Siermiężne początki erotyki w polskim kinie

Czytaj dalej
Fot. kadr z filmu "Sztuka kochania"
Kuba Dobroszek

Siermiężne początki erotyki w polskim kinie

Kuba Dobroszek

W PRL cenzura obyczajowa miała równie gęste sito jak polityczna. Dlatego polscy reżyserzy i aktorzy na śmiałe sceny i scenariusze pozwalali sobie najczęściej dopiero na emigracji

Czerwiec, 1972 rok. Na Manhattanie odbywa się premiera „Głębokiego gardła" - pierwszego filmu hard core pokazywanego nie tylko w kinach porno. Już w kilka dni po pierwszym pokazie o produkcji dyskutuje niemal cała Ameryka, a „New York Times" obwieszcza początek ery porno chic. Choć na Zachodzie pierwszy pornos dystrybuowany na szeroką skalę robił furorę, w Polsce o tego typu przedsięwzięciach niemożna było nawet marzyć, a najatrakcyjniejszą sceną erotyczną dostępną na ekranach kin była bodaj ta z udziałem Łucji Kowolik i Olgierda Łukaszewicza'w kultowej „Perle w koronie". Porno w PRL? Głównie chyba tylko dzięki plotkom. Nad Wisłą szczytem śmiałości obyczajowej wciąż pozostawał pełny akt kobiecy i co durniejsze świerszczyki.

Druga połowa lat 60. oraz lata 70. ubiegłego wieku to okres rewolucji seksualnej. Dzięki takim twórcom jak Pier Paolo Pasolini czy znacznie bardziej prostackim działaniom w stylu tzw. smokers (czyli męskich klubów, w których wyświetlano krótkometrażówki mające w założeniu służyć edukacji seksualnej) coraz śmielej eksplorowano tematykę około-płciową. Oczywiście nie mówiło się o niej jeszcze tak otwarcie i bezpośrednio jak współcześnie, ale przeciętny odbiorca kultury, nawet ten z od zawsze stosunkowo purytańskiej Polski, doskonale wiedział, czym jest seks oralny.

Mimo że gierkowska cenzura robiła co tylko się dało, by wycinać i zakazywać, nie wszystko, ku uciesze domorosłych erotomanów, udało się zasłonić. No bo niby jak? W dystrybuowanym przez wytwórnię filmów oświatowych cyklu „Alfabet seksu" jest scena, w której młody chłopak opowiada, jak to nazwa kiosku Ruchu skojarzyła mu się z „ruchaniem".

O niewybrednym porównaniu szybko dowiedzieli się rodzice i natychmiast udzielili synowi lekcji o ziarnku, kiełkowaniu i w ogóle cudownym akcie zachodzącym czasem między dwojgiem dorosłych ludzi. Tak, tak, jeśli Polak stykał się dawniej z szeroko rozumianą erotyką, to były to jedynie bujne owłosienie Joanny Trzepiecińskiej w „Sztuce kochania" (choć to już koniec lat 80.), plotki o przekłuwaniu prezerwatyw przez wrednych sprzedawców oraz wywody prof. Zbigniewa Lwa-Starowicza, który publicznie ośmielał się używać takich słów jak masturbacja czy penis.

Róża zwiastuje pornosa?

Co bardziej naiwni wierzyli we wszelakie plotki oraz miejskie legendy dotyczące ewentualnych emisji filmów pornograficznych w TVP. Szczególnie popularne były pogłoski o tym, że w okresie Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, w późnych godzinach nocnych, ośmielano się wyświetlać treści erotyczne, których adresatami byli przede wszystkim partyjni oficjele. Takiego „tajnego" pornosa miała ponoć zwiastować spikerka podczas zapowiedzi ubrana w strój z czerwonym akcentem lub trzymająca w studiu różę w butonierce.

W rzeczywistości do tego typu premier rzeczywiście dochodziło, ale już w schyłkowej fazie PRL i bez specjalnego szyfru w ubiorze prezenterki. Produkcje prezentowane w specjalnym paśmie więcej wspólnego miały zaś z nieśmiałą erotyką niż wyuzdaną pornografią. Kto nie pamięta słynnej „Różowej landrynki", niech pierwszy rzuci kamieniem!

Równie chętnie dzielono się historiami, wedle których w siedzibach komunistycznej wierchuszki urządzano maratony hardcore'owych pornosów, oczywiście suto zakrapiane wysokoprocentowymi trunkami. Zapewne więcej było w nich zmyślonych motywów niż udowodnionych faktów, jednak nie były one całkiem bezpodstawne. Jerzy Urban na łamach magazynu „Vice" tak wspomina swój pierwszy kontakt z filmem, „który go podniecił': - Kierowca redakcji „Polityki" zaprosił nas do jakiejś ciemnej komórki na pokaz filmów pornograficznych. To był cykl niemieckich filmów z lat 20. (...) Jakiś pan wchodził w szlafroku i szlafmycy, zdejmował je i w długich kalesonach rzucał się na damę w gorsecie, wykonując królicze ruchy. (...) Zamiast się śmiać, bo to przecież było archaiczne, to mi stanął...

Ówczesnej władzy zależało nie tylko na cenzurowaniu publikacji, filmów czy książek niewygodnych politycznie. Partia starała się kontrolować również życie prywatne swoich podopiecznych, odcinając ich tym samym od treści rzekomo szkodliwych - według oficjalnych przekazów strażnicy socjalistycznej moralności utożsamiali erotykę ze zgubnym wpływem Zachodu oraz postępującą ideologiczną dywersją. Władysława Gomułkę ponoć wręcz przeraził widok odkrytego dekoltu Kaliny Jędrusik.

Polski klasyk soft porno

Dlatego najlepsze polskie dokonania z gatunku tych pornograficznych należą do rodaków na emigracji. Niewątpliwie najbardziej rozpoznawalnym twórcą treści erotycznych pozostaje wciąż nasz wybitny animator Walerian Borowczyk, znany także jako „piewca porno de luxe" i „klasyk soft porno". Choć filmowiec tworzył również dzieła w żaden sposób nie epatujące nagością, to właśnie takie produkcje jak „Opowieści niemoralne" czy „Bestia", zdaniem wielu, ugruntowały pozycję Borowczyka i do dziś są punktem centralnym jego bogatej kariery.

„Artystyczne filmy erotyczne" - zwykło się o nich mówić po latach. W wielu miejscach zabraniane, swego czasu również w Polsce, obecnie już ewidentnie nieaktualne i w zasadzie mało atrakcyjne, doskonale wpisywały się w szalejącą wówczas rewolucję seksualną. Choć znaleźli się krytycy zarzucający Borowczykowi uprzedmiotawianie kobiet, nikt nie odmawiał reżyserowi talentu i znajomości filmowego rzemiosła. Historyk filmu Marcin Giżycki podzielił nawet rodzimą animację na dwa okresy: przed Borowczykiem i po nim.

Jak sam autor reagował na zarzuty o szerzenie pornografii? - Erotyka, seks to przecież jedna z najbardziej moralnych stron życia. Erotyka nie zabija, nie unicestwia, nie nakłania do zła, nie prowadzi do popełnienia przestępstwa. Wręcz przeciwnie: łagodzi obyczaje, przynosi radość, daje spełnienie, sprawia bezinteresowną przyjemność - mówił reżyser w rozmowie z Andrzejem Markowskim z „Kina".

Polski twórca wyreżyserował również jedną z części serii „Emmanuelle" - produkcji, która zdenerwowała niejedną feministkę. Główna bohaterka daje się bowiem traktować jak obiekt seksualny, sypia nago, a w dodatku onanizuje się kilkanaście razy dziennie. Choć po wielu latach kolejne części wywołują raczej uśmiech zażenowania na twarzach widzów, „Emmanuelle" zajmuje ważne miejsce w historii także rodzimej erotyki - po premierze pierwszego filmu z rozwiązłą nastolatką parę razy zdarzyło się, że polskie tygodniki opublikowały półnagie zdjęcia odtwórczyni tytułowej roli.

Dziś posądzanie Waleriana Borowczyka o obrazoburczość wywołałoby jedynie pusty śmiech nawet u najzagorzalszych konserwatystów. Artysta zmarł we Francji w 2006 roku, w Polsce pozostając twórcą de facto nieznanym. Wystarczy wspomnieć, że wymienioną wcześniej „Bestię" wyświetlono w naszym kraju już po upadku komuny, w 1992 roku. Borowczykowi nie pomagały również poglądy - jego debiut fabularny „Goto, wyspa miłości" został uznany przez Komitet Centralny PZPR jako film „perfidnie antykomunistyczny". Zarzucano mu, że wizerunek „klasyka soft porno" stworzył na potrzeby liberalnej francuskiej krytyki.

Zakazana Anna Prucnal

Nieco inny los spotkał Annę Prucnal, aktorkę i piosenkarkę, która straciła w 1974 roku polskie obywatelstwo oraz dostała zakaz wjazdu na teren Polski, gdyż, zdaniem partii, zagrała w filmie „nie tylko wybitnie antysocjalistycznym i antypolskim, ale także w pełni tego słowa znaczeniu pornograficznym". Polska Audrey Hepburn - jak nazywano artystkę - nie wypierała się swoich dokonań, jej natura dała o sobie znać na długo przed premierą pamiętnego „Sweet Movie" w reżyserii Dusana Makavejeva. Prucnal wspominała na przykład w swojej biografii, że jako nastolatka onanizowała się, patrząc na zdjęcie Majakowskiego, a później spowiadała się z tego, że „znowu śnił się jej Majakowski". W latach 80. koncertowała dla Solidarności, oficjalnie powróciła do kraju dopiero w 1989 roku, po tym jak ówczesny prezydent Francji François Mitterrand zaprosił ją do swojej delegacji towarzyszącej mu w czasie wizyty w Warszawie.

Co takiego nie spodobało się w „Sweet Movie" gierkowskim pomagierom? Oficjalnie cała afera wokół produkcji związana była z archiwalnymi ujęcia mi z Katynia, które słowacki reżyser umieścił w swoim filmie - zdaniem partii dzieło słowackiego reżysera stało się jednoznacznym oskarżeniem komunistycznego systemu o popełnienie wielu zbrodni. Nikt jednak nie miał wątpliwości, że purytańską cenzurę równie mocno zniechęciła choćby dosyć długa sekwencja orgii, także z udziałem fekaliów czy ujęcie pozłacanego członka milionera w stanie erekcji. Zresztą „Sweet Movie" zakazano nie tylko w Polsce - ta historia dziewicy z najpiękniejszą łechtaczką na świecie spotkała się z blokadą cenzorską również w wielu innych krajach. W zasadzie do dziś szokuje, choć chętnie prezentuje się ją na wszelakich przeglądach filmowych.

Jednak mimo że zarówno Prucnal, jak i Borowczykowi zarzucano zbyt nachalne szerzenie pornografii, nie można stwierdzić, że tworzyli stricte w branży porno. Mimo wszystko zagospodarowywali niszę kina erotycznego, ale jednocześnie wciąż w jakimś stopniu - mniejszym lub większym - artystycznego. Czego z kolei nie można powiedzieć o Teresie Orlowski - wrocławiance, właściwie pierwszej polskiej gwieździe porno. Prawdziwą karierę zrobiła dopiero po emigracji do Niemiec w 1979 - osiedliła się w Bochum, gdzie po pierwszych rozbieranych sesjach fotograficznych szybko poznała znanego producenta branży pornograficznej. Zaiskrzyło - para wzięła ślub oraz rozkręciła własny pornobiznes. - Polska była wtedy szarym, komunistycznym krajem, gdzie zwykły człowiek nie miał prawa głosu. Nic nie można było robić. Pragnęłam innego życia. Ja się tu po prostu dusiłam - opowiedziała po latach Orłowski w jednym z wywiadów.

Eksportowa Teresa

Wrocławianka rozpoczynała od gry w klasycznych produkcjach porno. Na każdym kroku podkreślała swoje pochodzenie, czym szybko zaskarbiła sobie sympatię wielu niemieckich, i nie tylko, mężczyzn - jako przedstawicielka kraju zza żelaznej kurtyny budziła naturalną ciekawość. Z czasem występowała w coraz odważniejszych filmach, zajmowała się także ich reżyserią oraz produkcją. Sporo jej twórczości dotarło nad Wisłę - szczęśliwcy wszelakimi kanałami próbowali zetknąć się z dorobkiem Orlowski, gazety z jej zdjęciami chowano w najciemniejszych zakamarkach męskich szuflad. Dopiero po upadku komunistycznego systemu, dzięki wzrostowi popularności VHS oraz kwitnącemu rynkowi pirackiemu, gwiazda stała się w Polsce rzeczywistą ikoną porno. Byli i tacy, którzy uważali wrocławiankę za główny towar eksportowy naszego kraju, oczywiście obok Orłów Górskiego.

Obecnie Teresa Orlowski wiedzie spokojne życie emerytki hobbystycznie specjalizującej się w kuchni śródziemnomorskiej. Ma zakaz wjazdu na teren Niemiec, gdzie seksbombę PRL posądzono o przekręty finansowe.

Należy jednak pamiętać, że Polska Rzeczpospolita Ludowa pod rządami Gierka znacznie różniła się od tej z czasów Gomułki. Obaj partyjniacy zażarcie walczyli z nielegalną pornografią, jednak ten pierwszy po pewnym czasie nieco temperował swoje cenzorskie zapędy w dziedzinie erotyki. Zgodnie z szeroko odtrąbioną propagandą sukcesu zdarzało się, że nawet oficjalnie zatwierdzane przez władze produkcje zawierały obowiązkowo scenę delikatnego, nienachalnego striptizu. Również prasa, zwłaszcza ta młodzieżowa, coraz chętniej eksploatowała temat erotyki, swoje piętno odcisnęli rosnący w siłę hippisi oraz wyzwolona młodzież bawiąca się na Jarocinie.

Sercami kinomanów władały rodzime komedie na czele z „Seksmisją", która co prawda pornosem nie była w żadnym wypadku, na swój sposób jednak oswajała widza z nagością. Choć powyższe aspekty z branżą pornograficzną nie mają zbyt wiele wspólnego, w jakiś niewielki sposób zapewne położyły podwaliny pod prężnie działający rodzimy rynek porno z lat 90. - Filmy kręcone u nas cieszą się uznaniem nie tylko w Polsce, ale też za granicą - zachwalał kiedyś rodzimy przemysł pornograficzny Krzysztof Garwatowski, rzecznik prasowy Pink Pressu, największego producenta por¬no na naszym rynku.

Jedno jest pewne - abstrahując od ocen zarówno dawnych, jak i obecnych pornograficznych przedsięwzięć - seks przestał być w kinie, również polskim, czymś, czego nie widać, a o seksualności zaczęło się otwarcie rozmawiać. Wyciągajcie świerszczyki!

Kuba Dobroszek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.