„W bój lećmy zwyciężać…” Kraków i Galicja wobec powstania styczniowego

Czytaj dalej
Piotr Hapanowicz

„W bój lećmy zwyciężać…” Kraków i Galicja wobec powstania styczniowego

Piotr Hapanowicz

Od granicy zaboru rosyjskiego do Krakowa było zaledwie kilkanaście kilometrów. Miasto szybko stało się dla powstańców styczniowych bazą i zapleczem zaopatrzeniowym

Tytułowy cytat pochodzi z wiersza „Hymn polski” Mieczysława Romanowskiego z 1860 r. Poeta, mieszkaniec Galicji, był najwybitniejszym przedstawicielem ostatniej, przedpowstaniowej fazy polskiego romantyzmu. Z wielkim entuzjazmem podejmował ideę walki zbrojnej o niepodległość. Bardzo popularne w tamtym czasie utwory Romanowskiego: „Co tam marzyć!” czy też wiersze „Kiedyż”, „Hymn polski” i „Pieśń młodej wiary” głosiły konieczność walki i patriotycznej ofiary.

Po wybuchu powstania styczniowego Romanowski został aresztowany przez policję austriacką podczas próby przedostania się do Królestwa Polskiego. Uwolniony, przekroczył ostatecznie granicę i służył jako oficer i adiutant w oddziale Marcina Borelowskiego „Lelewela” (1824-1863). Poeta poległ 24 kwietnia 1863 r. w bitwie pod Józefowem (powiat biłgorajski). Miał 30 lat.

Na granicy dwóch zaborczych potęg

Jaka właściwie była rola Krakowa w powstaniu styczniowym? Miasto leżało w monarchii austriackiej, kilkanaście kilometrów na południe od granic zaboru rosyjskiego. Stało się zatem ważną bazą i zapleczem zaopatrzeniowym powstańców. Ponadto wielu młodych ludzi, w tym studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego i Instytutu Technicznego, przedzierało się z Galicji do oddziałów powstańczych. Z krakowskiej młodzieży powstał doborowy oddział powstańczy, zwany żuawami śmierci. Jej twórcą był zawodowy żołnierz Franciszek Rochebrune (1830-1871), z pochodzenia Francuz. Znawca dziejów wojskowości, Eligiusz Kozłowski, oceniając wyprawy wojenne wychodzące z Krakowa w 1863 r., stwierdził, że stanowili oni jedyną formację krakowską, która osiągnęła możliwe wówczas wyżyny wyszkolenia, uzbrojenia i umundurowania.

Pierwsza większa grupa wyruszyła 6 lutego 1863 r. do pobliskiego Ojcowa. Kilkanaście dni później, 17 lutego doszło do krwawej bitwy o Miechów. Atak na miasto przeprowadzony pod dowództwem płk. Apolinarego Kurowskiego (1818-1878), mimo męstwa i brawury powstańców, zakończył się całkowitą klęską. Poległo bądź zostało rannych 400 Polaków, a Kraków okrył się żałobą. Klęska pod Miechowem zaważyła na kolejnych wyprawach zbrojnych organizowanych pod Wawelem. Podstawowym ich zadaniem było połączenie się z oddziałami walczącymi w Królestwie Polskim. Od kwietnia do sierpnia 1863 r. zorganizowano jedenaście takich eskapad (ponad 3000 ludzi), lecz wszystkie zostały szybko rozbite przez Rosjan.

Tajne prochownie i powstańcze szpitale

Z Krakowa szły dla powstania transporty broni, kupowanej w Wiedniu. Pod Wawelem działały fabryki amunicji (jesienią 1863 r. było ich sześć) oraz składy amunicyjne w wielu prywatnych domach. Z jednym z tych miejsc związane jest tragiczne w skutkach wydarzenie. 7 sierpnia 1863 r. w wybuchu tajnej wytwórni prochu, mieszczącej się w kamienicy Anny Krones na rogu Szewskiej i Jagiellońskiej (dawnej Teatralnej), zginęło pięć osób. Jedną z ofiar była dwuletnia dziewczynka Ludka (Ludwika) Królikowska, córka znanej pary aktorskiej: Amelii z Krajewskich i Karola Królikowskiego. Ten ceniony aktor od 1855 r. był głównym reżyserem i kierownikiem artystycznym, a w 1863 r. został dyrektorem teatru. Tragiczne wydarzenie zostało opisane w „Czasie”, a także w listach malarza Wojciecha Eliasza Radzikowskiego. Znawca dziejów Krakowa Ambroży Grabowski pisał z kolei do córki, że po wybuchu odbył się najuroczystszy pogrzeb w ciągu 66 lat jego pobytu w Krakowie, zaś Floriańska, Szpitalna, Planty, Lubicz i Rakowicka „była to jedna masa kilkunastu tysięcy ludzi, a na cmentarz nie można było się docisnąć”.

Dzięki krakowskim lekarzom i studentom medycyny, w miasteczkach i dworach wzdłuż granicy, a i w samym Krakowie, w domach prywatnych i klasztorach, działały szpitale. Ofiarnie udzielał się Komitet Niewiast Polskich, którego członkinie - obok pracy w szpitalach - pełniły także funkcje kurierek, gromadziły leki i środki opatrunkowe, zaopatrywały powstańców w żywność i odzież.

Stańczycy: dość konspiracji

Władze austriackie, początkowo obojętnie nastawione do powstania, z czasem pod wpływem interwencji Rosji przystąpiły do stosowania represji wobec polskich działaczy niepodległościowych. 15 grudnia 1863 r. za sprzyjanie insurekcji zawieszono na trzy miesiące konserwatywny dziennik „Czas”. 29 lutego 1864 r. Austriacy ogłosili stan oblężenia w Krakowie i całej Galicji, który potrwał do połowy kwietnia następnego roku. Tylko do kwietnia 1864 r. austriackie sądy w Krakowie wydały 1178 wyroków skazujących.

Klęska powstania dała zrozumiały upust pełnym emocji i goryczy głosom krytyki w ówczesnej publicystyce i myśli politycznej. Po wielkim wstrząsie Kraków powracał z wolna do normalnych warunków życia. „Wracał wzbogacony jeszcze jedną chlubną kartą w swej historii, jeszcze jednym ofiarnym wysiłkiem rzuconym na szalę zbrojnej walki o niepodległość. Zarazem wchodził w stadium najgłębszego w swoich dziejach porozbiorowych przeobrażenia ideowego, które na pół niemal wieku zamknęło tak tłumnie dotąd uczęszczane w jego murach podziemia spiskowe, kazało zamilknąć nie tylko odgłosom oręża, ale samej myśli powstańczej”. Dominującą rolę w mieście przejęli młodzi konserwatyści, zwani stańczykami, którzy ostro krytykowali czyn niepodległościowy, nazywając go „liberum conspiro” (wolnym spiskowaniem) i wskazując na zgubne skutki dla narodu, analogiczne do tych spowodowanych szlacheckim „liberum veto”. Krakowscy stańczycy zalecali lojalizm i pracę organiczną na rzecz narodu. Jedną z najważniejszych postaci w tym środowisku był Stanisław Koźmian (1836-1922), publicysta i polityk, związany z paryskim Hotelem Lambert, który sam przeszedł znamienną ewolucję poglądów. W czasie powstania styczniowego Koźmian zaangażował się w działalność niepodległościową, m.in. jako członek Wydziału Spraw Zagranicznych przy Langiewiczu, czy następnie członek Rządu Narodowego dla Galicji. Po klęsce zrywu narodowego został czołowym ideologiem konserwatystów galicyjskich i jednym z przywódców Stańczyków. W 1869 r. wraz z przyjaciółmi opublikował na łamach „Przeglądu Polskiego” pamflet polityczny „Teka Stańczyka”. Troska o dobro narodu polskiego przerodziła się u Koźmiana w negację polskiego czynu niepodległościowego. W trzytomowym dziele „Rzecz o 1863 r.”, wydanym w 1894 r. w Krakowie, zawarł bardzo ostrą krytykę powstania styczniowego, głosząc przy okazji pochwałę margrabiego Aleksandra Wielopolskiego. Ten ostatni był naczelnikiem cywilnego rządu Królestwa Polskiego i przeciwnikiem konspiracji, który zorganizował pobór do rosyjskiego wojska, tzw. brankę - bezpośredni powód wybuchu powstania. Wielopolskiemu przypisuje się powiedzenie: „Dla Polaków można czasem coś dobrego zrobić, ale z Polakami nigdy”.

Z dzieła Koźmiana pochodzi następujący cytat: „Cwałem ku przepaści. Żaden może naród z takim uporem, z takim zapałem, z takim zaślepieniem, z takim poświęceniem nie spieszył do własnej zguby, jak polski w r. 1863”. Wyznanie wiary Stańczyków spotkało się jednak z ostrą krytyką byłych uczestników powstania: Tadeusza Romanowicza (1843-1904), Jana Stella-Sawickiego („Struś”), czy Kazimierza Bartoszewicza (1852-1930).

Kraków weteranów

Przez dziesięciolecia pamięć o powstańcach styczniowych była w Krakowie żywa, m.in. za sprawą domu weteranów. W 1892 r. zawiązał się Komitet „Przytuliska”, a trzy lata później przy ul. Zwierzynieckiej otwarto pierwszy dom dla powstańczych weteranów (obecnie nieistniejący). W 1901 r. zaczęło działać „Przytulisko” Weteranów Powstania Styczniowego przy ul. Biskupiej 18. Dwupiętrowy budynek z ogródkiem został wybudowany m.in. ze składek powstańców.

Wkrótce po odzyskaniu niepodległości, 21 stycznia 1919 r. Naczelnik Państwa Józef Piłsudski wydał rozkaz specjalny, w wyniku którego Sejm Ustawodawczy przyznał weteranom i wdowom po powstańcach styczniowych prawo do pobierania emerytury oraz do noszenia specjalnych fioletowych mundurów Wojska Polskiego. W grudniu tego roku specjalna komisja przyznała prawa weteranów powstania styczniowego 3644 osobom. Przez cały okres międzywojenny trwał w kraju nieprzerwany kult powstania 1863 r. Weteranów przyjmowali na audiencjach najważniejsi dostojnicy państwowi, a wszelkie obchody i uroczystości narodowe odbywały się z udziałem powstańców. Cieszyli się też wyjątkowym szacunkiem społecznym. Rozpoznawano ich na ulicy po rogatywkach ozdobionych srebrnym orłem lub biało-czerwoną kokardą.

„W bój lećmy zwyciężać…” Kraków i Galicja wobec powstania styczniowego
Pozostało jeszcze 51% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 6,15 zł miesięcznie.

    już od
    6,15
    /miesiąc
Piotr Hapanowicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.