Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Siódemka Beliny, czyli przednia straż Piłsudskiego

Czytaj dalej
Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Mariusz Grabowski

Siódemka Beliny, czyli przednia straż Piłsudskiego

Mariusz Grabowski

W dwudziestoleciu legendę ułanów Beliny znało każde dziecko. Piosenki o pierwszym patrolu 1. Kompanii Kadrowej na terenie Królestwa Polskiego śpiewano na szkolnych akademiach

W nocy z 2 na 3 sierpnia 1914 r. siedmioosobowy patrol ułanów przekroczył granice Królestwa. Miał rozpoznać sytuację, jak brzmiał rozkaz, „w kierunku na Miechów”. Nad ranem ułani dotarli do dworu w Goszycach należącego do Zofii Zawiszanki, legionowej konspiratorki, gdzie uroczyście się sfotografowali. Na zdjęciu widać dziarskich ułanów w czakach i szamerunkach, niemal wyciętych z Sienkiewiczowskiej „Trylogii”. Tak narodziła się legenda, a niejako przy okazji kawaleria II Rzeczypospolitej.

Zapamiętajmy bohaterów tej opowieści: Władysław Prażmowski - „Belina”, Zygmunt Karwacki - „Bończa”, Stanisław Skotnicki - „Grzmot”, Janusz Głuchowski - „Janusz”, Antoni Jabłoński - „Zdzisław”, Stefan Kulesza - „Hanka” oraz Ludwik Skrzyński - „Kmicic”.

Rosjanie na horyzoncie

Informacja o fotografii, która miałaby być celem nocnego wypadu, jest - rzecz jasna - złośliwostką powielaną w II RP przez niechętnych legionowym mitom. W rzeczywistości patrol okazał się udany. Gdy ułani przybyli do Jędrzejowa, nie zastali w nim już Rosjan - polscy rezerwiści, którzy tego dnia zgłosili się do tutejszego punktu mobilizacyjnego, poinformowali, że Rosjanie poważnie potraktowali wyolbrzymioną wieść o zmierzającym ku nim licznym polskim oddziałom i zrejterowali z miasta.

Wówczas dowodzący akcją Władysław Prażmowski, marsowy wąsacz noszący przydomek Belina, uznał, że postawione zadanie militarne zostało wykonane, i zarządził powrót przez Słomniki - inną, niż wstępnie planowano, drogą. Zamierzał bowiem uderzyć na stacjonujący tam oddział rosyjskiej straży granicznej. Gdy jednak po przybyciu na miejsce okazało się, że w Słomnikach przebywa duży oddział wojsk rosyjskich, w sile przeszło kompanii, odstąpili od zamiaru walki i ukryci w zbożu odczekali do czasu, gdy Rosjanie odmaszerowali.

Do kolejnego starcia z Rosjanami o mało nie doszło we wsi Prandocin. Zbliżający się do wsi zwiadowcy w panującej porannej mgle dostrzegli patrol jeźdźców. Belina postanowił uderzyć i podał rozkaz ataku na bagnety - strzelcy ruszyli tyralierą w kierunku wroga. Na szczęście Rosjanie, których było znacznie więcej niż Polaków, z powodu mgły również źle oszacowali liczbę atakujących i - unikając starcia - „wycofali się w kierunku Skalbmierza”.

Jedna w późniejszych wersji legendy beliniackiej podaje, że ku strzelcom wyszedł ponoć z kościoła ksiądz Wiadrowski, były powstaniec styczniowy, i udzielił im błogosławieństwa. Nie spełniły się tym samym słowa komendanta Piłsudskiego, który żegnał ich dwa dni wcześniej sarkastycznym dowcipem: „Choć będziecie wisieć, spełnicie pięknie żołnierski obowiązek, ale historia o was nie zapomni”.

Rodzi się legenda

Inną wersję tej historii, nieco mniej bohaterską, znajdujemy w tomie „Legiony Polskie 1914-1918”, wydanym w Krakowie w 1998 r. „W nocy z 2 na 3 sierpnia patrol wyruszył z Oleandrów. Jak na zwiad kawaleryjski był niezwykły, bo żaden z jego członków nie dysponował wierzchowcem. »Siódemka Beliny« jechała na bryczce należącej do Leona Kozłowskiego, udającego się z rozkazu Józefa Piłsudskiego z nielegalnymi drukami, tzw. bibułą, do Królestwa Polskiego, oraz na wypożyczonej krakowskiej dorożce. Została ona zresztą odesłana z powrotem, wkrótce po minięciu granicy, czego dokonano w pełnym umundurowaniu, z bagnetami osadzonymi na broń. Przy tej okazji »Belina« przemówił do swych podkomendnych, jak później relacjonował, podkreślając szczęście i zaszczyt, jaki ich spotkał, że są pierwszymi żołnierzami zmartwychwstającej Polski, którzy otwarcie, z bronią w ręku, łamią kordony dzielące Ojczyznę”. Zwiadowcy cali i zdrowi wrócili do Krakowa 4 sierpnia już z końmi, które otrzymali w majątku Skrzeszowice.

„Siódemka Beliny” w pełnym składzie i podczas swej pierwszej akcji w dworze w Goszycach, sierpień 1914 r.
Narodowe Archiwum Cyfrowe Władysław Belina-Prażmowski ze swoimi ludźmi. Rok 1914

Oddział wyruszył w pole po raz kolejny już 6 sierpnia, jako forpoczta przygotowywanego od dawna marszu „Kadrówki”. Według wspomnień Józefa „Kolca” Smoleńskiego, między Michałowicami a Słomnikiem „Belina” i „Kmicic” wymienili strzały z napotkanymi rosyjskimi policjantami, co miało być pierwszym starciem oddziałów Piłsudskiego z przeciwnikiem.

Dalej dowiesz się:

- jakie były losy beliniaków po I wojnie światowej

- jak budowano legendę beliniaków

- jakie funkcje pełnili szwoleżerowie w armii II RP

Pozostało jeszcze 75% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 6,15 zł miesięcznie.

    już od
    6,15
    /miesiąc
Mariusz Grabowski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.