rodziny. Prawdopodobnie owa bezinteresowna pomoc udzielona ubogiej żydowskiej dziewczynie, a także związki Mieczysława z Polską Partią Socjalistyczną zadecydowały, iż działacze funkcjonującej w warszawskim getcie Żydowskiej Samopomocy Społecznej zaproponowali Wolskim urządzenie podziemnej kryjówki na terenie ich posesji.

Po blisko miesięcznym pobycie na Grójeckiej Wiśka udała się do getta, skąd powróciła po kilku dniach. Po tygodniu ponownie udała się do getta - tym razem w towarzystwie Mieczysława Wolskiego. Po upływie dwóch dni oboje powrócili na Grójecką z gotowym planem budowy kryjówki i szmuglu uciekinierów.

Szybko rozpoczęto budowę podziemnej kryjówki, przy której zatrudniono kilku młodych Żydów, specjalnie przemyconych w tym celu na "aryjską stronę" Warszawy. Do czasu ukończenia schronu pierwsza grupa Żydów była ukrywana przez Wolskich w piwnicy domu. Nazwę "Krysia" (wywodzącą się od słowa "kryjówka") nadali ziemiance jej mieszkańcy.

Wśród "lokatorów" adwokaci, restauratorzy i historycy

W latach 1942-1944 w bunkrze "Krysia" ukrywało się dziesięć rodzin żydowskich (ok. 40 osób) - w większości dobrze sytuowanych lub wywodzących się ze środowisk inteligenckich. Wśród mieszkańców "Krysi" przeważały małżeństwa w młodym lub średnim wieku, choć chronili się tam również starcy oraz małe dzieci.

W schronie ukrywali się m.in. adwokat Tadeusz Klinger, piekarz Gitter, restaurator Rawicz oraz dr Cendrowicz. Najbardziej znanym lokatorem "Krysi" był historyk Emanuel Ringelblum; ukrywający się w towarzystwie żony Judyty i syna Uriego. Podczas pobytu w kryjówce Ringelblum napisał kilka prac na temat losu Żydów w okupowanej Polsce, w tym słynny esej o stosunkach polsko-żydowskich w czasie drugiej wojny światowej.

Lokatorzy "Krysi" ustanowili między sobą komitet, który dzielił dyżury przy pilnowaniu wejścia, sprzątaniu czy wynoszeniu śmieci. Nieformalnym przywódcą małej społeczności był niejaki "Borowski" (prawdziwe nazwisko nieznane), który zajmował się zbieraniem pieniędzy oraz egzekwowaniem przyjętych zasad bezpieczeństwa i współżycia społecznego. Kontakt z Ringelblumem i pozostałymi członkami grupy utrzymywał Adolf Berman, przedstawiciel Żydowskiego Komitetu Narodowego.

Akcja ukrywania Żydów w bunkrze "Krysia" była największą tego typu operacją ratunkową w okupowanej Warszawie. Koszty utrzymania schronu i jego lokatorów były częściowo pokrywane przez konspiracyjną Radę Pomocy Żydom "Żegota" oraz z funduszy, które ukrywający się Żydzi zdeponowali u rodziny Wolskich.

"Wynajem" za 10 tysięcy

Tablica przy ul. Grójeckiej 77 upamiętniająca lokatorów i opiekunów bunkra "Krysia"
(fot. Wikimedia Commons)

Każdy Żyd wprowadzający się do "Krysi" musiał wpłacić na wstępie 10 tys. złotych, a także być gotowym na uiszczanie regularnych opłat, przeznaczonych na pokrycie kosztów wyżywienia bądź innych wydatków. Niemniej wszystkie istniejące źródła podkreślają uczciwość i słowność Wolskich. Chcąc uniknąć podejrzeń, które mogłoby wzbudzić kupowanie dużych ilości żywności, otworzyli oni nawet niewielki sklepik spożywczy.

Opiekę nad schronem i jego mieszkańcami sprawowała cała rodzina Wolskich. "Mózgiem" operacji ratunkowej był 32-letni Mieczysław Wolski, który odpowiadał za zaopatrzenie i zabezpieczenie schronu oraz utrzymywał kontakt z polskim i żydowskim ruchem oporu. W swym eseju nt. stosunków polsko-żydowskich w czasie II wojny światowej dr Ringelblum poświęcił Wolskiemu wiele ciepłych słów (w jego zapiskach ogrodnik występuje pod pseudonimem "Władysław M.").

Opisał go jako "chłopa z fantazją, dobrego do wypitki i do wybitki", lubiącego "ryzyko i hazard dla samego hazardu". Ringelblum podkreślał, że Wolski był "duszą i ciałem oddany swej najdroższej kochance, pani »Krysi«". Z kolei Orna Jagur wspominała, że Wolski często odwiedzał bunkier, przynosząc jego mieszkańcom wieści ze świata oraz starając się podtrzymać ich na duchu.

Siostrzeniec Wolskiego, kilkunastoletni Janusz Wysocki[c] (w zapiskach Ringelbluma występujący pod pseudonimem "Pan Mariusz"), pełnił służbę wartowniczą w pobliżu kryjówki, ostrzegając ukrywających się Żydów, jeżeli w pobliżu pojawiały się niepowołane osoby. W przypadku niebezpieczeństwa gwizdał pierwsze takty popularnego szlagieru, na co w bunkrze reagowano komendą "kryć się" (z czasem zastąpioną słowem "Krysia"). Wysocki wynosił również z kryjówki śmieci i nieczystości, zwykle korzystając przy tym z pomocy żydowskiego chłopca o imieniu Szymek, lokatora "Krysi".

Wanda Wolska sprawowała pieczę nad zapasami żywności i innych produktów oraz pomagała Januszowi przy wyrzucaniu śmieci i nieczystości. Halina Wolska zajmowała się natomiast korespondencją oraz zakupem towarów. W pomoc ukrywającym się Żydom zaangażowali się także inni członkowie rodziny Wolskich: 65-letnia Małgorzata (seniorka rodu) oraz jej pozostałe córki - Leokadia Borowiakowa, Eugenia Warnocka i Maria ("Maryna") Czekajewska. Małgorzata starała się podtrzymywać uciekinierów na duchu oraz służyć im dobrą radą.

Podejmowała również wysiłki, aby nawiązać kontakt z ich zaginionymi bądź ukrywającymi się w innych miejscach krewnymi. Leokadia prowadziła wspomniany wcześniej sklep spożywczy, a Eugenia pomagała Halinie w załatwianiu bieżących spraw. Z kolei Maria, wykwalifikowana pielęgniarka, w razie potrzeby udzielała ukrywającym się Żydom niezbędnej pomocy medycznej.

28 metrów kwadratowych wolności

"Krysia" miała kształt prostokąta o wymiarach ok. 7 na 5 metrów i powierzchni ok. 28 metrów kwadratowych - zgodnego kształtem i wymiarami ze znajdującą się na powierzchni szklarnią. Wzdłuż obu ścian postawiono rzędy prycz, które mogły pomieścić 34 osoby (pozostałych czterech uciekinierów spało na rozkładanych łóżkach polowych).

Pomiędzy pryczami stał pas połączonych drewnianych stołów i długich ławek. Oświetlenie stanowiły dwie karbidowe lampki. Za przegródką na lewym krańcu schronu znajdowała się niewielka kuchenka. Dym odprowadzono rurą przez wybity w suficie otwór. Orna Jagur wspominała, że wylot rury dla niepoznaki ukryto w gęstej kępie roślinności, podczas gdy inne źródła podają, że piecyk podłączono do nieczynnego przewodu kominowego sąsiedniej oficyny "Piver". Za ubikację służył zasłonięty parawanem kubeł. Do schronu doprowadzono nawet kran z bieżącą wodą.

W porównaniu z innymi żydowskimi kryjówkami w Warszawie warunki panujące w "Krysi" mogły uchodzić wręcz za komfortowe. Niemniej życie w podziemnym schronie wiązało się z szeregiem uciążliwości. Panował w nim zaduch i niezmiennie wysoka temperatura, we znaki dawała się również plaga pluskiew. W ciągu dnia lokatorzy musieli zachowywać absolutną ciszę, aby nie zwrócić uwagi pracujących w ogrodzie robotników. Otwarcie klapy i wpuszczenie świeżego powietrza było możliwe wyłącznie w nocy.

Pozostawanie w stałym zamknięciu - w ciągłym zagrożeniu i w towarzystwie w tej samej, małej grupy osób - nieuchronnie rodziło problemy psychologiczne i wzajemne niesnaski. Orna Jagur wspominała, że złą atmosferę wprowadzał często apodyktyczny i konfliktowy charakter "Borowskiego". W trakcie pobytu w schronie samobójstwo popełniła 13-letnia dziewczynka o imieniu Basia (Wolski wraz z siostrzeńcem pogrzebali jej ciało w ogrodzie).

Kryjówka była kilkukrotnie zagrożona dekonspiracją. Pewnego razu do domu Wolskich przybył agent Gestapo, pytając, czy przechowują oni Żydów. Mieczysław zdołał wówczas uśpić jego podejrzenia. Innym razem jeden z pracujących w ogrodzie polskich robotników zaczął kopać glinę w miejscu, gdzie znajdował się grób Basi.

Najbardziej niebezpieczna sytuacja miała jednak miejsce, gdy jeden z Żydów zapomniał zasłonić klapę od wejścia do kryjówki, przez co polska robotnica usłyszała ludzkie głosy dochodzące z podziemi. Przerażona kobieta zaczęła rozpowiadać, że szklarnia Wolskich jest nawiedzona przez duchy. Wolski pod pretekstem przebierania grzybów zaprosił wówczas do szklarni funkcjonariusza polskiej granatowej policji, dzięki czemu plotki na pewien czas ucichły.

Tragiczny koniec "Krysi"

7 marca 1944 na teren ogrodu Wolskich wtargnęli Niemcy, którym towarzyszyli granatowi policjanci. Niemal od razu odnaleźli ukryty pod szklarnią schron, z którego wyciągnęli 38 Żydów. Ciężko pobity Wolski zdołał przekonać Niemców, że jego matka i siostry nie wiedziały o znajdującej się w ogrodzie kryjówce. Nie był natomiast w stanie uratować siostrzeńca, którego Niemcy wyciągnęli ze schronu wraz z Żydami.

Jeszcze na Grójeckiej samobójstwo przez zażycie cyjanku popełnił jeden z lokatorów "Krysi" - Tadeusz Klinger. Opróżniony schron Niemcy obrzucili granatami. Schwytani Żydzi zostali wraz z Mieczysławem Wolskim i Januszem Wysockim zabrani do więzienia na Pawiaku. W meldunku przekazanym później przez konspiracyjną komórkę z Pawiaka znalazła się informacja, iż w grupie przywiezionej ze schronu na Grójeckiej znajdowało się 16 mężczyzn i 24 kobiety. Prawdopodobnie trzy dni później wszystkich rozstrzelano w ruinach getta warszawskiego.

W trakcie niemieckiej akcji aresztowana została także Halina Wolska-Michalecka, która po dwóch dniach została jednak wypuszczona na wolność. Ruchomy majątek należący do Wolskich i ich podopiecznych został skonfiskowany (z raportów sporządzonych przez współpracujących z Podziemiem funkcjonariuszy granatowej policji wynika, iż w "Krysi" odnaleziono m.in. futra, biżuterię oraz cztery kilogramy złota).

Część ubrań, uznanych przez Niemców za bezwartościowe, mieli rozszabrować mieszkańcy okolicznych domów. Przez trzy następne dni teren posesji był pilnowany przez granatową policję. Ocaleni członkowie rodziny Wolskich spotkali się z niechęcią i ostracyzmem ze strony sąsiadów. Z grona lokatorów "Krysi" ocaleli jedynie Orna Jagur (Irena Grodzińska) i jej mąż Józef, którzy wyprowadzili się z bunkra na kilka miesięcy przed jego wykryciem.

Zawinił 18-letni konfident czy kobieca zemsta?

Polskie opracowania podają zazwyczaj, że Gestapo wpadło na trop kryjówki na skutek donosu złożonego przez 18-letniego Polaka, Jana Łakińskiego (znanego na Ochocie szmalcownika i konfidenta). 24 lutego 1944 grupa likwidacyjna dowodzona przez Stanisława Sękowskiego ps. "Michał", "Rugia" zastrzeliła Łakińskiego przed bramą domu przy ul. Pługa 1/3, gdzie zamieszkiwał.

W ten sposób wykonany został wyrok śmierci wydany na Łakińskiego przez sąd specjalny Okręgu Warszawskiego AK[35] (część źródeł sugeruje, że egzekucja Łakińskiego nastąpiła niedługo po dekonspiracji "Krysi"). Trzy niezależne źródła, do których dotarł amerykański historyk Samuel D. Kassow, twierdziły jednak, że kryjówkę wydała Niemcom była dziewczyna Mieczysława Wolskiego (w zemście za zerwanie związku).

Likwidacja "Krysi" była prawdopodobnie elementem szeroko zakrojonej operacji wymierzonej w żydowskie kryjówki po "aryjskiej stronie" Warszawy, przeprowadzonej w pierwszych miesiącach 1944 roku przez niemieckie służby bezpieczeństwa wspierane przez wyspecjalizowaną komórkę działającą w ramach podporządkowanej okupantom Polskiej Policji Kryminalnej (Polnische Kriminalpolizei).

W "akcji" przy ul. Grójeckiej miał osobiście brać udział szef tej komórki, SS Werner Balhause, oraz wielu jego podwładnych. Wiadomo przy tym, iż jednym z tajnych współpracowników sekcji Balhausego był wspomniany wcześniej Jan Łakiński. Wykrycie kryjówki zostało uznane przez niemieckie władze policyjne za duży sukces. Jeszcze tego samego dnia wystąpiono bowiem z wnioskiem o przyznanie nagród pieniężnych piętnastu funkcjonariuszom Kripo.

27 kwietnia 1990 na ścianie bloku mieszkalnego wybudowanego na miejscu dawnego ogrodu Wolskich umieszczono tablicę zaprojektowaną przez Marka Moderau, upamiętniającą lokatorów "Krysi" oraz ich polskich opiekunów. Napis na tablicy głosi:

" W tym miejscu znajdowała się ziemianka, w której rodzina Wolskich, miejscowych ogrodników, ukrywała w latach 1942-1944 około 40 Żydów, uciekinierów z Getta Warszawskiego. Wśród nich znanego historyka dr. Emanuela Ringelbluma, badacza dziejów Żydów Polskich, organizatora tajnego Archiwum Getta. W marcu 1944 r. po ujawnieniu ziemianki hitlerowcy wymordowali wszystkich ukrywających się w niej Żydów oraz ich opiekunów."

4 czerwca 1989 pięcioro członków rodziny Wolskich - Mieczysław Wolski, Małgorzata Wolska, Halina Wolska-Michalecka, Wanda Wolska-Szandurska i Janusz Wysocki - zostało odznaczonych medalem "Sprawiedliwy wśród Narodów Świata". Losy lokatorów i opiekunów kryjówki przy ul. Grójeckiej przedstawiono w filmie dokumentalnym pt. "Krysia" (scenariusz i reżyseria Wiktor Skrzynecki, rok produkcji 1990).

Oprac. na podstawie artykułu z Wikipedii, autorstwa, udost. na licencji CC-BY-SA 3.0

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.